Francuska ballada o miłości

Grażyna Ostropolska 13 lutego 2015

Pan Georges tak ufał swojej młodszej o 23 lata polskiej konkubinie, że nie spisywał z nią umów o wspólnocie majątkowej, więc gdy po dwudziestu latach ich związek się rozpadł, płaci... frycowe.

Fot.: Tomasz Czachorowski

Na sali sądowej ona mówi o nim: pan Georges, a on o niej: mademoiselle (panna) Beata. Miłość, która przed 20 laty rzuciła ich sobie w ramiona, zamieniła się w nienawiść, podsycaną nieczystą grą o finansowe rozliczenie konkubinatu.


- Przez myśl mi nie przyszło, że mademoiselle Beata może mnie oszukać. Na jej nazwisko kupowałem działki, finansowałem budowę domu, urządzałem warsztat samochodowy, a teraz ona mówi, że to jej majątek i mnie się nic nie należy - oburza się pan Georges. Kiepsko mówi po polsku, więc w sądzie ma tłumacza. Przegrał sprawę o ustalenie współwłasności majątku, bo nie spisywał z mademoiselle Beatą żadnych umów. I kolejną: o wznowienie dostaw wody, bo tę była konkubina, jako właścicielka domu, kazała mu odciąć. W środę Francuz bronił się w sądzie przed eksmisją, której domaga się pani Beata.

- Od maja

żyję jak zwierzę!


Bez wody i ogrzewania Jak można być tak bezduszną osobą wobec człowieka, z którym przeżyło się tyle lat? - pyta Georges.

- Nie mogę przecież oddać majątku, do którego ten pan nie dołożył złotówki, ani pozwolić na to, by dysponował moją własnością - zeznawała w sądzie powódka.

Pani Beata miała 19 lat, gdy na początku lat 90. związała się z 42-letnim Francuzem. Georges pośredniczył wtedy w sprowadzaniu samochodów do Polski i Rosji, a w Świeciu miał sklep z częściami zamiennymi do aut, zaś ona kończyła liceum. - Wyczułem, że jest mną zainteresowana, więc wyciągnąłem paszport, by zobaczyła, że jestem od niej o 23 lata starszy - wspomina pan Georges.

Twierdzi, że był wówczas bogatym człowiekiem, a ona pochodziła z biednej rodziny. - We Francji przygotowywałem tereny pod budowę hoteli. Zarabiałem ponad 18 tys. franków miesięcznie
- przedstawia kwity od pracodawcy.

Gdy francuska firma upadła, był na tzw. zasiłku ekonomicznym. - Dostawałem połowę ostatniej pensji
- twierdzi Georges i dokumentuje to przelewem na jego konto 72 tys. franków za pół roku bezrobocia. Do Polski przyjechał, gdy w telewizji usłyszał, że nasz kraj otwiera się na świat i warto tu inwestować.

- Attache polskiej ambasady podpowiedział mi, że najlepszy interes można zrobić w branży samochodowej - wspomina. Zamieścił anons w „Życiu Warszawy” i otrzymał 250 ofert współpracy. - Polacy i Rosjanie byli zainteresowani zakupem aut, więc nawiązałem kontakt z dwoma francuskimi firmami i pośredniczyłem w samochodowych transakcjach - opowiada pan Georges. Twierdzi, że prowizję miał niezłą, ale pani Beata próbuje to w sądzie podważyć. Sugeruje, że Francuz był biedny jak polna mysz i ledwie wiązali koniec z końcem, a ich dziwny związek był

oparty na wielkim kłamstwie.


Na pytanie sądu, za co zbudowała dom, odpowiada, że... - Z własnej pracy, oszczędności oraz dzięki pomocy babci.

Babcia była sprzątaczką, mieszkała w skromnym lokalu, pozbawionym wody, ale, jak zeznała pani Beata, staruszka dokładała jej po 2-3 tysiące zł na budowę domu, a nawet sfinansowała ogrodzenie. Przekonywała wysoki sąd, że w tym czasie jej konkubent zajmował się tylko swoim sportowym autem i jeżdżeniem na rajdy, a większość zarobionych pieniędzy wydawał na swoje dzieci i ich mieszkania we Francji. Były mniej więcej w jej wieku.

- Mówił, że jest rozwodnikiem, ale gdy urodziłam dziecko i chciałam nasz związek zalegalizować, wyszło na jaw, że skłamał
- twierdzi Beata.

- To nie tak. Nie mogłem się rozwieść, bo nie byłem w stanie ustalić miejsca pobytu żony i moja konkubina o tym wiedziała - tłumaczy Georges. Przez sześć lat prowadzili wspólnie warsztat samochodowy pod szyldem jego spółki. On był prezesem i przyjmował zlecenia, ona
- sprzedawcą.

- W 1998 roku mój warsztat okradziono. Zginęły dwa samochody i wszystkie części zamienne, kupione we Francji - wspomina pan Georges. Mówi, że chciał wtedy opuścić Polskę, bo choć wskazywał policji, kim są złodzieje, ta nie zrobiła nic, by ich schwytać i umorzyła dochodzenie. Do pozostania w naszym kraju przekonała go mademoiselle Beata. - Założyliśmy wtedy działalność gospodarczą na jej nazwisko i dalej prowadziliśmy warsztat - opowiada Francuz.

Jego była konkubina wywodziła w sądzie, że tylko ona ciężko pracowała, bo Georges przychodził do warsztatu tylko po to, by ją pilnować, ponieważ

był zazdrosny.


Pytana o dochody z warsztatu zeznała: - To były kwoty nie zawsze deklarowane, ale mogło tego być od 5 do 8 tys. zł miesięcznie.

Dowodem na to, że konkubent nie uczestniczył w stawianiu domu, ma być fakt, że nikt go na budowie nie widział. - Dawałem jej pieniądze i wspólnie kupowaliśmy materiały budowlane, ale to mademoiselle Beata rozmawiała z robotnikami, bo ja kiepsko znam język polski - wyjaśnia Francuz.

Do kryzysu w ich związku doszło sześć lat temu. - Moja partnerka postanowiła zostać kosmetyczką. Poszła do szkoły pomaturalnej i całkowicie się zmieniła - zapewnia pan Georges. Rok później oświadczyła, że chce od niego odejść. - Pomyślałem, że poznała młodszego mężczyznę, ale okazało się, że jej nowy partner jest równie stary jak ja. W lipcu 2010 odeszła, zostawiając mnie z córką. Wyjechała z tym panem na wycieczkę do Egiptu, a potem zajęła mieszkanie w mieście, kupione wcześniej za moje pieniądze na jej nazwisko - relacjonuje Francuz.

Wersja pani Beaty jest inna. - Byłam jego ofiarą. Pan Georges bił mnie i znęcał się nade mną psychicznie. Dlatego odeszłam - twierdzi.

O tym, że mówi prawdę, ma świadczyć wyrok z października 2010 roku. - Nakazowy i oparty na kłamstwach! Pozbawiono mnie prawa do obrony, więc poskarżyłem się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu
- Francuz pokazuje pokwitowanie przyjęcia skargi.

Wyrok: 8 miesięcy ograniczenia wolności, polegający na wykonywaniu nieodpłatnej pracy społecznej (20 godzin miesięcznie) mocno go oburza. - Miałem ją podobno bić, kopać, obrażać i grozić jej śmiercią, a to nieprawda. Przyznaję się tylko do tego, że plunąłem jej w twarz, gdy zachowała się niegodnie
- broni się Georges. Przekonuje, że kiedy konkubina opuściła dom, zaczęła go nękać. - Miałem w domu trzy rewizje, bo Beata złożyła

fałszywe doniesienie,


że mam broń. Policja parokrotnie zamykała mnie na 48 godzin, a ponieważ nie przyznano mi tłumacza, nie mogłem się skutecznie bronić. Przebijano mi opony w aucie, odbierałem głuche telefony - wylicza.

Opowiada, jak na wniosek byłej konkubiny odcięto mu gaz, a potem wodę, choć od 2011 roku miał umowę na swoje nazwisko i regularnie płacił rachunki. - Za to wcześniej dom zadłużył, a mnie nękali windykatorzy - twierdzi Beata.

- Nie miałem pieniędzy, bo konkubina wyrzuciła mnie z warsztatu, który już nie działa. Musiałem wziąć pożyczkę, by nająć i wyposażyć nowy zakład naprawy aut i teraz jakoś sobie radzę. Myję się w warsztacie, śpię w ciepłym ubraniu i wierzę, że polski sąd nie wyrzuci mnie na bruk - mówi pan Georges.

Podczas procesu padło pytanie, jak pani Beata pogodziła spłatę 400 tys. zł należności wobec Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (miała wypadek, jadąc nieubezpieczonym autem) z budową wartego ponad pół miliona złotych domu. - Fundusz umorzył mi połowę tej sumy, a resztę rozłożył na raty, które już spłaciłam - zeznała powódka. Sąd odroczył sprawę o eksmisję Francuza do kwietnia.

- Mój przypadek nie jest odosobniony. Podobny los spotkał moich znajomych z Włoch i Francji, którzy ograbieni przez Polki z majątku, wyjechali z waszego kraju - konkluduje Georges.

Zdaniem eksperta


Arkadiusz Pikulik, adwokat

Z chwilą zawarcia małżeństwa powstaje między małżonkami z mocy ustawy wspólność majątkowa, obejmująca przedmioty nabyte w czasie jej trwania przez oboje małżonków lub przez jednego z nich. Małżonkowie mogą rozszerzyć przez umowę wspólność majątkową na składniki majątku, które nabyli przed zawarciem związku małżeńskiego. A co jeżeli dwie osoby pozostają w konkubinacie? Jeżeli chcą, aby rzeczy, które nabywają w trakcie trwania związku, były ich współwłasnością, muszą przy każdej umowie pamiętać o zapisie,że dany składnik majątku stanowi ich współwłasność.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 21-06-2017 16:04

    Brak ocen 0 0

    - Iwona s: Szkoda kobiety...

    Odpowiedz