Dlaczego babcia umarła? - wywiad z psycholożką

Dorota Witt 15 marca 2015, aktualizowano: 15-03-2015 16:33

„Dziecko, które o nadchodzącej śmierci wie więcej, czuje się bezpieczniej i jest lepiej przygotowane do straty teraz i w przyszłości”. Rozmowa z AGNIESZKĄ PACZKOWSKĄ, psycholożką z Fundacji Hospicyjnej w Gdańsku.

Fot.: Arek Wegner


Jak powiedzieć dziecku, że bliska mu osoba zmarła?
Taka rozmowa nie jest prosta ani dla dziecka, które być może pierwszy raz styka się ze śmiercią, ani dla najbliższych mu dorosłych, którzy też głęboko przeżywają żałobę, a przy tym chcą uchronić dziecko przed złymi wiadomościami. Dla wszystkich zaczyna się wtedy trudny okres godzenia się z tym, co się wydarzyło. Często w sytuacji, kiedy jako rodzice nie jesteśmy w stanie powiedzieć dziecku, co się dzieje, sprawdza się pomoc kogoś z rodziny, kto wyjaśni maluchowi, dlaczego mama czy tata są tacy smutni. Ważne, by informacje dawkować, nie mówić wszystkiego od razu, bacznie obserwować reakcję dziecka, cierpliwie odpowiadać na jego pytania, nawet jeśli wydają nam się absurdalne. Lepiej unikać eufemizmów typu: „tata odszedł”, „babcia zasnęła”, „dziadek poszedł do nieba”. Maluchy mogą odebrać takie zwroty dosłownie, a nawet szukać winnych tego „odejścia” taty. Podczas takiej rozmowy trzeba skupić się na tym, by dziecko zrozumiało, co się stało i że jest to nieodwracalne. Mówmy zwięźle, krótko, ale zarezerwujmy sobie sporo czasu, by być przy dziecku, słuchać go, odpowiadać na jego pytania. Damy mu w ten sposób poczucie bezpieczeństwa, co w sytuacji straty jest chyba najważniejsze.

A jeśli rodzice dochodzą do wniosku, że to nie jest dobry moment na wiadomość o śmierci ukochanej osoby?
Dorośli chcą chronić dzieci, dlatego czasem wydaje im się, że lepiej o śmierci albo ciężkiej chorobie babci powiedzieć na przykład po powrocie dziecka z wymarzonej wycieczki. To błąd. Dzieci doskonale wyczuwają emocje dorosłych, niepokój, który i im się udziela. Jeśli dziecko, które czuje, że dzieje się coś złego, dostaje od najbliższych nieprawdziwe informacje, traci do nich zaufanie. Bardzo trudno je potem odbudować. Poza tym, takie zatajanie informacji o złym stanie zdrowia bliskiej osoby pozbawia dziecko możliwości zdecydowania, czy chce towarzyszyć chorej babci w ostatnich dniach życia, czy nie. Zabiera się mu możliwość pożegnania ze zmarłym, co może utrudnić przeżycie żałoby. Dziecko, które od początku jest rzetelnie, stosownie do wieku, informowane o sytuacji, ufa dorosłym, czuje się członkiem rodziny, bo pozwala mu się uczestniczyć w ważnych dla tej rodziny zdarzeniach. Paradoksalnie to dziecko, które o nadchodzącej śmierci wie więcej, czuje się bezpieczniej i jest lepiej przygotowane do straty teraz i w przyszłości.

Wspomniała Pani o absurdalnych pytaniach, jakie może zadawać dziecko na wieść o śmierci ukochanej osoby. O co pyta i jak odpowiadać?
Nastolatkowie zwykle nie wypowiadają takich pytań na głos, co nie znaczy, że ich sobie nie zadają. Kilkulatek może spontanicznie zapytać: „skoro mama umarła, to kto mi teraz będzie robił kanapki do szkoły?”, „tata nie żyje, to znaczy, że teraz będę jeździł do szkoły autobusem?”. Dorosłym takie pytania mogą się wydać irracjonalne, ba, mogą wyprowadzić z równowagi, bo „jak to, jego mama nie żyje, a ten martwi się o śniadanie, w takiej chwili?”. Dziecko tak tego nie odbiera, ono bada grunt, chce się upewnić, że mimo tragedii, jakiej doświadcza, dalej jest bezpieczne i może liczyć na pomoc. Dlatego tak ważne jest, by postarać się nie zmieniać rodzinnych rytuałów. Jeśli za życia taty co niedzielę chodziliśmy całą rodziną na spacer, niech i po jego śmierci tak będzie. Podobnie ze sposobem odrabiania lekcji, układaniem do snu. Musimy pokazać dziecku, że życie, mimo nieszczęścia, toczy się dalej, a my akceptujemy jego uczucia. Nie mówmy: „tata nie żyje, teraz musisz być dużym chłopcem” albo: „nie możesz tyle płakać, wszystko będzie dobrze”. Często używamy takich słów, które mogą spowodować zamknięcie się dziecka i nieprzepracowanie żałoby.

Jak reagować na trudne emocje dziecka w żałobie?
Musimy je w pełni akceptować. Jeśli maluch poprosi, by nie gasić mu światła przed zaśnięciem, zostawmy zapalone. Jeśli chce rozmowy, słuchajmy. Jeśli przez jakiś czas nie chce mówić o zmarłym, też to uszanujmy. Jeśli dziecku trudno ujawniać myśli i uczucia, warto od czasu do czasu zagadywać: „widzę, że oglądasz zdjęcia taty, co teraz czujesz?”, „wydajesz się dziś na wpół obecny, o czym myślisz?”, „słyszę gniew w twoim głosie, kiedy tylko wspominam o mamie, co się dzieje?”. Jeśli dziecko spontanicznie zaczyna mówić o zmarłym, warto wytrwać, nie zmieniać tematu, nawet jeśli pojawi się wzruszenie. W czasie żałoby najbliżej dziecka powinna być jego rodzina, ale jeśli po kilku miesiącach separowanie się dziecka lub smutek i żal są ciągle tak samo silne, warto porozmawiać z psychologiem. Na psychoedukację powinni wybrać się także dorośli z otoczenia dziecka, by wiedzieć, jak rozmawiać i w jaki sposób reagować na różne zachowania młodego człowieka. Bo naprawdę nie trzeba w pośpiechu ocierać łez, kiedy dziecko wchodzi do pokoju. Niech widzi, że mama płacze, tęskni za tatą, myśli o nim, ale potem wstaje z fotela i robi obiad, bo życie musi toczyć się dalej. To nauczy dziecko, jak radzić sobie z własnymi emocjami.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 15-03-2015 21:31

    Brak ocen 0 0

    - marcos: Psycholożka? Psycholog chyba ?

    Odpowiedz

  2. 15-03-2015 10:09

    Oceniono 5 razy 2 3

    - Tumor i jego drużyna: Kolejna psycholożka od siedmiu boleści, która jest chętna "edukować" przedwcześnie przedszkolaka przed szóstym rokiem życia i do tego jeszcze usilnie nagabuje RODZICÓW - do przemyconego PO-dstępem PO-niektórych PO-słów 'łapkami' programu MEN w sejmie ! Tu niema co Dziecka tumanić i prawdę twardą owijać w bawełnę miękką. A prawda jest taka, że od Wuja Sama zza Wielkiej Wody nie tylko stonką zastaliśmy uraczeni, ale i wiele gorszą rewolucją seksualną. Biedna Babcia, miała nieszczęście w PRL-u dorastać i być nagabywana usilnie przez aparatczyków tudzież szczerzących ostre kły na podlotki watahy prelegentów komitetowych, aby się z nimi raczyła kołchozowo. Jak sama nazwa "rak" wskazuje, wycofał on się wtedy po leninowsku "krok wtył" ze zbiorowiska, by dzisiaj, gdy te aparatczyki zramolałymi dziadkami są, samemu dobrać się do ucztowania zbyt rozrywkowych Babć.

    Odpowiedz