Ach, cóż to będą za śluby!

Małgorzata Oberlan 9 stycznia 2015

Od marca Polacy będą mogli brać śluby poza Urzędem Stanu Cywilnego. - Nareszcie! - cieszą się narzeczeni, marzący o ceremonii w plenerze, a z nimi lobby konsultantów ślubnych i hotelarzy. Obawy mają jednak urzędnicy.

Urzędnicy podkreślają, że ceremonie ślubne będą mogły odbywać się w plenerze, ale nie wszędzie, lecz w miejscach godnych i bezpiecznych

Fot.: Thinkstock

Jak było dotąd? Na mocy przepisów z 1968 r. ślubu poza USC udzielano w szpitalach i domach, gdy nowożeńcy byli chorzy, albo w zakładach karnych - osadzonym. Bardzo rzadko - w hotelach, restauracjach, pałacach czy parkach.



Ktoś, kto bardzo pragnął spełnić swoje marzenia o ślubie w plenerze, musiał napisać wniosek do USC, solidnie go uzasadnić i modlić się o przychylność urzędnika. Od 1 marca teoretycznie wystarczy, że wniosek złoży, wpłaci tysiąc złotych i wybierze godne miejsce. - Żadne wielkie uzasadnianie nie będzie już potrzebne - potwierdza Iwona Gassowska, kierownik USC w Bydgoszczy.

Urzędnik, pan twego ślubu


Nad Brdą rzadko, bo od dwóch do pięciu razy w roku, ale jednak zdarzało się urzędnikom udzielać ślubów poza urzędem. A to w restaurcaji „Pałacowa” w Myślęcinku, w to w hotelu „City”. W Toruniu, jak przekazuje Ewa Orłowska z tutejszego USC, takich ceremonii nie było. Co najwyżej śluby w szpitalach czy areszcie. Podobnie było dotąd w całej Polsce: jedne USC zgadzały się na plenerowe śluby, inne kategorycznie odmawiały wyjścia urzędnika państwowego poza próg urzędu.

Na własnej skórze z problemem zmierzyła się w ubiegłym roku Irmina Brachacz-Przesmycka, reporterka magazynu „Interwencja” w telewizji Polsat. O ślubie plenerowym marzyła od zawsze, więc kiedy zdecydowała się wraz z narzeczonym na zalegalizowanie związku, wiedziała, że musi się to odbyć poza murami USC. - Łatwo nie było - wzdycha, wspominając tamten czas. - W województwie łódzkim, z którego pochodzę, takich ceremonii bano się jak ognia. Kiedy poszłam pierwszy raz do Urzędu Stanu Cywilnego w Tomaszowie Mazowieckim, pierwsze, co usłyszałam to: - Nie. Takich ślubów nie robimy.
- Dlaczego?
- Bo nie.

Nie był to dla mnie żaden argument, więc na spokojnie próbowałam przekonać urzędnika, że da się taki ślub zorganizować i może on być czymś wspaniałym. Wystarczy chcieć.

Nad zalewem, w namiocie


Do rozmowy pani Irmina przygotowywała się długo i sumiennie. Do tego stopnia, że zasypała urzędnika nie tylko zdjęciami z takich uroczystości, zaświadczeniami o zgodzie właściciela terenu, ale i statystykami MSWiA, z których jasno wynikało, że nie wszystkie śluby, które w latach ubiegłych odbyły się poza murami USC, spowodowane były chorobą zawierających ślub. Część par młodych spotkała się z dobrą wolą urzędników, którzy nie bali się wyjść „w teren”.

- Szczęśliwie urzędnik wysłuchał naszych argumentów i ostatecznie się zgodził. Nasz ślub odbył się 14 czerwca 2014 r. nad brzegiem Zalewu Sulejowskiego, w białym namiocie, pośród kwiatów i dźwięku skrzypiec. Dokładnie tak, jak to sobie niegdyś wymarzyłam - podkreśla Irmina Barachacz-Przesmycka.- Goście byli zachwyceni taką nietypową ceremonią. A dla nas była to najpiękniejsza chwila, zapamiętamy ją do końca życia. Ważna również dlatego, że odbyła się w miejscu ważnym dla mnie i mojego narzeczonego.

Ale nie wszyscy trafili tak dobrze jak oni. Wiele par zrezygnowało ze swych marzeń, bo dany USC pod żadnym pozorem zgody wyrazić nie chciał. - I dlatego cieszę się, że przepisy w tym zakresie w końcu się zmieniają. Stają się po prostu normalniejsze. Bo teraz to nie dobra wola urzędnika lub jej brak będą decydować o tym, gdzie młodzi wezmą ślub
- podsumowuje reporterka.

Tysiące nazwisk
pod petycją


Od kilku lat o zmianę przepisów w tym zakresie zabiegali i przyszli nowożeńcy i szerokie lobby konsultantów ślubnych, hotelarzy i restauratorów. Na Facebooku powstał popularny profil „Ślub poza USC”, na którym regularnie zamieszczano raport z pola boju, ale i publikowano piękne zdjęcia z plenerowych ceremonii, które udało się zorganizować. Polskie Stowarzyszenie Konsultantów Ślubnych natomiast nie ustawało w wysiłkach i przygotowało petycję w sprawie zmiana prawa do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Już w 2011 r. mogło pochwalić się, bagatela, 50 stronami (!) podpisów pod nią.

„Dzięki naszemu bogatemu doświadczeniu w zakresie organizacji ślubów i wesel, wiemy, jak wiele par młodych marzy o ceremonii zaślubin w plenerze i jak wiele problemów organizacyjnych muszą pokonać. Ich zamysł wzięcia ślubu cywilnego w plenerze nie jest spowodowany modą czy wzorowaniem się na filmach amerykańskich. Jest szczerą chęcią uczczenia tego najważniejszego dnia w ich życiu w sposób szczególny, niezapomniany i romantyczny, przy dźwiękach np. kwartetu smyczkowego, w otoczeniu kwiatów, drzew i śpiewu ptaków” - można było przeczytać w petycji.

Jej autorzy za najważniejsze powody koniecznej zmiany prawa uznali: niewielkie sale ślubów w USC, które często nie są w stanie pomieścić zaproszonej liczby gości i dodatkowej oprawy muzycznej oraz brak udogodnień dla osób starszych i niepełnosprawnych, którzy bez większych przeszkód mogliby brać udział w ceremonii na świeżym powietrzu, nie mając na swojej drodze wielu schodów do pokonania czy ciężkich drzwi do otwarcia USC.

Ale, choć sam ówczesny premier Donald Tusk publicznie zapowiedział, że „trzeba pozwolić decydować młodym”, na zmiany trzeba było jeszcze poczekać. Ostatecznie, i tak z trzymiesięcznym poślizgiem, nowa ustawa Prawo o aktach stanu cywilnego wejdzie w życie w marcu tego roku.

Na pewno
nie pod krzaczkiem!


Opłata w wysokości tysiąca zł za ślub cywilny „pod chmurką” będzie stanowiła dochód gminy, ale przeznaczany na pokrycie kosztów organizacyjnych przyjęcia przez kierownika USC oświadczeń o zawarciu małżeństwa poza urzędem. Przepisy mówią też, że ślub może odbyć się tylko w miejscu godnym i bezpiecznym.

- Na pewno nie gdzieś pod krzaczkiem, ani na łódce - zaznacza od razu Iwona Gassowska z USC w Bydgoszczy. - Godne miejsce oznacza odpowiednie otoczenie, możliwość ustawienia stołu, przy którym zostanie podpisany protokół, oraz, co najważniejsze, możliwość zawieszenia godła państwowego. Możliwe będą ceremonie w plenerze, ale w miejscach bezpiecznych.

- Bezpiecznych dla młodej pary, gości, ale również i dla nas, urzędników - dodaje Ewa Orłowska z USC w Toruniu. - Słyszałam już pytania o ślub pod wodą, w kombinezonach nurków. No, przepraszam, ale nie w takim kierunku idą zmiany... Bądźmy realistami.
Ważny będzie także dogodny dojazd do miejsca ceremonii oraz możliwość zapewnienia godnych warunków uczestnictwa w niej wszystkich przybyłych. Już wiadomo, że z szeroką ofertą ruszą firmy ślubnych konsultantów, hotele i pałacowe restauracje.

- Nowe przepisy otwierają nowe możliwości. Szybko uruchomią się firmy organizujące takie wesela. W związku z tym liczba ślubów może wzrosnąć - mówił niedawno Tomasz Brzózka, prezes Stowarzyszenie Urzędników Stanu Cywilnego Rzeczypospolitej Polskiej. I przewidywał kłopoty w małych miejscowościach, gdzie USC najczęściej są jednoosobowe. Aby pogodzić obowiązki w urzędzie z wyjazdami w plener, trzeba będzie w nich najprawdopodobniej zwiększyć obsadę kadrową.

Pieniądze nie będą przeszkodą?


Zarówno w bydgoskim, jak i toruńskim USC spodziewają się, że tysiąc złotych opłaty utemperuje romantyczne zapędy nowożeńców. - A do tego trzeba doliczyć jeszcze koszty przygotowania miejsca, które musi być nie tylko godne, ale i eleganckie - dodaje Irmina Brachacz-Przesmycka. - Jednak dla tych, którzy marzą o ślubie w plenerze, to żadne przeszkody. Spełnienie marzenia o powiedzeniu sobie „tak” w wymarzonym miejscu zrekompensuje każdy poniesiony koszt. Wiem, co mówię. Od naszego ślubu minęło już ponad pół roku, a emocje, które towarzyszyły nam w białym namiocie nad brzegiem Zalewu Sulejowskiego, są z nami do dziś.