Historia cuchnącej ciżemki

Katarzyna Bogucka 30 stycznia 2015, aktualizowano: 30-01-2015 11:21

Dlaczego przysłowiowy but jest głupi? Raczej jest podejrzanie tani i śmierdzący, np. jak beżowe botki za niecałe 40 zł ze sklepu X, które zanieśliśmy do szewca, kaletnika, rzeczoznawcy i wirtualnie - do Instytut Przemysłu Skórzanego. Diagnoza? Dziadostwo!

W sklepie X, który ma co najmniej kilkadziesiąt punktów w całym województwie, segregatory z drukami reklamacji zajmują całą szafę, do reklamacji wiedzie także osobna kolejka

Fot.: archiwum Katarzyny Wegner

Dla szewców tony plastikowego obuwia z Chin to bogate żniwa. Narzekają, bywa, że klną pod nosem, ale naprawiają. Czasami robią but niemal od nowa. Bronisław Romanowicz ma tygodniowo z pięć, sześć reklamacji ze sklepów z tanim obuwiem, podczas gdy renomowany salon obuwniczy, mieszczący się kilka uliczek dalej, zawraca mu głowę najwyżej dwa, trzy razy w roku. - Fajans - irytuje się mistrz Romanowicz.


Bierze do ręki pierwszy z brzegu kozaczek, ot, choćby ten przyniesiony dziś rano. Ma lekko odklejoną podeszwę. Jeden ruch i podeszwa odchodzi cała. - Patrzcie państwo, badziewie - mówi doświadczony rzemieślnik. Na co dzień nie tylko naprawia, ale i szyje eleganckie buty na miarę, współpracuje z grupami rekonstrukcyjnymi, dla których robi oficerki żołnierzy SS i Wehrmachtu, wierne oryginałom w każdym calu.

- Nie będę wymieniał nazw firm, które oferują buty nie do chodzenia, a jedynie do patrzenia. To firmy powszechnie uznawane za solidne, niejeden klient pomyśli nawet, że kupuje produkt polski, bo nazwa się nie zmienia, ale właściciel się zmienia! Produkcja? Wszystkie tropy prowadzą do Chin.

But w odkażarce


Szewc Romanowicz pracuje ponad 30 lat, zetknął się z wszelkimi możliwymi obuwniczymi wadami. Syntetyczny smród też nie jest mu obcy. Radzi sobie z nim nie najgorzej, odkąd kupił maszynę do odkażania obuwia. Chwali się, że w Polsce jest tylko 5 takich maszyn. W ciągu 6-8 minut urządzenie rzekomo usuwa (dzięki nanocząsteczkom srebra i ozonowej atmosferze) bakterie, grzyby, aplikując zarazem zapach morskiej bryzy.

Sprzedawców taniego obuwia jest mnóstwo. Jedna z tego typu firm ma w województwie aż 56 sklepów. Składu chemicznego tworzywa, z którego wyprodukowane jest obuwie, ani adresu producenta klient nie pozna.

Z jednego z bydgoskich punktów pochodzą cuchnące beżowe botki, niezdatne do użytku, które stały się inspiracją do napisania tego tekstu. Postanowiliśmy poddać je ocenie specjalistów. Na początek trafiły na stół Katarzyny Wegner, rzeczoznawcy ds. jakości obuwia i odzieży przy Wojewódzkim Inspektoracie Inspekcji Handlowej, biegłego przy Izbie Skarbowej w Bydgoszczy. - But, który mi pani pokazuje, woła o pomstę do nieba. Wszystko jest w nim...na minutę. Nazwijmy tę parę „miłość do pierwszego noszenia” - ocenia ekspertka. Lista wad, wskazanych przez Katarzynę Wegner, jest długa.

- Pasek na boku doszyty byle jak, można powiedzieć, że tylko przyfastrygowany. Wystarczy, że but trochę dłużej popracuje, a tworzywo się wyrwie razem z tym paskiem. Idźmy dalej. Nie ma wzmocnienia od wewnątrz, buty są sklejone byle jak, klej widać na zewnątrz. No i ten fatalny odór. Zastanawiałam się, dlaczego ludzie to kupują? Już wiem. Śmierdzi cały sklep, nie jesteśmy przyzwyczajeni do wąchania obuwia i nie podejrzewamy nawet, że wybrany przez nas but może mieć takie właściwości. Uważam, że jest to wada istotna, ponieważ odczuwa pani dyskomfort w postaci łzawienia oczu, kichania, nudności. Wada jest nieusuwalna, zalecam więc jak najszybsze złożenie reklamacji.

Butoterapia


Idąc za radą Katarzyny Wegner, wybieramy się do sklepu. - Reklamacja owszem - mówi sprzedawczyni, która podobno, jak twierdzi, ze specyficznym zapachem już się zżyła. - Ale radzę jeszcze przewietrzyć buty, popsikać je dezodorantem - podpowiada. - Moim kozakom przeszło po takiej terapii. Smród przeszkadza kolegom z pracy? Tacy wrażliwi? To niech pani nie zakłada tych butów do pracy. Czy są toksyczne? Eee, gdzie tam, ja się czuję dobrze.

Vis a vis sklepu swój warsztat ma szewc Krzysztof Bosacki. Na widok pechowych botków westchnął. - Te buty to rozpacz. Nie jesteśmy bogatym społeczeństwem, nie stać nas na wyrzucanie pieniędzy w błoto. Daję im trzy tygodnie - ocenia fachowiec. - Mniej więcej po tym czasie zacznie się powolny rozkład.

Klej jest niewinny


Według Krzysztofa Bosackiego, buty prawdopodobnie zaczną się rozklejać, być może szlag trafi fleki zrobione nie z gumy, lecz z jakichś materiałów odpadowych.
- Wiem, że to odpad, bo topi mi się pod szlifierką, a guma zamieniałaby się w pył.

Z panem Bosackim usiłujemy dociec, która część buta śmierdzi. Kuśnierz Ewa Bagniewska typowała klej. Krzysztof Bosacki niczego nie typuje, ale przekonuje, że szewski klej pachnie inaczej, a jego woń bardzo szybko wietrzeje. Tymczasem nasze buty wciąż cuchną.

W sprawie smrodu dzwonimy do jednego z bydgoskich chińskich centrów. - Jest pani pierwszą osobą, która zwraca na to uwagę, której to w ogóle przeszkadza - dziwi się sprzedawczyni. Jej syntetyczna woń nie razi, bo siedzi w kasie tuż przy drzwiach wejściowych. Butów zimowych nasza rozmówczyni w swoim sklepie nie kupuje, bo woli mieć jakąś gwarancję (!). - Zdarza mi się jednak nabyć baleriny albo tenisówki i zawsze piorę je w automacie - zdradza ekspedientka. - Niech pani wyszoruje buty szczotką i umyje wodą z octem - doradza.

Pytanie o źródło nieprzyjemnego zapachu wysyłamy do hurtowni w Wólce Kosowskiej, czyli w chińskim - choć polskim - pępku handlowego świata. Stamtąd być może pochodzą beżowe buty. Hurtownicy nie odpowiadają. Szewc Krzysztof Bosacki odwiedził kiedyś Wólkę Kosowską i wcale się tej ciszy nie dziwi. - Tam się nie dzwoni, ani nie pisze, tam się jedzie. Większość handlowców to Chińczycy, może być kłopot z komunikacją. Polecam zobaczyć tę miejscowość na własne oczy. Butów tam na tony, na kontenery. Nie wiem, ile za sztukę płaci się producentowi, pewnie niewiele...

My chyba wiemy. 60 tys. par butów, wartych 320 tys. zł, zatrzymali celnicy z urzędu w Bielsku-Białej. Sprawdzili dokumenty, okazało się, że są sfałszowane. Niska cena butów okazała się jednak być prawdziwa. Celnicy nie wierzyli własnym oczom, poprosili więc o wycenę biegłych sądowych, a ci potwierdzili, że buty z Dalekiego Wschodu były tak kiepskiej jakości, że płacenie więcej niż 6 zł za parę byłoby rozrzutnością (bielskobiala.naszemiasto.pl)

Buty poza prawem


Cena, jaką zapłacą za takie buty klienci, może być znacznie wyższa. Buty wyjściowe funkcjonują niejako poza przepisami. Jedynie na wniosek konsumenta poszczególne egzemplarze bada inspekcja handlowa (gdzie odesłała nas także Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna).

- Jest pani jedną z nielicznych osób, która zainteresowała się tym tematem (zdaje się, że pierwsza ten temat podjęła telewizyjna konsumentka Katarzyna Bosacka; „Wiem, co jem”, program TVN, przyp. red.) - mówi Magdalena Lasoń-Rydel, zastępca kierownika akredytowanego Laboratorium Badań Środowiska Instytutu Przemysłu Skórzanego w Łodzi. - Od lat walczymy o uporządkowanie rynku obuwniczego w Polsce. Żadne przepisy, odnoszące się do gotowego wyrobu, nie regulują wymagań, jakie powinno spełniać obuwie wyjściowe. Istnieje co prawda wiele wymagań prawnych, dotyczących ogólnego bezpieczeństwa produktu, oraz przepisy zabraniające używania substancji niebezpiecznych do produkcji wyrobów używanych przez konsumentów. Niestety, dopóki nie będą egzekwowane, dopóty będziemy narażeni na wątpliwą jakość obuwia. Obuwie np. dla strażaków musi przejść wiele badań, także chemicznych. A zwykły konsument? Może się obuć choćby w plastik nasączony chemikaliami i jeżeli nie zachoruje, nie będzie o tym głośno.

Kto to sprawdzi?


Na liście zakazanych substancji chemicznych, używanych w obuwnictwie są m.in.: formaldehyd, barwniki azowe (same w sobie bezpieczne, niebezpieczne są za to 22 aminy, czyli składniki tychże barwników), metale ciężkie, furmaran dimetylu (DMFu) - rozporządzenie mówi, że jego wartość nie może przekroczyć 0,1 mg/kg, ale kto to sprawdzi? Więksi producenci od czasu do czasu sprawdzają jakość swojego obuwia, np. w łódzkim laboratorium. Mniejsi czują się anonimowi.

Oznaczenie 22 amin aromatycznych kosztuje w IPS kilkaset zł (koszt najdroższego badania wynosi około 1000 zł). Na 6 par butów, kupionych w różnych punktach Łodzi, 4 nie przeszły testów chemicznych. Znaleziono nich wtalany i aminy.

Warto wiedzieć


Tablica Mendelejewa w bucie

- Buty są w czołówce najbardziej szkodliwych artykułów trafiających do sprzedaży. W materiałach, z których zostały wykonane (mowa o obuwiu najtańszym, wyprodukowanym w anonimowych, najczęściej dalekowschodnich fabrykach), specjaliści znajdowali m.in.: aminy aromatyczne, które powodują raka; formaldehyd - uczulenia i podrażnienia skóry; związki chromu Cr (VI) - uczulenia, czerwone i swędzące plamy; pigmenty zawierające metale ciężkie - uczulenia; pestycydy - uczulenie i wysypki; biocyd fumaran dimetylu (DMFu)- zapalenie skóry.

- Szkodliwe substancje wnikają do organizmu w czasie dotykania - przenosi się je z powierzchni wyrobu na skórę, i podczas użytkowania. Rozpuszczają się w pocie, przenikają do warstw wewnętrznych skóry i dalej....

Opinia eksperta


Luiza Chmielewska - naczelnik Wydziału Prawno-Organizacyjnego WIIH w Bydgoszczy.

Nie prowadzimy statystyk dotyczących ceny towaru, jego rodzaju ani kraju, w którym wyprodukowano obuwie. Reagujemy jednak na potrzeby konsumentów. W listopadzie 2013 roku Wojewódzki Inspektorat Inspekcji Handlowej zlecił badanie substancji chemicznych zawartych w parze obuwia. Kontrola odbyła się na wniosek klienta, po jego skardze na silny nieprzyjemny zapach wydzielany przez obuwie. Buty pobrano w sklepie (u przedsiębiorcy) do badań laboratoryjnych. Badania przeprowadziło Specjalistyczne Laboratorium Produktów Włókienniczych i Analizy Instrumentalnej w Łodzi, należącym do UOKiK. Nie wykryto toksycznych szkodliwych substancji. Najwięcej naszych kontroli dotyczy właściwego oznakowania produktów, związanego z rodzajem materiałów, z których obuwie zostało wykonane. W pierwszym kwartale 2014 roku inspektorzy zjawili się w 10 placówkach, poddając oględzinom 183 partie obuwia.

Oceniane wówczas buty były oznaczone zgodnie z wymaganiami stosownego rozporządzenia, jednak w sześciu sklepach nie umieszczono informacji o znaczeniu piktogramów, określających rodzaj materiałów, z których są zrobione poszczególne części obuwia. Po kontroli przedsiębiorcy umieścili te informacje w miejscu widocznym dla klientów. W II kwartale 2014 roku takie kontrole odbyły się w 4 sklepach (63 partie obuwia) nie stwierdziliśmy nieprawidłowości w oznakowaniu, podobnie bez zarzutu było w ostatnim kwartale ubiegłego roku, gdy nasi inspektorzy odwiedzili trzy sklepy (47 partie obuwia).

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 01-02-2015 13:19

    Oceniono 4 razy 2 2

    - jaca: Właśnie my biedniejsi , powinniśmy kupować buty ze skóry , ja kupuje buty za 200- 300 zł i mam spokój na 5 lat .

    Odpowiedz

  2. 01-02-2015 12:43

    Oceniono 3 razy 2 1

    - Klient: Do wszystkich kupujący pseud obuwie w takich sklepach jak CCC ,Daichman, lub innych nie denerwujcie się że jakiś tam rzeczoznawca odrzucił wam reklamacje(piszę jakiś bo przecież na tym dokumencie nie ma nazwiska rzeczoznawcy ,powołuje się na ochronę deanych osobowych) odbierzcie reklamacje i udajcie się na ul. Jagiellońską 10 w bydgoszczy tam mieści sie polubowny sąd konsumencki =wygrana sprawa

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 31-01-2015 20:53

      Oceniono 6 razy 2 4

      - jan : a polaka stac na drozsze buty .kleryk polityk lekarz gornik rolnik i reszta tych stac .

      Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz