Co trzecia złotówka źle wydana [WYWIAD]

Przemysław Łuczak 16 stycznia 2015

„Polska pod względem finansowania opieki zdrowotnej (...) znajduje się na przedostatnim miejscu w UE. Chcąc zaspokoić oczekiwania pacjentów na średnim poziomie europejskim, musielibyśmy dysponować podobnymi środkami jak inne kraje unijne”.

Fot.: Arkadiusz Cygan/mwmedia.pl

Rozmowa z MARKIEM BALICKIM, byłym ministrem zdrowia.



Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz dogadał się z lekarzami z Porozumienia Zielonogórskiego, którzy nie chcieli podpisać aneksów do umów z NFZ. Czy teraz pacjenci mogą być spokojni o to, że znowu nie pocałują klamek w swoich przychodniach?
Wydaje się, że najbliższy rok będzie spokojny. Ale to porozumienie nie rozwiązuje wielu problemów podstawowej opieki zdrowotnej. Kolegium lekarzy rodzinnych już od kilku lat postuluje uchwalenie ustawy, która regulowałaby funkcjonowanie tego, można powiedzieć, fundamentu nowoczesnej opieki zdrowotnej, jakim jest medycyna rodzinna. Sukcesem byłoby, gdyby zakończenie tego konfliktu było jednocześnie początkiem prac nad ustawą poświęconą podstawowej opiece zdrowotnej. Na to się jednak nie zanosi. W takim dokumencie powinny znaleźć się m.in. przepisy dotyczące: dostępu do lekarza rodzinnego, maksymalnej odległości jego gabinetu od miejsca zamieszkania pacjenta, godzin pracy POZ i jej funkcjonowania podczas urlopu lekarza czy sposobu finansowania. To zapewniłoby pewną stabilizację systemu i zmniejszyłoby możliwość wybuchu kolejnego konfliktu w przyszłości.


Pacjenci skarżą się, że wielu lekarzy rodzinnych niezbyt chętnie wystawia skierowania na badania profilaktyczne, a z poważniejszymi przypadkami odsyła ich do szpitala. Co należałoby z tym zrobić?
Ostatni konflikt lekarzy z resortem zdrowia związany był z wprowadzaniem pakietu onkologicznego i pakietu kolejkowego. Ale kwestia jakości funkcjonowania POZ również wymaga podjęcia działań naprawczych. Premier Ewa Kopacz powołała pełnomocniczkę, która będzie zajmowała się przygotowaniem ustawy o zdrowiu publicznym. Wcześniej wprawdzie powstało już kilka jej projektów, ale żaden z nich nie został zaakceptowany. Mam wątpliwości, czy jest możliwe uchwalenie tak ważnej ustawy jeszcze w tej kadencji. Dobrze jednak, że prace nad nią zostaną zintensyfikowane, dzięki czemu być może wejdzie ona w życie w przyszłym roku, już po wyborach parlamentarnych. Mam nadzieję, że podobnie będzie z ustawą o podstawowej opiece zdrowotnej.


Czy rozwiązania zawarte w pakiecie onkologicznym i kolejkowym poprawią dostęp pacjentów chorych na nowotwory do diagnostyki i leczenia?
Jest na to szansa. To, że premier Donald Tusk w grudniu 2013 r. dostrzegł coraz dłuższe kolejki pacjentów, zwłaszcza onkologicznych, do specjalistów i postawił ministrowi zdrowia zadanie rozwiązania tego problemu, uważam za niezwykle ważne wydarzenie. Natomiast czas, w jakim minister miał to załatwić, okazał się niewystarczający, żeby pakiet onkologiczny i kolejkowy dobrze przygotować. Zabrakło również dialogu, niezbędnego przy rozwiązywaniu tak ważnych ze społecznego punktu widzenia spraw. W dyskusji powinny wziąć udział wszystkie zainteresowane strony, nie tylko organizacje lekarskie, lecz również organizacje pacjentów, dla których ten pakiet jest wprowadzany.


Czy protestujący lekarze powinni zamykać przychodnie?
Myślę, że nie. Pacjenci w żadnym razie nie mogą pozostawać bez stałego dostępu do opieki zdrowotnej. Nie powinni być też zakładnikami sporu lekarzy z ministerstwem. Ochrona zdrowia jest bowiem dziedziną, w której najważniejsze jest zaufanie, bezpieczeństwo i spokój. Mogę sobie wyobrazić zagubienie 70- czy 80-letnich pacjentów, którzy zastawszy zamknięte drzwi do swojej przychodni, nie mając dostępu do Internetu, nie bardzo wiedzieli, gdzie szukać pomocy. Poza tym wiadomo, jak długie są kolejki do lekarza w szpitalnych oddziałach ratunkowych. Uważam, że negocjacje powinny odbyć się kilka miesięcy wcześniej i wtedy nie doszłoby do takich sytuacji. Zresztą, gdyby nie sprawy związane z pakietem onkologicznym i kolejkowym, w przychodniach - tak samo jak rok temu, byłby pewnie spokój.


Jak można poprawić finansowanie publicznej opieki zdrowotnej?
Polaków najbardziej interesują trzy kwestie, dotyczące ochrony zdrowia: jej dostępność, jakość i efekty leczenia. Polska pod względem finansowania opieki zdrowotnej z środków publicznych, w stosunku do PKB, znajduje się na przedostatnim miejscu w Unii Europejskiej. Chcąc zaspokoić oczekiwania pacjentów na średnim poziomie europejskim, musielibyśmy dysponować podobnymi środkami jak inne kraje unijne. Ale do tego potrzebna jest decyzja wszystkich obywateli. Tymczasem sondaże opinii publicznej wskazują, że Polacy nie byliby skłonni płacić więcej niż obecnie na publiczną służbę zdrowia. I tutaj kółko się zamyka. Nie widzę jednak innego źródła jej finansowania niż składki pacjentów lub budżet państwa. Tyle tylko, że dzisiaj nie wszyscy korzystający z publicznej ochrony zdrowia płacą składki, a część płaci je niewspółmiernie mniejsze w stosunku do swoich dochodów. Dlatego kwestia płacenia składek wymaga całościowego przejrzenia. Nie ma bowiem możliwości zebrania wystarczających środków, gdy składka zdrowotna nie ma powszechnego charakteru.


Czy pieniądze, które mamy na ochronę zdrowia, zawsze są dobrze wydawane?
Te pieniądze w 20-30 proc. nie są najlepiej wydawane. Z jednej strony, mamy kolejki do lekarzy, a z drugiej - bardzo dużo udzielanych usług, w tym przyjęć do szpitali. W stosunku do liczby mieszkańców jest tych usług znacznie więcej niż średnio w UE. Z tego można by wyciągnąć wniosek, na co zwraca uwagę wielu ekspertów, że jeśli mamy więcej konsultacji lekarskich, a jednocześnie wydłużają się kolejki, to znaczy, że dystrybucja i organizacja tych usług w dużej części jest nieprawidłowa. Fundamentem koniecznych zmian powinno być wzmocnienie POZ, bo tylko to daje szansę na poprawienie w starzejącym się społeczeństwie dostępu do opieki zdrowotnej.


Jak to pogodzić z tym, że w Polsce brakuje lekarzy?
Rzeczywiście, mamy też najmniej, w stosunku do liczby mieszkańców, lekarzy w całej Unii Europejskiej. Mimo to udzielamy najwięcej usług. To oznacza, że lekarze są bardziej obciążeni i muszą poświęcać pacjentom coraz mniej czasu. Ponieważ utrzymywanie takiego stanu rzeczy jest niebezpieczne dla zdrowia publicznego, należałoby na naszych uczelniach kształcić więcej lekarzy, bo import specjalistów z innych krajów jest mało prawdopodobny.


Może tych dodatkowych pieniędzy należałoby poszukać nie w kieszeniach pacjentów, lecz ograniczając nieco inne wydatki, np. na zakupy drogiego uzbrojenia?
To jest zupełnie inna sprawa, na co przeznaczane są pieniądze z budżetu państwa, choć, oczywiście, można i trzeba dyskutować o tym, jakie są priorytety. Coraz powszechniejsza jest świadomość, że finansowanie publicznej opieki zdrowotnej powinno być znacząco zwiększone, tak jak to robią inne kraje unijne. Niemniej środki na ten cel zawsze będą pochodzić z pieniędzy podatników.
Komisja Europejska zdecydowała, że tabletki „dzień po”, zapobiegające niechcianej ciąży, mogą być dostępne bez recepty.


Tymczasem polskie władze nie są zbyt entuzjastycznie nastawione do tego zalecenia...
Skoro KE uznała, że kobiety same mogą decydować o stosowaniu tych tabletek, to polskie władze nie powinny być aż tak bardzo paternalistyczne. Mamy demokrację, więc należy jedynie zapewnić Polkom pełną informację na temat skutków i granic, w jakich można te pigułki przyjmować. Uważam, że państwo nie powinno rozstrzygać kwestii światopoglądowych za obywateli, bo nigdy nic dobrego z takich prób nie wyniknie.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 20-01-2015 12:13

    Oceniono 1 raz 0 1

    - doc: Facet, który jako minister zdrowia nic nie zrobił dla pacjentów, nie ma legitymacji do krytykowania swoich następców.

    Odpowiedz

  2. 16-01-2015 08:40

    Oceniono 2 razy 2 0

    - Jan III: Moja matematyka jest troszkę inna. Połowa kasy na zdrowie idzie na "leczenie" 95% społeczeństwa, na łepek wychodzi kilka złotych. Dlatego szara, biedna masa sama dopłaca ogromną kasę, by się nieco lepiej leczyć, zdiagnozować, wyleczyć ząbki. Połowa kasy idzie na 5% zasmarkanych, partyjnych cwaniaków, czyli po kilkanaście tysięcy na partyjny łeb. Toto nie musi dopłacać do leczenia, a i czas oczekiwania jest niebagatelny. Plebs czeka kwartał, rok, często więcej, partyjny łobuz narzeka, że dopiero jutro...OTO prawdziwy obraz naszego, narodowego koszmaru zdrowotnego. Kto umie czytać ze zrozumieniem, ten wie o co chodzi. I to trzeba zmienić, podstawowe zasady...a te zmienić może tylko ustawodawca, czyli sejmowa trzoda chlewna.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz