Co w trawie instytutu piszczy?

Piotr Shutta 16 stycznia 2015, aktualizowano: 16-01-2015 09:40

Tak bogatej kolekcji traw nie ma żaden inny instytut badawczy czy ogród botaniczny w Polsce. Zbiór, gromadzony od 1973 roku, liczy dziś 650 gatunków. Są w nim trawy afrykańskie, południowoamerykańskie, azjatyckie i polskie. Jedne wysokie na trzy metry, inne wielkości małej monety. Można z nich zrobić prawie wszystko - karmę dla zwierząt, piękną roślinę ogrodową, energię. Na zdjęciu dr Włodzimierz Majtkowski, dyrektor Ogrodu Botanicznego IHAR w Bydgoszczy wśród kolekcji traw.

Fot.: Tomasz Czachorowski

Mięsisty listek synadenium jest przyjemny w dotyku, ale lepiej go za mocno nie ściskać.


- To roślina z rodziny wilczomleczowatych. Wydziela toksyczne mleczko. Drzewko pochodzi z Ugandy, ale w Polsce też mamy tę rodzinę roślin. W naszych lasach można znaleźć na przykład wilczomlecz sosnkę - tłumaczy nasz przewodnik po tropikach, dr Włodzimierz Majtkowski, przystając na chwilę przy jednym z okazów. Od 1991 roku kieruje Ogrodem Botanicznym Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin.

Banany i daktyle zimą


Centrala instytutu znajduje się co prawda w Radzikowie pod Warszawą, ale jego ogród, który jest jednocześnie placówką naukowo-badawczą i dydaktyczną, ulokowano na peryferiach Bydgoszczy (działa tu od 1977 r.). Nie jest to jednak zwykły ogród botaniczny, lecz ogród specjalistyczny, w którym studiuje się świat roślin, gromadząc przy tym ich kolekcje, uzupełniane o gatunki pochodzące z całego świata. Mamy tu najbogatszą w Polsce Narodową Kolekcję Traw (650 gatunków), rośliny miododajne, przyprawowe, barwierskie, włóknodajne, ozdobne i energetyczne. W sumie prawie 4 tys. gatunków.

Mimo że na zewnątrz wieje zimny wiatr, że mamy środek zimy, nad głową Majtkowskiego na drzewku cytrynowym błyszczą owoce olbrzymy. Każda z cytryn może ważyć około pół kilograma. W głębi widać bananowca i drzewo ananasowe. Żeby do nich dotrzeć, trzeba przejść obok palm daktylowych i gujawy, która rodzi smaczne owoce w kształcie gruszki.

Uwaga, acocanthera!


Przedzieramy się wąskim przejściem między parapetami (tak fachowo nazywają się stanowiska z roślinami), odgarniając liście tropikalnych drzew i krzewów. Dwa nowoczesne piece opalane zgranulowanym odpadem drzewnym, zainstalowane w piwnicy budynku biurowego 10 lat temu, utrzymują w obydwu szklarniach stałą temperaturę - w jednej 10 stopni, w drugiej 20.
- A tutaj acocanthera, też z Afryki. Jej soki zawierają silną truciznę, która jest składnikiem trutki na szczury - uśmiecha się dyrektor Majtkowski.

Gość z Azji marznie


Wiosną 1995 r. Majtkowskiemu i jego zespołowi botaników nie było do śmiechu. - W kwietniu 1994 r. jako pierwsi przywieźliśmy do Polski sadzonki miskanta olbrzymiego (gatunek trawy z Azji - red.). Cieszyliśmy się, że tak ładnie rośnie.

Ale do czasu. Na wiosnę następnego roku wszystkie rośliny były martwe. Niemieccy koledzy, od których otrzymaliśmy sadzonki, nie powiedzieli nam wszystkiego. Okazało się, że miskant rozmnażany in vitro w laboratorium, a tak było w tym przypadku, nie jest w stanie przetrzymać bez pomocy pierwszej, ostrej zimy w naszych warunkach klimatycznych. Na szczęście część sadzonek trafiła do tunelu foliowego IHAR w Radzikowie i wiosną 1995 r. mogliśmy zacząć wszystko od początku - mówi Włodzimierz Majtkowski.

Dziś ogród instytutu może pochwalić się kilkoma gatunkami miskanta i bardzo użyteczną wiedzą na temat tej niezwykłej trawy. - Kiedy sprowadzaliśmy miskanta 20 lat temu, myśleliśmy jedynie o wykorzystaniu go w rekultywacji terenów zdegradowanych przez ciężki przemysł. Tego zresztą dotyczył wówczas nasz program badawczy. Z czasem poznaliśmy jednak inne możliwości użycia tej rośliny. Dziś wiemy, że miskant to roślina, którą można śmiało wykorzystywać do produkcji energii - wyjaśnia Majtkowski.

Palczatka Gerarda i inni


Na poletkach doświadczalnych ogrodu nie tylko od kilkunastu lat bacznie obserwuje się miskanta olbrzymiego i kilku jego krewniaków. Kolekcja roślin energetycznych, czyli takich, z których da się wyprodukować ciepło do ogrzewania domów lub prąd, stale jest wzbogacana o kolejne gatunki. Jest wśród nich mieszaniec topoli, wysadzony po raz pierwszy 8 lat temu; są szwedzkie odmiany wierzby, jest palczatka Gerarda, proso rózgowate, ślazowiec pensylwański itp.

Naukowcy IHAR-u badają ich rozwój i rozmnażanie w naszych warunkach klimatycznych, oceniają plonowanie, szukając czynników wpływających na zwiększenie plonów. W latach 2007-2010 uczestniczyli w programie badawczym dotyczącym plantacji wieloletnich roślin energetycznych w Polsce. - Skupiliśmy się na miskancie olbrzymim, ślazowcu, wierzbie i topoli, gatunkach wspieranych wówczas przez system dopłat unijnych. Nasze doświadczenia i wnioski pomocne były m.in. plantatorom roślin energetycznych, których sporo pojawiło się w naszym regionie. Dominowała wierzba - mówi Włodzimierz Majtkowski.

Niestety, dopłaty się skończyły, a w ślad za tym zniknęły uprawy. Unia Europejska uznała, że rośliny energetyczne są na tyle opłacalnym biznesem, że powinien on sobie poradzić bez dotacji. W Polsce to się jednak nie sprawdziło. - Mamy dziś wprawdzie trochę upraw miskanta, nawet w naszym regionie, ale ciągle nie wiadomo, czy jest to dobry kierunek inwestycji. Brakuje bowiem ustawy o odnawialnych źródłach energii. Bez jasnych regulacji prawnych potencjalni inwestorzy boją się zaryzykować, a ci, którzy podjęli ryzyko, dziś zaczynają żałować - dodaje Majtkowski.

Dwa piece na pelet drzewny, ogrzewające podbydgoską placówkę naukową IHAR-u powinny być wystarczającym dowodem na opłacalność inwestowania w rośliny energetyczne. A jeśli to kogoś nie przekonuje, powinien pojechać do Radzikowa pod Warszawą i zobaczyć, jak za pomocą słomy zbożowej, rzepakowej i miskanta olbrzymiego można ogrzać tanio obiekty instytutu i całe osiedle bloków mieszkalnych.

Tropiki dla każdego


Mało kto wie, że Ogród Botaniczny IHAR-u przy ul. Jeździeckiej 5 w Bydgoszczy jest ogólnie dostępny dla każdego. Znajdujące się tu kolekcje roślin można podziwiać przez cały rok od poniedziałku do piątku w godz. 8.00-15.00. Nie tylko grupowo, ale i indywidualnie. W 2014 roku zajrzało tu ok. 400 osób.