Dreszczyk emocji na turystycznym szlaku

Dorota Witt 22 lutego 2015

Rozmowa z DARIĄ KIERASZEWICZ, przewodniczką turystyczną.

Fot.: archiwum


Skąd pomysł na zawodowe oprowadzanie turystów po mieście?
Zrodził z tego, że przewodnicy, których miałam okazję słuchać, byli strasznie nudni! Do tego szukałam pomysłu na siebie. Chciałam zająć się turystyką w mieście, które w tej dziedzinie nie miało świetlanej przyszłości. To był rok 2008. Bydgoszcz była wtedy zapuszczona i trudno było mówić o niej w samych superlatywach. Od tego czasu wiele się zmieniło. Miasto wypiękniało, a ja poznałam wielu wspaniałych przewodników, którzy mówią tak ciekawie, że mogłabym ich słuchać przez cały czas.  

Jakie ma Pani sposoby na skupienie uwagi turystów podczas oprowadzania?
Opowiadam kilka lokalnych anegdot i śmiesznostek. Dowcipy niespecjalnie mi wychodzą, nie czuję się naturalnie w roli komika. Wolę, by żart był spontaniczny, a nie klepany zawsze w tym samym miejscu. Są przewodnicy, zwłaszcza panowie, którzy niezależnie od grupy zawsze opowiadają swój koronny dowcip. Często, niestety, śmieszy on tylko opowiadającego. Obiecałam sobie, że jeśli tak stanie się ze mną, przejdę na emeryturę. Uwagę grupy staram się przyciągnąć pytaniami, kierowanymi do uczestników, przebieram się też w strój historyczny z epoki średniowiecza - to szczególnie działa na dzieci. Pomaga także intonacja, modulowanie głosu, krótka przerwa przed puentą.

Kto dziś korzysta z usług przewodnika?
Nie ma żadnej reguły. Oprowadzałam grupy żołnierzy z Afganistanu, pewnego reżysera z USA i grupy przedszkolaków z Bydgoszczy. Każda takie wyjście jest inne, wymaga indywidualnego podejścia i zrozumienia potrzeb. Czasem widzę, że turyści mają już dość chodzenia, są zmęczeni, bo np. to ich piąty dzień podróży lub jest im bardzo zimno. Proponuję wtedy kawę w jednym z lokali i tam opowiadam różne ciekawe historie. Ważna jest atmosfera i dobre, ciepłe wspomnienie z miejsca, a nie zaliczenie wszystkich punktów na trasie. Nie podoba mi się podejście przewodników, którzy zaczynają od słów: „Witam, niestety mamy tylko dwie godziny, a to za mało czasu na pokazanie wszystkich atrakcji”. Wychodzę z innego założenia: w porządku, mamy dwie godziny, pokażę więc wam tyle, ile sami będziecie chcieli zobaczyć. 

Spotkała się Pani z nietypowymi prośbami turystów?
Takie prośby są bardzo inspirujące i motywujące. To właśnie ten dreszczyk emocji w naszym zawodzie. Najciekawszym zadaniem jest dla mnie wspólne z turystami poszukiwanie korzeni, historii przodków. Wiąże się to ze szperaniem w archiwum, w księgach adresowych. Przypomina to układanie puzzli. Nieraz ogrom zdobytych informacji naprawdę potrafi zaskoczyć. W zeszłym roku zgłosili się do mnie Amerykanie, których mama napisała powieść, coś w rodzaju harlequina historycznego o swoim życiu, a urodziła się i wychowała w Bydgoszczy. Może i książka nie była najwyższych lotów, ale dzięki niej o Bydgoszczy przeczytało wielu Amerykanów. Pojawiają się też pytania o trasy tematyczne, związane z profesjami - na przykład układaniem torów tramwajowych czy budowaniem nowych budynków wielkopowierzchniowych. Czasem zdarza się, że firma przygotowująca się do uczestnictwa w przetargu na jakąś inwestycję, zgłasza się do nas i podczas takiego spaceru pada wiele pytań na tematy gospodarczo-społeczne i o bieżącą sytuację w różnych sektorach. Musimy, jako przewodnicy, być na to przygotowani. 

Czy przygotowuje Pani specjalne trasy na potrzeby konkretnej grupy, np. dla najmłodszych?
Oczywiście. Spacer dla dzieci trwa do 1,5 godziny i jest oparty na legendach, dla młodzieży mamy np. w tym roku spacer z Marianem Rejewskim, jako że przypada 110. rocznica jego urodzin. Seniorom proponujemy spokojniejszą trasę, często wspomagając się dodatkowym środkiem transportu. 

Prywatnie też zwiedza Pani inne miasta z przewodnikiem czy raczej przygotowuje się Pani w domu, by oprowadzić samą siebie?
Bardzo lubię sama organizować podróże. Planując wizyty w poszczególnych miastach, szukam informacji o organizowanym zwiedzaniu dla turystów indywidualnych, które najczęściej odbywa się w weekendy. Jest to sposób na tanie i ciekawe rozpoczęcie pobytu w danym miejscu. Nikt tak nie wprowadzi nas w klimat miejsca, jak osoba, która kocha swoje miasto. A przecież przewodnik musi je kochać, skoro codziennie przemierza kilometry i zdziera gardło, wciąż opowiadając lokalne historie. Swoje miasto staram się odkrywać codziennie na nowo, szczególnie teraz, kiedy dużo spaceruję z moją córeczką. O ciekawostkach z naszych wypraw można poczytać na fanpage’u Spacery Panny Pięty na Facebooku.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 22-02-2015 13:00

    Brak ocen 0 0

    - alpinista : Szczyty w Bydzi ? chyba glupoty P..S : udanego szczytowania

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz