Nawet sadysta kupi misia

Piotr Schutta 10 kwietnia 2015

Rozmowa z EWĄ ROGÓŻ-ADAMCZYK, psychologiem, specjalistką interwencji kryzysowej.

Ewa Rogóż-Adamczyk: - Nie wierzę w resocjalizację osoby, która dopuściła się takiego czynu. Nie w resocjalizację, ot tak sobie. Taki ktoś musiałby przejść konkretny program terapeutyczny dla sprawców przemocy.

Fot.: Tomasz Czachorowski


Co mówi psychologowi kobieta, której partner znęca się nad ich wspólnym dzieckiem?
Na pewno nie chcę takiej kobiety usprawiedliwiać, bo dla przemocy, zwłaszcza wobec dzieci, nie ma wytłumaczenia. Natomiast jako psycholog szukam mechanizmów i prób zrozumienia problemu. Teraz świadczę pomoc kobiecie, której mąż gwałcił przez trzy lata jej upośledzoną umysłowo córkę z poprzedniego małżeństwa. Facet już siedzi w areszcie, czeka na proces. Ta kobieta mówi tak: „Wie pani, ja w ogóle nie chciałam dopuścić do siebie, że to się dzieje”. Może trudno to zrozumieć, ale tak jest, kiedy w grę wchodzą uczucia i różne zależności, a przede wszystkim jest obecny mechanizm przemocy.

Psychologowie często posługują się tym terminem, tłumacząc bierność ofiary. Czasem mam wrażenie, że go nadużywają.
Nie zgodzę się z tym. Gdyby sadysta miał na czole napisane: „Jestem sprawcą przemocy” albo traktował najbliższych wyłącznie w sposób sadystyczny i nie byłoby dobrych chwil ani pozytywnych sytuacji, to żadna kobieta nie tkwiłaby w takim związku. Na pewno wyzwoliłaby się z niego bardzo szybko. Ale tam wszystko jest ze sobą przemieszane. Poza tym w naszym społeczeństwie pokutują różne dziwne przekonania.

Jakie?
Takie na przykład, że rodzice mają prawo wychowywać po swojemu własne dzieci. Ale dla mnie to jest chów, a nie wychowanie. Nawet psa nie można tak traktować. Jest też takie przekonanie: „Jeżeli ja byłem bity i nic mi się nie stało, bo wyrosłem na dobrego człowieka, no, to moje dziecko też musi dostać. A co to jest taki klaps?”

Co takiego musiałoby zrobić trzymiesięczne niemowlę, żeby wzbudzić w dorosłym człowieku chęć ukarania go?
Nie ma takiej siły. To małe dziecko nie ma takiej mocy sprawczej.

A jednak. W Świeciu, w Żninie i innych miejscach, o których ostatnio słyszeliśmy, młody tatuś sadysta brał swoje dziecko i rzucał nim o podłogę. Co zrobiły tamte dzieci?
Prawdopodobnie w ocenie tych tatusiów za długo płakały albo w ich oczach stały się zarzewiem problemów. Bo pojawiły się w nieodpowiednim momencie życia tatusiów, bo trzeba na nie zarabiać, trzeba je karmić. Bo po prostu są.

Co z tymi tatusiami jest nie tak?
Są sfrustrowani, mają poczucie zniewolenia jako rodzice, czują się ograniczani przez dziecko. Nie są gotowi nawet na to, by wejść w świat ludzi dorosłych, a co dopiero, by być rodzicami. Ale tacy się nie rodzą. Znam wielu młodych, którym zdarzyła się „wpadka”, ale nie zakończyła się żadną tragedią. Bo mieli wsparcie dorosłych, bo wyszli z normalnych domów.

Jak trzeba być sfrustrowanym, żeby pobić bezbronne niemowlę?
Boję się tej myśli, ale sądzę, że u takiego sprawcy działa mechanizm odczłowieczenia dziecka. Według niego niemowlę to nie człowiek.

A kto?
Nie kto, tylko co. Trzymiesięczne coś, co ryczy i co jest jego własnością. Przedmiotem, który, jak mu nie pasuje, może kopnąć, wyrzucić, zrobić cokolwiek. Bo dziecko to jest łatwy cel. Zawsze zresztą najbliżsi są łatwym celem. W oczach sprawcy małe dziecko może nie być w ogóle człowiekiem. Bo co ono rozumie? Przeciwstawi się? Powie coś komuś? No nie.

Tak mógł myśleć Adrian N. ze Świecia. W zeznaniach sprzed 4 lat przyznaje, że dziecko go denerwowało, dlatego próbował je uciszać swoimi sposobami. Twierdził, że krzywdy nie chciał zrobić. Sąd mu uwierzył.
Nie chcę dyskutować z wyrokami sądów. Sędziowie są uczeni, kształceni, muszą mieć dowody i tak dalej. Pragnę wierzyć, że wykonują swój zawód rzetelnie. Dręczy mnie natomiast pytanie, na ile powszechne jest w naszym społeczeństwie przekonanie, że kilkumiesięczne dziecko to nie człowiek.

Sugeruje Pani, że tak mogą myśleć niektórzy sędziowie?
Nie wiem. Ale przypuszczam, że gdyby Adrian N. zrobił to samo dorosłemu człowiekowi napotkanemu na chodniku, pewnie wyrokiem sądu płaciłby do dziś grube pieniądze za wywołanie uszczerbku na zdrowiu. Ale własne dziecko mógł skrzywdzić bezkarnie. Denerwuje mnie to bardzo, ale powtarzam, nie chcę dyskutować z wyrokami sądów.

Często koncentrujemy się na sprawcy, a zapominamy o tym, co dalej dzieje się z dzieckiem.
No właśnie. W Polsce zawsze jest tak, że jedynym ukaranym w takich sprawach jest dziecko. Widzimy przemoc i alkoholizm, więc zabieramy dziecko z rodziny patologicznej i umieszczamy je w placówce, która nigdy nie zastąpi prawdziwego domu.

Może to Adriana N. powinno się gdzieś umieścić?
Może. Wtedy nie skatowałby kolejnego dziecka. Ale prawdę mówiąc, nie wierzę w resocjalizację osoby, która dopuściła się takiego czynu. Nie w resocjalizację, ot tak sobie. Taki ktoś musiałby przejść konkretny program terapeutyczny dla sprawców przemocy.

Dlaczego partnerki sadystów nie reagują na krzywdę dzieci? A może to błędny osąd? Może reagują, tylko o tym nie wiemy?
Tu działają silne mechanizmy obronne, charakterystyczne dla osoby uwikłanej w przemoc. Takie kobiety próbują wytłumaczyć sobie jakoś całą sytuację i bronią dzieci, jak tylko potrafią. Często jest tak, że świadomie prowokują agresora, by to na nich skupił swoją złość, a nie na dziecku. Poza tym umniejszają jego winę i wypierają trudne momenty ze świadomości. No, bo przecież ten ojciec nie jest aż taki zły. Kupił słodkiego misia, coś tam narysował z dzieckiem. Przecież z radości aż przez tydzień pił, jak się urodziło.

Żartuje Pani.
Wcale nie. Ja tego nie wyśmiewam. Takie rzeczy słyszę od kobiet w terapii. One w to wszystko wierzą.

Dlaczego nie poproszą innych o pomoc?
Bo uważają, że nie można wynosić tajemnic rodzinnych. Chcą same naprawić swoją rodzinę. Zawiadomienie policji to dla wielu z nich niedopuszczalny donos. Dopiero na zaawansowanym etapie terapii, kiedy zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że zostały uwikłane w mechanizm przemocy, wyrażają zdumienie, oceniając własny brak reakcji przez tak długi czas.

Czego brakuje w domu, w którym dochodzi do skatowania dziecka?
Relacji, uczuć, traktowania człowieka po ludzku, umiejętności i kompetencji do bycia rodzicem. Krótko mówiąc, brak tego wszystkiego, czego obecni dorośli rodzice sami nie doświadczyli w dzieciństwie. Przy tym za dużo jest alkoholu, ubóstwa i innych problemów. Myślę też, że za mało w ogóle obchodzi nas drugi człowiek. Zadajmy sobie pytanie: ilu z nas spotkało się w świątecznym czasie z innymi ludźmi? Niewielu. Za to hurtem puszczamy SMS-y. Nie budujemy dziś relacji między sobą. Człowiek człowieka traktuje przedmiotowo. To ma wpływ na to, jak odnosimy się później do własnych dzieci.

Co możemy zrobić?
Nie liczmy na mądre głowy, które wymyślą nowe programy i ustawy. Zacznijmy od siebie i swojego najbliższego otoczenia. Zacznijmy być bardziej wrażliwi na innych ludzi. Angażujmy się w budowanie relacji z drugim człowiekiem. Nieważne, czy jestem pracownikiem socjalnym, czy zwykłym sąsiadem, nie zaszkodzi mi, jeśli się zastanowię nad tym, dlaczego jakieś dziecko biega nocą po ulicy.

Teczka osobowa


Ewa Rogóż-Adamczyk


- Jest psychologiem, specjalistką interwencji kryzysowej w Bydgoskim Zespole Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych „Hostel”. Rozmawia z ofiarami przemocy domowej i sprawcami.

- Ukończyła psychologię na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.

- Jej pasją pozazawodową jest motoryzacja. Uwielbia samochody i jazdę na quadach. Jest absolwentką znanego w Polsce bydgoskiego Technikum Samochodowego.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 12-05-2015 15:37

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Legion: Nie wiem, co to za uniwersytet, ale bardziej powiezchownej i lapidarnej informacji nie dalo sie udzielic. Nie chce wiedziec, jak Pani Ewa pomaga swoim podopiecznym. Pierwszy raz od dlugiego czasu zirytowalam sie czytajac artykul.

    Odpowiedz