Aniołom też czasami puchną stopy

Katarzyna Bogucka 5 kwietnia 2015

„Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe” - ten biblijny cytat idealnie pasuje do okoliczności naszego ekstremalnego wyjazdu na kanonizację Jana Pawła II i Jana XXIII.

W tym roku mija dziesiąta rocznica śmierci papieża Jana Pawła II, ale i pierwsza rocznica Jego kanonizacji, którą wspominamy poniżej. Każde z tych wydarzeń zgromadziło setki tysięcy wiernych w Rzymie, przy telebimach w wielu polskich miastach

Fot.: Dariusz Bloch

Najbardziej ochoczy był ów duch 25 kwietnia 2014 roku o świcie, tuż przed wyjazdem do Rzymu. Pielgrzymkę, w której uczestniczyła pisząca te słowa przedstawicielka redakcji, organizowała Fundacja „Wiatrak”. Do Rzymu wyruszyły pod jej egidą trzy autokary, w większości wypełnione młodymi ludźmi. Jak się później okazało, niektórzy z nich byli w Rzymie w dniu pogrzebu papieża Polaka, później na Jego beatyfikacji, nie wyobrażali sobie wreszcie nieobecności podczas kanonizacji. Tłumaczyli, że papież był dla nich jak kochany ojciec.

Wiara bez luksus


To ostatnie spotkanie z Janem Pawłem II przyniosło masę przeżyć duchowych, wiele radości, wzruszeń, ale tyleż samo czysto ludzkich, przyziemnych odczuć: cierpienia, niedogodności podróży, zmęczenia, a także rozczarowania. Zacznijmy od początku. „Wiatrak” nie zaprosił ludzi na przyjemną przejażdżkę w luksusowych warunkach. O nie. Dla niektórych wyprawa ta była swego rodzaju drogą krzyżową. Specyficzną, bo z jednej strony, po kilkudziesięciu godzinach spędzonych w fotelu autokaru bardzo bolały stopy, ramiona, kręgosłupy, nie było czasu, aby rozprostować kości, w spokoju zjeść, załatwić inne potrzeby (odwieczny dylemat: pić dużo, mało a może brać leki na odwodnienie), a z drugiej strony, w autokarze panowała niezwykła atmosfera. Ktoś powiedział, że czuł się na tej pielgrzymce jak w niebie. Nie chodzi wyłącznie o modlitwę, której, oczywiście, nie brakowało. Chodzi także o relacje. Przez te pięć dni byliśmy dla siebie jak bracia i siostry i nie są te słowa w żadnym razie przesadzone. Ludzie dzielili się ze sobą: jedzeniem, piciem, środkami czystości, a nawet pożyczali sobie pieniądze. Oprócz tego, każdy wylosował swojego anioła, który sprawował (w konspiracji) opiekę duchową nad podopiecznym, a czasem podrzucił mu coś słodkiego na siedzenie (jaka wzruszająca była chwila, kiedy aniołowie ujawniali na koniec pielgrzymki, kogo mieli pod opieką). Gdyby tak przenieść atmosferę z autokarów do codziennego życia, mielibyśmy raj na Ziemi. Nie szkodzi, że chwilowo byłby to raj ludzi z potwornie spuchniętymi stopami, spuchniętymi ze zmęczenia twarzami, marzących o gorącym prysznicu...

Czekanie na owoce


Najtrudniejsza próba miała dopiero nadejść. Nazywała się „plac Św. Piotra”. W międzynarodowym tyglu słychać było modlitwy (różaniec po włosku, po niemiecku, po polsku, w językach afrykańskich, a także pieśni, m.in. z towarzyszeniem bębnów, najciekawsze były chyba te z kręgu krajów latynoskich) naprzemiennie z praktycznymi poradami, np. jak usiąść na wędkarskim krzesełku, żeby wysiedzieć na nim ponad siedem godzin, bo tyle trzeba było czekać na wpuszczenia pątników na pl. Świętego Piotra. Niektórzy spali (na karimatach, gazetach i leżakach) albo drzemali oparci o ściany budynków. Gdzie stanąć, żeby ocalić i tak już podeptane stopy? Jak sprytnie przedostać się do kolumnady, do bramek, przez które można wejść na plac? Nie wszyscy się tam dostali, nie wszystkim także udało się tak ustawić w nieustannie falującym tłumie (800 tys. ludzi!), żeby „podpłynąć” w okolice telebimu i tam oglądać mszę kanonizacyjną.


Szef Fundacji „Wiatrak”, ks. Krzysztof Buchholz, uprzedzał, że nie będzie idealnie, że nie każdy wejdzie na plac. Mówił, że najważniejsze to być w Rzymie w tym momencie. No i z wiarą czekać na owoce tego przeżycia, które przyjdą na pewno. Nie tylko duchowe. Ktoś modlił się o zdrowie, ktoś inny prosił o dziecko albo dziękował za dziecko, ktoś o nawrócenie dzieci...

Fakty


Tłumy na papieskim święcie

- Kanonizacja papieży Jana Pawła II i Jana XXIII zgromadziła na placu Świętego Piotra rekordową liczbę pielgrzymów - co najmniej 800 tysięcy osób. Szacuje się, że dzięki transmisjom na całym świecie uroczystości oglądało nawet 2 miliardy widzów.
Na placu św. Piotra w Rzymie mszę św. razem z papieżem Franciszkiem koncelebrował papież emeryt - Benedykt XVI oraz ok. 150 kardynałów, 1000 biskupów oraz 6000 księży. W uroczystościach uczestniczyły delegacje 93 krajów świata, ponad 2 tys. dziennikarzy.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.