W pogoni za pigułką „po”

Paulina Błaszkiewicz 20 stycznia 2015

Najgłośniejsza pastylka w ostatnich dniach. Tabletka „EllaOne”, która zapobiega owulacji lub opóźnia ją, działając doraźnie antykoncepcyjnie, będzie sprzedawana w Polsce bez recepty

Decyzja Komisji Europejskiej o udostępnieniu w polskich aptekach tzw. pigułki „po” bez recepty wywołuje u niektórych obawy, czy kobiety nie zaczną sięgać po te tabletki zbyt często

Fot.: Thinkstock

Dwa razy w życiu potrzebowałam pigułki „po”. Za pierwszym razem bez problemu dostałam na nią receptę od ogólnego lekarza w osiedlowej przychodni. Powiedziałam lekarce, że pękła prezerwatywa i istnieje ryzyko, że mogę zajść w ciążę. Cztery miesiące później miałam podobny problem, ale nie poszło już tak łatwo. Po „Postinor”, bo również pod taką nazwą kryje się tabletka „po”, udałam się do tej samej przychodni. Trafiłam na pana doktora, który wnikliwie przejrzał moją kartę i zapytał, czy wiem, ile mam lat i czy jestem normalna. „Jest pani dorosłą kobietą, a nie potrafi się zabezpieczyć przed ciążą? Cztery miesiące temu też tu pani była. Nic pani nie przepiszę, to nie mój problem. Proszę iść do ginekologa i z nim to załatwić!” Nigdy w życiu nie czułam się tak upokorzona - mówi 29-letnia Kinga. Kobieta dostała receptę podczas prywatnej wizyty u ginekologa, ponieważ lekarz, do którego regularnie chodzi, przebywał w tym czasie na urlopie.


- Czy pani wie, jaki to jest stres? Zdarza się coś takiego w sobotę, w niedzielę. Lekarze nie przyjmują i wszystko jest pozamykane, więc w poniedziałek trzeba wziąć wolne w pracy i biegać od lekarza do lekarza, bo zawsze można trafić jak ja - na takiego z sumieniem.

Bez zbędnych słów...


Takich kobiet jak Kinga jest w Polsce znacznie więcej. Czy wprowadzenie antykoncepcji awaryjnej bez recepty przyczyni się do tego, że nie będą więcej upokarzane? 31-letniej Iwonie podczas nagłej wizyty w prywatnym gabinecie ginekolog powiedział: „Pani to chyba nic nie pomoże. Jakieś zastrzyki na zatrzymanie popędu niech pani weźmie, bo to trzeba się nieźle rżnąć, żeby prezerwatywa pękła...” Zdanie lekarza niewiele miało i ma wspólnego z rzeczywistością, podobnie jak inne oceny mężczyzn. W Polsce, ale też w innych krajach Unii Europejskiej, kwestie związane z antykoncepcją „przed” czy „po” to „sprawy kobiece”. Co z tego, że pęknie prezerwatywa, a kobieta nie użyła jej sama? To ona, a nie on musi biegać po lekarzach i aptekach, żeby uratować sytuację. Z jednej strony, to może dobrze, bo patrząc na podejście niektórych panów do kwestii intymnych, lepiej wziąć sprawy w swoje ręce. Są mężczyźni, którzy z troski albo raczej z braku wiedzy i właściwej edukacji seksualnej twierdzą, np. że wystarczy jedna na tysiąc kobiet, która źle się czuje po zażyciu pigułki „po”, by tabletka nadal była dostępna na receptę, a prezerwatywy nie. Co na to lekarze?

Doktor Jacek Paluszyński, znany ginekolog z Torunia, uważa, że w Polsce mamy problem z niedoinformowaniem na temat antykoncepcji „po” i w przypadku niektórych pacjentek, a zwłaszcza młodych dziewcząt, które wezmą taką tabletkę, mogą pojawić się problemy wynikające z braku kontaktu z lekarzem.

- Zadaniem lekarza jest uświadomienie pacjentce, na czym polega działanie takiej tabletki. Przede wszystkim należy pamiętać o tym, że pigułki „po” zawierają kilkunastokrotnie większą dawkę hormonów niż te stosowane na co dzień. Reakcje na ich zażycie mogą być różne, ale to kwestie indywidualne, dlatego wywiad medyczny jest tak istotny. Poza tym powinniśmy mieć jednak na uwadze, że „EllaOne” to antykoncepcja awaryjna, a nie zastępcza. Wierzę w rozsądek - mówi doktor Jacek Paluszyński, który w swojej praktyce mimo, że były to pojedyncze przypadki, kilka razy przepisywał pacjentkom tabletkę „po”.

Ginekolog twierdzi, że z jednej strony jest to kwestia sumienia lekarza, ale podkreśla, że przede wszystkim trzeba stanąć po stronie pacjenta.
- Jeżeli w myśl prawa pacjentce należy się taki przywilej, to nie pozostaje nam nic innego, jak go przyjąć - dodaje doktor Paluszyński.

Zadowolenia z decyzji podjętej kilka dni temu przez Komisję Europejską nie kryje dr Krystyna Modrzewska. Ginekolożka tłumaczy, że „EllaOne” nie jest środkiem wczesnoporonnym, takie są zresztą w naszym kraju zakazane. - Ta pigułka jest potrzebna wtedy, kiedy zawiodą tradycyjne metody antykoncepcyjne, na przykład prezerwatywa, która jest u nas często stosowana. To pomoc w nagłych sytuacjach. Uważam, że kobiety w Polsce powinny mieć dostęp do takiej antykoncepcji, a przede wszystkim prawo wyboru - mówi pani doktor.

Lekarka otwarcie przyznaje, że wypisuje recepty na pigułki „po” nawet trzy, cztery razy dziennie, zwykle po weekendzie.

- Moje pacjentki wiedzą, co to za tabletka i proszę mi wierzyć, że nie stosują jej jak witamin, czego niektórzy się obawiają. Teraz będą miały prawo do tego, by kupić ją bez recepty, ale nie sądzę, że staną się bezrefleksyjne - dodaje doktor Krystyna Modrzewska.

Co z głosami, że „EllaOne” sieje w organizmie kobiet spustoszenie? Pewne ryzyko - jak mówi doktor Paluszyński - zawsze istnieje, ale trzeba pamiętać o tym, że żadna kobieta nie sięga po tabletkę „po” dla przyjemności. To ostateczność, która często ratuje kobietę przed niechcianą ciążą. Zawsze znajdą się ci, którzy będą oceniali i krytykowali, nie mając ku temu podstaw.

Sanger byłaby dumna?


W 1914 roku za rozprowadzenie ponad 100 tysięcy egzemplarzy ulotki, poświęconej antykoncepcji, która rzekomo zawierała groźne dla zdrowia i życia zalecenia, na przykład dotyczące stosowania „ziołowych środków o działaniu aborcyjnym”, płukanie pochwy lizolem i dwuchlorkiem rtęci, a później założenie nielegalnej kliniki planowania rodziny, amerykańska feministka Margaret Sanger na 30 dni trafiła do więzienia, ale to dzięki jej determinacji mamy pigułkę antykoncepcyjną.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 24-01-2015 14:14

    Oceniono 2 razy 2 0

    - abc: kopacz notorycznie bierze tabletkę PO

    Odpowiedz

  2. 20-01-2015 22:12

    Oceniono 6 razy 5 1

    - marcin: tabletka dostępna jest od 2009r wiec to nie nowość zmienia się tylko droga po nią nie trzeba isc do lekarza ktory i tak by recepte wypisał. nie robcie z siebie osob ktore sa pierwszy dzien na ziemi i o niczym nie maja pojecia

    Odpowiedz

  3. 20-01-2015 17:28

    Brak ocen 0 0

    - znawca : przeciez wszystko w tej RP peka /nie tylko ko.../..nawet frank i to nawet niepolski

    Odpowiedz

  4. 20-01-2015 10:00

    Oceniono 16 razy 2 14

    - alex: Komentarz nisko oceniony. Kliknij aby przeczytać. to teraz CHULAJ DUSZA ILE CZLONKOW PRZYJMIE,,.. BEDA rozPUSZCZAC SIE NA LEWO I PRAWO

    1. 20-01-2015 09:16

      Oceniono 15 razy 9 6

      - an-na: Ogólnie OK. Jednak o ile dorosła kobieta jest świadoma, co to za pigułka, o tyle młode dziewczyny mogą ją potraktować jako środek antykoncepcyjny wygodniejszy dla "ukochanego", niż prezerwatywa. Bez żadnej wiedzy rodziców nastolatka może sobie zrujnować zdrowie. A pamiętajmy, jak bardzo obniżył się wiek inicjacji seksualnej. Dla 15-latki ulotka dołączona do leku to abstrakcja, o działaniu hormonów ma bardzo blade pojęcie, zakrzepica wg niej to problem "starych" kobiet. Niech będzie ta pigułka bez recepty, ale w połączeniu z intensywną kampanią informacyjną, zwłaszcza w szkołach ponadpodstawowych.

      Pokaż odpowiedzi (3) Odpowiedz