Nieludzki pakiet na raka?

Grażyna Ostropolska 13 marca 2015

Do niedawna chorzy, poddawani radioterapii, trafiali na oddział w Centrum Onkologii, teraz część z nich kierowana jest do hoteli. Dostają bilet na dojazd miejskim autobusem, by zaś oszczędzić na zapłatę za pokój w czasie weekendu (za pobyt w te dni Narodowy Fundusz Zdrowia nie płaci), często... nie dojadają.

Fot.: Dariusz Bloch

- To nieludzkie! - uważa pani Jadwiga. Jej mąż, u którego wykryto nowotwór złośliwy, nie radzi sobie w hotelowych warunkach.


- Ma problem z odpowiednim dawkowaniem lekarstw, bo chorób, oprócz raka, ma co niemiara. I jeszcze większy kłopot z wyżywieniem, bo w hotelowym pakiecie, refundowanym pacjentom radioterapii przez NFZ, jest jedynie śniadanie - opowiada kobieta. Najchętniej zamieszkałaby w hotelu razem z mężem, by móc się nim opiekować, ale... - Nie stać mnie na dodatkowy wydatek. Mąż będzie poddawany naświetlaniom przez kilka tygodni i jeśli chce przebywać w hotelu w weekendy, musi płacić za pokój z własnej kieszeni, bo za soboty i niedziele refundacja z NFZ mu się nie należy - tłumaczy.

Pacjent mógłby wprawdzie wyjechać do domu i wrócić do hotelu w poniedziałek, ale to też kosztuje, poza tym długa podróż dla osłabionej osoby (zwłaszcza w ostatniej fazie naświetlań) nie jest zbyt bezpieczna.

- Nie tak miało być! - buntują się chorzy, dla których nie wystarczyło miejsc noclegowych w „Pozytonie”, zlokalizowanym na terenie Centrum Onkologii im. prof. Franciszka Łukaszczyka w Bydgoszczy, więc zostali skierowani do innych hoteli, z którymi szpital podpisał umowy. Dla pacjentów radioterapii zarezerwowano sto miejsc w położonej w centrum miasta „Brdzie” oraz pięćdziesiąt w hotelu „Pan Tadeusz” w Osielsku. W pakiecie miał być transport chorego na zabiegi w Centrum Onkologii, ale coś poszło nie tak, skoro pacjentom wręcza się bilety na przejazd komunikacją miejską. - Są korki, jest duszno, ludzie kaszlą, a ja po napromieniowaniu jestem osłabiony i boję się, że cała terapia weźmie w łeb, bo

pacjent nie wytrzyma


- skarży się pan Henryk. Co na to dyrekcja szpitala?

- Umowy, które podpisywałem z przedstawicielem „Brdy”, zawierały klauzulę o dowożeniu pacjentów z hotelu na radioterapię i z powrotem. Pojawiła się jednak z jego strony sugestia, by ten transport zorganizować racjonalnie, czyli zakwaterowani u niego chorzy mieliby zaplanowane zabiegi mniej więcej w tym samym czasie, co nie jest takie proste - wyjaśnia prof. Janusz Kowalewski, dyrektor Centrum Onkologii. Nie uważa, by wręczanie chorym biletów autobusowych było dobrym rozwiązaniem, więc nadal negocjuje z hotelarzami kwestię transportu

Kolejki chorych, oczekujących na rejestrację, wizytę w przychodni czy spotkanie z interdyscyplinarnym zespołem lekarzy, kwalifikujących do właściwego leczenia nowotworu, są w Centrum Onkologii coraz dłuższe.

fot. Dariusz Bloch

Kolejki chorych, oczekujących na rejestrację, wizytę w przychodni czy spotkanie z interdyscyplinarnym zespołem lekarzy, kwalifikujących do właściwego leczenia nowotworu, są w Centrum Onkologii coraz dłuższe.


O tym, czy skierowany na naświetlania pacjent trafi na szpitalny oddział, czy będzie leczony ambulatoryjnie i jeśli jest spoza Bydgoszczy zamieszka w hotelu, decyduje komisja, złożona z lekarzy specjalistów. Zdaniem dyrektora, chory ma prawo nie zgodzić się na hotel i czekać na miejsce w szpitalu.

- Nikt mnie o zdanie nie pytał. Dostałem przydział do hotelu i tyle - twierdzi pan Henryk.

W grudniu pacjenci usłyszeli, że dwa szpitalne oddziały radioterapii połączono w jeden, a liczbę łóżek zmniejszono z 70 do 35. Takie polecenie wydał w listopadzie, tuż przed swoim odejściem, były dyrektor Centrum Onkologii Zbigniew Pawłowicz.

- Statystyka ogólnoświatowa wykazuje, że ok. 5 proc. pacjentów korzysta z radioterapii w warunkach szpitalnych, a reszta nie musi leżeć w łóżku - tak sens tego posunięcia tłumaczy doc. Krzysztof Roszkowski, zastępca dyrektora CO ds. medycznych i zarazem ordynator klinicznego oddziału radioterapii.

W części zwolnionych pomieszczeń (po radioterapii) miał powstać oddział gastroenterologii onkologicznej z 28 łóżkami. Przez kilka ostatnich dni grudnia wisiała nawet tablica z tą nazwą, ale ją zdjęto, bo NFZ nie podpisał ze szpitalem kontraktu na te usługi. Teraz szpital z koncepcji zmniejszania łóżek

wycofuje się rakiem.


- Mamy 63 miejsca dla pacjentów radioterapii, kolejka oczekujących na łóżko szpitalne nie przekracza 12 dni, zaś leczenie ambulatoryjne odbywa się na bieżąco - słyszymy od dyrektora.

- Mój mąż ma raka prostaty i czeka na miejsce na oddziale radioterapii od 30 października. Dopiero po mojej interwencji telefonicznej z 23 lutego przyjęto go w marcu na wstępne badanie, a co będzie dalej - nie wiem, bo źle się czuł i trafił do innego szpitala - mówi żona pana Michała spod Grudziądza.

Profesor Kowalewski obiecuje, że tej sprawie się przyjrzy. Zaznacza, że kierowanie znacznej części zamiejscowych pacjentów do hoteli to pierwszy taki eksperyment w Polsce. - Zbieramy doświadczenia, identyfikujemy problemy i staramy się natychmiast reagować na sygnały, które do nas docierają - tłumaczy dyrektor i deklaruje: - Jeśli lekarz prowadzący zauważy, że z pacjentem dzieje się coś złego, to zabierzemy go z hotelu i położymy na oddział.

- Lepiej późno niż wcale
- komentują chorzy, którzy na własnej skórze odczuli ferment, związany z reorganizacją radioterapii. Był wśród nich ksiądz Ryszard, który od końca grudnia do połowy lutego leżał na oddziale radioterapii, a kiedy wyszedł, napisał skargę do marszałka województwa Piotra Całbeckiego, której fragmenty pozwolił nam zacytować:

„29 grudnia przyjęła mnie na oddział docent Ewa Ziółkowska i zostałem otoczony troskliwą opieką przez cały personel. Niestety, z każdym dniem mojego pobytu widziałem niepokojące zmiany w funkcjonowaniu oddziału i całego szpitala. Odczuwało się dezorganizację i niepokój personelu medycznego. Przez 43 dni mego pobytu na oddziale radioterapii ani razu nie było wizyty ordynatora, a jedyny kontakt pacjenta z lekarzem dyżurnym to trwająca kilka chwil wieczorna wizyta, ograniczająca się do pytania, jak się czuję.(...) W funkcjonowaniu szpitala też dostrzegłem coraz większy chaos: zagubieni pacjenci, coraz dłuższe kolejki, przepełniona przychodnia. Na trzecim piętrze, gdzie pracują tzw. zespoły interdyscyplinarne, z uwagi na brak odpowiedniej liczby krzeseł ludzie

koczują na podłodze i pod ścianą


a toaleta dla nich jest dwa piętra niżej. To nieludzkie i sprzeczne z misją tego szpitala. (...) Odnoszę wrażenie, że niszczona jest renoma tego ośrodka, a CO w Bydgoszczy staje się na naszych oczach lecznicą nastawioną na zysk”.

- Księdza Ryszarda bardzo to boli, bo wcześniej wychwalał pod niebiosa opiekę i atmosferę w tym szpitalu - mówi pan Wojciech, który często odwiedzał duchownego i ma podobne zdanie o zreorganizowanym oddziale radioterapii. - Większość specjalistów z długoletnim stażem skierowano do leczenia ambulatoryjnego, a w oddziale zatrudniono młodych i mniej doświadczonych - zauważa.

Ordynator Krzysztof Roszkowski z opinią pana Wojtka się nie zgadza. Twierdzi, że ma na oddziale pięciu specjalistów z wieloletnim stażem i pięciu rezydentów. - Czterech przystąpi wkrótce do egzaminu specjalizacyjnego i dwóch z nich chcemy zatrudnić - informuje.

Na korytarzach trzeciego i czwartego piętra szpitalnego budynku od rana kłębi się tłum pacjentów, bo komisja kwalifikująca chorych (tzw. zespół interdyscyplinarny) przyjmuje ich bez rejestracji.

- Brakuje krzeseł i toalety, a człowiek boi się zejść na dół do WC, by nie stracić kolejki - ubolewa pani Halina. Czuje się źle. Przyszła rano, by zająć miejsce w ogonku, ale takich jak ona było więcej. - To przykre i uwłaczające, że w takich warunkach przyjmuje się ludzi, przerażonych wykrytym u nich rakiem - ocenia.

Dyrektor Kowalewski tak tę sytuację tłumaczy: - Numerki rejestracyjne nie sprawdziły się w naszych warunkach, a decyzję o ich likwidacji podjął poprzedni zarząd szpitala. Jeden z powodów był taki, że kolejka po numerki, których liczba była limitowana, ustawiała się od świtu, a dziś jest tak, że pacjenci sami wyznaczają kolejkę, a my wszystkich staramy się przyjąć.

Nie mniejszy jest


tłok w przychodni i rejestracji.

- Temu, że starzy pacjenci poszli w odstawkę, winna jest „zielona karta”, która daje pierwszeństwo nowym, korzystającym z dobrodziejstw onkologicznego pakietu - złorzeczą szpitalni weterani.

- To, co od początku dzieje się z pakietem, to dla nas duże wezwanie, także ze względu na dodatkowe obciążenia administracyjne oraz wprowadzenie nowego oprogramowania komputerowego, co wymaga od załogi szpitala ogromnego zaangażowania i wysiłku - zauważa Janusz Kowalewski. Twierdzi, że lekarze i pielęgniarki z Centrum Onkologii pracują teraz dłużej i ciężej, więc może się zdarzyć, choć nie powinno, że ktoś potraktuje pacjenta instrumentalnie.

- Zdarzają się nam, oczywiście, błędy i to, co jest niedoskonałe staramy się naprawiać, bo chcemy utrzymać nasze usługi na najwyższym poziomie. Z wieloletniej praktyki wiem, że pacjent, któremu nasze wysiłki w uleczeniu choroby nie pomogły, widzi wszystko w czarnych barwach, ale wystarczy ciepła rozmowa, by wycofał skargę - zauważa prof. Kowalewski.

Przyznaje, że z pomieszczeniami dla komisji kwalifikacyjnej jest krucho, bo dopiero zakończenie budowy nowej polikliniki stworzy pacjentom godne warunki. - Postaramy się, by wtedy, gdy pracuje zespół interdyscyplinarny, stało na korytarzu więcej krzeseł dla pacjentów, a dostęp do toalety na tym samym piętrze już jest - zapewnia dyrektor.

Opinia


prof. Janusz Kowalewski, dyrektor Centrum Onkologii w Bydgoszczy

Jesteśmy na początku trudnej i niezwykle ważnej dla pacjenta drogi, jaką jest pakiet onkologiczny. Po raz pierwszy dzieje się tak, że gdy stwierdzamy u pacjenta nowotwór, otrzymuje on „zieloną kartę” i w określonym reżimie czasowym musi mieć zrobione badania i podjęte leczenie. Chory już nie musi sobie niczego załatwiać, chodzić od gabinetu do gabinetu czy szukać prywatnego dojścia. To jest dla niego dobre, a jeśli zauważy niedoskonałości, to wspólnie je poprawiajmy. Będziemy się uważnie wsłuchiwać w to, co mówią pacjenci. I choć ze statystyk wynika, że ponad 90 proc. chorych może być poddawanych radioterapii w warunkach ambulatoryjnych, to u części pacjentów widzimy inne podejście i postaramy się ich wolę leczenia na oddziale szpitalnym uszanować.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 18-03-2015 08:12

    Oceniono 3 razy 1 2

    - pacjent: Proszę zauważyć, że możliwość zamieszkania w hotelu w trakcie radioterapii dla pacjentów, którzy ze względów na odległość od miejsca zamieszkania, wcześniej musieli czekać w kolejce do oddziału kilka miesięcy, naprawdę jest ogromną pomocą. Oczywiście mogą się zdarzyc takie sytuacje jak u Pani Jadwigi, wynikające chyba z nieporozumienia. Mnie lakarze zapewniali, że jeżeli będę miał nasilone dolegliwości w trakcie radioterapii to umieszczą mnie w oddziale. Podobnie kilku pacjentów , którzy mieszkali ze mną w hotelu zostało położonych do szpitala z odczynami. I to funkcjonuje dobrze, jestem tego świadkiem. Uważam, że ten artykuł jest obrzydliwym paszkwilem na Centrum Onkologii.

    Odpowiedz

  2. 16-03-2015 03:33

    Oceniono 5 razy 1 4

    - łąk: Tak się chwali Arłukowicz a premier Kopacz ze jest tak świetnie rozwiązana sprawa leczenia nowotworów łącznie z pakietem, a tu chorzy narzekają. Ktoś tu mija się z prawdą.

    Odpowiedz

  3. 14-03-2015 22:37

    Oceniono 6 razy 3 3

    - obiektywnie: paszkwil na zlecenie

    Odpowiedz

  4. 14-03-2015 07:54

    Oceniono 10 razy 7 3

    - jo: Trzeba tam bywać by zobaczyć TRAGEDIĘ ludzi chorych, kolejki , kłótnie brak numerków w szatni , czekanie a miało być tak pięknie!

    Odpowiedz