Uwaga! Zły tatuś wrócił

Grażyna Ostropolska 10 kwietnia 2015

Trudno zrozumieć, dlaczego trzy lata temu Sąd Rejonowy w Świeciu skazał Adriana N. jedynie za nieumyślne spowodowanie obrażeń u dziecka. Mężczyzna nie trafił do więzienia i nie miał nadzoru kuratora. Teraz może dostanie...

Co musi zrobić niemowlę, by w oczach niedojrzałego ojca zasłużyć na karę? Nic. Wystarczy, że jest.

Fot.: Thinkstock

Pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych, niedziela wieczór. W spokojnej dzielnicy domków jednorodzinnych przy ul. Chopina w Świeciu pojawia się karetka pogotowia. Mieszkańcy zaczynają domyślać się różnych typowych scenariuszy, ale nikomu nie przychodzi do głowy, że może chodzić o trzymiesięczne... pobite niemowlę.


Pomoc medyczną wezwał 21-letni ojciec dziecka, Adrian N. Jest sam w domu, bo jego 21-letnia partnerka opiekuje się w tym czasie ich półtoraroczną córeczką przebywającą w szpitalu. Mężczyzna pokazuje ratownikom z pogotowia swego trzymiesięcznego synka Piotrusia i tłumaczy spokojnie, że mały „wypadł” mu z rąk podczas karmienia.

Dziecko nieprzytomne


Lekarz rozpoczyna badanie. Zezna później, że niemowlę było bladoszare, prężące się, z zaburzeniami oddychania i nieprzytomne. Pół godziny później tatusia, któremu „wysmyknęło” się dziecko wyprowadzają policjanci, których wezwała ekipa pogotowia. Obrażenia malucha nie wyglądają na takie, które mogły powstać w wyniku upadku z niewielkiej wysokości. Nadzór nad sprawą przejmuje prokurator, Adrian N. trafia na 48 godzin do policyjnego aresztu, a dziecko na oddział intensywnej opieki medycznej do Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 w Bydgoszczy.

- Piotruś jest w stanie krytycznym. Ma poważny uraz mózgu - relacjonuje na gorąco Janusz Borucki, prokurator rejonowy w Świeciu.

Wtorek jest dla prowadzących sprawę dniem pełnym napięcia. Kończy się 48-godzinna sankcja dla Adriana N., któremu nie postawiono jeszcze żadnych zarzutów. Nie można go na razie ani przesłuchać, ani tymczasowo aresztować. W końcu, około południa, do prokuratury wpływa opinia biegłego lekarza, opisująca charakter obrażeń ciała dziecka i mechanizm ich powstania. Biegły wyklucza nieszczęśliwy wypadek. W zderzeniu z jego ustaleniami tłumaczenia 21-letniego tatusia brzmią niewiarygodnie. Wreszcie można rozpocząć przesłuchanie, teraz już podejrzanego.

Prokurator Borucki: - Postawiliśmy Adrianowi N. zarzut umyślnego ciężkiego uszkodzenia ciała dziecka, realnie zagrażającego życiu. Kodeks karny przewiduje za to karę pozbawienia wolności od roku do lat 10.

Przesłuchanie trwa zaledwie godzinę. Młody mężczyzna nie ma sobie nic do zarzucenia. Nadal upiera się przy swojej wersji. Powtarza w kółko, że dziecko mu się „wysunęło”. Przesłuchujący zapisują to do protokołu i odprowadzają zatrzymanego do sądu, gdzie zapada decyzja o zatrzymaniu go na 3 miesiące w areszcie. Na razie.

Świeccy prokuratorzy i policjanci mają wrażenie deja-vu. Już to wszystko z Adrianem N. przerabiali, jesienią 2011 r., gdy trafił do szpitala pierwszy jego synek, 2,5-miesięczny Marcel, którego cudem udało się lekarzom utrzymać przy życiu. Dziś chłopcem opiekuje się rodzina zastępcza. Mały wymaga intensywnej rehabilitacji i może już nigdy nie odzyska w pełni zdrowia.

Akta tamtej sprawy leżą w Sądzie Rejonowym w Świeciu, zamknięte w czterech niepozornych teczkach. Nie da się ich czytać bez emocji.

Adrian N. ma wówczas 17 lat. Pseudonim „Mijagi”, 176 centymetrów wzrostu, 62 kilogramy wagi, blizny za uszami po wszczepieniu implantów - przesłuchujący go policjanci wszystko skrupulatnie odnotowują. Opinia psychiatryczna na temat oskarżonego: osobowość prymitywna, przejawia jedynie proste emocje, uczuciowość wyższa niedostatecznie ukształtowana, typ mało refleksyjny, otaczającą go rzeczywistość spostrzega w sposób uproszczony, wgląd w siebie mały.

Z zawodu rzeźnik


Młodzieniec jest wówczas zameldowany u swoich rodziców w Sierosławiu. Nie ukończył szkoły zawodowej, przyucza się do zawodu rzeźnik-wędliniarz. Od czasu do czasu przebywa w Grucznie pod Świeciem w skromnym mieszkaniu 17-letniej Pauliny S., absolwentki Szkoły Specjalnej nr 2 w Świeciu, z którą ma synka Marcela.

Dziecko nie było planowane. Młodzi poznali się w listopadzie 2010 roku, a chłopiec przyszedł na świat we wrześniu 2011. Nie biorą ślubu, nie zamieszkują razem. Młody tatuś zagląda tylko do dziecka kilka razy w tygodniu. W listopadzie zatrzymuje się jednak w Grucznie na dłużej, bo ojciec Pauliny, Bogumił S., dziadek Marcelka, musi wyjechać do pracy za granicą. W Polsce od lat jest bezrobotnym. Niestety, już 2 grudnia wraca w pośpiechu po telefonie od córki. Marcel wylądował w szpitalu w stanie ciężkim. Dziewczyna nie umie albo nie chce wytłumaczyć, co się dokładnie stało.

Z dużą siłą o podłogę


Fragmenty z opinii sądowo-lekarskiej z 23 grudnia 2011 r., dotyczącej obrażeń ciała 2,5 miesięcznego Marcela N.: „Stłuczenie głowy z pourazowym krwawieniem do centralnego układu nerwowego, powodującym utratę świadomości, stan drgawkowy i ostrą niewydolność oddechową (...) Złamanie żeber VI, VII i X (...) Zmiany pourazowe obu oczu w postaci masywnego krwotoku śródsiatkówkowego (...) charakterystyczne dla zespołu dziecka „potrząsanego”.

Jak zauważa dalej specjalista chirurgii i medycyny ratunkowej dr Andrzej Witkowski, żeby wywołać takie obrażenia trzeba by upuścić dziecko z wysokości 1,5-2 metrów na twarde podłoże albo rzucić nim z dużą siłą o podłogę. Jednocześnie lekarz nie wyklucza, że owe urazy mogą być skutkiem „nieodpowiedzialnej zabawy z dzieckiem”.

Doktor Piotr Brzeziński z Bydgoszczy nie ma jednak wątpliwości. W aktach jest jego opinia: „Wszystkie wyżej wymienione objawy pozwalają stwierdzić, iż dziecko było wcześniej maltretowane”.

Rozpoczynają się przesłuchania, najpierw podejrzanych Adriana N. i Pauliny S., a potem świadków - krewnych, znajomych, sąsiadów.

Siedemnastolatek nie przyznaje się do winy, ale za to ze szczegółami opowiada śledczym o swoich „metodach opiekuńczych”. Przyznaje, że płacz syna często go denerwował, a masowanie brzuszka, pokazane przez położną, nie pomagało na kolki. Opowiada o podrzucaniu dziecka tak, że albo płakało, albo nie reagowało wcale. Mówi o tym, że raz poleciało głową w dół i potem dostało drgawek lewej nóżki. I o kolkach, którym próbował zaradzić po swojemu.

- Przykładałem pięść do brzucha dziecka i naciskałem, aż brzuch się zmniejszał o połowę. Od siostry się dowiedziałem też o podciąganiu kolanek - opowiadał podczas przesłuchań.

Bo mnie denerwował


Raz twierdzi, że dobrze robił i że miał rację. Wspomina, że często i wulgarnie kłócił się o to z Pauliną S., która wprawdzie próbowała reagować, ale - jak ocenił prokurator - „blado protestowała”.

W innym miejscu zeznań Adrian N. jednak przyznaje: - Robiłem tak z nim, bo mnie denerwował. Wiedziałem, że to go może boleć. Zdawałem sobie sprawę, że z małym dzieckiem tak się nie postępuje. Powiedziałem Paulinie, że jak powie prawdę, to ja mogę iść do więzienia.

Po jednym z „kolankowych zabiegów” maleństwo przestało oddychać. Świadkiem zdarzenia była koleżanka młodych, Wioletta S. Uratowała Marcelowi życie. Poza tym żaden ze świadków nie powiedział o Adrianie N. złego słowa. Sąd stwierdził, żę brak dowodów świadczących o znęcaniu się nad dzieckiem i skazał młodego tatę jedynie na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata - za nieumyślne spowodowanie obrażeń. Paulina dostała tylko kilkumiesięczny nakaz wykonania prac na cele społeczne za nieumyślne narażenie syna na niebezpieczeństwo utraty życia i ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Dziś nie chce rozmawiać z dziennikarzami. Ma nowego partnera.

Adrian N. jest w areszcie.

Fakty


Dlaczego Adrian N. uniknął więzienia?
- W opinii Sądu Rejonowego w Świeciu Adrian N. nie wypełnił znamion przestępstwa znęcania się. „Nie sposób uznać, że zachowanie oskarżonego polegało na umyślnym zadawaniu bólu fizycznego lub dotkliwych cierpień moralnych”.

- Według prokuratury Adrian N. wiedział dobrze, co robi. „Cieszyć się należy, że nie wpadł na pomysł ulżenia synowi, siadając na nim lub okładając go łopatą” - napisał sarkastycznie prokurator ze Świecia, próbując zaskarżyć wyrok pierwszej instancji.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.