Kto zapłaci za drogiego franka?

Przemysław Łuczak 30 stycznia 2015

Rozmowa z prof. RYSZARDEM BUGAJEM, ekonomistą z PAN.

Fot.: wikipedia.org


Czy cała Polska powinna martwić się o tych, którzy spłacają kredyty we frankach szwajcarskich, chociaż i tak są na plusie w stosunku do ludzi, którzy zadłużyli się w złotych?
Problem jest, ale nie aż tak ogromny, jak można by sądzić na podstawie medialnych doniesień. Część ludzi oczywiście może mieć kłopoty ze spłacaniem wyższych rat z powodu wzrostu kursu franka. Przypuszczam jednak, że nie jest ich specjalnie wielu, bo kredyty we frankach dostawali zazwyczaj zamożniejsi. Wydaje się, że w pewnym momencie zostały popełnione dość istotne błędy, przede wszystkim ze strony NBP.


Stopy procentowe kredytów złotowych były wysokie, natomiast frankowych bardzo niskie. Konsekwencją tego było to, że wielu ludzi nie miało zdolności kredytowej w złotych, ale uzyskiwało ją w przypadku franków. Regulator systemu bankowego, który wiedział, że jest to potencjalnie niebezpieczne, powinien utrudnić dostęp do takich kredytów. Tymczasem ograniczenia przyszły o wiele za późno.

Wydaje się, że powinny zapłacić za to częściowo banki, a nie budżet państwa. Nie wyobrażam sobie bowiem sytuacji, że za długi zamożniejszych ludzi będą płacić biedni podatnicy. Bo podatki w Polsce, głównie przez wysoki VAT, płacą przede wszystkim ubożsi, choć ci zamożni uważają, że jest inaczej.

Co więc należałoby z tym zrobić?
Wydaje się, że potrzebne byłyby jakieś nieformalne ruchy ze strony nadzoru bankowego, żeby przymusić banki do pewnych ustępstw. Zwłaszcza te, którym udałoby się udowodnić, że udzielając kredytów we frankach poszły na łatwiznę i nie informowały klientów, czym to grozi. Jeżeli jednak informowały rzetelnie, ludzie powinni zdawać sobie sprawę z ryzyka. Poza tym nie wszyscy, którzy brali kredyty we frankach, kupowali za nie swoje pierwsze mieszkania. Byli też tacy, którzy w ten sposób finansowali zakup mieszkań pod wynajem albo na korzystną odsprzedaż. Jeżeli działali jak przedsiębiorcy, to dzisiaj nie możemy ich traktować tak samo jak zwykłych konsumentów.

Może rząd powinien, tak jak premier Węgier Victor Orban, ustawowo zamienić wszystkie kredyty we frankach i innych obcych walutach na złote?
Tak daleko bym nie szedł. Po pierwsze, to, co zrobił Orban, jest kontrowersyjne. Po drugie, w Polsce nie ma aż tylu takich kredytów, ile było na Węgrzech. Po trzecie, ich przewalutowanie niesie z sobą określone konsekwencje, które zadłużeni niekoniecznie chcieliby ponosić. Pojawiła się propozycja szefa KNF Andrzeja Jakubiaka, żeby umożliwić przewalutowanie kredytów we frankach na złote według kursu z dnia pobrania kredytu, ale w takim przypadku trzeba byłoby pokryć różnicę za korzyść osiągniętą w stosunku do kredytu złotowego. Wielu prawdopodobnie sporo by na tym straciło. Na razie więc należy wstrzymać się z wykonywaniem jakichś gwałtownych ruchów, zwłaszcza, że nie wiemy, co dalej będzie z kursem franka. Prawdopodobieństwo, że utrzyma się on na tak wysokim poziomie jak teraz, nie jest jednak bardzo duże, ale frank nie będzie już kosztował tyle, ile jeszcze 2 tygodnie temu.

Jakie mogą być skutki decyzji Europejskiego Banku Centralnego, który w ciągu półtora roku chce dodrukować i wprowadzić do obiegu ponad bilion euro?
Wydaje się, że są to decyzje konieczne, chociaż ich skuteczność nie jest oczywista. Cała gra idzie o to, żeby banki miały więcej pieniędzy na kredyty inwestycyjne. Tyle tylko, że najpierw przedsiębiorcy muszą mieć pewność, że sprzedadzą to, co wyprodukują dzięki inwestycjom powstałym za pożyczone od banków pieniądze. Może się więc okazać, że będzie to jedynie pompować rynki finansowe. Ale jedno nie ulega wątpliwości, wprowadzenie planu EBC, mającego zdusić szkodliwą dla rozwoju gospodarczego deflację, osłabi euro i prawdopodobnie również złotego. Nie ma jednak pewności, czy przyniesie to podobne skutki, jak w USA, gdzie zwiększenie podaży pieniądza doprowadziło do, być może krótkotrwałego, wzrostu zatrudnienia i ożywienia gospodarczego.

Co może się stać, gdyby po wyborach Grecja postanowiła zrezygnować z euro?
Skutki byłyby dramatyczne zarówno dla Eurolandu, jak i samej Grecji. Nie sądzę jednak, by Grecy po zwycięstwie wyborczym lewicowej Sirizy, zdecydowali się na opuszczenie strefy euro. Ponieważ europejskie instytucje finansowe zainwestowały bardzo dużo w ratowanie Grecji, więc politycy z krajów odgrywających główną rolę w Eurolandzie, zrobią bardzo dużo, żeby pozostała ona przy euro. Jak Grecja będzie chciała umorzenia nawet znacznej części swoich długów, mimo sprzeciwów, pewnie zostanie to zaakceptowane.

Czy zachęceni sukcesem górników, którzy dostali od rządu prawie wszystko, czego się domagali, zaprotestują również kolejarze, energetycy, pocztowcy i rolnicy?
Nie można wykluczyć, że również te grupy zawodowe się zmobilizują i ja bym sympatyzował z ich postulatami. W Polsce gromadziło się już od dłuższego czasu coraz więcej faktów, które bulwersują opinię publiczną. Podsłuchy polityków, ich samochody czy delegacje to nie są wprawdzie jakieś wielkie rzeczy, ale razem wzięte mogą spowodować, że w którymś momencie ludzie powiedzą: mamy dosyć tego wszystkiego.

No i wtedy może zrobić się z tego coś w rodzaju kuli śniegowej. W dodatku można się spodziewać, że w roku wyborczym rząd będzie miękki. Mam jednak nadzieję, że nie będzie zaspokajał oczekiwań poszczególnych grup zawodowych przez pompowanie deficytu budżetowego, tylko poprzez przesunięcie ciężarów podatkowych. Upieram się, że mamy podatki degresywne, że najzamożniejsi nie płacą podatków, nawet proporcjonalnych w stosunku do swoich dochodów i coś należałoby w tej sprawie zrobić.

PO jednak ma z tym kłopot, ponieważ właśnie ta grupa najbogatszych wyborców stanowi ich polityczne zaplecze. Obawiam się, że rząd może w tej sytuacji próbować zamiatać problemy społeczne pod dywan i łatać je, zwiększając zadłużenie, co byłoby najgorszym wyjściem.

Co może się stać, jeśli związki i rząd nie dojdą do porozumienia?
Znam trochę szefa „Solidarności” Piotra Dudę i wiem, że jeśli grozi strajkami, to jest pod silną presją. Protesty górników na Śląsku rozpoczęły się spontanicznie, a związki zawodowe tylko stanęły na ich czele. Duda czuje to oddolne parcie i stara się utrzymać je w instytucjonalnych ramach.

Trochę się dziwię, że politycy koalicji rządowej krytykują go tak nieprzytomnie, bo powinni go raczej z tego powodu pieścić. Najbardziej w obecnej sytuacji boję się reakcji czysto frustracyjnych, np. jakiegoś brylowania Korwina-Mikke albo kogoś innego. W wyborach więcej ludzi pewnie zdecydowałoby się głosować na PiS, ale trudno przewidzieć, jak to wszystko się skończy.

Jakie instrumenty ma rząd, żeby rozładować to napięcie?
Nie ma ich zbyt wielu, ale nie powinien oczywiście sięgać do budżetu, który jest już zatwierdzony, chociaż zawsze można w nim trochę „pokuglować”. Nie wiadomo też, co będzie z naszym wzrostem gospodarczym, m.in. ze względu na uwarunkowania zewnętrzne, zwłaszcza na sytuację na Ukrainie.

Grozi nam, jeżeli sprawy pójdą tam w niedobrym kierunku, że, tak jak Turcja z powodu wojny w Iraku i Syrii, będziemy mieli na głowie setki tysięcy uchodźców. Gdy rośnie niepewność, to także z inwestycjami jest gorzej. Ludzie kupują oczywiście to, co im potrzebne na co dzień, ale plany dotyczące np. budowy domu, odkładają na później. Z drugiej strony, nie można wykluczyć, że przy korzystnym zbiegu okoliczności, wszystko rozejdzie się po kościach.

Teczka osobowa


Ekonomista z zawodu, rolnik z zamiłowania

- Dr hab. Ryszard Bugaj ma 70 lat. Jest profesorem w Zakładzie Polityki Gospodarczej Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN.

- Poseł na Sejm I i II kadencji. Był przewodniczącym Unii Pracy. W latach 2009-2010 - doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

- Jego zainteresowania naukowe skupiają się na transformacji ustrojowej w gospodarce oraz finansach publicznych w Polsce.

- W wolnym czasie zajmuje się rolnictwem, lubi podróże. Czyta książki historyczne o różnej tematyce.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 05-02-2015 23:01

    Brak ocen 0 0

    - Borys: Skoro Banki dopuscily sie "oszustwa" co juz wkrotce moze zostac udowodnione to musza zaplacic i nie ma znaczenia czy NABICI we FRANKI to Bogacze czy Biedaki...

    Odpowiedz

  2. 05-02-2015 14:54

    Brak ocen 0 0

    - JJJ: Mam kredyt we frankach i nie jestem "zamożniejszy". Dostałem ten kredyt dlatego, że na złotówkowy nie było mnie stać. Dlaczego Pan prof. mówi takie bzdury? Może pracuje dla któregoś Banku?!

    Odpowiedz