Kto zapłacił, ten jeleń?

Małgorzata Oberlan 13 lutego 2015, aktualizowano: 13-02-2015 13:32

Już stu mieszkańców domaga się od gminy Łysomice zwrotu bezprawnie pobranych opłat za przyłączenie do sieci wodociągowej i kanalizacyjnej. W rękach trzymają decyzję UOKiK-u. Wójt Piotr Kowal pieniędzy oddawać nie zamierza.

Sieć wodociągową i kanalizacyjną w gminie Łysomice wsparła wymiernie dotacjami Unia Europejska. Kolejne pieniądze pochodziły z budżetu gminy

Fot.: Grzegorz Olkowski

Za przyłączenie do kanalizy mieszkańcy Łysomic płacili 1980 zł, a do wodociągu 1369 zł. Opłaty gmina pobierała od lat. Sprawa się rypła, gdy jeden ze światlejszych obywateli poskarżył się Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Ten we wrześniu ubiegłego roku zdecydowanie stanął po stronie mieszkańców i polecił gminie zaprzestać kasowania za przyłącza.

- I na największych jeleni wyszli tacy, jak my. W 2011 roku zawarliśmy umowę, opłatę spłaciliśmy w ratach. Nie płacili ci, którym z niejasnych powodów opłaty umorzono, albo ci, którzy je po prostu mieli w nosie.


Nie muszą płacić i ci, za którymi ujął się UOKiK. Poczucie krzywdy mamy wielkie - nie kryją państwo Cieplakowie i Witkowie. A wraz z nimi setki innych.

Narzucanie uciążliwych warunków


Co dokładnie ustaliła delegatura UOKiK w Bydgoszczy? 30 września 2014 roku wydała decyzję (tu: cytujemy) „po uprawdopodobnieniu w toku postępowania antymonopolowego”, nakazując gminie zmienić wzór umowy na przyłączenie do sieci wodociągowej i kanalizacyjnej (bezspornych opłat) oraz zwolnić z opłat tych, którym aktualnie przyłącza są wykonywane.

UOKiK swą decyzję uzasadnił na 17 stronach. Przytoczmy najważniejsze punkty. Urząd doszedł do wniosku, że gmina narzucała mieszkańcom uciążliwe warunki umowy, zapewniając sobie tym samym nieuzasadnione korzyści z opłat. Jako warunek przyłączenia do sieci gmina wskazała konieczność uiszczania „odpłatności z tytułu zwrotu części kosztów inwestycyjnego wykonania sieci podstawowej już istniejącej”. Sama, nawet w korespondencji z UOKiK-iem, nazywając ową odpłatność wprost „opłatą przyłączeniową”. Tymczasem opłaty takiej nie przewiduje taryfa, o której mówi Ustawa o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków z 7 czerwca 2001 roku (art. 2 pkt. 12).

Bezsprzecznie budowa sieci wodociągowej i kanalizacyjnej jest obowiązkiem gminy, wyrażającym jej służebność wobec mieszkańców. - Zgodnie z ustawą, osoba ubiegająca się o przyłączenie nieruchomości do sieci realizuje jedynie budowę przyłączy do sieci oraz studni wodomierzowej (...). Nie jest natomiast zobowiązana do finansowania instalacji znajdujących się poza jej nieruchomością, które stanowią sieć należącą do przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjnego - wykłada w decyzji Piotr Adamczewski, dyrektor delegatury UOKiK w Bydgoszczy. - Tymczasem gmina nakłada obowiązek poniesienia kosztów budowy sieci i to - jak wynika z samej nazwy opłaty i jej wyjaśnień
- sieci „już istniejącej”.

Gorycz szeroko rozlana


Gdy wieść o decyzji UOKiK dotarła do mieszkańców, około stu z nich złożyło w Gminnym Zakładzie Komunalnym (GZK) wnioski o zwrot pobranych opłat. Wszyscy spotkali się z odmową. Odpowiedziano im, że decyzja UOKiKu-u nie dotyczy ich, tylko tych mieszkańców, których umowy na przyłącza są w trakcie realizacji.

Gorycz po gminie rozlała się szeroko. - Jak to tak? Czy wszyscy nie jesteśmy równi wobec prawa? - denerwuje się pani Cieplakowa. - Znam dwie emerytowane urzędniczki gminy, którym opłaty umorzono. Podobno takiej samej łaski dostąpili pracownicy GZK. Z kolei moja sąsiadka umowę na przyłącze podpisała, ale rat nie płaciła. I co? Nawet wezwania do zapłaty nie dostała. Ja, która skrupulatnie spłacałam, na głupią wyszłam.

Pani Witkowa też jest rozgoryczona i żądna wiedzy. - Jaki był klucz umorzeń opłat? Ile osób przez te wszystkie lata gmina z nich zwolniła? I, tak w ogóle, co się stało z tymi pobranymi pieniędzmi? - pyta.

Wójt bez konkretów


6 lutego pocztą elektroniczną zadaliśmy wójtowi Piotrowi Kowalowi następujące pytania: Ilu mieszkańców gminy wniosło takie opłaty? Ile złotych każda z nich wynosiła? Przez jaki okres pobierane były opłaty? Jaki był łączny wpływ z tego tytułu? Kto i na jakich zasadach był zwalniany z opłat? I wreszcie - czy pobrane opłaty zostaną mieszkańcom przez gminę zwrócone? Poprosiliśmy o odpowiedzi do 9 lutego. Niestety, nie uzyskaliśmy ich. Po telefonicznym przypomnieniu się, stawiliśmy się w gabinecie wójta 10 lutego.

Niestety, ani nie usłyszeliśmy, ani nie wyczytaliśmy z przygotowanego pisma oczekiwanych konkretów. Piotr Kowal wyjaśnia, po pierwsze, jak wcześniej GZK, że decyzja UOKiK-u nie jest decyzją stwierdzającą naruszenie zakazu praktyk ograniczających konkurencję, ale „jedynie uprawdopodabniającą takie naruszenie”.

Po drugie, decyzja dotyczyła 148 osób. Tych, których umowy z gminą były w trakcie realizacji. Wszystkie one otrzymały propozycję podpisania aneksów do umów, przewidujące wykreślenie tzw. opłaty przyłączeniowej.

Po trzecie, wójt przekazuje, że: „Zdecydowana większość odbiorców wnosiła o rozłożenie opłat na raty, na co gmina wyraziła zgodę. W kilku pojedynczych przypadkach gmina umorzyła mieszkańcom części należności z uwagi na indywidualne okoliczności losowe. W związku z postępowaniem prowadzonym przez UOKiK, od lutego 2014 roku gmina zaprzestała pobierania opłat. Wnioski o zwrot uiszczonych należności są rozpatrywane indywidualnie, z uwagi na specyfikę każdej ze spraw”. I tyle.

Zawsze zostaje sąd


Podobne perturbacje z opłatami przeżywali już mieszkańcy innych gmin w Polsce, choćby w Małopolsce. Jak donosił „Dziennik Polski” w 2010 roku, jeden z mieszkańców Krakowa, powołując się na wyroki sądów administracyjnych, zażądał od Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji zwrotu opłaty z 2003 r. wraz z odsetkami i otrzymał w sumie 6,8 tys. zł (w tym 3,8 tys. to odsetki). Przestraszeni wizją masowych pozwów szefowie MPWiK postanowili zwrócić krakusom pieniądze sami.

- Mieszkańcom gminy Łysomice też zawsze pozostaje wstąpienie na drogą sądową. Osobiście jednak uważam, że powinna to być ostateczność. Gmina nie jest biedna i powinna dogadać się z tymi ludźmi - uważa Barbara Noskowicz, kontrkandydatka Piotra Kowala w ostatnich wyborach samorządowych. - Poczucie krzywdy i niesprawiedliwego potraktowania jest wśród mieszkańców olbrzymie. Szczególnie wśród tych najmniej zamożnych, ale uczciwych, którzy z wysiłkiem spłacali raty.

Warto jednak doprecyzować, że w Małopolsce ludzie domagali się zwrotu pieniędzy za przyłącza do wodociągów i kanalizy, trzymając w ręku wyroki sądów administracyjnych, które podważały decyzje poszczególnych gmin. Mieszkańcy Łysomic natomiast takowych nie mają. Jedyne, czym obecnie dysponują, to „decyzja uprawdopodabniająca” wydana przez UOKiK. No i pozostaje jeszcze głębokie poczucie krzywdy.

PS. Nazwiska rodzin z gminy zostały zmienione.