Tu nie idzie młodość

Piotr Schutta 6 marca 2015

Jedna trzecia bezrobotnych w naszym regionie to młodzi ludzie do 25 roku życia. Więcej niż połowa z nich to kobiety. W rankingu zawodów źle rokujących od lat nic się nie zmienia. Ciągle za dużo jest sprzedawców, kucharzy, fryzjerów, mechaników.

W ciągu 7 lat wskaźnik zatrudnienia młodych ludzi w regionie spadł o 3,2 proc. Różnica niby niewielka, ale mówiąca o tym, że nie tylko nie ma w tej mierze stabilizacji

Fot.: Thinkstock

Idzie młody człowiek do urzędu pracy, staje przed tablicą ogłoszeń i co widzi? Poniższą wymieniankę, do której nijak nie może się dopasować.



Spawacze metodą MIG, TIG i MAG, pomoc domowa, opiekun osoby starszej, specjalista od Internetu, człowiek sprzedający przez telefon (czyli pracownik call center), glazurnik, tokarz, doradca finansowy i ubezpieczeniowy, ochroniarz. Jest nawet zamiatacz, pracownik punktu gastronomicznego typu fast food oraz sortowacz surowców wtórnych. I jeszcze na samym końcu animator kultury.
To elita zawodów w naszym regionie, profesje tak zwane deficytowe, najbardziej poszukiwane przez pracodawców i najtrudniejsze do znalezienia na rynku pracy w naszym województwie.

Zapotrzebowanie na zamiatacza - brzmi może niewiarygodnie i dość egzotycznie, ale takie są fakty, wynikające z zestawień, które systematycznie sporządzają powiatowe urzędy pracy w Kujawsko-Pomorskiem. Budowane są one na podstawie ofert, składanych przez pracodawców. Inna sprawa, że za pośrednictwem urzędów pracy rzadko szuka się pracowników wysokokwalifikowanych. Firmy mające zapotrzebowanie na wykształconych specjalistów prowadzą nabór innymi kanałami.

Nikt i nigdzie natomiast nie szuka: sprzedawców, ślusarzy, techników ekonomistów, kucharzy małej gastronomii, krawców, robotników budowlanych i murarzy. Są to bowiem tak zwane

zawody nadwyżkowe,


reprezentowane zbyt licznie, dla których w dodatku w naszym regionie nie ma miejsc pracy.

Zestawienia te sporządzane są wprawdzie dla ogółu bezrobotnych, ale w dużej mierze pokrywają się z danymi, które odnoszą się wyłącznie do młodych ludzi, rejestrujących się w urzędach pracy. Z jednym niepokojącym zastrzeżeniem: około 40 procent młodych bezrobotnych (osoby do 25 roku życia) to ludzie bez żadnego zawodu! Absolwenci zawodówek, którzy nie zdali egzaminu zawodowego, ludzie po liceach ogólnokształcących lub kończący swoją edukację na podstawówce czy gimnazjum.

Każdego roku do okienek powiatowych urzędów pracy w naszym regionie puka około 20 tys. młodych bezrobotnych absolwentów. W 2006 r. było ich aż 26 tys. Na szczęście liczba ta na przestrzeni ostatnich lat powoli spada, choć nie wiadomo, czy tendencję tę wiązać należy z poprawą sytuacji młodych na rynku pracy, czy też bardziej z niżem demograficznym.

W ubiegłym roku szkoły różnych typów „przekazały” urzędom pracy w regionie dokładnie 19979 bezrobotnych absolwentów. Według stanu na koniec grudnia ponad 5 tys. z nich nadal pozostawało w rejestrach jako osoby bez pracy. Najliczniej

zgłosili się
do pośredniaków


(oprócz młodzieży bez zawodu, która stanowiła 43,5 proc. absolwentów) młodzi sprzedawcy - przeszło 700-osobowa armia. Było też ponad 400 mechaników samochodowych, tyluż fryzjerów i fryzjerek oraz sporo techników ekonomistów. Ale przybyli również kucharze, a nawet technicy informatycy - blisko 200 osób.

Absolwentów studiów wyższych było w ubiegłym roku 5 tysięcy, trochę mniej niż rok wcześniej. Najwięcej - co nie zmienia się od lat - pedagogów i specjalistów administracji publicznej. Pocieszeniem dla nich może być wynikająca ze statystyk konkluzja: bezrobotny z dyplomem wyższej uczelni szybciej niż inni absolwenci zdobywa pierwsze zatrudnienie.

W sumie w rejestrach urzędów pracy w naszym regionie pojawiły się w 2014 r. ponad 53 tys. młodych bezrobotnych, zarówno absolwentów, jak i tych, którzy szkoły ukończyli już dawno. To jedna trzecia ogółu ludzi, którzy stali się w tym czasie bezrobotnymi w województwie (pocieszmy się, że w ostatnich latach ten wskaźnik trochę zmalał). Mniej niż połowa z nich znalazła pracę w ciągu roku. Tu z kolei nie ma powodów do optymizmu, gdy porównać dane z niedalekiej przeszłości.

Jeśli przyjrzeć się tak zwanemu wskaźnikowi zatrudnienia w naszym regionie na przestrzeni ostatnich lat, można się w pierwszej chwili ucieszyć. Z badań przekrojowych Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Toruniu wynika bowiem, że w okresie 2006-2013 zatrudnienie w naszym regionie wzrosło o 2,6 punktu procentowego. Dotyczy to jednak ogółu bezrobotnych. Radość pryska, kiedy zapytamy o młodych. Niestety, tutaj odnotowuje się tendencję malejącą. W ciągu 7 lat wskaźnik zatrudnienia młodych ludzi w regionie spadł o 3,2 proc. Różnica niby niewielka, ale mówiąca o tym, że nie tylko nie ma w tej mierze stabilizacji, lecz wręcz przeciwnie - jest gorzej niż było. To samo dotyczy stopy bezrobocia w grupie wiekowej do 24 roku życia. W 2006 r. było 31,4, a w 2013 - 34,2 proc.

W opracowaniach Wydziału Badań i Analiz WUP w Toruniu nie ma wprawdzie porównań naszych wyników do sytuacji w innych regionach kraju, jest natomiast odniesienie do średniej krajowej. I tu przykra sprawa.

W każdej niemal kategorii statystycznej dotyczącej zjawiska bezrobocia

jesteśmy poniżej tej średniej.


Jeśli dla przykładu w całym kraju spada stopa bezrobocia, to u nas spada wolniej. Jeżeli z kolei rośnie wskaźnik zatrudnienia, w naszym województwie idzie w górę wolniej. Podobnie z młodymi. Ich sytuacja na rynku pracy, jak mówią dane, w całej Polsce jest smutna, ale na Kujawach i Pomorzu... smutniejsza.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 10-03-2015 13:17

    Oceniono 1 raz 0 1

    - komuch: lenin miał racje ze pogonil kapitalistow tak mnie uczyli ze zachod to wyzysk i się sprrawdzilo pozdr

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz