Kto na plusie, a kto pod kreską?

Przemysław Łuczak 27 stycznia 2015, aktualizowano: 27-01-2015 13:08

Rozmowa z prof. WAWRZYŃCEM KONARSKIM, politologiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Fot.: Andrzej Lange/„Super Express”


W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy w polskiej polityce wiele się działo. Które z ubiegłorocznych wydarzeń uważa Pan za najważniejsze?
Najważniejszym wydarzeniem 2014 roku o charakterze pozytywnym wydaje się być wybór Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Jest to jednak bardziej wizerunkowy sukces byłego premiera niż państwa polskiego. Na drugim biegunie znalazły się: afera podsłuchowa, która pokazała miałkość polskiej klasy politycznej, oraz zamieszanie, związane ze zbilansowaniem wyników wyborów samorządowych, dość zaskakujących. Nie podzielam jednak poglądu, że zostały one sfałszowane.

Co najbardziej popsuło w ubiegłym roku wizerunek Polski na świecie?
Bardzo negatywny wydźwięk miało przedstawienie przez amerykański Senat raportu o torturach stosowanych w tajnych więzieniach CIA, z których jedno znajdowało się w Polsce. Raport stawia w złym świetle polskich polityków, którzy w tamtym czasie byli u władzy. Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller wcześniej zapewniali, że takiego więzienia w Polsce nie było, ale teraz z kolei przyznają, że nalegali na Amerykanów, żeby nie stosowano w nim tortur.

Ile jest racji w sugestiach, że Tusk zrejterował do Brukseli przed kłopotami w kraju?
Jeśli nawet uznać to za rejteradę, to nie doszłoby do niej, gdyby Tusk nie otrzymał stanowiska szefa Rady Europejskiej. A do tego przyczyniły się okoliczności zewnętrzne, związane z upływem kadencji poprzedniego przewodniczącego Van Rompuya. Tusk, oczywiście, musiał być zainteresowany tym stanowiskiem, choć bardzo inteligentnie się tego wypierał. Jego awans trzeba jednak właściwie odczytać. Otóż żaden poważny polityk zachodnioeuropejski nie stał się jego rywalem.


Przypuszczam, że zaproponowano mu tę funkcję nie tyle z powodu jego kompetencji, ile z uwagi na to, że UE ma problemy ze strategiczną wizją swojego rozwoju, której elementem jest szukanie odpowiedzi na członkowskie aspiracje Turcji i Ukrainy. Ponieważ chodziło tutaj również o bardzo delikatny kontekst rosyjski, a politycy zachodni nie mieli zamiaru firmować działań naruszających kontakty z Rosją, przewodniczącym został polityk z naszej części Europy.

Jak zatem traktować wyproszenie Polski z negocjacji między UE, Ukrainą a Rosją?
To nie było dla mnie zaskoczeniem, zwłaszcza po działaniach ówczesnego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego w Kijowie, kiedy przekonywał opozycjonistów, że muszą podpisać porozumienie, bo w przeciwnym razie zginą. Takie kowbojskie zachowanie miało pokazać, że Polska może mieć wpływ na zmniejszenie napięcia na Ukrainie.

Wyproszenie Polski z odgrywania istotnej roli jako mediatora czy państwa świadczącego dobre usługi, jest, oczywiście, porażką naszej polityki zagranicznej. Przyjęta przez Polskę ostra i egzaltowana forma komentowania wydarzeń na Ukrainie była dla Rosji nie do przyjęcia i dlatego ponownie większą rolę zaczęły odgrywać Niemcy.

Jak postrzega Pan Ewę Kopacz jako następczynię Tuska na stanowisku premiera i szefa PO?
Trudno uwierzyć w zapewnienia Tuska, że przygotowywał Ewę Kopacz do tej roli. A jeśli nawet tak było, to efekty są mało przekonujące. Jej przywództwo oceniam jako bardzo nerwowe, podlegające swoistej egzaltacji i emocjom.

Nie jest to jednak żadne zaskoczenie, ponieważ każdy polityk, który przejmuje schedę w partii i w rządzie po polityku, który dominował na krajowej scenie politycznej, zawsze staje przed bardzo trudnym zadaniem.

Ewa Kopacz może skutecznie zastąpić Tuska?
Tego jeszcze nie wiemy, ale na razie Ewa Kopacz dokonała m.in. niewłaściwych nominacji na niektóre stanowiska ministerialne. Jednocześnie dąży do eksponowania swoich poglądów poprzez retorykę zaklęć, przekonując, iż ma słuszne intencje, że wszystko, co robi jest dobre i służy Polsce. Ale to jest typowy błąd wielu polskich polityków, którzy zamiast czekać na ocenę opinii publicznej, sami wartościują swoje poczynania. Ewie Kopacz można też zarzucić zbyt szybkie i emocjonalne reagowanie na wydarzenia.

Nie bierze tutaj przykładu ze swojego poprzednika, który w takich sytuacjach zawsze dawał sobie czas do namysłu. Pani premier obrała również złą taktykę ocieplania swojego wizerunku, a kompletnym niewypałem była jej sesja zdjęciowa w „Vivie”. Robienie sobie zdjęć w ekskluzywnych strojach i wnętrzach nie pokazuje wcale bliskości z wyborcami.

Nie chcę doradzać politykom, bo mają przecież swoich opłacanych ekspertów, ale w tym przypadku zrobię wyjątek. Świetnym pomysłem na ocieplenie wizerunku pani premier byłoby np. spotkanie z bezdomnymi, porozmawianie z pasażerami pociągu albo osobami czekającymi na wizytę lekarską.

Uważa Pan, że afera podsłuchowa pokazała wyborcom mizerię polskich polityków. Co z tą wiedzą mogą zrobić wyborcy?
Problem w tym, że jesteśmy społeczeństwem mało aktywnym. Tę swoistą apatię nazywam stanem biernego oporu społecznego. Jego przejawem jest np. celowe pozostawanie w domu i nieoddawanie głosu w wyborach. Innym dowodem na tę tezę są 3 miliony głosów nieważnych w ostatnich wyborach samorządowych.

To jest kompromitacja nie tylko z punktu widzenia wypełniania przez polskie społeczeństwo powinności obywatelskich, lecz również kompromitacja całej klasy politycznej. Oznacza to bowiem, że politycy nie cieszą się szacunkiem społecznym, co przekłada się na niechlujny czy może celowo arogancki stosunek wyborców do tak ważnego aktu, jakim jest głosowanie.

Kto zakończył rok 2014 na plusie, a kto pod kreską?
Jedyną partią, która osiągnęła zaskakujący na plus wynik w wyborach samorządowych, co wygląda tajemniczo i nieprawdopodobnie, jest PSL. Wywołuje to dzisiaj euforię u wicepremiera Janusza Piechocińskiego, który zapomniał, że nie dotrzymał publicznie danego słowa jako żyrant honoru premiera Tuska, iż nie pozwoli zamieść afery podsłuchowej pod dywan.

Rzeczywistą potencję ludowców zweryfikują dopiero wybory parlamentarne. PiS przez długi czas szło sondażowo w górę, ale później ponownie pojawiły się błędy, nerwowość i pokaz braku umiejętności w doborze osób, mających być twarzami tej partii, że wspomnę aferę z posłem Hofmanem i resztą. Dlatego PiS, choć po raz pierwszy od lat odniosło sukces, uzyskując minimalną przewagę nad PO w wyborach samorządowych, nie może zaliczyć tego roku do udanych.

Platforma natomiast to nadal partia kilku frakcji, dla których odejście Tuska stworzyło impuls do działań na rzecz podniesienia swojej rangi. Co ważne, jest to partia-kartel, która nie kieruje się żadną ideologią, a jedynym jej celem jest utrzymanie władzy. Dopóki Ewa Kopacz będzie gwarantować utrzymanie takiej pozycji, dopóty nie będzie otwarcie atakowana.

Jaki był to rok dla partii lewicowych?
W najtrudniejszej sytuacji jest SLD, znajdujący się w stanie bardzo głębokiej zapaści. To, co się dzieje z tą partią, jest swoistym kuriozum, zważywszy na istnienie w Polsce olbrzymich pokładów nierówności społecznych, które powinny być podstawą istnienia silnej lewicy. Leszek Miller kompletnie nie potrafi tego wykorzystać.

Stał się przywódcą, który bardzo dobrze kreuje siebie w mediach, co jednak zupełnie nie przekłada się na poparcie, na razie sondażowe, dla SLD. Natomiast rozpad Twojego Ruchu jest konsekwencją nieprzemyślanych i przez to błędnych działań Janusza Palikota.

Teczka osobowa


Politolog, komentator

- Wawrzyniec Konarski politolog, profesor nadzwyczajny w Instytucie Studiów Międzykulturowych Uniwersytetu Jagiellońskiego
w Krakowie. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół powiązań między etnicznością a polityką, w tym kwestii dotyczących nacjonalizmu i mniejszości etniczno-narodowych.

- Komentuje bieżące wydarzenia społeczno-polityczne w wielu kanałach telewizyjnych, rozgłośniach radiowych oraz w prasie.