Żerowanie na ekobombie

Grażyna Ostropolska 10 kwietnia 2015

Walka z oszustami, którzy zapychają wynajęte magazyny niebezpiecznymi odpadami i znikają, przypomina zabawę w gonienie króliczka. Frycowe zapłacą starostwa, czyli my; utylizacja toksycznych składowisk w naszym regionie pochłonie miliony złotych.

- W Polsce działa mafia śmieciowa; niebezpieczniejsza od paliwowej, bo jej działalność zagraża naszemu zdrowiu i życiu! - ostrzegają eksperci od ochrony środowiska.


Lista miejsc określanych jako bomby ekologiczne stale się powiększa. Są na niej składowiska niebezpiecznych odpadów z naszego regionu. Te największe: w Tarkowie (pow. bydgoski), Potulicach (pow. nakielski), Czołówku (pow. radziejowski) i Janowcu Wlkp. (pow. żniński) to spuścizna po wielkopolskiej spółce Jendrus, z siedzibą w Budzyniu, która na śmieciowym biznesie zarobiła miliony. Brudne, bo nieuczciwe. - O tym się milczy, ale nie daj Boże ktoś by to podpalił i byłoby

skażenie na pół województwa!


- denerwuje się Grzegorz Lewandowski z Czołówka. Wynajął spółce Jendrus magazyn o pow. 1300 m kw., a ta zapełniła go toksycznymi odpadami po dach i zniknęła. - Ludzie się boją, bo to świństwo się ulatnia i śmierdzi. Co jest w beczkach i silosach, które tu zwieziono, nie wiadomo, bo nikt nie odważył się ich otworzyć - tłumaczy Lewandowski.

W maju ub.r. klucze od niebezpiecznego magazynu przejął urząd gminy, a w grudniu starosta radziejowski złożył w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska wniosek o sfinansowanie utylizacji odpadów w ramach… rozbrajania bomb ekologicznych. Odpowiedzi jeszcze nie dostał.

- Wynająłem kancelarię prawną i będę skarżył starostę żnińskiego za to, że wydał firmie Jendrus zezwolenia na składowanie odpadów w moim magazynie w Janowcu Wlkp., mimo że w umowie najmu, zawartej tą firmą, umieściłem zapis: „Zabrania się składowania materiałów niebezpiecznych dla zdrowia i życia” - oznajmia Leszek Walkowiak. Ma żal do starosty, że po wydaniu decyzji nie kontrolował najemcy. Niebezpieczną spuściznę po Jendrusie oblicza na 1,5 tys. ton odpadów. - WIOŚ pobrał tu próbki gruntu i potwierdził, że skażenie kadmem i innymi niebezpiecznymi pierwiastkami wielokrotnie przekracza dopuszczalne normy, a to jest centrum Janowca i obok mieszkają rodziny z dziećmi - zauważa Walkowiak, który obok skażonego magazynu ma biuro swojej firmy handlującej paszami.

- To trucie musi się skończyć!


- jasno stawia sprawę Carl Axel Johannes, który przed 4 laty wydzierżawił spółce Jendrus (a wcześniej: PW Jędruś) pustą halę w Potulicach. O tym, że ten zapchany po brzegi magazyn to prawdziwa bomba ekologiczna pisaliśmy przed 2 laty w publikacji „Niebezpieczni odpadożercy”. Na nieprzyjemny zapach zgromadzonych tam chemikaliów i ich wpływ na zdrowie dzieci zwrócił uwagę dyrektor pobliskiej szkoły. „Zaobserwowaliśmy u naszych uczniów kaszel i przecieranie oczu po powrocie z boiska” - alarmował.

Carl Axel Johannes wypowiedział spółce Jendrus umowę, nakielskie starostwo cofnęło jej pozwolenie na składowanie odpadów, a prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo. Biegły sądowy, prof. Jerzy Gaca, potwierdził, że składowisko w Potulicach stwarza „realne zagrożenie dla życia i zdrowia wielu osób, czemu sprzyja wysoka temperatura w blaszanej hali oraz różnorodność zgromadzonych w niej odpadów i rozpuszczalników organicznych, które mogą implikować reakcje chemiczne”.

Minęły dwa lata i...


- Szczerze mówiąc, wyczerpałem już wszystkie możliwości, by tę bombę rozbroić, więc w maju otworzę magazyn i zawieszę na nim ogromny baner z napisem „Tu leży bomba ekologiczna, na którą starostwo nakielskie dało przestępcom pozwolenie” - zapowiada Carl Axel Johannes. Ma żal do nakielskiego starosty, który, jego zdaniem, działa opieszale. - Najpierw wymierzył firmie Jendrus 5 tys. zł grzywny, a gdy się okazało, że egzekucja jest bezskuteczna (bo firma nie ma majątku, za to wielu wierzycieli), zwlekał z egzekucją zastępczą, aż wyrok SKO go do tego przymusił - opowiada Carl Axel Johannes. Zdziwił się, gdy starosta, wiedząc już że wielkopolska firma jest niewypłacalna, wystąpił do niej o

milion zaliczki


na utylizację (w ramach egzekucji zastępczej). - Nie dostał, więc zapowiada, że ściągnie milion od członków zarządu, choć wie, że to słupy z wyrokami i bez majątku, więc ewidentnie działa na zwłokę - zauważa Carl Axel Johannes. Starostwo zapewnia, że działa zgodnie z przepisami, a pieniędzy na utylizację nie ma, bo detonacja bomby w Potulicach może kosztować 11 mln zł. - Są firmy, które zrobią to za 3 mln zł - uważa z kolei Carl Axel Johannes.

Utylizacja niebezpiecznych odpadów w Tarkowie Dolnym (gm. Nowa Wieś Wielka), gdzie w magazynach po dawnej wytwórni styropianu zgromadzono kilkanaście tysięcy ton toksycznych śmieci, pochłonie od 4 do 10 mln zł. Takie są wstępne wyliczenia biegłego sądowego, prof. Jerzego Gacy, który na zlecenie bydgoskiego starostwa i Prokuratury Okręgowej we Włocławku po raz kolejny uczestniczył w wizji lokalnej i badał stan składowiska w Tarkowie. O tej bombie ekologicznej, usytuowanej nad Głównym Zbiornikiem Wód Podziemnych, stanowiącym rezerwę wody pitnej dla Polski i określanym jak obszar najwyższej ochrony (tzw. ONO), pisaliśmy w marcu 2013 r. w publikacji „ONO między prawdą a fałszem”. Od tej pory niewiele się zmieniło. - Czynimy starania o pozyskanie środków na utylizację i piszemy w tej sprawie wniosek do NFOŚ - informuje Zygmunt Michalak, dyrektor wydziału ochrony środowiska w bydgoskim starostwie.

W Sądzie Rejonowym w Nakle toczy się proces Andrzeja N. i Jakuba P. z zarządu spółki Jendrus, oskarżonych o składowanie w Potulicach materiałów, zagrażających zdrowiu i życiu, a sprawami, dotyczącymi: Tarkowa Dolnego, Czołówka i Janowca Wlkp.

zajęło się CBŚ,


nadzorowane przez Prokuraturę Okręgową we Włocławku. - Niedawno wspólnie ze starostwem bydgoskim przeprowadziliśmy oględziny składowiska w Tarkowie Dolnym i czekamy na raport rzeczoznawcy, dotyczący zagrożenia wybuchem lub pożarem, oraz uzupełniającą opinię biegłego, prof. Jerzego Gacy - informuje nadzorujący śledztwo prokurator Jarosław Zieliński.

O tym, że taka bomba ekologiczna to nie bajka, świadczy przykład z Komorników pod Poznaniem, gdzie w sierpniu ub.r. rozszczelniła się beczka, a ulatniające się z niej toksyczne substancje neutralizowało kilka zastępów straży pożarnej. Dopiero wtedy starostwo i WFOŚ w Poznaniu przeznaczyły 2,4 mln zł na utylizację śmieci. Znacznie mniej, bo 30 tys. zł kosztowało gminę Książki w pow. wąbrzeskim usunięcie góry odpadów medycznych, które pan D. z Wąbrzeźna składował na polu znajomego rolnika ze Szczuplinka.

Ci, którzy organizują śmieciowy przekręt, bazują na znowelizowanej ustawie, która pozwala przedsiębiorstwom scedować obowiązek gospodarowania niebezpiecznymi odpadami na inny podmiot, mający odpowiednie zezwolenia. Oszuści wyczuli pieniądz i weszli w śmieciowy interes jak w masło. Wynajmują i pomieszczenia w niewielkich miejscowościach i bez większego trudu otrzymują od starostów decyzje na zbieranie i magazynowanie tam niebezpiecznych odpadów. Bagatelizują nakaz segregacji śmieci i prowadzenia ich ewidencji oraz zapis: „odpady nie powinny być magazynowane dłużej niż wymaga tego przygotowanie partii do utylizacji”. Zapełniają magazyny odpadami i znikają, zostawiając właściciela nieruchomości i okolicznych mieszkańców sam na sam z ekologiczną bombą. Oszuści nadal są na polskim rynku bezkonkurencyjni, bo za odbiór odpadów proponują ceny dużo niższe niż ci, którzy zamierzają je utylizować. Mają też pieniądze na łapówki i nie stronią od fałszerstw.

Prawo


Kto podlega karze

Śledztwo prowadzone przez CBŚ pod nadzorem Prokuratury Okręgowej we Włocławku zmierza w kierunku przedstawienia przedstawicielom spółki Jendrus z Budzynia zarzutów z:

- art. 183 Kk, który stanowi, że „Kto wbrew przepisom składuje, usuwa lub przewozi odpady w taki sposób, że może to zagrozić życiu lub zdrowiu wielu osób lub spowodować zniszczenie w świecie roślin i zwierząt w znacznych rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

- art. 160 Kk, zgodnie z którym: „Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu” temu grozi kara pozbawienia wolności do lat 3, a jeśli działał nieumyślnie - ograniczenie wolności albo jej pozbawienie do roku.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 13-04-2015 21:09

    Brak ocen 0 0

    - pawelek 53: to sa kpiny wojt gminy w nowej wsi wielkiej niby nic niewiedzial to oficjalna wypowiedz wiedzial dokladnieco tam jest grane zreszta jego radni bardzo dobrze wiedzieli co tam sie skladuje bo sami sie tam krecili szukajac dodatkowej pracy

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz