Będziemy mieli nowe OFE? [WYWIAD]

Przemysław Łuczak 27 marca 2015, aktualizowano: 27-03-2015 13:18

„Jeżeli zamiary instytucji finansowych, dotyczące obowiązkowego udziału w Pracowniczych Programach Emerytalnych (PPE), nie napotkają na opór społeczny, to można mieć obawy, że rządzący taki przymus wprowadzą, a potem już nic nie będzie można z tym zrobić”.

Leokadia Oręziak: - Chilijski system emerytalny został całkowicie sprywatyzowany jako pierwszy na świecie w 1981 roku. Zakończyło się to kompletną katastrofą

Fot.: Archiwum

Rozmowa z prof. LEOKADIĄ ORĘZIAK, ekonomistką ze Szkoły Głównej Handlowej.



W jakim stopniu odebranie Otwartym Funduszom Emerytalnym połowy składek i przekazanie ich do budżetu państwa zmieniło sytuację przyszłych emerytów?
Te pieniądze, czyli 153 mld zł, nie przepadły, lecz zostały zapisane na indywidualnych subkontach ubezpieczonych w ZUS i są korzystnie waloryzowane. Można je też - tak samo jak w OFE - dziedziczyć, choć uważam, że w powszechnym systemie emerytalnym jest to bez sensu. Najważniejsze jednak dla przyszłych emerytów jest to, że ich prawa do emerytury w państwowej instytucji, jaką jest ZUS, są bardziej bezpieczne niż w OFE, bo nie podlegają spekulacjom na rynkach finansowych. Istotne jest również to, że poprzez przeniesienie tych środków z OFE został umorzony dług publiczny w wysokości 134 mld. Pozostałą część z przekazanych przez OFE aktywów wykorzystano na bieżące finansowanie zobowiązań emerytalnych, zmniejszając potrzeby pożyczkowe państwa. Pozwala to zaoszczędzić około 6 mld zł rocznie na odsetkach od długu publicznego, powstałego od 1999 roku z powodu istnienia OFE. Niedobrze natomiast, że OFE pozostawiono drugą połowę zgromadzonych składek - około 150 mld zł, bo te pieniądze nadal będą marnotrawione na rynkach finansowych, a poza tym narastają odsetki od długu, którym sfinansowano tę część aktywów OFE.


W wyniku reformy z 1999 roku, wprowadzającej OFE, drastycznie spadła wysokość emerytur. Jak więc ludzie mogą zapewnić sobie byt na starość?
Nie zgadzam się z twierdzeniem wielu polityków i ekonomistów, że ludzie sami powinni troszczyć się o siebie. Nie na tym przecież powinien polegać powszechny, państwowy system emerytalny, że najpierw zredukuje się świadczenia do głodowego poziomu, a potem powie: radźcie sobie sami. To jest właśnie ten dziki kapitalizm, który najpierw wbija ludziom do głowy, że dostaną bardzo niskie emerytury, a potem wysyła ich na giełdę, gdzie może uda im się zdobyć jakieś pieniądze na dodatkowe emerytury. Przeważnie jednak się nie uda.


Co należałoby zrobić, żeby odbudować system emerytalny?
Politycy uciekają od tego tematu i uważają, że wszystko jest w porządku. Tymczasem powinni jak najszybciej naprawić ten błąd systemowy, do którego sami doprowadzili reformując emerytury w 1999 roku. Powoduje to bowiem destrukcję systemu ubezpieczenia społecznego, stałą obniżkę świadczeń, co pogłębia nierówności społeczne i prowadzić będzie do niepokojów społecznych oraz ucieczki Polaków za granicę. Żeby zatrzymać te niekorzystne zjawiska, państwo powinno inwestować w edukację, postęp techniczny, infrastrukturę, żeby dobrze funkcjonowała gospodarka. Po drugie, państwo powinno wspierać demografię, żeby rodziło się więcej dzieci. Taki program zaczął być realizowany dopiero niedawno. Trzeba więc wyraźnie powiedzieć: nie będziemy dłużej marnotrawić miliardów złotych w OFE, lecz będziemy za nie budować przedszkola i żłobki, których dotkliwie brakuje. Wielu ludzi chce pracować, a nie ma pracy, wielu innych jest na umowach, które nie dają im uprawnień emerytalnych. To wszystko wymaga dyskusji, ale obawiam się, że ani w kampanii prezydenckiej, ani parlamentarnej w ogóle nie będzie o tym mowy.


Czy trzeci filar emerytalny może być lekarstwem na coraz niższe emerytury?
W żadnym razie, bo tylko nielicznych stać, mimo ulg podatkowych, żeby odkładać w trzecim filarze. Większość Polaków nie ma żadnych oszczędności, bo to, co zarabiają, wydają na bieżące potrzeby. Tych kilka procent ludzi, którzy mniej lub bardziej regularnie wpłacają do IKE, IKZE lub pracowniczych programów emerytalnych, rekrutuje się głównie z grup o wyższych dochodach. Oczywiście, każdy w miarę możliwości powinien mieć jakąś rezerwę finansową na nieprzewidziane wydatki oraz gromadzić środki na realizację ważnych celów, ale bez sensu jest przekazywanie przez kilkadziesiąt lat pieniędzy na rynek finansowy, by mieć wyższą emeryturę. Można nie odzyskać nawet tego, co wpłaciliśmy, nie mówiąc już o jakichkolwiek zyskach.


Czy należy obawiać się wprowadzenia przymusowego udziału w trzecim filarze?
Taka propozycja pojawiła się w styczniu podczas debaty w Pałacu Prezydenckim, której podstawę stanowił raport na temat dodatkowego systemu emerytalnego w Polsce, przygotowany przez Towarzystwo Ekonomistów Polskich. Przedstawiono różne warianty zmian, polegające m.in. na zwiększeniu ulg podatkowych, na które budżet państwa musiałby wydać do 5 mld zł rocznie, co miałoby zachęcić do oszczędzania w trzecim filarze osoby o niskich i średnich dochodach. Najbardziej radykalnym pomysłem jest jednak wprowadzenie przymusu udziału w pracowniczych programach emerytalnych. Wszyscy pracownicy z mocy prawa automatycznie byliby zapisani do Pracowniczych Programów Emerytalnych (PPE), z których można byłoby się wypisać w ciągu miesiąca lub dwóch. Problem w tym - wynika to z doświadczeń innych krajów - że stosunkowo niewielu ludzi to robi, z niewiedzy bądź obawy przed utratą pracy. Uważam, że jest to kolejna wielka pułapka zastawiona przez sektor finansowy na kilkanaście milionów polskich pracowników. Niejako tylnymi drzwiami wprowadzono by drugie OFE, bez żadnej gwarancji, że ci ludzie kiedykolwiek uzyskają jakąkolwiek emeryturę z PPE. Jeżeli zamiary instytucji finansowych, dotyczące obowiązkowego udziału w PPE, nie napotkają na opór społeczny, to można mieć obawy, że rządzący taki przymus wprowadzą, a potem już nic nie będzie można z tym zrobić.


Może dobrym wyjściem byłaby równa dla wszystkich emerytura obywatelska, wypłacana z budżetu państwa?
Najpierw należałoby całkowicie zlikwidować OFE, które nadal są źródłem wycieku wielkich pieniędzy z systemu finansów publicznych. Wtedy można by rozważyć jakiś wariant emerytury obywatelskiej. Gdybyśmy się na nią zdecydowali, trzeba by precyzyjnie określić źródła jej finansowania oraz zastanowić się, jak powinny być honorowane emerytalne prawa nabyte milionów ludzi. Problemem do rozwiązania byłoby również uwzględnienie tego, że jedni pracowali przez całe życie, a inni wcale. Ci, którzy proponują emerytury obywatelskie, chcieliby zlikwidować składki emerytalne, które obciążają koszty pracy i wypłacać świadczenia z podatków. To jednak musiałoby się wiązać z podwyższeniem podatków.


Pracuje Pani w komisji powołanej przez prezydent Chile Michelle Bachelet do naprawy tamtejszego systemu emerytalnego, zrujnowanego przez OFE. Jaka nauka z chilijskich doświadczeń z płynie dla nas?
Chilijski system emerytalny został całkowicie sprywatyzowany jako pierwszy na świecie w 1981 roku. Dzisiaj można powiedzieć, że zakończyło się to kompletną katastrofą. Ponad 80 proc. wszystkich emerytur, nie licząc wojskowych i policyjnych, wypłacanych jest z budżetu państwa, bo chilijskie OFE większości swoich członków nie zapewniają nawet minimalnego świadczenia. Komisja, której jestem członkinią, opracowuje rozwiązanie, dzięki któremu być może uda się wyprowadzić kraj z tej pułapki. To, co się stało w Chile, powinno być ostrzeżeniem dla Polski. Pokazuje bowiem, jak trudno wyjść z takiego systemu, opanowanego przez międzynarodowe banki i towarzystwa ubezpieczeniowe, które nie chcą zrezygnować z ogromnych zysków. U nas zresztą także można obserwować, jak zaciekle instytucje finansowe walczą o utrzymanie stanu posiadania, jak opłacani przez nie eksperci nieustannie występują w mediach. Można tylko wyrazić żal, że polscy rządzący nie wykazali się większym patriotyzmem, dbałością o interesy obywateli oraz państwa i nie wzięli przykładu z Węgier, które w 2011 roku całkowicie pozbyły się OFE i zakończyły ten bolesny eksperyment.

Ekonomia, OFE i naprawa emerytur w Chile


Prof. dr hab. Leokadia Oręziak jest profesorem zwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej, gdzie kieruje Katedrą Finansów Międzynarodowych. Zainteresowania naukowe: finanse międzynarodowe, integracja europejska, rynek finansowy, system podatkowy, finanse przedsiębiorstw.

Jest autorką licznych publikacji o tej tematyce. Jej praca pt. „OFE - katastrofa prywatyzacji emerytur w Polsce” otrzymała w 2014 r. prestiżową nagrodę Economicus dla najlepszej książki ekonomicznej roku. Prezydent Chile powołała ją do komisji, przygotowującej projekt reformy chilijskiego systemu emerytalnego.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 28-03-2015 11:22

    Oceniono 6 razy 5 1

    - kaer: Jedyna kobieta która potrafila powiedzieć, że część zarabianych przez Polaków pieniędzy oddano prywatnym, przeważnie zagranicznym, inwestorom.

    Odpowiedz

  2. 28-03-2015 10:29

    Oceniono 7 razy 5 2

    - daro: Już po odpowiedzi na pierwsze pytanie wiem że mam do czynienia z politrukiem rządowym. Te bajeczki, które opowiada to sa dobre dla naiwniaków. Nikt z nas nie ma podpisanej umowy z ZUS-em a jedynie państwo pod przymusem karze nam opłacać składki. Jeśli nie ma umowy to rząd może dobrowolnie zmieniać zasady. Może zabrać nasze pieniądze z OFE, może ustalać wysokość emerytury i wiek kiedy ją dostaniemy. Zresztą ZUS to nie składka a podatek a emerytura państwowa to zasiłek. Dziury w budżecie powstały dlatego że mamy rozpasane państwo szastające forsą na prawo i lewo. Kilka milionów przyssanych do państwowego kurka pasożytów między innymi ekonomistów na państwowych uczelniach.

    Odpowiedz

  3. 28-03-2015 01:48

    Oceniono 2 razy 2 0

    - OTWIERAJCIE KONTA W SZWAJCARII I DUBAJU ....K: poco OFE są lepsi na lepszych warunkach ...finansowych

    Odpowiedz

  4. 27-03-2015 13:58

    Oceniono 6 razy 4 2

    - Ezil: "153 mld zł, nie przepadły, lecz zostały zapisane na indywidualnych subkontach ubezpieczonych w ZUS i są korzystnie waloryzowane" A na h mi waloryzacja. Czy ta powalona babka zagwarantuje mi wraz z tą waloryzacją, że jajko nie będzie kosztowało 6 mln? Tak już było - 90 lat temu - a historia lubi się powtarzać.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz