"Studentowi włos nie spadł z głowy, a mnie wyrzucono z pracy"

Grażyna Ostropolska 27 lutego 2015, aktualizowano: 27-02-2015 13:12

Krzysztof H., chluba III roku medycyny CM UMK, uderzył portiera Sebastiana Pacewicza, gdy ten zwrócił mu uwagę, że nie powinien pić alkoholu i siusiać przed akademikiem. - Studentowi włos nie spadł z głowy, a mnie wyrzucono z pracy - oburza się portier.

- Zwolniono mnie krótko po tym, gdy zwróciłem uwagę pijanemu studentowi, siusiającemu przed akademikiem, a ten mnie uderzył - twierdzi były portier akademiku UMK, Sebastian Pacewicz

Fot.: Dariusz Bloch

Sebastian Pacewicz, absolwent szkoły detektywistycznej, ma do rozgryzienia zagadkę. Poniekąd własną, bo... - Usiłuję dociec, co takiego się stało, że w renomowanej uczelni, kształcącej przyszłych lekarzy, odwraca się nagle kota ogonem i zamiast potępić studenta - oprawcę, karze się jego ofiarę, czyli mnie - tłumaczy.

Praca portiera w niedawno otwartym bydgoskim akademiku Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu dawała mu sporo satysfakcji. Jako jedyny z przyjętych na próbę kandydatów otrzymał umowę o pracę na dwa lata. Doceniono jego znajomość angielskiego, sumienność i dobre kontakty ze studentami.


Dom studencki nr 3 przy ul. Powstańców Wielkopolskich ma

wysoki standard.


Mieszkają tu zagraniczni studenci i ci z Polski, których stać na zapłatę 820 zł za jednoosobowy pokój lub 615 zł za miejsce w dwuosobowym. Po 16.00 brama do akademika jest zamykana przed niepowołanymi gośćmi, a kamery i portierzy pilnują porządku oraz przestrzegania ciszy nocnej na terenie DS.

Nocne życie studentów niełatwo okiełznać, bo żacy od rozrywek, także tych zakrapianych alkoholem, nie stronią - Byłem na takie sytuacje przygotowany i zwykle wystarczyło zwrócenie uwagi, ale nie tym razem... - tak Sebastian Pacewicz zaczyna relację z grudniowego zajścia, które zatrzęsło jego życiem. Miał wtedy nocny dyżur i gdy ok. 2.00 ujrzał w monitorze studentów, pijących alkohol przed akademikiem, wyszedł (w mundurze), by ich zdyscyplinować.

- Zachowywali się wulgarnie, a jeden z nich ostentacyjnie oddawał mocz na trawnik. Odczekałem, aż skończy i ponieważ go znałem, pozwoliłem sobie na uwagę, że za takie zachowanie w mieście byłby mandat, a wtedy on rzucił się na mnie, uderzył w twarz i dalej rwał się do bicia - relacjonuje portier. Wiedział, że nie może użyć siły, bo...

- Obawiałem się skutków, bo z racji ukończenia szkoły detektywistycznej ćwiczyłem sztuki walki, a Krzysztof H. też do cherlaków nie należy. Na szczęście kolega, który z nim pił, był na tyle przytomny, że go odciągnął - dodaje Pacewicz. Przypomniał studentom, że jest cisza nocna i powinni wrócić do pokoju, ale ci woleli „iść w miasto”. - Powiadomiłem o tym zajściu kierowniczkę akademika oraz policję i napisałem szczegółowy raport - zaznacza.

Twierdzi, że Krzysztof H. pojawił się w akademiku dopiero po trzech dniach. - Przeprosił mnie w obecności kierowniczki akademika Małgorzaty Kaczmarek i przyznał się do winy. Twierdził, że nic nie pamięta, ale jest gotów ponieść konsekwencje i zadośćuczynić mojej krzywdzie - opowiada portier. Już były portier, bo wyrzucono z pracy. Za co? - Sprawa jest co najmniej dziwna i dwuznaczna, bo najpierw wszyscy byli zgodni, że studenta trzeba ukarać i zapadła decyzja o wydaleniu go z akademika, a potem zaczęło się

odwracanie kota ogonem


- twierdzi Pacewicz. Opowiada o grudniowych spotkaniach (tuż przed sylwestrem) z władzami uczelni: kanclerzem CM UMK oraz dyrektor ds. administracyjno-technicznych Iwoną Dąbrowską-Marzec.

- Byli zgodni, że student zachował się haniebnie i należy go wydalić z akademika, a samorząd studencki wydał opinię, że to, co Krzysztof H. zrobił, jest niegodne przyszłego lekarza i oni się za niego wstydzą - relacjonuje Sebastian Pacewicz. Informacja o tym, że H. odwołał się od decyzji, wydalającej go z akademika, dotarła do niego wraz z tą, że wobec studenta wszczęto postępowanie dyscyplinarne.

- To wydawało się normalne, więc byłem w szoku, gdy 9 stycznia dyrektor Iwona Dąbrowska-Marzec wysłała do mnie pismo takiej treści:

„ W nawiązaniu do zajścia, jakie miało miejsce na terenie parkingu DS nr 3 w dniu 9.12.2014 r., w trakcie którego został Pan uderzony przez studenta Krzysztofa H., informuję, że Pana zachowanie było wysoce niestosowne. Jako pracownik zatrudniony w CM UMK jest Pan zobowiązany do sumiennego wykonywania powierzonych obowiązków, zgodnie z obowiązującymi przepisami i zarządzeniami. Ponadto powinna Pana cechować wysoka kultura osobista, zdyscyplinowanie oraz uprzejmość wobec przełożonych, współpracowników oraz studentów i gości.

Sposób, w jaki odniósł się Pan do w.w. studenta podczas zajścia z 9 grudnia oraz Pana prowokujące i niewłaściwe zachowanie, zostało nagannie odebrane, zarówno przez przełożonych, jak i Samorząd Studencki (...)” - Pacewicz cytuje fragment pisma, które kończy się ostrzeżeniem, że w przypadku wystąpienia podobnych zdarzeń zostaną wyciągnięte wobec niego
konsekwencje służbowe.

- Co takiego się stało w pierwszych dniach stycznia, że nagle postanowiono wybielić studenta, tworząc czarny wizerunek portiera?
- zastanawia się Pacewicz. Ponieważ nikt mu tego tłumaczyć nie zamierzał, wynajął prawnika, który w jego imieniu odpowiedział na pismo.

„Mój klient nie zgadza się z treścią pisma (...), bo nie odpowiada ona rzeczywistości, o czym doskonale Pani wie” - napisał pełnomocnik Pacewicza i ostrzegł dyrektorkę, że w przypadku dalszego oczerniania jego klienta podejmie odpowiednie kroki prawne w jego obronie. Na skutek nie trzeba było długo czekać. W lutym portier dostał wypowiedzenie.

- Kadrowa przyszła do mnie na dyżur o 5.40 , by je wręczyć. Na pytanie o przyczynę zwolnienia usłyszałem, że ten tryb nie wymaga uzasadnienia, więc pisma nie przyjąłem - informuje Pacewicz. Zamierza walczyć w sądzie o przywrócenie do pracy. - Jestem młodym, niezmanierowanym człowiekiem, dla którego prawda i uczciwość są ważne - tłumaczy. Nie tylko on jest zszokowany takim obrotem sprawy. - Inni portierzy dostali sygnał, że jeśli student plunie im w twarz, powinni się uśmiechnąć i powiedzieć: „Dziękuję”, bo gdy tego nie zrobią, stracą pracę - mówi z sarkazmem.

W obronie Pacewicza staje Rada Mieszkańców DS nr 3. - Uważamy, że pan Sebastian dobrze wykonywał swoje obowiązki, a jako młody człowiek rozumiał nasze potrzeby i potrafił nam pomóc. Jesteśmy zdziwieni, że go zwolniono i mamy zamiar wysłać do władz CM UMK pismo z prośbą o przywrócenie go do pracy - zapowiada Tomasz Grabowski, członek rady.
- Rozwiązanie umowy z panem Pacewiczem nie ma nic wspólnego z grudniowym zajściem, związanym ze studentem Krzysztofem H. - oznajmia dyr. Iwona Dąbrowska-Marzec i

odmawia wyjawienia prawdy


o rzeczywistych przyczynach zwolnienia portiera. Podobną taktykę przyjmuje student H. - Mam sprawę w sądzie i nie będę rozmawiał na temat grudniowego zajścia bez zgody prawnika - tłumaczy. Zapisuje nasz numer telefonu i mówi, że oddzwoni. Nie dotrzymuje obietnicy. Rozmowniejszy jest jego współlokator Szymon. Przyznaje, że 9.12. przed akademikiem, ok. 2.00 w nocy spożywał z Krzysztofem alkohol, a pan Sebastian, który miał wtedy dyżur, wyszedł i zwrócił im uwagę. Kolega faktycznie wtedy siusiał i zachowywał się w sposób nieodpowiedni. Pamięta, że po słownej utarczce Krzysztof podszedł do portiera, zamachnął się na niego i nie trafił albo tylko go musnął, ale to, jego zdaniem, nie było uderzenie, które niosłoby uszczerbek na zdrowiu lub uszkodzenie ciała. Widział też, że portier Krzysztofa odepchnął.

- Sprawa karna przeciw Krzysztofowi H. odbędzie się 4.03., jego kolega Szymon będzie świadkiem, a nagranie z monitoringu wykaże, kto mówi prawdę - komentuje Pacewicz.

Stanowisko uczelni


Marcin Czyżniewski, rzecznik UMK w Toruniu

To, że student pobił portiera, jest oczywiste, ale okoliczności tego zdarzenia nie są jednoznaczne. Tyle mogę powiedzieć, bo w tej sprawie nadal toczy się postępowanie dyscyplinarne wobec Krzysztofa H.

Zwolnienie pana Pacewicza z pracy nie ma jednak nic wspólnego z tym zajściem, bo wynika z całościowej oceny jego pracy. Został on poinformowany, jakie prawa mu przysługują i ponieważ może się odwołać do sądu pracy, to nie będziemy za dużo mówić o tym, co wpłynęło na negatywną ocenę jego pracy jako portiera w Domu Studenckim nr 3.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 02-03-2015 20:20

    Oceniono 22 razy 17 5

    - Obiektywna: Następnym razem Pani Grażyno proponuję trochę bardziej się wysilić i napisać artykuł który w sposób OBIEKTYWNY przedstawi sytuację. Tak się składa, że mieszkam w DS 3 i co tu dużo mówić - z tak konfliktową i chamską osobą jak Pan Pacanewicz nie spotkałam się nigdy wcześniej. Dlaczego nie opisała Pani w jak arogancki sposób odzywał się w stosunku do mieszkańców i ile razy popadał z nimi w konflikt inicjując potyczki słowne? Polecam Pani lekturę Kodeksu Etyki Dziennikarskiej, który podobno Was Dziennikarzy obowiązuje (w razie czego podaje link, bo różnie to bywa : http://www.sdp.pl/s/kodeks-etyki-dzienni karskiej-sdp) , a Panu Pacanewiczowi zamiast zabaw w detektywa i robienia z siebie medialnego kozła ofiarnego, proponuję zmianę profesji z recepcjonisty na aktora filmowego, podobno nie milkną echa zachwytu po jego debiucie w filmie „Moje miejsce we śnie” , w którym odegrał jedną z głównych ról. Swoją drogą ciekawe skąd te implikacje – rola w filmie, wystąpienie w gazecie. Czyżby układy w mediach?

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 01-03-2015 20:41

      Oceniono 6 razy 4 2

      - an-na: To takich ludzi kształcimy na lekarzy? Nie umie trafić do kibla, a ma leczyć ludzi? No, no... Ta chluba musi mieć mocne koneksje. Brawo za odwagę przedstawienia sprawy w gazecie. Ten student też powinien wystąpić z imienia i nazwiska.

      Odpowiedz

    2. 28-02-2015 00:34

      Oceniono 5 razy 4 1

      - bydgoszczanin: Oburzające, moim zdaniem tą chlubą III roku CM powinna zająć się prokuratura, bo to zwykły chuligan jest a nie żadna chluba... A na temat kadry zarządzającej CM mam złe zdanie, a wiem co nieco na ten temat... Powiem tylko, niski poziom kultury organizacyjnej

      Odpowiedz

    3. 27-02-2015 16:54

      Oceniono 21 razy 15 6

      - byd: Ta "chluba" III roku musi mieć kogoś bardzo znaczącego, kto odwrócił cała sprawę na niekorzyść portiera.

      Odpowiedz

    4. 27-02-2015 15:02

      Oceniono 3 razy 3 0

      - hans: jak nie wrocisz do pracy to ja bym sie z nim rozliczył

      Odpowiedz

    5. 27-02-2015 15:01

      Oceniono 10 razy 9 1

      - kosiarz: tam administracja jest cała do wyrzucenia razem z tą p.Kanclerz tam baby żądzą i dlatego wy jako portierzy macie na samym początku przekichane

      Odpowiedz

    6. 27-02-2015 14:56

      Oceniono 12 razy 8 4

      - bobik: ja powiem tak,kiedyś tam pracowałem i żałuję a tobie współczuję,ta sprawa musi sie znalesc w sądzie i tyle

      Odpowiedz