Niech żyją biegacze!

Katarzyna Bogucka 6 marca 2015

„Głowa musi słuchać serca” - zdradza swój przepis na sukces ultramaratończyk Zygmunt Łuczkowski. Ma 64 lata, a na liczniku grubo ponad 3 tys. kilometrów, wybieganych - bez żadnej kontuzji - przez ostatnie trzy lata. Ale uwaga, z maratonu na izbę przyjęć droga niedaleka.

Na zdjęciu: ubiegłoroczny bieg Run Toruń 2014. W tym roku na liście startowej jest już 510 osób (impreza odbędzie się 15 kwietnia)

Fot.: Grzegorz Olkowski

Eksperci uprzedzali, że z marszu temat: „Bieganie” ogarnąć będzie ciężko. W pierwszym odcinku cyklu należałoby wyprostować internetowe - niekiedy bardzo szkodliwe - rewelacje, w następnym zabrać się za dietę, później za nawadnianie biegaczy, wspomnieć o ich butach (temat rzeka - ponoć trzeba je zmieniać co ok. 500-600 km), o zegarach do mierzenia tętna (pulsometrów są na rynku setki).



I pomyśleć, że chodzi o najstarszy instynktowny odruch obronny człowieka. Z drugiej jednak strony, mamy do czynienia z zaraźliwą modą na aktywność, a może nawet z rodzajem świeckiej religii, w której najważniejsze przykazanie brzmi: pamiętaj, abyś każdego dnia biegał. Wyznawców są tysiące, podobnie jak recept na udany trening...

Jak narkotyk


Internet na hasło „biegi” wyrzuca z siebie, bagatela, 11330000 tys. wyników, z których spora część to terminy zawodów, dedykowanych, m.in., słynnym postaciom, celom charytatywnym. Biega się w dzień, w nocy, w maratonie, w półmaratonie, w ultramaratonie, na przełaj. Nie biega się za to na badania lekarskie, a bywa, że na trasie stawy trzaskają, serca szaleją, kostki puchną, ludzie mdleją....

Zawodnicy z bolączkami zdrowotnymi radzą sobie najczęściej sami, w biegu. Tłumaczą, że sport wciągnął ich jak narkotyk, a słynne 42 kilometry z hakiem z czasem przestają satysfakcjonować. Magdalena Żyła, psycholog sportu, wyjaśnia ten mechanizm: - Podejmując systematyczne ćwiczenia, w pewnym sensie „uzależniamy” się od endorfin, które wydzielając się podczas aktywności fizycznej, dają poczucie szczęścia. Po zakończeniu ćwiczeń jeszcze przez chwilę człowiek czuje się błogo, jest spokojniejszy, obniża się poziom lęku czy nastrój depresyjny. Zawsze byłam i będę za tym, żeby jak najwięcej się ruszać. O ruchu jest przecież mowa w profilaktyce wszystkich chorób cywilizacyjnych.

Krok po kroku


Bydgoszczanina Zygmunta Łuczkowskiego bieganie i uszczęśliwiło, i uzdrowiło. Ma prawie 65 lat, przygodę z bieganiem zaczął w 2011 roku. Nie od razu rzucił się na głęboką wodę.

- Przez 33 lata pracowałem jako kierowca autobusu miejskiej komunikacji, co oznacza, że przez około trzy - cztery godziny w szczycie dnia nie było szans na rozprostowanie kości - wspomina biegacz. - Kręgosłup miałem w fatalnym stanie. Żona zakładała mi skarpetki, spodnie jeszcze jakimś cudem sam ubierałem. W pewnym momencie zrozumiałem, że za chwilę emerytura, a chciałbym jeszcze trochę pożyć. I ruszyłem się z domu, ale ostrożnie. Masa ludzi przygodę z bieganiem zaczyna od kupienia najdroższych butów. Myślą, że są w stanie nagle przebiec dwa, trzy kilometry bez szkody dla zdrowia. Nieprawda!

Pan Zygmunt przebiegł pierwszego dnia... od latarni do latarni, czyli jakieś 50 metrów. - Miałem sporą nadwagę, właśnie rzuciłem palenie - tłumaczy swój ówczesny stan zdrowia. - Następny odcinek, wytyczony ulicznymi słupami, przeszedłem. Stopniowo zwiększałem dystans do jednego kilometra: pięćset metrów chodu, pięćset biegu, później więcej. I tym sposobem dobiegłem do 10 grudnia 2011 roku, czyli do swojego pierwszego maratonu. Spodobało mi się. Tydzień później już byłem w Kaliszu, na biegu stukilometrowym. Dystans pokonałem bez większego wysiłku, zachęcony sukcesem na pierwszym w życiu maratonie. Od tamtego czasu regularnie biegam i jeżdżę - wyczynowo - na rowerze.

Zygmunt Łuczkowski powtarza, zwłaszcza młodym adeptom tej dyscypliny, że głowa musi zawsze słuchać serca. - Pytam młodego człowieka: „Po co chcesz biegać? Chcesz się pokazać w świetnych butach i stroju, panienki wyrywać, a może chcesz być mistrzem?” Jeśli odpowiedź brzmi „Nie”, to biegaj dla przyjemności, własnym tempem, nie podniecaj się na trasie - radzi maratończyk.

Żaden wysiłek?


Zygmunt Łuczkowski ma bardzo precyzyjny plan działania, choć, niestety, skromny budżet, a biegi, szczególnie dojazdy na nie, kosztują. Na ten rok planuje 20-30 maratonów, plus 6 -7 biegów ultra. Najważniejszy będzie ten pod koniec sierpnia, 48-godzinny, w Kladnie w Czechach (300 km). 8 marca z kolei szykuje się ultrabieg „IX Setka Morsów Króla Neptuna” w Gdańsku. Pan Zygmunt wstanie tego dnia przed godz. 3.00 w nocy, wsiądzie w samochód, na miejscu przebiegnie 100 km, weźmie prysznic, zje kolację, wsiądzie do samochodu i wróci do domu. - Żaden specjalny wysiłek, ale trzeba biec z głową. Nie można iść na maksa, bo tak się nie da - zaznacza. Dla niego dystans treningowy 30-kilometrowy to dziś minimum. Krótszy odcinek nie daje już frajdy.
Warto w tym miejscu dodać, że bieganie zmieniło całe życie pana Zygmunta. Zapewnia, że jest teraz człowiekiem nie tylko wyprostowanym, zdrowym, ale także uśmiechniętym, milszym dla żony i innych ludzi.

Droga na skróty


Początkujący biegacze powinni poszukać odpowiedzialnego trenera, który podpowie, co zrobić z rękoma, z nogami, z głową. Nie jest to wcale takie oczywiste. Ultramaratończyk Andrzej Urbaniak podczas reporterskiej wcieleniówki udzielił nam kilku porad. Złapał się za głowę już na drugim metrze wspólnego biegu: - Pani wali stopami w ziemię: łup, łup, pani człapie! - strofował reporterkę „Expressu”. - Chodzi o to, żeby się lekko odbijać! O tak! - każe spojrzeć na swoje nogi. - Drugi błąd - sztywne przedramiona i ramiona. Powinny pracować luźno! Ręce niżej!

Po chwili trener już chwali. Biega od ponad 7 lat, ale zdradza, że poznawanie własnego ciała i skoordynowanie wszystkich jego części zajęło mu aż rok!

Internet podpowiada, by skrócić tę lekcje do minimum, ale zarazem straszy doniesieniami o nagłych śmierciach maratończyków biegających z niezdiagnozowanymi schorzeniami kardiologicznymi. Sieciowi eksperci doradzają np., jak ocenić wydolność swojego krążenia, mierząc tętno w czasie przysiadów. Laikowi trudno jednak ocenić, w jakim stanie zdrowia jest faktycznie.

Szukamy profesjonalistów


Z wydrukami internetowych mądrości udajemy się do Regionalnego Centrum Medycyny Sportowej Sportvita w Bydgoszczy. Jego prezes, dr Andrzej Rakowski (zarazem krajowy konsultant medycyny sportu i lekarz kadry kajakarzy) i dr Gabriel Chęsy (Katedra Fizjologii Człowieka Collegium Medicum UMK), krytykują pustosłowie w poradach z sieci. Radzą, żeby ich czytelnicy, zamiast edukacji w Internecie, wybrali spotkanie ze specjalistą medycyny sportowej. Niestety, taka moda jeszcze w świecie biegaczy nie obowiązuje.
- Ze względu na duże obciążenia, na długi czas trwania wysiłku i jego intensywność, a także na trening w różnych warunkach atmosferycznych, plany sportowe należy konsultować z fachowcami, inaczej można się narazić na problemy zdrowotne - ostrzega dr Andrzej Rakowski. Tłumaczy, że systematyczna aktywność fizyczna, zarówno w sporcie wyczynowym, jak i ta podejmowana dla rekreacji, zdrowia, wymaga odpowiedniego przygotowania.

Specjalista proponuje każdemu sportowcowi amatorowi stworzenie indywidualnej strategii energetycznej, dietetycznej. - Innej strategii wymaga biegacz szczupły, zdrowy, młody, a innej ktoś, kto chce zredukować masę ciała - mówi dr Rakowski. - Zupełnie inna strategia dotyczy także osób chorych. Co ważne, chorzy na cukrzycę czy astmę oskrzelową wcale nie muszą unikać aktywności. Szczególną uwagę należy jednak zwrócić na konieczność oceny stanu zdrowia przed rozpoczęciem przygody z bieganiem. Ważne mogą być informacje wynikające z prostego badania, jakim jest zapis EKG, ale także z badań laboratoryjnych. Dr Rakowski wspomina, że tuż przed startem jednego z maratonów w Poznaniu część biegaczy poddała się badaniu elektrokardiograficznemu. Wyniki analizowano, niestety, już po zawodach. Spory ich odsetek był niepokojący, zalecono dalszą diagnostykę.

Trenerów jest wielu...


Dr Gabriel Chęsy radzi, by planując przygotowanie do systematycznej aktywności fizycznej, szukać wsparcia u profesjonalistów. - W Stanach Zjednoczonych od kilku lat wdrażany jest narodowy program zdrowotny. Zaleca się, by każda osoba korzystająca np. z klubu fitness pytała trenera o kwalifikacje, o doświadczenie zawodowe. Nie bójmy się zażądać dokumentów potwierdzających kwalifikację naszego trenera czy dietetyka. Podobnie powinno być z lekarzami. Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej jest fachowcem, ale nie specjalizuje się w medycynie sportowej.

Ma prawo nie znać zagadnień związanych z uprawianiem sportu. Warto wiedzieć, że bieg maratoński wywołuje poważne zmiany między innymi w układzie krążenia i narządzie ruchu (stawy, mięśnie). Te niekorzystne zmiany mogą utrzymywać się nawet ponad dwa tygodnie. Bardzo ważne jest zatem przygotowanie do startu, ale również odpowiednie postępowanie po jego zakończeniu. Zasady przeprowadzania treningu czy oceniania wielkości obciążeń treningowych są takie same dla sportowców wyczynowych, jak i dla amatorów. Przed treningiem właściwym należy zrobić rozgrzewkę, zakończyć wyciszeniem organizmu. Niezbędna jest systematyczna kontrola stanu zdrowia i właściwego przebiegu procesów adaptacyjnych w odpowiedzi na zastosowane bodźce treningowe.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.