Niech żyje wolność i... disco polo

Paulina Błaszkiewicz 27 marca 2015

„Swą pogodę dajesz mi i zapowiadasz wspólne dni. Letnim wiatrem unosisz nas, z Tobą zima nie ma szans”- to fragment piosenki Michała Czaplińskiego. Wokalista z Rypina, lider zespołu Exit, właśnie rozpoczyna karierę w świecie disco polo.

Pierwszy skład zespołu „Exit”. Na zdjęciu od lewej: Michał Czapliński, Ania, Angelika i Mariusz na jednym z wesel

Fot.: materiały promocyjne zespołu

Krótko ostrzyżone blond włosy, śniada cera i wysportowana sylwetka. „Niezłe ciacho” - piszą na Facebooku pod zdjęciem 29-latka jego fanki. W klubie fitness czy na siłowni, gdzie Michał ćwiczy kilka razy w tygodniu od kilku lat, można spotkać wielu tak wyglądających chłopców, ale to właśnie on przyciąga spojrzenia innych. On - wschodząca gwiazda disco polo.



W 17-tysięcznym Rypinie znają go prawie wszyscy. Po pierwsze, bo śpiewa w Exit, jednej z najpopularniejszych weselnych kapel w regionie. Po drugie, bo życie w małej społeczności lokalnej nie ma dla nikogo tajemnic. W Rypinie świat jest mały: dwie szkoły podstawowe, dwa gimnazja, kilka szkół średnich, trzy kościoły, słynna dyskoteka „Tina” sąsiadująca z zakładem pogrzebowym, stadion miejski, basen, dom kultury. Ale

droga do wielkiego świata


stąd otwarta: poszło nią kilka znanych dziś w kulturalno-celebryckim świecie osób. Tutejsi śledzą ich losy.

- „Jana Serce”, „Młodych wilków”, „E=mc²”, „Adama i Ewy” pani nie oglądała? Tam przecież grał nasz Zbyszek Suszyński - mówi pani Ewa, która z aktorem występującym na dużym ekranie na początku lat 90. u boku Jarosława Jakimowicza czy Cezarego Pazury, chodziła do szkoły średniej. Wyróżniał się z tłumu, więc go dobrze pamięta. Poza tym był synem znanego nauczyciela matematyki, zwracał uwagę buntowniczym stylem bycia. Na początku kariery aktorskiej nie bardzo chciał mówić o swoich korzeniach, ale dziś przyznaje, że jest z Rypina i nawet chętnie pojawia się na „Rypińskiej Wiośnie Teatralnej” w roli jurora. Stąd pochodzi też Rafał Cieszyński, znany w całej Polsce jako policjant Gibalski z serialu „Ojciec Mateusz”. 36-letni dziś aktor na dużym ekranie zadebiutował 15 lat temu w głównej roli w filmie „To my”. Gwiazdą pochodzącą z Rypina jest też Joanna Czarnecka, 28-letnia wokalistka zespołu Red Lips, znana publiczności jako Ruda.
- Blado wypadam

na tle tych ludzi


- śmieje się Michał Czapliński, który mimo tego że śpiewa na weselach i tworzy disco polo już od pięciu lat, to jednak dopiero teraz stoi u progu kariery. Czy uda mu się trafić do grona najpopularniejszych rypinian, wypłynąć na fali muzyki, która w Polsce na ogół uznawana jest

za szczyt obciachu?


- Z tym disco polo to zawsze było tak, jak z serialami. Niby nikt nie ogląda, a wszyscy wiedzą, o co chodzi. Ja otwarcie przyznaję, że słucham tej muzyki i ją lubię. Pamiętam, jak dwadzieścia parę lat temu byłem na koncercie Boysów - u nas na „Muszli”. Kto by pomyślał, że kiedyś sam będę śpiewał „Jesteś szalona”... - mówi wokalista.

Śpiewa covery, od 2012 r. komponuje własne utwory. Ma ich już kilkanaście. „Te dni”, „Ty cała płoniesz”, „Blondyna” to hity, które można znaleźć na YouTube czy popularnych kanałach muzycznych. Kto wie, może niedługo przyjdzie

pora na telewizję...


W czasie wakacji zespół Michała - z piosenką „Miękki koc” - ma szansę wziąć udział w festiwalu „Disco Hit Festival”, organizowanym przez Polsat w Kobylnicy. Przygoda z disco polo, jak mówi Michał, to „spontan”. Wszystko zaczęło się od grania na weselach, do czego namówił go kolega: - Mieliśmy śpiewać polskie i zagraniczne przeboje, ale szybko okazało się, że one są dobre do słuchania, a nie do zabawy. My jesteśmy od tego, żeby rozkręcić imprezę, a nic tak nie wprawia ludzi w dobry nastrój na weselu, jak disco polo. Na początku graliśmy covery, od jakiegoś czasu jedziemy z własnymi tematami.

„W noc złamanych serc tańczyłaś razem ze mną przez chwilę i kelner zgiął się w pół i to wszystko było prawdziwe. Noc złamanych serc za krótka, może trochę zbyt śmiała z dwóch niepisanych ról ty swą tylko ze mną zagrałaś” - od piosenki zespołu Kometa w wykonaniu Michała wszystko się zaczęło.

z repertuaru grupy Exit.


Michał mówi, że z pisaniem tekstów nie jest łatwo, bo człowiek musi się otworzyć, no i mieć wenę. Poza tym nie zawsze jest na to czas. Od 8.00 do 16.00 lider zespołu pracuje jako kierowca w rodzinnej firmie

- u swojego przyszłego teścia. Potem próby i regularne ćwiczenia w siłowni; w świecie disco polo dobry look to podstawa. Trzeba znaleźć chwilę na solarium, dbać o cerę, no i kondycję. Dwugodzinny koncert potrafi nieźle dać w kość. Profesjonalista nie może sobie pozwolić na kolkę czy zadyszkę.

- Zawsze dbałem o zdrowie i kondycję, to wiązało się też z tym, że starałem się dostać do policji. Nie udało się, więc trzeba było znaleźć inny sposób na życie - wyznaje Michał. Przez kilka lat pracował jako strażnik miejski. To dość nietypowe zajęcia jak na przyszłego discopolowca, ale przecież Radek Liszewski z zespołu Weekend czy Zenek Martyniuk z Akcentu też nie planowali swoich muzycznych karier. - Disco polo trzeba poczuć, bo na udawaniu daleko się nie zajedzie
- uważa Michał.

Wschodząca gwiazda disco polo nie ma menadżera, nikt nie dba o jego promocję, a mimo to zdobywa
coraz więcej fanów.

Exit, poza weselami, z których słynie w regionie, ma na swoim koncie kilka ważnych występów, m.in. na gali z okazji otwarcia klubu „Explosion” w Borkowie Kościelnym pod Sierpcem. Zespół supportował też grupę Weekend oraz grał z Cliverem - to gwiazdy disco polo nowej fali. Michał twierdzi, że podobnych do niego ludzi w discopolowej branży nie brakuje, ale nie wszyscy robią karierę. To kwestia szczęścia. Przychodzi moment, kiedy spod ręki z łatwością wychodzi taki przebój jak „Ona tańczy dla mnie”, a czasami mimo usilnych prób i starań nic nie wychodzi.
- Mam dystans do tego, co robię. Absolutnie

nie wstydzę się tego i nie wypieram,


ale nie mam ciśnienia na sławę. Wiodę spokojne życie. W lipcu będę ślubował z moją narzeczoną Magdą. Czy zrobię karierę? Nie wiem. Robię dużo, by się udało. Ostatnio pracuję nad głosem. W mojej szkole pewnie się dziwią, że śpiewam, ale ostatni z muzyki nie byłem. Dwój w dzienniku nie miałem - śmieje się Michał.

Jeśli nie wyjdzie mu z disco polo, zostanie przy weselach. W rodzinnym mieście takie zajęcie to żaden wstyd. Wręcz przeciwnie. Michał wspomina pana Andrzeja z domu kultury, który całe życie kochał perkusję, ale nigdy nie został zawodowym bębniarzem. Odnalazł się w roli instruktora muzycznego i wodzireja na weselach. Bez niego żadna uroczystość w Rypinie nie może się obejść. - Od pana Andrzeja można się wiele nauczyć. Imponuje mi przede wszystkim tym, że kocha to, co robi i nie ma dla niego znaczenia, gdzie to robi. Jest radość i zadowolenie, a to najważniejsze w życiu - uważa Michał. „Niech żyje wolność, wolność i swoboda, niech żyje zabawa i dziewczyna młoda”, jak śpiewa Marcin Miller.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.