„Troszeczkę” szkodzi alergikowi. Rozmowa z prof. Mieczysławą Czerwionką-Szaflarską

Dorota Witt 19 stycznia 2015

O tym, jak chorowaliśmy na alergię 40 lat temu, a jak teraz i dlaczego dziś lekarze mówią raczej o „nadrozpoznawalności” alergii niż jej bagatelizowaniu opowiada prof. MIECZYSŁAWA CZERWIONKA-SZAFLARSKA, specjalistka w dziedzinie pediatrii, alergologii i gastroenterologii dziecięcej.

Mieczysława Czerwionka-Szaflarska kieruje Kliniką Pediatrii, Alergologii i Gastroenterologii Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. dr. Antoniego Jurasza w Bydgoszczy.

Fot.: Dariusz Bloch


Przy każdej rutynowej kontroli u pediatry mojego dziecka słyszę pytanie: „Czy syn jest na coś uczulony?” To dziś standardowe dociekania lekarza?
Można je zadać, gdy są przesłanki, by podejrzewać alergię, ale wtedy robimy wywiad rodzinny, czyli dowiadujemy się, czy wśród najbliższych dziecka są alergicy i osobniczy: pytamy o objawy. To nie jest rutynowe postępowanie, bo po co pytać o uczulenie dziecko np. z problemem kardiologicznym?

Kolejki u dziecięcych alergologów jednak z roku na rok się wydłużają. To efekt większej liczby alergii i alergenów czy nadwrażliwości rodziców?
W tych kolejkach mamy najczęściej stoją nie z własnej inicjatywy, wysłał je tam lekarz rodzinny, a czasami same poprosiły o skierowanie. Rodzice bywają przeczuleni, zdarza się, że przychodzi mama, która zobaczyła na skórze dziecka maleńką krostkę i przekonuje, że to musi być skaza białkowa.

Z danych programu Epide­miologia Chorób Alergicznych w Polsce zebranych w 2008 r. wynika, że częstotliwość występowania alergii u dzieci 0-5 lat podwoiła się w ciągu ostatnich 10 lat. Skąd ten wzrost?
Nie można wskazać jednej, konkretnej przyczyny. Osobną kwestią są statystyki, do których należy jednak podchodzić ostrożnie. W przypadku najmłodszych pacjentów nie mówiłabym o alergii pokarmowej, a o nadwrażliwości na niektóre pokarmy. Wynika ona z niedojrzałości układu pokarmowego i nie do końca wytworzonych barier ochronnych przewodu pokarmowego. Często taka nadwrażliwość mija przy kolejnym (po pewnym czasie) podaniu problematycznego pokarmu (po zastosowaniu diety eliminacyjnej).

Kiedy syn dostał wysypki po zjedzeniu pomarańczy, babcie forsowały swoje: „Dam mu troszkę, na pewno nie zaszkodzi. Cytrusy mają przecież tyle witaminy C…”.
I to „troszeczkę” alergikowi może zaszkodzić! U jednego dziecka uczulonego na białko mleka krowiego objawy alergii wywoła odrobina mleka, inne może spokojnie wypić 50-100 ml, ale gdy lekarz zaleca dietę eliminacyjną, to znaczy, że dany produkt musi z diety zniknąć zupełnie
- czasem na krótko, czasem na długo.

Jak przed laty dzieci przechodziły alergię?
Zajmuję się dziećmi z chorobami alergologicznymi od 40 lat. Obserwuję zmiany. Po pierwsze, obraz kliniczny alergii pokarmowej zmienił swoją manifestację, złagodniał. Wcześniej mieliśmy zdecydowanie więcej pacjentów w ciężkim stanie: z ciężkimi ostrymi biegunkami, enteropatią (patologiczny stan jelita - przyp. red.). Dziś obserwujemy łagodniejsze stany, a w wielu przypadkach głównym objawem jest atopowe zapalenie skóry. Gdyby lekarz zatrzymał się na stanie wiedzy sprzed jakichś 30 lat, dziś nie rozpoznałby alergii, bo czekałby choćby na te ostre biegunki, a alergików kierowałby do dermatologa. Oczywiście problemy skórne też trzeba wyleczyć, ale musimy skupiać się na przyczynie, a tą jest alergia, najczęściej pokarmowa. Liczba chorób alergicznych u dzieci rośnie, końca tego zjawiska nie widać. Dawniej zdecydowanie rzadziej rozpoznawaliśmy schorzenia alergiczne, a częściej ciężkie choroby infekcyjne, bakteryjne, zakaźne.

Czy podejście rodziców też się przez ten czas zmieniło?
Dziś zwłaszcza młode mamy są często wyedukowane internetowo. Na pewno nie bagatelizują nawet błahych objawów u swych dzieci, przeciwnie, powiedziałabym o pewnej „nadrozpoznawalności” chorób alergicznych u dzieci. Bywa, że rodzice przychodzą, przekonują, że maluch na pewno ma skazę białkową, pokazują pojedyncze zmiany skórne i żądają specjalnych diet eliminacyjnych, a często wystarczy dobra pielęgnacja skóry dziecka. Obecnie głównie są to objawy pozwalające na zaplanowaną diagnostykę alergologiczną, a po potwierdzeniu - odpowiednie leczenie. W wielu przypadkach współpraca z rodzicami układa się bardzo dobrze, bo ci przestrzegają zaleceń, ale wciąż trafiają do nas mali pacjenci z nieodpowiednio pielęgnowaną skórą, tacy, którym najpierw trzeba wyleczyć zakażenie gronkowcowe, by móc zająć się atopowym zapaleniem skóry i alergią.

Niedawno opinię społeczną zaszokowała informacja o śmierci dziewczynki, która dostała wstrząsu anafilaktycznego po zjedzeniu czekoladki. Były w niej orzechy, na które dziecko miało alergię…
…a na opakowaniu nie było na ten temat jasnej informacji. Pamiętam. Coraz częściej czytamy, że produkt „zawiera śladowe ilości jaj”, „białka mleka krowiego”, „glutenu”. Takie informacje muszą być umieszczane, jak widać to kwestia życia lub śmierci. Orzechy ziemne u nas nie uczulają tak często jak choćby w Stanach Zjednoczonych, ale jeśli już uczulają, to silnie. Taki alergik musi mieć przy sobie zastrzyk z adrenaliny, a rodzice powinni być przeszkoleni, by w razie potrzeby użyć strzykawki.

To może w ogóle nie podawać dzieciom orzechów?
Orzechy mają swoje właściwości odżywcze i jeśli nie ma podejrzenia, że uczulają nasze dziecko, może je spokojnie jeść.

Więc jak ustrzec dzieci przed alergią?
Na pewno skuteczną metodą jest karmienie naturalne. Mleko kobiece ma właściwości ochronne. Chociaż matka karmiąca je wszystko, a alergeny z mleka matczynego trafiają do układu pokarmowego dziecka i mogą też wywołać objawy alergiczne, to z reguły są one łagodniejsze.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 19-01-2015 19:01

    Oceniono 4 razy 3 1

    - heh: szkoda ze NIE wspaniały człowiek...

    Odpowiedz

  2. 19-01-2015 08:04

    Oceniono 7 razy 3 4

    - WOJ.: WSPANIAŁY LEKARZ,FACHOWIEC .JEŻELI MACIE PROBLEM-POLECAM.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz