Skąd się biorą moralnie kalekie dzieci? Wywiad z sędzią ANNĄ MARIĄ WESOŁOWSKĄ

Paulina Błaszkiewicz 3 lutego 2015

Rozmowa z sędzią ANNĄ MARIĄ WESOŁOWSKĄ, która od 15 lat walczy o wprowadzenie edukacji prawnej w szkołach.

Sędzia Anna Maria Wesołowska - łódzka sędzia, współautorka ustawy o świadku koronnym, ekspert od przestępczości zorganizowanej. Była członkiem składów orzekających w procesach łódzkiej „Ośmiornicy” i Gangu Popeliny.

Fot.: Jacek Smarz


Sędzia Anna Maria Wesołowska wielu osobom kojarzy się jako pani z telewizji, a tymczasem...
Walczę o edukację prawną dla młodzieży od piętnastu lat. Pierwsze lekcje wychowawcze u mnie w sądzie na prawdziwej rozprawie odbyły się w 2000 roku. Wtedy chciałam, żeby promowano tego rodzaju najtańszą profilaktykę, o jakiej mogliśmy pomarzyć, ale świat dorosłych uważał, że polskie dzieci nie będą popełniać przestępstw czy brać narkotyków i że nie ma sensu uczyć ich prawa karnego.

Może dlatego, że my nie do końca rozumiemy, czym to prawo karne jest?
Prawo karne to nic innego, jak powrót do świata wartości. Tam się mówi: Nie krzywdź nikogo, nie nękaj, nie kradnij, nie obmawiaj koleżanki, nie pisz głupich rzeczy na nauczyciela na Facebooku, bo to wszystko są przestępstwa, które dla dzieci często są normą. Tylko w jednym roku ponad 50 tysięcy polskich dzieci w wieku od 13 do 17 lat popełnia ponad 120 czynów karalnych, czyli przestępstw. Ja mówię o tych, które są ujawnione przez wymiar sprawiedliwości, ale proszę zwrócić uwagę, ile jest tych, które szkoła skrzętnie zamiata pod dywan, których my dorośli nie zauważamy dlatego, że nam też te granice między dobrem a złem, wygłupem a przestępstwem często się zacierają. Dzisiaj nie powiem, że jest trochę za późno na edukację, ale straciliśmy kilkanaście lat. Nie mam wątpliwości, że w szkole powinna się odbywać rzetelna edukacja prawna. Między innymi po to są moje spotkania z dziećmi. Przez moje ręce przeszło 80 tysięcy polskiej młodzieży. W czasie tych kilkuset spotkań byłam w maleńkich gminach, wsiach i miastach na terenie Polski, ale od dwóch, trzech lat stawiam warunek, zanim zgodzę się na takie spotkanie.

Jaki?
Domagam się obecności rodziców, żeby zrozumieli, że mamy inne czasy niż te, w których oni byli dziećmi. Dzisiaj nie możemy się opierać na powiedzeniu, że dzieci i ryby głosu nie mają. Dzieci mają głos i mają o co wołać. Wołają często o pomoc, a my tego wołania nie widzimy i nie słyszymy. Rodzice muszą sobie uświadomić, że są bardzo ważni, ale tylko do jednego momentu - kiedy działają dla dobra dziecka. Gdy to dobro jest niezauważane i pomijane, to my, wszyscy, a przede wszystkim szkoła, mamy obowiązek temu dziecku pomóc, jak również rodzicom. Często krzywdzimy nieintencjonalnie. Nie zdajemy sobie sprawy, że poprzez brak wymagań wyrządzamy okropną krzywdę dziecku. Jest przepis w kodeksie, który mówi o tym, że dzieci mieszkające wspólnie z rodzicami zobowiązane są pomagać w gospodarstwie domowym.

Rodzice znają ten przepis?
Nie. Rodzice znają zakazy i nakazy. Gdyby wiedzieli, że istnieje taki przepis, mieliby świadomość: Nie wymagasz rodzicu, żeby córka prała swoje ubrania, gotowała obiad, a syn wykonywał pewne domowe zajęcia, to tak naprawdę powinno ci się ograniczyć władzę rodzicielską, dać kuratora, bo jesteś rodzicem niewydolnym i wychowujesz kalekę. To dziecko być może zna trzy języki, może ma same szóstki, ale jest to dziecko kalekie, które w przyszłości nie będzie umiało ułożyć sobie życia. Dlaczego mamy około 150 tysięcy rozwodów rocznie, tyle związków, które się rozpadają? Bo ludzie nie potrafią żyć, nie są do tego życia przygotowani.

Co się takiego stało, że żyje się trudniej?
Młodym ludziom żyje się o wiele trudniej niż mojemu pokoleniu. My mieliśmy mniej, ale jednocześnie więcej. Mieliśmy uwagę, rozmowy. Dzisiaj uczucia zastępuje Internet, ale czy to jest żywe? Czy można się do tego przytulić? Jest taka piosenka „Wy dorośli nic nie wiecie, w jakim dzieci żyją świecie”. Stworzyliśmy świat, który jest dla nas jedną wielką niewiadomą. Często nie potrafimy pomóc, bo tego świata nie znamy, a nie nauczyliśmy dzieci rozmowy ze sobą. Często bagatelizowaliśmy problemy maluchów, a proszę zauważyć, że kiedy to dziecko dorasta, to ono już do nas nie przyjdzie, bo łatwiej mu iść do koleżanki lub kolegi, ale oni też nie mają doświadczenia. Dzisiaj nie ma czegoś takiego jak rodzina patologiczna. Moim zdaniem, każda rodzina wymaga w pewnym sensie pomocy. Dzięki wsparciu w postaci psychologa rodzinnego może szybciej wyszlibyśmy na prostą, bo jesteśmy fajnymi ludźmi, którzy potrzebują tylko iskierki uświadomienia. Zatrzymajmy się, kochajmy nasze dzieci inaczej - wymagając i rozmawiając, a nie krzywdząc negatywną oceną i porównaniami. To boli, dlatego każdemu dziecku staram się pomóc.

W jaki sposób?
Dając mu siłę. Mówię: Pamiętaj, my dorośli nie jesteśmy doskonali, popełniamy błędy, ale zawsze w pobliżu jest ktoś, komu na tobie zależy. Idź do pedagoga, cioci lub sąsiadki - do kogoś, kto spojrzy na ciebie życzliwym okiem i zapyta, co ci jest. Chcę przekonać każde dziecko do tego, że ma prawo żyć bezpiecznie.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 03-02-2015 23:18

    Oceniono 3 razy 2 1

    - kapitan: Bubel o świadku koronnym. Bandyta, świadek koronny Masa oskarżył wielu i wszystkich uniewinnili bo kłamał. Paranoja.A ta Pani Wesołowska ciągle wesoła i uśmiechnięta. Gratuluję.

    Odpowiedz

  2. 03-02-2015 19:46

    Brak ocen 0 0

    - jasio doswiadczony: no problem!! dadza wam szkole na salach sadowych

    Odpowiedz

  3. 03-02-2015 12:38

    Oceniono 1 raz 1 0

    - jasio czytelnik : Wole bydgoska osmiornicę piora Ewy Starosty

    Odpowiedz