W kampanii nawet do sukienki dorabia się ideologię

Ryszarda Wojciechowska 1 marca 2015

O polskim modelu Pierwszej Damy, o tym, co żonie prezydenta wolno, a czego nie powinna robić. O szortach, torebkach i tenisówkach za 500 dol. mówi dr Janusz Sibora, ekspert od protokołu dyplomatycznego i komunikacji politycznej

Fot.: Przemysław Świderski


Wybierając prezydenta, wybieramy też Pierwszą Damę. Ale chyba jeszcze nie u nas. W naszej politycznej kulturze nadal mamy do czynienia głównie z walką samców alfa.
Model Pierwszej Damy i żony uczestniczącej w kampanii prezydenckiej męża pochodzi z USA i w Polsce dopiero sobie toruje drogę. Przypomnijmy pierwsze prezydenckie starcie w III RP. Wygrał je Lech Wałęsa. Jego małżonka w tamtej kampanii nie odegrała żadnej roli.

Danuta Wałęsa pojawiła się dopiero podczas zaprzysiężenia.
I mogliśmy podziwiać jej piękny kapelusz. Przy kolejnych wyborach znowu dominowały dwa samce alfa - Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski - a żony były w tle. Wątek rodzinny pojawił się w kampanii Bronisława Komorowskiego. (...) Obecną kampanię wyborczą zdominowała wizerunkowo kobieta: Magdalena Ogórek. Ona kandyduje na urząd prezydenta i prawdę powiedziawszy, na męża nie bardzo chyba może liczyć, bo on jest w niesławie. Teraz zresztą więcej mówi się o jej torebce niż o mężu. Po prezydentowej Annie Komorowskiej możemy w kampanii spodziewać się kontynuacji stylu. Ciekawość za to budzi żona Andrzeja Dudy.

Sam kandydat Duda został wypromowany zaledwie przed kilkoma tygodniami.
Żeby nie powiedzieć złośliwie: „wyprodukowany”. Antropolodzy francuscy mówią wręcz o „fabrykacji” polityka, ale też dlatego żona może mu bardzo pomóc. Pokazano nam konwencję w amerykańskim stylu. (...) Zastanawiam się, czy nasze społeczeństwo ten model zaakceptuje. Do tej pory w kampanii prezydenckiej nasi tzw. spin doktorzy koncentrowali się głównie na promocji samego kandydata, a nie żony czy rodziny. (...)

Start w tej kampanii Magdaleny Ogórek zrodził pytanie: Jak nazywano by męża pani prezydent? Pierwszym dżentelmenem? To dość ironicznie brzmi. Gdzie szukać wzorców?
Chociażby za Odrą, u naszych sąsiadów. Tam świetnie funkcjonuje tandem małżeński z kanclerz Angelą Merkel w roli głównej. Jej mąż, naukowiec, jest raczej politycznie wycofany i pozostaje w cieniu małżonki, ale towarzyszy jej, gdy wymaga tego protokół. Wówczas przejmuje na siebie obowiązki Pierwszej Damy. Tak było np. podczas wizyty prezydenta Baracka Obamy w czerwcu 2013 r. w Berlinie. Małżonek pani kanclerz przez cały dzień towarzyszył Michelle Obamie i prezydenckim córkom. Wspólnie zwiedzali Berlin. Czynił to niezwykle taktownie. Zna zresztą świetnie język angielski, co w takich kontaktach jest niezwykle ważne. Niestety, w Polsce można wskazać plejadę polityków, których trzeba sadzać osobno w Teatrze Wielkim, żeby nie utrudniać konwersacji tym, którzy język obcy znają.

Dlaczego w amerykańskiej kampanii żony tak się liczą?
Pamiętajmy, że Amerykanie też długo dochodzili do tego modelu. Żonę prezydenta Lincolna, Mary, ujrzymy na zdjęciu wykonanym podczas kampanii wyborczej w 1864 r. Jej sylwetka pojawia się w oknie ich domu w Springfield. I stanowi tylko tło dla męża. Przełom nastąpił z początkiem XX w. W 1909 r. małżonka prezydenta elekta Helen Herron Taft wymogła na swym mężu zgodę na udział w ceremonii zaprzysiężenia na Kapitolu; na uroczystość jechali osobno. Pierwszą parą prezydencką, która wspólnie udała się na tę uroczystość, byli w 1917 r. Wilsonowie. Wreszcie żona prezydenta Roosevelta, Eleonora, jej ambicje były nad wyraz wybujałe; wykorzystywała pozycję męża do własnych działań politycznych. Podczas II wojny światowej dzięki protekcji męża została zastępcą dowódcy w Biurze Obrony Cywilnej. Historia ta zakończyła się skandalem. Zatrudnieni przez nią znajomi zarabiali więcej niż generał MacArthur. Prawdziwymi ikonami Białego Domu zostały Jacqueline Kennedy i Michelle Obama. Dwie kampanie z udziałem Michelle Obamy były wręcz wzorcowo traktowane. Stworzono jej wizualny przekaz. Jej suknie miały wręcz wymiar polityczny. Nosiła bowiem stroje amerykańskiego projektanta z Chicago. Komunikując tym samym, że celuje w klasę średnią. Obie małżonki republikanów zakładały stroje droższe, bardziej luksusowe, aspirując politycznie do klasy wyższej. Wszystkie kreacje żon kandydatów podczas kampanii skupiały na sobie uwagę równą przemówieniom mężów. Więc tam nawet do sukienki dorabia się ideologię. My się dopiero tego uczymy. Tam analizuje się nawet najdrobniejsze wpadki. (...) Ameryka nadal pamięta szorty Michelle Obamy, w których wysiadła z Air Force One po powrocie z wakacji, jej suknię brytyjskiego projektanta Aleksandra McQuinna na przyjęciu państwowym. I to, że gdy zbierała datki dla Banku Żywności, miała na nogach tenisówki od Lanvina za 500 dol. A tymczasem Anna Komorowska, kiedy została prezydentową, pierwszego wywiadu udzieliła Superstacji, która - jak wiemy - oglądalność ma niewielką. I sama uczyła się, jak wejść w tę rolę pierwszej damy. Ale wypracowała sobie model dyskretnej obecności.

Którą z pań prezydentowych mógłby Pan postawić za wzór?
Jestem konserwatywny i mniej więcej pół kroku do tyłu. Dlatego wskazałbym na docenianą w Europie małżonkę prezydenta Napolitano, który z racji wieku przestał być prezydentem. Jego żona była Pierwszą Damą z klasą. Nigdy nie wykorzystywała stanowiska męża. Kiedy chcieli wieczorem iść do kina, sami kupowali bilety w kasie. I dopiero kiedy na sali zapalały się światła, publiczność widziała, że byli prezydent i pani prezydentowa. Ona też dbała o wizerunek męża. Czasami fotoreporterzy potrafili uchwycić, jak mężowi dyskretnie poprawia krawat albo poszetkę w kieszonce marynarki.

Tak jak kiedyś prezydentowa Maria Kaczyńska.
Myślę, że prezydent Napolitano wymagał mniejszej troski. Ale pani prezydentowa Maria Kaczyńska wzbudzała sympatię. Pamiętam, jak na pytanie dziennikarza - gdzie pani prezydentowa kupiła tę torebkę - padła odpowiedź, że w second handzie. To miało swój urok. Nasze dotychczasowe pierwsze damy nie miały jakichś wielkich wpadek. W naszej historii nie było na przykład skandalu na wzór francuski.

Ale za to jak tam jest ciekawie.
Sami Francuzi żartują, że prezydent bez kochanki to nie prezydent. Tamtejsi prezydenci mają bogate biografie sercowe. A spójrzmy na prezydenta Sarkozy’ego i Carlę Bruni. Rozstanie z żoną podczas prezydentury i nowa żona - niemal na pokaz. Sarkozy traktował ją jak klejnot. Ale za to prezydentowa odeszła z Pałacu Elizejskiego bez klasy. Po przegranych wyborach jej męża nagrała złośliwą piosenkę o prezydencie Hollande.

Carla Bruni lubiła zabierać głos w sprawach politycznych i społecznych.
Dotykamy tematu: czego pierwszej damie nie wolno. Działalność charytatywna - tak, spotkanie z dziećmi - jak najbardziej. Ale Carla Bruni poszła dalej. Skrytykowała wykorzystywanie dzieci w indyjskich fabrykach dywanów. I to tuż przed oficjalną wizytą jej męża w Indiach. Pojechała tam razem z nim, ale ukarano ją w ten sposób, że nie pozwolono jej wziąć udziału we wszystkich oficjalnych uroczystościach. Część dnia przesiedziała w pokoju. (...)

Prezydenta Hollande’a też nikt u nas nie kopiuje.
Proszę zwrócić uwagę, jak nam się genderowo zmienił status pierwszej damy w XXI w. W Pałacu Elizejskim prezydent zamieszkał z towarzyszką życia, a nie z żoną.

Nie tylko prezydent Hollande zamieszkał w pałacu prezydenckim z przyjaciółką. Prezydent Niemiec Gauck też.
Prezydent Gauck nie ma rozwodu i od lat jego partnerką życiową jest dziennikarka z Norymbergi. Autorytet prezydenta spowodował wyciszenie wokół tej sprawy emocji. Jako prezydent pojawiał się z Pierwszą... Przyjaciółką. Ale pojawił się inny problem niż natury obyczajowej - skoro to nie jest formalny związek małżeński, to czy partnerka prezydenta może korzystać z publicznych pieniędzy, przeznaczanych na jej sekretariat, samochód z kierowcą itd.?

Jak to rozwiązano?
Po burzliwej dyskusji prezydent wymusił akceptację. Wykorzystał do tego poniekąd Polskę, dokąd udał się z pierwszą prezydencką wizytą. My też mieliśmy problem protokolarny - jakiego terminu używać w przypadku towarzyszki życia prezydenta. Wymyślono, że do Polski przyjedzie prezydent Gauck z Danielą Schadt.
Jakie to proste, prawda.


PS Skróty pochodzą od redakcji.