W nowe życie z cudzą twarzą [WYWIAD]

Piotr Schutta 20 marca 2015

„W przypadku Connie Culp mieliśmy do czynienia z odbudową prawie całej struktury twarzy. Uszkodzenia obejmowały 80 proc. powierzchni. W rachubę wchodziła też rekonstrukcja elementów funkcjonalnych: odtworzenie szczęki z podniebieniem, całego nosa, powiek dolnych, wszystkich kości części twarzy...”.

W miniony weekend prof. Maria Siemionow wzięła udział w I Międzynarodowej Konferencji Medycyny Regeneracyjnej Europy Środkowej w Bydgoszczy

Fot.: Jaropsław Pruss

Rozmowa z MARIĄ SIEMIONOW, profesor ortopedii, innowatorką, wybitną specjalistką w dziedzinie medycyny regeneracyjnej, od przeszło 30 lat prowadzącą prace badawcze w USA.



Jak się miewa Connie Culp?
Bardzo dobrze. To już prawie osiem lat (przeszczep twarzy przeprowadzono w grudniu 2008 r. - przyp. red.). Powróciła do pełni życia. Ma swoje towarzystwo, rodzinę i jest całkowicie zintegrowana ze społecznością, w której żyje. Ona zresztą zawsze była osobą bardzo pozytywną, miała w sobie dużo mądrości życiowej. Dlatego właśnie ją, między innymi, wybraliśmy. I to się sprawdziło. Wiem, to nietypowe kryterium.


Odrzucenie nerki można sobie jakoś wyobrazić. Ale odrzut twarzy?
Odpukajmy, jak dotąd to się nie zdarzyło, a twarz przeszczepiono 32 pacjentom na całym świecie. Odrzut twarzy traktuje się tak samo, jak odrzut nerki - podaje się leki immunosupresyjne (zmniejszające reakcje obronne organizmu - przy. red.).


Jakie są pierwsze objawy odrzutu twarzy?
Zaczerwienienie skóry, stan zapalny, troszeczkę obrzęku. Człowiek sam czuje, że jego twarz staje się inna. Każdy pacjent po przeszczepieniu twarzy miał przynajmniej raz objawy odrzutu, większość zaś trzy-cztery razy.


Connie Culp również?
Nasza pacjentka w ciągu ośmiu lat miała tylko dwa takie epizody, zresztą krótko po transplantacji. W pierwszym przypadku myśmy chyba trochę przesadzili. Pacjentka weszła pod prysznic, miała bardzo czerwoną twarz. Jako że działo się to we wczesnym okresie po operacji, nie miała czucia. Wystraszyliśmy się, że zaczął się odrzut. Druga sytuacja miała miejsce półtora roku później. Podaliśmy sterydy i objawy się cofnęły.


Tamto dokonanie Pani zespołu odbiło się echem na całym świecie. O drugiej transplantacji twarzy, przeprowadzonej przez ten sam zespół, było już ciszej...
Wykonaliśmy ją we wrześniu ubiegłego roku. Pacjent jest mężczyzną. Na razie nie chce rozmawiać z mediami. Jego stan pooperacyjny jest dobry. Mogę tylko dodać, że jego twarz była zniszczona w dużym zakresie.


Operacja Connie Culp trwała 22 godziny, ale przygotowania do niej... prawie 20 lat...
Tyle czasu zajęły moje badania immunologiczne i operacje na zwierzętach, zanim zdecydowaliśmy się przeprowadzić to samo na modelu ludzkim. W moim laboratorium przeszczepiliśmy ponad tysiąc „twarzy”... szczurów. Przeprowadziliśmy ogromną liczbę badań, które pozwoliły nam zorientować się, jak taki przeszczep działa, jak odrzuca itd.


Człowiek niewtajemniczony może myśleć o transplantacji twarzy jak o zwykłym przeszczepieniu skóry...
W przypadku Connie Culp mieliśmy do czynienia z odbudową prawie całej struktury twarzy. Uszkodzenia obejmowały 80 proc. powierzchni. Rekonstrukcja dotyczyła też elementów funkcjonalnych: odtworzenia szczęki z podniebieniem, całego nosa, powiek dolnych, wszystkich kości części twarzy oprócz żuchwy. Konieczne było również połączenie nerwów.


Twarz pobrano od zmarłego dawcy...
W Ameryce mówi się „living donor”, ponieważ w danym momencie funkcje życiowe dawcy są podtrzymywane. W Polsce funkcjonuje inna nomenklatura. Nie chciałabym wchodzić w szczegóły.


Jak długo czekaliście Państwo na dawcę?
Kilka miesięcy, bo po prostu nie było chętnych. W Stanach Zjednoczonych zgodę na pobranie narządów wyraża się wprost i jest ona zapisana na przykład w danych w prawie jazdy. Inaczej niż w Polsce.


Jakie są kryteria dotyczące materiału pobieranego do przeszczepu twarzy?
Nie są tak wygórowane jak przy przeszczepianiu narządów ratujących życie.Tutaj nie było konieczności zgodności tkankowej, co jest niezbędne w przypadku chociażby transplantacji nerek. My musieliśmy zwrócić uwagę przede wszystkim na kolor skóry, płeć i wiek.


32 przeszczepienia twarzy w ciągu 10 lat, licząc od pierwszej udanej operacji przeprowadzonej przez lekarzy francuskich w 2005 roku, to niewiele...
Mój zespół przeprowadził dwie tego typu operacje. Żadna klinika na świecie nie wykonała dotąd więcej przeszczepień twarzy niż sześć. Nie jest to procedura medyczna, którą powtarza się często.


Jak żyje się z cudzą twarzą?
Przed operacją rozmawiamy o tym z pacjentami. Są oceny psychiatryczne i psychologiczne. Pytamy kandydata do przeszczepu, jak sobie to wszystko wyobraża, czy się tego nie boi, czy wie, skąd pochodzi twarz. Chociaż dzisiaj, w dobie Internetu, pacjenci są tak wykształceni, że to oni zadają nam pytania.


Czy Connie Culp wiedziała, czyją dokładnie otrzymała twarz?
Na początku nie, ale rodzina dawczyni - mąż i dzieci, rok po przeszczepieniu chcieli się z nią spotkać. Zgodziła się chętnie, chciała im podziękować. Była z tego powodu bardzo szczęśliwa. Spotkanie, w którym miałam przyjemność uczestniczyć, odbyło się na terenie Life Bank, instytucji podobnej do naszego Poltransplantu.


Okazało się, że jest podobna do tamtej kobiety?
Nie. Rodzina orzekła zgodnie, że Connie w niczym jej nie przypomina.


Jak się starzeje przeszczepiona twarz?
Normalnie. Connie wygląda dzisiaj bardzo ładnie. Jest atrakcyjną kobietą. Trudno się zorientować, że przeszła taką operację.


Na zdjęciach z pierwszych konferencji widać jednak wyraźnie ślady chirurgicznej ingerencji...
No właśnie - to mnie martwi. Wszyscy pamiętają te pierwsze zdjęcia, a nikt nie interesuje się tym, jak nasza pacjentka zmieniała się później. Trzy lata po przeszczepieniu usunęliśmy nadmiar skóry, którą wcześniej celowo pobraliśmy z naddatkiem. Chodziło o to, by można było robić biopsje, dzięki którym wiedzieliśmy czy rozpoczyna się odrzut, czy też nie. Kiedy skóra nie była już potrzebna, usunęliśmy ją.


Jest Pani absolwentką Akademii Medycznej w Poznaniu. Od połowy lat 80. Pani kariera naukowa związana jest jednak z USA, ale nadal utrzymuje Pani kontakty ze swoją Alma Mater...
Tak. Nie tylko zresztą z uczelnią poznańską. Przeszło 50 stypendystów z całej Polski odbywało u mnie staże naukowe. Byli to zarówno studenci medycyny, jak i młodzi chirurdzy oraz immunolodzy. Siedmiu z nich obroniło doktoraty, bazujące na moich grantach.


Pani droga zawodowa, od młodej doktorantki z dalekiej Polski do osoby o wysokiej pozycji naukowej w USA, aż po historyczny sukces, o którym mówił cały świat, to temat na film...
Powstała książka biograficzna. Najpierw wydano ją w Stanach. Druku podjęło się wydawnictwo instytutu, w którym wówczas pracowałam. Nosi tytuł „Twarzą w twarz”. Potem zainteresowało się nią wydawnictwo „Znak” i opracowało wydanie w języku polskim.


Aktualnie kieruje Pani zespołem badawczym na uniwersytecie w Chicago. Nad czym Pani pracuje?
Zajmujemy się unikalnymi terapiami komórkowymi, przygotowującymi do przeszczepów. Chodzi o to, by do minimum ograniczyć konieczność późniejszej immunosupresji. Tworzymy, w oparciu o krew pępowinową, chimery komórek dawca-biorca, które będą podawane biorcy razem z przeszczepianym organem. Nawet jeżeli w stu procentach nie uda się nam się to, co zamierzamy, to i tak efekt badań będzie ciekawy.


Czy można przeszczepić oko, tak, by widziało?
Na razie nie. Ale pracujemy nad tym. Mamy już badania wstępne. Czekamy na grant, żeby opracować modele eksperymentalne. Głównym problemem jest nerw wzrokowy, którego na razie nie jesteśmy w stanie odtworzyć. Samo oko można przeszczepić, ale nie będzie widziało. Wiele ośrodków na świecie próbuje, ale na razie bez powodzenia. Jeśli się komuś uda, to będzie rewolucja

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.