Szeremietiew: Rosja uważa Polskę za głównego wroga

Tomasz Modzelewski 13 marca 2015

Rozmowa z ROMUALDEM SZEREMIETIEWEM, dr. hab. nauk wojskowych, byłym p.o. ministra obrony narodowej.

Fot.: Marcin Obara


Gdzie za rok o tej porze będzie Ukraina?
Jest zbyt wiele niewiadomych, aby można było to stwierdzić, ale dotychczasowe przesłanki wskazują na to, że możemy - my jako Zachód - Ukrainę stracić.

Stąd konfrontacyjna polityka Rosji? Żeby niejako odzyskać ten teren i odbudować imperium?
Już dawno sformułowano na Kremlu koncepcję zbudowania przez Rosję Euroazjatyckiej Wspólnoty Geopolitycznej. To współczesna wersja dawnego Imperium Rosyjskiego. Prezydent Putin powiedział, że nadszedł czas, aby Rosja stanowczo przystąpiła do realizacji tego projektu. Następnie zaczęła się cała operacja związana z Ukrainą. Gdy prezydent Janukowycz został obalony i zwyciężyła opcja prozachodnia, Rosja przystąpiła do działania, bo nie może sobie pozwolić na to, żeby Ukraina znalazła się poza jej strefą wpływów.

Gdzie w tej układance jest Polska?
To kwestia zasadnicza. Rosja w budowie imperium upatruje wroga w USA i widzi w NATO narzędzie amerykańskiej polityki. Rosja chce zbudować siłę zdolną do przeciwstawienia się Stanom i dlatego chce też rozmontować blok NATO. Jeśli spojrzymy na rzeczywistość europejską, to Rosji sporo się udało, różnymi sposobami wpływa na państwa natowskie, aby osłabić ich wolę działania, mami korzyściami, sugeruje, że obecność amerykańska w Europie jest szkodliwa.

I tu pojawia się Polska związana ze Stanami Zjednoczonymi, z deklarowaną przez Warszawę współpracą strategiczną z Waszyngtonem, Polska licząca na wsparcie armii USA w razie zagrożenia. Polska staje więc w poprzek planów Rosji. Sądzę, że Federacja Rosyjska nabrała przekonania, że gdyby Amerykanie nie mieli oparcia w Polsce, to ekspansja Rosji na Zachód byłaby łatwiejsza. Do tego Polska od dłuższego czasu starała się popierać prozachodnie dążenia Ukrainy, co przecież nie jest zgodne z interesem FR. Polska została więc zdefiniowana przez Moskwę jako główny wróg Rosji w Europie.

Ostatnio ujął Pan to dosadnie, mówiąc, że Rosja, jeśli chce odbudować swoje imperium, musi zaatakować Polskę.
To jest tylko konsekwencja sytuacji, którą wyżej przedstawiłem. Możemy uniknąć tego zagrożenia, jeśli Polska zmieni swoją politykę zagraniczną. Musiałaby zrezygnować z partnerstwa strategicznego ze Stanami Zjednoczonymi, powiedzieć - jak Węgry czy Słowacja - że nie jest zainteresowana obecnością wojsk amerykańskich oraz infrastruktury NATO na swoim terytorium i jest gotowa podjąć z Rosją współpracę w budowie Wspólnoty Euroazjatyckiej. Wtedy żadnego ataku nie będzie, ponieważ Polska stanie się satelitą Rosji, czymś na kształt niedawnej PRL.

Sugeruje Pan zbliżenie z Rosją?
Ależ skąd, to byłoby sprzeczne z interesem narodowym Polski. Mówię tylko strachliwym, za jaką cenę można uniknąć najazdu Rosji, ceną jest utrata niepodległości. Jeśli jednak Polska nie skapituluje, nadal będzie strategicznym partnerem Stanów, będzie wzmacniać Ukrainę i wschodnią flankę NATO, to Rosja ze względu na własne aspiracje mocarstwowe będzie się starała taką Polskę zniszczyć.

Ale wyjście poza Ukrainę będzie już jawnym, wypowiedzianym konfliktem z NATO.
Jeśli NATO jako całość zgodnie uzna, że tak jest. Proszę pamiętać, że warunkiem działania NATO jest zgodna decyzja wszystkich jego członków, a nie na przykład tylko USA. Jeżeli jedno z państw nie wyrazi zgody, to sojusz jako całość nie może działać. Tak jak w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Tymczasem Rosja robi wszystko, aby wolę poszczególnych państw w zakresie wspólnego działania osłabić. I sądzę, że jej się to udaje.

Czyli powinniśmy traktować wszelkiej maści sojusze z rezerwą, bo przykład Memorandum budapeszteńskiego jest dowodem na to, że niekoniecznie będzie z nich coś wynikać?
Ukraina, zanim doszło do zagarnięcia Krymu przez Rosję, miała gwarancje integralności terytorialnej. Rosja naruszyła granice i zagarnęła kawał Ukrainy, a dwaj pozostali „gwaranci” nie wiedzą, co z tym zrobić. To dowód na to, że gwarancje mocarstw niekoniecznie muszą się sprawdzać, i to bardzo ważne przesłanie.

Jeśli Rosji znudzi się taka przepychanka, to ile czasu będzie potrzebować na blitzkrieg Ukrainy i dotarcie do naszej granicy?
Jeżeli zdecydowałaby się uderzyć siłami swojej armii, a różni eksperci wskazują, że już teraz w okolicach ewentualnej ofensywy Rosjanie mają 110-150 tys. wojska, to Ukraina nie ma wielkich szans. Armia jest stosunkowo słaba, marnie dowodzona, z wyposażeniem nie jest dobrze. Już teraz istnieją przypuszczenia, że Rosja przygotowuje się do ofensywy na wiosnę. Niedawno pojawiła się wiadomość, że wojska FR ćwiczą zdobywanie miast, a to jest bardzo ważny element operacji wojennych. Jeśli armia się do tego przygotowuje, oznacza to, że przewiduje tego typu działania. Ukraina zaś ma do obrony tylko nieliczne wojska operacyjne.

Panu zależy na odtworzeniu obrony terytorialnej w Polsce.
Tak.

No, ale ten proces po 1989 r. bardzo kuleje.
Kierowałem zespołem, który przygotował system obrony terytorialnej w 1999 r. Zaczęliśmy go wdrażać, a po usunięciu mnie z MON jednostki OT rozwiązano - mieliśmy zakończyć budowę OT do 2012 r. Moglibyśmy być dziś spokojni o nasze bezpieczeństwo, ale tak się nie stało. Później nastąpił okres, gdy uważano, że Europa jest stabilnym kontynentem, na którym żadnych wojen nie będzie. Jedynym wyzwaniem militarnym, które widziały nasze władze, był międzynarodowy terroryzm.


Żołnierza z poboru trudno wysłać na misję zagraniczną. Władze doszły do przekonania, że najlepsza będzie armia zawodowa - wyszkoleni specjaliści, którzy mają podróżować po świecie i likwidować terrorystów. Kiedy prezydent Putin rozpoczął swoją ofensywę, okazało się, że nie ma armii będącej w stanie obronić Polskę.

Jeśli - hipotetycznie - ta ofensywa obejmie Polskę, to jak długo jesteśmy w stanie się bronić?
Generał Skrzypczak mówi, że armia polska mogłaby nie wpuszczać Rosjan do Warszawy przez ok. trzy dni. Druga kwestia to pytanie: za ile dni NATO, zakładając, że będzie chciało, jest w stanie pomóc broniącej się Polsce? Jeśli rozpatrujemy uderzenie wojsk lądowych, powietrznych i morskich, to przewaga rosyjska jest ogromna. W kalkulacjach mówi się o ponad 40 brygadach. My mamy ich 13. Przy takiej przewadze możemy wykonywać tylko manewry opóźniające, bronić się i wycofywać. Nie jesteśmy w stanie stawić skutecznego oporu.

A szpica też będzie tak mała, że także na niewiele się zda...
Szpicy na razie jeszcze nie ma, ale to kilka tysięcy żołnierzy, zatem jedna brygada więcej nie poprawi sytuacji na froncie polsko-rosyjskim. Jeśli więc przyjmiemy wariant klasycznej wojny, to mamy bardzo trudną sytuację, ponieważ na pomoc naszych sojuszników trzeba będzie czekać co najmniej trzy miesiące.

Czyli wracamy do okresu Układu Warszawskiego, gdy w sytuacji konfliktu Polska byłaby niejako ziemią niczyją, miejscem dalszego przemarszu wojsk rosyjskich?
To nie to samo. Wracamy, ale do sytuacji, gdy Polska byłaby krajem okupowanym przez Rosjan, a my - poddanymi Moskwy.

Na razie jednak, a mamy już przykład z okresu wojny z Gruzją, może być tak, że Rosja w którymś momencie nie wytrzyma sankcji gospodarczych i zatrzyma się?
To jest pytanie, co w takiej sytuacji zrobi Rosja. Czy pokornie załamie się gospodarczo i wyrzeknie planów imperialnych, czy będzie się starała za pomocą operacji wojskowych swój kryzys wyeksportować poza granice Rosji? Pytanie - jak kalkuluje prezydent Putin? Ponad pół wieku temu Hitler otrzymał od ludzi odpowiedzialnych za gospodarkę niemiecką informację, że jeśli nie nastąpi gwałtowne wzmocnienie potencjału Niemiec, to gospodarka III Rzeszy załamie się. Wyjściem miało być podporządkowanie Polski. Hitler zamierzał zająć Polskę po bardzo krótkiej kampanii.

Uważał zresztą, że Zachód nie będzie bronił Polski. Pomylił się o tyle, że wypowiedziano mu wojnę, co w przyszłości skutkowało klęską Niemiec. Doraźnie jednak poprawiło pozycję Niemiec w Europie. Nie wiem, czy przypadkiem tego typu rozumowanie nie jest udziałem prezydenta Putina, który widzi, że Zachód jest słaby i cofa się. Cóż z tego, że NATO dysponuje przewagą, skoro sojusz nie zamierza jej użyć?

Trzeba więc wysyłać szkoleniowców, broń, żeby zatrzymać konflikt po ukraińskiej stronie?
Wiadomo już, że NATO jako całość robić tego nie chce, ale wzmacnianie potencjału ukraińskiej obrony leży w naszym interesie. Wkrótce zobaczymy, jakie to da efekty (...).

PS Skróty pochodzą od redakcji

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 14-03-2015 22:36

    Oceniono 5 razy 4 1

    - olek: sam sobie przeczy - najpierw gada ze za nasza polityke rosja nas nie lubi itd i sobie sciagniemy na glowe wojne, a potem mowi ze wojsko jest cienkie i ze nam nikt nie pomoze, to po kiego grzyba wskazuje ze najlepszy jest sojusz z usa przeciw rosji?? jakos inne kraje europy maja gdzies ue i nato i sami sie dogadują z rosją, co znowu bedziemy przelewac krew bez sesnu? co za durny kraj, niczego sie nie nauczylismy...

    Odpowiedz

  2. 14-03-2015 01:50

    Oceniono 8 razy 6 2

    - bud: Szkoda słów. To chory człowiek z urojenia i tyle. Z tego co pamiętam to były KPN-owiec od drugiego chorego Moczulskiego, którego zięć były poseł Król kradł książki w bibliotece. Żenada.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 13-03-2015 16:17

      Oceniono 13 razy 9 4

      - Weteran : Polska na życzenie USA i własne zrobiła sobie wroga ,to nie wina Rosji tylko takich ludzi jak pan. Pańskie wypowiedzi i nie tylko pańskie w Radiu Maryja ,gdzie domagacie się sankcji ,kary dla Rosji a nie pamiętacie o naszych rodakach zamordowanych w ohydny sposób na Wołyniu. Domagacie sie pomocy dla ukrainy .Wasza rola jest taka wywołać awanturę i uciec z Polski , tak powiedział Olechowski że czas uciekac do Australii. Wszyscy uciekniecie i zostawicie nas na pastwę losu ,Bogu ducha winnych ludzi. Wstyd mi za takich POlitykierów i brzydzę się wami, gady jesteście.

      Odpowiedz