Niepełnosprawne. W pełni Mamy

Dorota Witt 11 stycznia 2015

- Dziecko nie zwraca uwagi na to, czy chodzimy, czy jeździmy na wózku, czy jesteśmy grube, czy szczupłe. Jemu zależy na tym, by mieć kochającą mamę - mówi Katarzyna Wojtaszek z Fundacji Jedyna Taka

Pani Kasia poznała w fundacji kobiety, które, gdy zaszły w ciążę, usłyszały: „Potrzebne ci dziecko, żeby cię wyręczało”.


Córka pani Kingi zapytała: „Mamusiu, pamiętasz, jak to jest chodzić na dwóch nogach?”. Pamięta, ale na wózku też świetnie sobie radzi.
Katarzyna Wojtaszek z Ciechocinka jeździ na wózku od 18 lat, od 8 jest mamą Stasia. Wychowuje go sama, z dala od rodzinnego miasta. - Może dziecko nie pojawiło się w najlepszym momencie, bo właśnie kończyłam studia, ale dziś niczego nie żałuję - opowiada. Początki były trudne nie tylko dlatego, że znalezienie gabinetu ginekologicznego, przystosowanego do potrzeb kobiet na wózkach jest trudne, nawet w Warszawie, gdzie wtedy mieszkałam (chyba że szuka się w prywatnych klinikach). I nie z powodu obaw, których miałam mnóstwo, ale dlatego, że ciągle jest niewielu lekarzy, którzy mają doświadczenie w prowadzeniu ciąż kobiet niepełnosprawnych.

- Podopieczne Fundacji Jedyna Taka skarżą się, że ginekolodzy i położnicy nie rozumieją ich chęci powiększania rodziny - mówi Katarzyna Wojtaszek. - Ja przypadkiem trafiłam do warszawskiego szpitala, w którym wcześniej rodziła niepełnosprawna żona jednego z doktorów. Byłam drugim „takim przypadkiem” mojego lekarza, który wspaniale wspierał mnie
i pomagał. Ciąża przebiegła książkowo, synek dostał 10 punktów w skali Apgar.

Grają w jednej drużynie


Staś nie pyta, dlaczego jego mama nie jest taka jak mama jego kolegów. - Dzieci zadają takie pytania tylko wtedy, gdy dorośli je do tego zainspirują - mówi Katarzyna Wojtaszek.

- Kiedy chodziłam na plac zabaw z małym synem i nie mogłam wejść do piaskownicy, by pomóc mu lepić babki, albo wdrapać się na drabinkę, by podsadzić go do zjeżdżalni, prosiłam o to starsze dzieci. Zawsze były życzliwe, dla nich mój widok był czymś naturalnym. Dzięki temu mój Staś jest empatyczny. A moją historię o wypadku, o tym jak zdrowa dziewczyna wpadła przez nieuwagę pod autobus i odtąd jeździ na wózku, zna i pamięta o niej, przechodząc przez jezdnię.

Syna pani Kasi nie omijają żadne aktywności, które znają jego rówieśnicy: razem spacerują, bawią się w ganianego, grają w piłkę.

Dwa plus dwa


Kinga Macak z Torunia jest po amputacji nogi. Porusza się właściwie tylko na wózku. Ma dwie córeczki: 6-letnią Anastazję i 15-miesięczną Kornelię. - Rok po ślubie zapragnęliśmy powiększyć rodzinę, mąż i najbliżsi nie mieli obaw, wierzyli, że sobie poradzę, deklarowali pomoc. Ja bałam się ogromnie, choć z każdym dniem mniej.
Najtrudniejsze dla pani Kingi nie były wcale kwestie medyczne, fizjoterapeutyczne ani nawet psychiczne. Problemem były i są przede wszystkim bariery architektoniczne.

- Niedawno Anastazja usłyszała od koleżanki ze szkoły, że nie może bawić się ze mną w berka, bo przecież ja nie biegam - mówi pani Kinga. -. A przecież często robimy wyścigi: ja na wózku, ona biegiem.

Potrzebne konsultacje


Fundacja Jedyna Taka z Ciechocinka, którą założyła Katarzyna Wojtaszek, powstała, by łamać stereotypy odnoszące się do kobiet na wózkach inwalidzkich, aby dawać im siłę do przezwyciężania barier. To tutaj powstał pomysł na zorganizowanie wyborów Miss Polski na wózku. Zainteresowanie pierwszą edycją było tak duże, że zbrakło czasu na zorganizowanie akcji dla niepełnosprawnych mam, choć taka od dawna była w planach fundacji. Finał programu „Jedyna taka mama” zaplanowano na tegoroczny dzień matki: wystawa fotografii. Wcześniej jednak konsultacje, dyskusje, potem warsztaty. - Zaczniemy od próby rozwiązania „problemu trzech schodków” - zapowiada Katarzyna Wojtaszek. - Spacer z dzieckiem w wózku to czasem wyprawa nie do przebycia, dlatego współpracujemy z firmą, która proponuje konkretne rozwiązanie techniczne - przenośną dostawkę. Przyda się na spacerze i do samodzielnego przemieszczania się. Dziś, by dotrzeć na wizytę u ginekologa, muszę prosić znajomego, by wniósł mnie po schodach.

Ruda czy blond


Projekt jest jednak wieloetapowy - ważna będzie kampania społeczna i dyskusja o niepełnosprawnych mamach, która już się zaczęła. Istotne są konsultacje, spotkania z ginekologami, fizjoterapeutami, położnikami, seksuologami.

W wakacje odbędą się warsztaty dla mam, co najmniej siedmiodniowe. Uczestniczki razem z lekarzami podyskutują o dostępności gabinetów lekarskich, zwłaszcza ginekologicznych, dla niepełnosprawnych pacjentek, na spotkaniu z fizjoterapeutami będą mogły skorzystać z bezpłatnych badań i porad, związanych ze wzmocnieniem mięśni potrzebnych do utrzymania stabilizacji kręgosłupa przed i po ciąży.

- Nasze sprawne i niesprawne dzieci będą się integrować, a na koniec wydamy poradnik dla kobiet, które chcą zostać mamami - zapowiada Katarzyna Wojtaszek. - Wiele kobiet wprost mówi, że marzą o dziecku, ale obawiają się tego, czy sobie poradzą, czy z ciążą poradzi sobie ich ciało, ich mięśnie i czy nie usłyszą: „Po co ci dziecko?” albo: „Tej ciąży w ogóle nie powinno być”. Nasz projekt ma być pierwszym: nie jedynym, nie ostatnim. Ma promować rodzicielstwo, dać wsparcie przyszłym rodzicom. Pokazać, że dziecko nie zwraca uwagi na to, czy chodzimy, czy jeździmy na wózku, czy jesteśmy rude, czy blond, grube czy szczupłe. Jemu zależy na tym, by mieć kochającą mamę