Czekając na anioła biznesu

Piotr Schutta 27 marca 2015

Własna działalność to dla wielu z nas ostatnia deska ratunku. Sądzimy, że najlepiej mieć etat w cudzej firmie. Idea startupu burzy ten stereotyp. Bo startup to pomysł na niepowtarzalny biznes, który można zacząć bez dużych pieniędzy.

W Toruniu, przy najpotężniejszym w regionie centrum przetwarzania danych Exea Data Center działa od niedawna startupowy inkubator Smart Space (na zdjęciu otwarcie inkubatora)

Fot.: Grzegorz Olkowski

Jesteś młody i pomysłowy, chciałbyś zawojować świat, ale nie masz pieniędzy ani dość odwagi, by rozkręcić własną firmę? To nie problem. Ludzie tacy jak ty już 20 lat temu wymyślili, jak bez grosza przy duszy i doświadczenia na rynku wejść w miarę bezboleśnie w świat biznesu.



Magiczne hasło brzmi: startup.

W przedszkolu


Startupową rewolucję zapoczątkowali w połowie lat 90. ubiegłego wieku młodzi, przedsiębiorczy Amerykanie szukający swojego pierwszego miliona w Dolinie Krzemowej. Z czasem moda na startupy rozlała się na cały świat i od kilku lat obecna jest także w Polsce, głównie w postaci inkubatorów przedsiębiorczości, nastawionych na pomoc w „rozkręcaniu” pierwszej własnej działalności gospodarczej. Prowadzone są przez duże prywatne fundacje, instytucje publiczne albo pojedyncze osoby, oferujące rozmaite formy wsparcia początkującym przedsiębiorcom - od szkoleń aż po osobowość prawną i dostęp do pieniędzy na inwestycje.

Mówiąc obrazowo, startupowa przestrzeń to przedszkole biznesu, w którym raczkujący przedsiębiorca uczy się chodzić. Nie dostaje się tu wyłącznie miejsca przy biurku, lecz całą masę narzędzi, dzięki którym można powoli i bezpiecznie testować i rozwijać swój pomysł na biznes. Może to być innowacyjna aplikacja na telefon komórkowy, nowatorska usługa internetowa, ale równie dobrze coś związanego ze sportem, modą, dietetyką czy budownictwem. Branża dowolna.

Za rączkę prowadzą żółtodzioba doświadczeni przedsiębiorcy w roli mentorów, księgowi, prawnicy i cała masa życzliwych ludzi, tworzących tak zwaną startupową społeczność. Razem się szkolą, wymieniają pomysłami i radami, wzajemnie udzielają sobie wsparcia na często organizowanych warsztatach i rozmaitych wydarzeniach, zwanych eventami. Dzięki inkubatorom mają też kontakt z tzw. aniołami biznesu, czyli inwestorami poszukującymi ciekawych projektów.

W inkubatorze jak u mamy


- W inkubatorze jest najprościej, najtaniej i najłatwiej rozpocząć swój biznes. Może do nas przyjść każdy, kto ma pomysł na własną działalność. Większość naszych klientów to osoby w wieku 23-35 lat, ale zdarzają się 18-latkowie, a także ludzie po czterdziestce - mówi Justyna Ratajczak z Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości, największej tego typu firmy w Polsce, mającej 50 biur w 24 miastach, działającej od 2004 r.

W regionie kujawsko-pomorskim AIP obecny jest na czterech wyższych uczelniach w Bydgoszczy i jednej w Toruniu (próbowano aktywizować włocławski rynek pracy, ale bez skutku). Oferta AIP nie ogranicza się ani do studentów, ani do ludzi młodych. W 2010 r. zrezygnowano z limitu wieku (wcześniej nie przyjmowano ludzi powyżej trzydziestki).

W inkubatorze AIP można być najwyżej 2 lata i większość osób wyczerpuje tę możliwość do końca. Z obliczeń fundacji wynika, że ok. 45 proc. startupów pomyślnie przechodzi tzw.okres preinkubacji i potem z powodzeniem utrzymuje się na rynku już całkiem samodzielnie.

Za 250 zł miesięcznie otrzymuje się w AIP dostęp do biur i sal konferencyjnych, opiekę księgową i pomoc prawnika, ale przede wszystkim osobowość prawną, co oznacza, że nie trzeba rejestrować działalności, opłacać składki ZUS itp. Tym wszystkim zajmuje się fundacja. To ewenement w naszym regionie i rzadkość w Polsce, bardzo doceniana przez raczkujących przedsiębiorców.

- AIP dał mi osobowość prawną, więc mogłem zacząć normalnie działać, nie ponosząc na początku dużych kosztów. Bo przecież nie miałem pewności, czy to wszystko wyjdzie - mówi Arkadiusz Bartylak, właściciel firmy Lapart, zajmującej się serwisowaniem sprzętu elektronicznego. Od 3 lat radzi sobie na rynku samodzielnie. Nie ukrywa, że konkurencja jest ogromna.

Mądra przestrzeń


Łukasz Bojarski, student ostatniego roku informatyki na UMK, ponad pół roku temu trafił pod skrzydła toruńskiego inkubatora Smart Space, utworzonego w lipcu 2014 r. przez Agencję Rozwoju Regionalnego (przy Centrum Obliczeniowym Exea Data Center). Przyszedł z pomysłem wykorzystania technologii NFC (stosowanej m.in. w płatnościach kartą zbliżeniowo) do tworzenia i wymiany... wizytówek. Projekt nazywa się InsBird. Pracują nad nim obecnie trzy osoby. Aplikacja już jest dostępna i na razie nie trzeba za nią płacić. Jej twórcy nadal ją rozwijają, główkując jednocześnie, jak można by na niej zarabiać.

- Mamy pewne koncepcje, pracujemy też nad pozyskaniem inwestora - mówi Łukasz Bojarski. Nie ma złudzeń, że bez wsparcia Smart Space wymyślony na trzecim roku studiów pomysł (na potrzeby zaliczenia jednego z przedmiotów), mógłby umrzeć śmiercią naturalną.
- Po obronie pracy inżynierskiej był taki moment, kiedy musieliśmy z kolegami zdecydować, czy rozwijamy nasz projekt, czy idziemy w życiu inną drogą - przyznaje Bojarski. Wybrali projekt i przygodę z własnym biznesem. Ta przygoda to ciężka praca, często siedem dni w tygodniu, ale też radość tworzenia tego, co się kocha.

- Obserwując kolegów z roku, widzę, że jednak większość myśli o etacie. Ludzie boją się zakładać własne firmy, bo obawiają się podjąć ryzyko - dodaje student.

Za mało Ameryki


- Podstawowa sprawa: biznes, który wychodzi za pierwszym razem, to ewenement. Niestety, w Polsce ciągle brakuje nam amerykańskiego podejścia - po nieudanej próbie podnieść się i próbować dalej. Sam pomysł to połowa sukcesu. Reszta to zaangażowanie i niezłomność - mówi Justyna Ratajczak. - Pokazujemy też że przeszkodą nie jest brak funduszy na początku. Bo większość pomysłów da się uruchomić bez kasy - dodaje.

- Ludziom, którzy do nas przychodzą, zadajemy dwa proste pytania: jak na twojej obecności skorzysta cała społeczność Smart Space i co chcesz osiągnąć ze swoim projektem za pół roku i za rok - mówi Łukasz Ozimek, dyrektor toruńskiego inkubatora. - Bo nie chcemy robić tego, co większość inkubatorów w Polsce, kojarzonych z tanim dostępem do biura. To miejsce ma stymulować do rozwoju, a nie do prowadzenia zwykłej, bieżącej działalności.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 30-03-2015 19:47

    Brak ocen 0 0

    - jasio : po co czekac : aniol scislej a.nie.lica juz jest /ta w czerwonych pantofelkach

    Odpowiedz