Jak szarlatani straszą szczepionkami

JOHN HARLOW 2 marca 2015

Teorie skompromitowanego brytyjskiego lekarza wzywające, by nie szczepić dzieci, inspirują żerujący na ludzkim lęku ruch antyszczepionkowy. W efekcie w Mongolii szczepi się dziś więcej dzieci niż w Ameryce.

Amerykanie są zaniepokojeni, ponieważ powróciła do nich odra - choroba, o której mówiono, że została dawno pokonana

Fot.: Thinkstock

Jenny McCarthy jest byłą modelką „Playboya”. W przyszłym miesiącu wygłosi przemówienie na temat niebezpieczeństw związanych ze szczepieniem dzieci. Wystąpi nieopodal kalifornijskiego Disneylandu - miejscu, gdzie odnotowano najpoważniejszy we współczesnej historii USA wybuch miniepidemii odry.
Zebrani w hotelu Hilton delegaci wysłuchają 42-letniej kobiety, która stała się twarzą coraz silniej pączkującego

ruchu antyszczepionkowego.


Prelegentka będzie mówić o związku między szczepionką MMR (przeciw odrze, śwince i różyczce) a wystąpieniem autyzmu. Z pewnością przytoczy też historię swojego 12-letniego dziś syna Evana, którego - jak sama twierdzi - uchroniło przed autyzmem stosowanie różnych technik. Choćby takich jak 45-minutowe sesje w specjalnym cylindrze ze wzbogaconym powietrzem, które miały wypłukać z niego „ciężkie metale”.
Jenny McCarthy działa w organizacji Generation Rescue, która swoje

inspiracje czerpie
z prac brytyjskiego lekarza Andrew Wakefielda.


Twierdzi on, że istnieje związek między szczepionką MMR a autyzmem. Swoją teorię wyłożył w artykule, zamieszczonym w 1998 r. w prestiżowym magazynie medycznym „The Lancet”. Od tego czasu jednak jego tezy już zdyskredytowano. Sam szacowny magazyn wycofał jego artykuł ze swojego archiwum. Wyników doświadczeń lekarza nie można było zweryfikować i powtórzyć. Pięć lat temu brytyjska Naczelna Rada Lekarska (GMC) pozbawiła go licencji na wykonywanie zawodu za „niewłaściwie i prowadzące do nadużyć” badania nad dziećmi.
Jednak w czasie ostatniej dekady poglądy mieszkającego obecnie w Austin w Teksasie Wakefielda stały się inspiracją dla coraz większej liczby Amerykanów podejrzliwych wobec szczepienia własnych dzieci lub wręcz wrogo do tego nastawionych.
Jenny McCarthy napisała przedmowę do wydanej w 2010 r. książki Wakefielda. Prognozuje w niej, że historia okaże się bardzo łaskawa dla jej przyjaciela. Nazywa go symbolem człowieka, który mimo skrajnych nacisków i nagonki walczy o prawdę. Eksmodelka była w przeszłości partnerką Jima Carreya. Później wyszła za mąż za aktora telewizyjnego Donniego Wahlberga.


Założycielami Generation Rescue są J.B. Handley i jego żona Lisa. Ten pierwszy opisuje Wakefielda jako człowieka, w którym „Nelson Mandela i Jezus Chrystus stali się jednością”. W wyniku działań organizacji Ameryka po raz pierwszy od lat 70. ub.w. rozpoczęła ogólnonarodową debatę na temat bezpieczeństwa i konieczności szczepień. Ale doprowadziły też one do powrotu zachorowań na odrę - wysoce zaraźliwą chorobę dziecięcą. Nadzorująca występowanie chorób agencja rządowa Centers for Disease Control (CDC) 15 lat temu ogłosiła, że w Ameryce odra już nie występuje. Powstał również nowy termin - „wakefieldyzm”.

Kampania przeciw szczepionce MMR - choć poglądy jej organizatorów już obalono - zachwiała wiarą w zasadność wszelkich szczepionek. Dlatego, według danych CDC, w czasie ostatnich 10 lat wskaźnik szczepień u dzieci spadł o 3 pkt proc. - do 91 proc. Ameryka znalazła się nie tylko za Wielką Brytanią (95 proc.), ale też za… Zimbabwe, Mongolią i Kirgistanem. Ponadto 25 proc. amerykańskich dzieci otrzymuje tylko niektóre z niezbędnych szczepionek.

Sprawa nabrała charakteru politycznego, gdy w grudniu 2014 r. zanotowano w rejonie od Kanady do Meksyku

112 przypadków zachorowań na odrę.


Genezę ich wszystkich wiązano z tłumami ludzi, którzy odwiedzali „najszczęśliwsze miejsce na Ziemi” - Disneyland w południowej Kalifornii. Ten sam, w pobliżu którego wystąpi McCarthy.
Od tego czasu miniepidemia rozszerzyła się na 7 amerykańskich stanów. Zupełnie nieprzygotowani politycy popełniali głupie gafy. Lekarze nie chcieli przyjmować do szpitali niezaszczepionych dzieci, a szkoły - tych, które nie zaszczepiły się z początkiem nowego roku szkolnego.

- Nie chodzi tylko o odrę, która i tak spędza nam sen z powiek - mówi Paul Offit, profesor pediatrii na uniwersytecie stanowym Pensylwanii i wynalazca ratującej życie szczepionki antywirusowej. - Dziś z powodu antyszczepionkowych akcji wyznawców wakefieldyzmu zagrożony jest rozwój badań nad innymi chorobami dziecięcymi, jak choćby nad kokluszem. To spektakl grozy.

Rosnące poczucie paniki dostarcza obfitego materiału satyrykom i komikom. Gospodarz programu telewizyjnego Larry Wilmore kpił ostatnio z McCarthy, że przyznała ona, iż materiały do swoich trzech bestsellerowych książek na temat autyzmu zebrała na „Uniwersytecie Google”, a samego Wakefielda uznała za symbol wierności przysiędze Hipokratesa.
Jednak opublikowane niedawno wyniki badań instytutu Pew wskazują, że prawie jeden na 10 Amerykanów wierzy, że szczepionki - w tym także MMR - nie są bezpieczne dla zdrowia dzieci.

Mark Largent, profesor na uniwersytecie stanowym Michigan, jest autorem książki „Vaccine: the Debate in Modern America” (Szczepienia. Debata współczesnej Ameryki). Jego zdaniem establishment medyczny nie jest w stanie przekonać ponad 3 proc. Amerykanów, którzy z powodów religijnych czy wyznawanych tradycji stanowią najtwardszą grupę przeciwników szczepionek. Jego zdaniem błąd polega na zaniedbaniu kolejnych 40 proc. matek, które tylko „obawiają się szczepionek”, bo grupa ta może mieć znaczenie kluczowe w chwili, gdy temat ten stanie się przedmiotem szerszej wojny kulturowej.

- [Matki te] nie chcą aplikować swojemu dziecku 26 szczepionek, zanim skończy ono półtora roku. W tym wypadku od 1983 r. liczba szczepień zwiększyła się trzykrotnie. Mówimy tu o dobrze wykształconych matkach z Kalifornii, które niesprawiedliwie określa się mianem paranoiczek. Z kontrkultury lat 70. odziedziczyły one ostrożną postawę wobec wszelkich kampanii firm farmaceutycznych. Taka postawa rozszerza się jak wirus, a rozwój internetu sprawia, że trudno rzucić jej wzywanie. Kobiety te chcą po prostu uzyskiwać więcej informacji na ten temat i zgodę na mniej rygorystyczny terminarz szczepień na takie choroby jak choćby żółtaczka typu B, które ich zdaniem nie musi następować w okresie niemowlęcym. To
matki martwiące się o swoje dzieci,a nie - jak próbuje się je przedstawiać - egoistyczne idiotki. Lekarze zostawili je same sobie i w ten sposób wydali na łup toksycznym „prawdom”, głoszonym przez Wakefielda. Powinno się zakazać wymieniania nazwisk zarówno tego gościa, jak i innych działaczy ruchu antyszczepionkowego - mówi Largent.

Wiele obawiających się szczepionek matek spotkamy w hrabstwie Marin. To zamożna enklawa, położona na północ od San Francisco. Niektóre szkoły ustąpiły tu pod ich naciskiem i zmniejszyły liczbę szczepień.
W ostatnich dniach przedstawiciele medycznych służb Kalifornii ostrzegli rodziców dzieci tego hrabstwa przed organizowaniem „przyjęć z odrą”, gdzie te drugie mogą zarazić się tą chorobą czy ospą w warunkach kontrolowanych. Lepiej jest wydać 10 dol. i zaszczepić dziecko niż organizować tego typu archaiczne z ducha spotkania.

Zdaniem ekspertów CDC jak dotąd osoby powołujące się na przekonania religijne czy filozoficzne w celu uniknięcia szkolnych szczepień ich dzieci nie spotykały się z krytyką tych, które swoje pociechy szczepiły. Jednak ostatni wybuch mini epidemii odry wywołał wątpliwości nawet wśród

wpływowych liberałów.


W ubiegłym tygodniu Rhett Krawitt, 7-letni chłopczyk, który pokonał białaczkę, zjawił się w swojej szkole i zaapelował do rodziców, by wsparli projekt nowej ustawy, zakazującej w Kalifornii odstępstw od szczepień ze względu na racje filozoficzne. Chłopczyk wystąpił przed radą szkolną i powiedział, że sam po chemioterapii nie może przyjmować szczepionek, dlatego o bezpieczeństwo jego i innych narażonych na nie dzieci zadbać muszą właśnie rodzice. Jego ojciec dodał, że chodzi o odpowiedzialność moralną i społeczną.

Gubernator Kalifornii Jerry Brown, który w 2012 r. wspierał wolny wybór rodziców i ich powoływanie się na religię czy poglądy, teraz oświadczył, że podpisze ustawę.
Inni politycy spotkali się z zarzutami, że swoją asekurancką jednoczesną aprobatą dla wskazanych przez rodziców wyjątków oraz potrzeby ochrony większego dobra społecznego jeszcze bardziej gmatwają sytuację. Krytyka ta dotyczy choćby ewentualnych kandydatów do uzyskania republikańskiej nominacji prezydenckiej Chrisa Christiego i Randa Paula. Ten drugi zresztą ma za sobą praktykę lekarską.

Hillary Clinton, która w 2008 r. wyrażała obawy w kwestii szczepionki MMR, teraz obu republikańskich polityków nazwała przedstawicielami „antynauki”. „Ziemia jest okrągła, niebo błękitne, a szczepionki działają” - napisała na Twitterze prawdopodobna kandydatka na prezydenta Partii Demokratycznej.

Zdaniem żony Billa Gatesa, Melindy, natomiast mamy do czynienia z debatą całkowicie w stylu pierwszego świata. - W krajach rozwijających się matki potrafią pokonać w upale całe kilometry, aby tylko zaszczepić swoje dziecko. Dlaczego? Bo na własne oczy widziały śmierć i ślepotę,
które potrafi wywołać odra. My w Ameryce zapomnieliśmy, jak straszne skutki może powodować ta choroba, bo szczepionki i zdrowie uważamy za rzecz zupełnie oczywistą. Ale może już niedługo - mówi Melinda Gates.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 02-03-2015 22:37

    Oceniono 1 raz 1 0

    - babcia: 26 szczepionek zanim dziecko ukończy 1,5 roku życia???? Chyle czoła przed co 10-tym Amerykaninem, który juz wie, że szcepionki są szkodliwe, zwłąszcza dla małych dzieci. Wszyscy w domu chorowaliśmy na odrę i wszyscy przezyli i nie oślepli. W krajach trzeciego świata brakuje jedzenia wody i to jest główną przyczyną, że choroby zakaźne zbieraja śmiertelne żniwo.

    Odpowiedz

  2. 02-03-2015 13:23

    Oceniono 3 razy 1 2

    - an-na: "W krajach rozwijających się matki potrafią pokonać w upale całe kilometry, aby tylko zaszczepić swoje dziecko. Dlaczego? Bo na własne oczy widziały śmierć i ślepotę, które potrafi wywołać odra." - nic dodać, nic ująć.

    Odpowiedz

  3. 02-03-2015 12:19

    Oceniono 6 razy 2 4

    - mama: A mnie lekarka w napastliwy sposób kazała przed szczepieniem dziecka podpisać oświadczenie, że biorę za nie całkowitą odpowiedzialność na siebie!

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz