Przecież to wszystko jest chore!

Katarzyna Bogucka 9 stycznia 2015, aktualizowano: 09-01-2015 14:37

an Piotr, dwudziesty w kolejce do lekarza, obserwował negocjacje zielonogórskie z ministrem zdrowia jak powtórkę z lądowania Amerykanów na Księżycu. - Dogadali się jednak? A ja i tak zakwitnę w poczekalni - mówi ze stoickim spokojem emeryt.

Stawka na pacjenta wynosi 140,4 zł. Może wzrosnąć od 1 lipca do 142,08 zł, pod warunkiem, że świadczeniodawca przedstawi szczegółowe sprawozdanie z przyjęcia i badań każdego pacjenta

Fot.: Dariusz Bloch

Minister nie ustąpił ani o złotówkę. Deklarował podwyżkę stawki kapitacyjnej do 140,4 zł rocznie i tyle dał. Chwilowym zwycięstwem lekarzy jest zamrożenie dramatycznie obciążającego i niedopracowanego pakietu onkologicznego. Resort nie będzie już także ingerować w treść podpisanych z ośrodkami umów, a deklaracje pacjentów nieuprawnionych (grupa ok. 10 - 15 proc. chorych, bardzo często błędnie identyfikowanych przez system) nie stracą ważności, czyli nie trzeba będzie wypisywać nowych deklaracji, a przychodnia nie straci pieniędzy za tych pacjentów.

Dwanaście złotych
Ludzie są mimo wszystko skołowani. Przytakiwali, gdy minister nazywał lekarzy przedsiębiorcami i wtedy, gdy przedstawiciele Porozumienia Zielonogórskiego przedstawili fakty: „W Polsce koszt wywozu śmieci, wyprodukowanych przez jednego obywatela, wyceniono średnio na 15 zł miesięcznie, a jego miesięczną opiekę zdrowotną w ramach POZ na 12 zł” albo: „W Polsce na jednego lekarza podstawowej opieki zdrowotnej przypada 2750 pacjentów, co jest ewenementem - w innych państwach Europy lekarz obejmuje opieką maksymalnie 1000-1500 pacjentów.” (cytaty pochodzą ze strony www.federacjapz.pl).
W przychodniach telefony się urywają, chorzy niemal szturmują rejestracje, boją się zmian na gorsze, a lekarze nie mają złudzeń. - Same kłamstwa. Niby dodają pieniędzy, ale jednocześnie zabierają, więc stale jesteśmy na minusie - mówi lekarka jednej z wojewódzkich poradni (chce zachować anonimowość). Każdego miesiąca mamy stratę na ok. 15 tysięcy złotych. Po nowym roku do pediatry czekało jednego dnia ok. 150 dzieci. Można było ich nie przyjąć?
W kolejce do lekarza rodzinnego czeka 67-letni pan Piotr (migotanie przedsionków, choroba Parkinsona, miażdyca, depresja, żylaki). - Dogadali się jednak? A ja i tak zakwitnę w poczekalni - mówi ze stoickim spokojem emeryt. Uważa, że negocjacje lekarzy i ministra są podejrzane, może ustawione..., jak lot Amerykanów w kosmos. W zmiany nie wierzy.

Leczyć, nie liczyć


Doktor Wojciech Matraś, dyrektor Centrum Medycznego „Zachód” w Bydgoszczy (dawniej Przychodnia Czyżkówko, dziś spółka pracownicza), specjalista chorób wewnętrznych, patomorfolog, przyjmie dziś 37 pacjentów, o ile nie więcej, sezon przeziębień trwa przecież w najlepsze. Na hasło „2750 pacjentów na jednego lekarza rodzinnego” doktor odchyla palcem dolną powiekę. - Zazwyczaj lekarz rodziny przyjmuje nawet ok. 40 - 50 pacjentów dziennie - mówi dyrektor placówki, która opiekuje się 13 tysiącami bydgoszczan.


- Nie jest to normą, normy nie ma. Ówczesna minister Kopacz ustaliła, że pacjent za pierwszym razem potrzebuje 40-minutowego spotkania z lekarzem, a kolejne wizyty mają zająć 30 minut, co jest nierealne. Mógłbym wówczas przyjąć góra szesnaście osób dziennie. Coraz więcej czasu zajmuje wpisywanie w komputerze rubryczek dla NFZ (tworu niepotrzebnego, jamochłona, w miejsce którego powinno się postawić ubezpieczyciela), formularz pakietu onkologicznego ma kilka stron. Ja mam leczyć, a nie liczyć!
Dyrektor nasłuchuje radiowych wiadomości, chce wiedzieć, co ustalili protestujący. W deklaracje słowne nie wierzy, szczególnie obecnego ministra zdrowia. Czeka na ostateczne deklaracje pisemne. Pacjenci też czekają i wydzwaniają, pytają o okulistę, dermatologa, panikują. Wojciech Matraś cierpliwie tłumaczy: „Nie, na razie nie trzeba skierowania. Dopóki się nie dogadają, pozostaje po staremu”. - Ostatniego dnia grudnia podpisałem umowę, a 7 stycznia nikt nic nie wie. Przecież to wszystko jest chore - wzdycha nasz rozmówca.

Dr Matraś absurdy polityki zdrowotnej mógłby wymieniać godzinami. Wskazuje projekt wprowadzenia opłat za przyjęcie pacjenta w izbie przyjęć, na tzw. SOR (w razie gdyby protesty objęły cały kraj). Minister oferował za wizytę 45 zł, przychodni płacono 8 zł miesięcznie na pacjenta. Na barki lekarza pierwszego kontaktu wrzucono rejestrację do specjalistów: okulisty, dermatologa, a w przyszłości być może - onkologa.

Dr Piotr Giełdon, specjalista medycyny rodzinnej i chorób wewnętrznych z Prywatnej Specjalistycznej Poradni Zdrowotnej Nowak & Nowak w Toruniu, uważa, że problemem jest przede wszystkim brak lekarzy rodzinnych, a zaraz potem biurokracja i kiepskie finansowanie badań. - Przychodnie funkcjonują dzięki pacjentom zdrowym, którzy nie korzystają z opieki medycznej, ich składki są zabierane na poczet bieżących potrzeb placówki, np. finansuje się dzięki nim badania chorych - tłumaczy specjalista.

- Pieniędzy, wbrew temu co się mówi, nie ma więcej, bo, przykładowo, zmniejszono stawki za pacjentów ze schorzeniami kardiologicznymi, za diabetyków i pacjentów chorujących sezonowo - tzw. „katarkowe”. Grupa chorych kardiologicznych i z cukrzycą najbardziej straciła.

Publiczny ma lepiej


Piotr Giełdon tak podsumowuje sedno konfliktu:
- Chodzi o organizację pracy i sposób rozliczania. Szpitale i publiczne zakłady opieki zdrowotnej mogą liczyć na pomoc samorządów, fundacji, Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Prywatne małe przychodnie i gabinety lekarzy rodzinnych finansowane są tylko przez NFZ. Co zrobić, jeśli NFZ nie pokrywa kosztów utrzymania takiej przychodni?

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 18-08-2016 12:04

    Oceniono 1 raz 1 0

    - bydgoszczanin: 6 miesięcy w kolejce do ortopedy, wreszcie w lutym zostaję przyjęty ! Ból prawie nie pozwala mi chodzić. Mówię o tym "lekarzowi". On ogląda zdjęcia i daje mi skierowanie do neurochirurga. Żadnej doraźnej pomocy ! Idę się zarejestrować (a raczej się czołgam z bólu) a pani w rejestracji mówi "do neurochirurga ? kwiecień 2017 " . Oczywiście zły jest system. A kto go tworzy ? Debile ?

    Odpowiedz