Krople w spółdzielczy beton

Małgorzata Oberlan 27 marca 2015

Opozycjoniści pojawiają się i w największych, i w najmniejszych spółdzielniach mieszkaniowych. Są zmorą prezesów, bo drążą, wertują dokumenty i zadają pytania. Najłatwiej ich zdyskredytować, zarzucając apetyt na stołki lub... nadpobudliwość.

Stowarzyszenie „Niezależni Na Skarpie” walczy o dostęp do informacji spółdzielczych od grudnia 2014 roku

Fot.: Jacek Smarz

Toruń, Spółdzielnia Mieszkaniowa Pracowników Oświaty ZNP. Siedziba: ul. Wąska 7. Pod skrzydłami spółdzielni mieszkają lokatorzy 65 mieszkań, w dwóch blokach. 3 marca tego roku Sąd Rejonowy w Toruniu uznał prezesów spółdzielni winnymi nieudostępniania dokumentów spółdzielcy Krzysztofowi Rochowiczowi. Zorientowani wiedzą, że takie wyroki zapadają niezwykle rzadko.

Kara śmierci z marszu


- Wiem, że w biurze spółdzielni reagują na mnie alergicznie. Bo przychodzę, pytam, żądam udostępnienia informacji. Ba, na dodatek śmiem upowszechniać zdobytą wiedzę wśród innych spółdzielców i mam czelność wyrażać krytyczne opinie. No, kara śmierci z marszu mi się należy - ironizuje Krzysztof Rochowicz.


Jakich to tajnych informacji dopomina się od zarządu spółdzielni pan Krzysztof? Ano, chciałby wiedzieć na przykład, ile dokładnie kosztuje utrzymanie spółdzielczej administracji. Obserwuje, że od lat przy ul. Wąskiej nie przeprowadza się poważniejszych remontów. Jest też przekonany, że przy 65 lokalach administracja powinna być niewielka i tania. Swoimi wątpliwościami, o zgrozo, zaraził też sąsiadów. W grudniu 2014 roku grupa lokatorów doprowadziła do zebrania mieszkańców obu bloków, podczas którego padło wiele krytycznych uwag pod adresem zarządu i administracji.

Sam Krzysztof Rochowicz natomiast, głęboko nieusatysfakcjonowany brakiem dostępu do spółdzielczej dokumentacji (chodziło o uchwały organów spółdzielni oraz faktury i umowy zawierane przez spółdzielnię z osobami trzecimi), poskarżył się policji. Z Komisariatu Policji Toruń Śródmieście sprawa trafiła do XII Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Toruniu. I ten, wspomnianego 3 marca br., nie był łaskawy dla zarządu.

„Trudny spółdzielca”


Po rozpoznaniu sprawy w postępowaniu nakazowym, bez udziału stron, sędzia Aleksandra Marek-Ossowska uznała prezesa spółdzielni Macieja Sobczaka i wiceprezes Alfredę Klammer winnymi nieudostępnienia spółdzielcy dokumentów.

Dokładnie, w okresie od 1 kwietnia do 29 października 2014 roku. Uznała, że oboje dopuścili się wykroczenia z art. 27.3 pkt 1 w związku z art.8.1 Ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych i nałożyła na każdego z prezesów karę 200 zł. Dodatkowo obciążyła oboje kosztami postępowania.

Co na to spółdzielnia? Odwołała się od wyroku. Od pracownicy administracji usłyszeliśmy, że „sprawa jest długa i skomplikowana, bo pan Krzysztof to bardzo trudny spółdzielca, którego dobrze już zna policja”. (Oficjalne stanowisko zarządu SMPO ZNP publikujemy w ramce na sąsiedniej stronie).

A o swoich kłopotach „trudny spółdzielca” mówi otwarcie. Pokazuje np. ostateczne przedsądowe wezwanie, które niedawno otrzymał od adwokata reprezentującego prezesów. Żąda się w nim zaniechania naruszeń dóbr osobistych tychże „poprzez zaprzestanie umieszczania na klatkach schodowych bloku mieszkalnego pism szkalujących” prezesów.

Niezależni silni w grupie


Toruń, Spółdzielnia Mieszkaniowa „Na Skarpie”. Dla odmiany - największa w mieście. I - jak uparcie twierdzą spółdzielczy opozycjoniści - z najwyższymi opłatami. Pod koniec ubiegłego roku zrzeszyli się formalnie, rejestrując w KRS Stowarzyszenie „Niezależni Na Skarpie”. Swoją przewodniczącą uczynili Renatę Zybertowicz - pierwszą żonę prof. Andrzeja Zybertowicza, znanego toruńskiego socjologa. A wśród członków najbardziej znaczących, acz chwilowo trzymających się z boku, mają Zbigniewa Ernesta - byłego radnego miejskiego PiS, od lat znanego z prześwietlania na własną rękę SM „Na Skarpie”.

- Nasze cele są jawne i proste. Chcemy wiedzieć, jak zarządza się naszymi pieniędzmi i czy wszystkie koszty, kontrakty i umowy, które zarząd spółdzielni zawiera w naszym imieniu, są racjonalne i uzasadnione. Chcemy być pewni, że nasze opłaty wynoszą tylko tyle, ile muszą wynosić. Chcemy mieć możliwość sprawdzenia tego w dokumentach, a nie polegać tylko na słowach prezesa spółdzielni, że jest dobrze - mówi Renata Zybertowicz.

Metody działania stowarzyszenia też wydają się proste. Polegają na próbach dojścia do informacji przez śledzenie spółdzielczej dokumentacji i zadawaniu pytań zarządowi. Niestety, jak podkreślają „Niezależni...”, najprostsze sprawy „Na Skarpie” są najtrudniejsze. Przykładem choćby tak prozaiczna sprawa, jak kopiowanie dokumentów. - Jeśli skserowanie jednej strony kosztuje w biurze spółdzielni złotówkę, to już jest to ekonomiczne blokowanie dostępu do informacji - uważa Renata Zybertowicz.

Dziś w Spółdzielni Mieszkaniowej „Na Skarpie” odbywa się ostatnia część walnego zgromadzenia mieszkańców. „Niezależni...” próbowali do porządku obrad wprowadzić dwa projekty uchwał. Pierwszy - o obcięciu pensji prezesowi Wojciechowi Piechocie z 15 tys. do 8,5 tys. zł oraz przycięciu wynagrodzeń wiceprezesów. Drugi - zakładający „znaczące cięcia w wynagrodzeniach członków rady nadzorczej, która obecnie kosztuje spółdzielców 20 tys. zł miesięcznie, bo działanie rady nie może służyć zarabianiu na spółdzielcach”. Ostatecznie pod obrady trafi tylko druga propozycja. Pierwszą zarząd spółdzielni odrzucił, uzasadniając, że walne zgromadzenie nie ma kompetencji do decydowania w sprawie pensji prezesów.

Samorządy nad Brdą


W Bydgoszczy prawdziwa oddolna rewolucja spółdzielcza zaczęła się już trzy lata temu. W spółdzielczych blokach jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać samorządy nieruchomości. Były to zalążki demokracji, bo mieszkańcy mieli dość arbitralnych decyzji spółdzielczych władz. Sami chcieli decydować o tym, co, kiedy i jak należy zrobić w ich budynku.

Pierwsze samorządy nieruchomości powstały w Bydgoskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, kolejne w SM „Budowlani”, a potem w ich ślady poszli spółdzielcy ze SM „Zjednoczeni”. Pierwszy samorząd tej spółdzielni powstał w budynku przy ul. Skłodowskiej-Curie 84. Na jego czele stanął Janusz Jagiełło, gorący orędownik oddolnej demokracji. - Udało się nam wymóc na zarządzie SM „Zjednoczeni”, by ocieplono nam stropodachy - raportował w 2013 roku. Potem zaczął walkę o wiatrołapy przy wejściach.

Przy Kijowskiej 1 natomiast zrobiło się gorąco po tym, jak mieszkańcy odkryli, że spółdzielnia obciążyła ich budżet remontowy kosztami naprawy pękającej elewacji. - To miało być naprawione przez wykonawcę w ramach gwarancji - twierdzili i przypominali, że przez trzy lata po wprowadzeniu się do budynku (w 2001 roku) zgłaszali usterki, ale zarząd spółdzielni nic z tym nie robił. Elewację naprawiono dopiero w 2008 roku, a kosztami (226 tys. zł) obciążono fundusz remontowy ich nieruchomości. Nie chcieli się z tym pogodzić, żądali wyjaśnień.

Niby drobne, remontowe sprawy, ale to właśnie przy ich załatwianiu lokatorzy przekonywali się na własnej skórze, jakim wyzwaniem jest już sam kontakt ze spółdzielnią, uzyskanie informacji i odpowiedzi na podstawowe pytania. Podobnie jak w Toruniu, też za każdym razem musieli sięgać do kieszeni, chcąc kopiować spółdzielcze dokumenty.

Kropla drąży skałę


- Jesteśmy jak krople, które drążą spółdzielczy beton - mówią spółdzielczy opozycjoniści. I, niezależnie od miasta czy wielkości spółdzielni, wskazują na podobne mechanizmy: kłopot z dostępem do informacji, robienie wielkiej tajemnicy z kosztów utrzymania administracji i władz spółdzielni, próby zdyskredytowania opozycji.

Jak najłatwiej pozbawić wiarygodności opozycjonistę w oczach innych? Zarzucając brak woli konstruktywnego dialogu, pieniactwo, apetyt na przejęcie władzy w spółdzielni, ewentualnie - bardzo trudny charakter. Biorąc pod uwagę to, że spółdzielnie mieszkaniowe często dysponują własnymi „organami prasowymi”, łatwo też zgadnąć, komu łatwiej - prezesom czy opozycji - przebijać się ze swoim przekazem do opinii publicznej.

Spółdzielnia kontra spółdzielca opozycjonista


- Wyrok, jaki zapadł 3 marca 2015 roku, jest wyrokiem nakazowym. Oznacza to, że sprawa została rozpoznana bez przeprowadzania rozprawy i naszego udziału. Nie oznacza to, że sprawę w pierwszej instancji przegraliśmy. Po wniesionym przez nas sprzeciwie wyrok nakazowy utracił swoją moc - oświadcza Maciej Sobczak, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Pracowników Oświaty ZNP w Toruniu.

Chodzio wyrok, w którym sąd uznaje prezesa i jego zastępczynię winnymi nieudostępnienia Krzysztofowi Rochowiczowi dokumentów spółdzielczych.
Wniesiony przez spółdzielnię sprzeciw oznacza, że odbędzie się normalny proces - z udziałem stron.

Z kolei Krzysztof Rochowicz w trybie nakazowym został przez sąd uznany winnym nachodzenia pracownicy administracji w biurze wspomnianej spółdzielni (luty 2015 roku). On również wniósł sprzeciw od wyroku i sprawa ta rozpatrywana będzie przez sąd ponownie, z udziałem stron. Termin rozprawy wyznaczono na 6 maja.

Spółdzielnia Mieszkaniowa Pracowników Oświaty ZNP chce także, by Krzysztof Rochowicz odpowiedział przed sądem za naruszanie dóbr osobistych prezesa i wiceprezesa. Miałby to robić, wywieszając na klatce schodowej bloku „pisma szkalujące” oraz „wysuwając bezpodstawne oskarżenia” na walnym zgromadzeniu
w czerwcu 2014 roku i spotkaniu informacyjnym w grudniu 2014 roku.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 02-04-2015 17:38

    Oceniono 15 razy 14 1

    - wymagający : brakuje nazwiska sedziego ktory uchronil Sad przed kompromitacja

    Odpowiedz

  2. 02-04-2015 17:22

    Oceniono 37 razy 15 22

    - on: Koniec Bizancjum??? Może wezmą się w końcu do roboty.

    Odpowiedz

  3. 30-03-2015 20:39

    Oceniono 46 razy 20 26

    - do wpisu z 27 marca: Jak pracownikom jest tak źle a są tak kompetentni to rynek pracy jest przecież otwarty, po co się męczyć za te marne grosze...

    Odpowiedz

  4. 30-03-2015 14:08

    Oceniono 47 razy 21 26

    - gagarina: Pan Krzysztof trafnie wskazał problemy i bolączki dotyczące spółdzielni pracowników oświaty znp. Brawo i życzę dużo sił w nierównej walce.

    Odpowiedz

  5. 30-03-2015 08:24

    Oceniono 48 razy 22 26

    - Młody z Wąskiej: W końcu ktoś miał odwagę powiedzieć że "król jest nagi". Administracja spółdzielni zapomina do jakiej misji została powołana. Nie znam człowieka osobiście ale życzę powodzenia w walce z betonem... Ma moje poparcie na Walnym..

    Odpowiedz

  6. 29-03-2015 19:59

    Oceniono 48 razy 22 26

    - Sąsiad: Chyba kogoś zabolało, genialny artykuł. Pozdrawiam naszego opozycjonistę i trzymam kciuki

    Odpowiedz

  7. 29-03-2015 19:52

    Oceniono 49 razy 22 27

    - Lokator: Dobrze że są tacy ludzie jak Pan Krzysztof, zawsze miły uprzejmy a zarazem zdecydowany i bezkompromisowy. Powodzenia w walce z reliktem rodem z PRL.

    Odpowiedz

  8. 28-03-2015 15:54

    Oceniono 49 razy 20 29

    - Lokatorka: Tylko współczuć panu K.R i innym mieszkańcom, że muszą zderzać się z takim betonem, jak ten w spółdzielni Pracowników Oświaty ZNP w Toruniu. Beton gorszy od komuny....

    Odpowiedz

  9. 27-03-2015 21:41

    Oceniono 48 razy 29 19

    - Lokator: Tylko współczuć pracownikom i mieszkańcom Spółdzielni Mieszkaniowej Pracowników Oświaty ZNP że muszą użerać się z takim K.R.

    Odpowiedz