Zabójczyni zrzuca maskę

Grażyna Ostropolska 9 stycznia 2015

Wiele wskazuje na to, że Dorota Kaźmierska, skazana na 25 lat pozbawienia wolności za zastrzelenie męża, biznesmena, i kreująca się na ofiarę domowej przemocy, sprytnie zaplanowała swoją ucieczkę z więzienia.

Fot.: Łukasz Ciaciuch

Wyrok był srogi; sąd musiał mieć dowody na to, że Dorota Kaźmierska działała z premedytacją, a nie pod wpływem silnego wzburzenia, skoro nieskuteczne okazały się apelacja i kasacja, a prezydent odmówił ułaskawienia skazanej.



Mediom, które stawały w jej obronie, trudno było tę srogość zrozumieć, bo trwający prawie trzy lata proces toczył się przy drzwiach zamkniętych, zaś mężobójczyni kreowała się na ofiarę domowej przemocy.

Zanim w nocy 29 stycznia 2008 roku, w swoje 33 urodziny zastrzeliła męża, bogatego biznesmena, pisaliśmy o niej dwukrotnie. Pierwszy raz w marcu 2004 r., gdy od niego uciekła. Sprzedała wówczas jedną z nieruchomości, które Leszek Kaźmierski na nią przepisał, i kupiła (na licytacji) dom na Osowej Górze w Bydgoszczy. Miała problem, by w nim zamieszkać, bo właściciel nie chciał jej przekazać kluczy. Podejrzewała, że to sprawka męża, który nie pogodził się z jej odejściem. Pół roku później zadzwoniła do naszej redakcji z hostelu

dla ofiar przemocy,


prowadzonego przez „Medar”. Twierdziła, że schroniła się tam przed mężem - katem, a ten wdarł się do hostelu i „porwał” ich 8-letniego synka. Ustaliliśmy, że nie miał z tym problemu, bo dziecko samo rzuciło mu się w ramiona, a policja nie interweniowała, bo ojciec nie miał ograniczonych praw rodzicielskich.

Psycholog z „Medaru” zdiagnozował wtedy Dorotę Kaźmierską jako ofiarę domowej przemocy i gdy cztery lata później zastrzeliła męża, przekazał tę opinię sądowi, zaś rzecznik praw ofiar przy Urzędzie Marszałkowskim zadeklarował, że skieruje do jej obrony swojego adwokata. Zrezygnowała z tej pomocy i tylko ona wie, dlaczego.

Krótko po zakończeniu postępowania prokuratorskiego udało się nam zajrzeć do akt i na podstawie ustaleń śledczych oraz zeznań świadków odtworzyć

obraz zbrodni.


Próba odejścia od męża kończy się fiaskiem, bo Leszek straszy Dorotę odebraniem opieki nad synkiem. O córkę walczyć nie będzie, bo nie jest jej biologicznym ojcem. Dorota już wie, że w tym starciu nie ma większych szans, bo kiedy na jej prośbę szkolny pedagog wystawia (na potrzeby sądu) opinię o synku, Leszek grozi gminie Bydgoszcz procesem i szkoła go... przeprasza.

Dorota wycofuje oskarżenia wobec męża o fizyczne i psychiczne znęcanie się nad rodziną. Zamieszkują wspólnie w rozbudowanym domu na Osowej Górze, ale w ich małżeństwie źle się dzieje. Dorota ma za złe mężowi, że rzadko bywa w domu, a zbyt często w towarzystwie harleyowców. Ostatnia impreza Leszka w tym gronie przelewa czarę goryczy. Dorota dzwoni do męża, by pochwalić się dobrymi wynikami na uczelni (studiowała zarządzanie gastronomią na WSG), a ten nie odbiera telefonu.

Pyta go o powód i słyszy, że brał udział w erotycznym show i w momencie, gdy do niego dzwoniła, rozbierały go striptizerki. „Potraktował mnie jak szmatę do podłogi” - zwierzyła się kolegom z uczelni. Była od nich starsza. „Matkowała nam, była naszym powiernikiem, a w końcu sama się przed nami otworzyła” - zeznawali w prokuraturze.

„Mówiła mi, że pękła w środku, że nie może sobie poradzić z emocjami” - wspominał jeden ze studentów. Twierdził, że tydzień przed zastrzeleniem męża wyglądała na załamaną i wspominała o samobójstwie.
Grała ofiarę, czy faktycznie tak się czuła? W procesie wyszło na jaw, że

ćwiczyła na strzelnicy,


a świadków, którzy mieli o niej nienajlepsze zdanie, też pojawiło się co niemiara. „Odnosiłam wrażenie, że sąd był do mnie negatywnie nastawiony, a z tym, że uznano mnie za osobę skrajnie zdemoralizowaną, nie mogę się pogodzić, bo nie byłam alkoholiczką, narkomanką ani prostytutką, tylko ofiarą przemocy, co trudno udowodnić, gdy kat bije tak, by nie zostawić śladów i ubliża, gdy nikt nie słyszy” - zwierzała się przedstawicielom fundacji Lex Nostra, która wystąpiła do prezydenta RP o ułaskawienie Doroty Kaźmierskiej.

Bronisław Komorowski łaski nie udzielił, ale petycja i telewizyjny rozgłos z nią związany, zrobiły swoje. Skazana opowiadała dziennikarzom o katowaniu przez męża, a ci niczego nie mogli sprawdzić, bo sądowe akta zostały utajnione, zmarły nie mógł się bronić, a jego rodzina milczała. W tym czasie (w 2013 r.) Kaźmierska starała się

o przerwę w karze.


Przedstawiała dobrą opinię z więzienia i zaświadczenia od lekarzy, którzy twierdzili, że ze względu na stan zdrowia syna, matka powinna być przy nim. Dopięła swego, bo choć bydgoski sąd nie zgodził się na przepustkę, to apelacyjny w Gdańsku jej udzielił. Po półrocznej przerwie w odsiadywaniu kary skazana wystąpiła o jej przedłużenie do roku. Miała wrócić do zakładu karnego w Grudziądzu w końcu września 2014 r., bo właśnie wtedy syn kończył 18 lat. Nie wróciła.

Prawdopodobnie wyjechała z Polski i zmieniła tożsamość. Miała na to pieniądze, bo dzieci, na rzecz których zrzekła się praw do spadku,odziedziczyły po ojcu

atrakcyjne nieruchomości


i trzy z nich (dom, kamienicę i biurowiec) niedawno sprzedały. Syna, na opiekę nad którym Kaźmierska otrzymała przepustkę z wiezienia, ze sobą nie zabrała.

- Wiedziała, co robi, zrzekając się praw do majątku, zanim matka Leszka wystąpiła o uznanie morderczyni jej syna za niegodną dziedziczenia - słyszymy od znajomych uciekinierki. Część z nich wierzy, że Dorota była ofiarą przemocy, a wyrok nadmiernie surowy. Inni twierdzą, że była świetną aktorką i kobietą łasą na pieniądze. - Pochodziła z biednej rodziny i za młodu zarabiała na życie jako barmanka w hotelu. Kiedy poznała starszego od niej o 13 lat Leszka, była samotną matką z dzieckiem. Dla niej się rozwiódł, bo chyba bardzo ją kochał - wspominają.
W telewizyjnym wywiadzie (można go obejrzeć na YouTube) Dorota wyznaje, że też kochała męża. Zabiła go 29 stycznia 2008 r. w dniu swoich urodzin. Przyszedł wtedy późno i nie złożył jej życzeń. Położył się na kanapie, włączył telewizor, wyjął butelkę Martella... Czy właśnie wtedy Dorota usiadła w piwnicy i napisała

pożegnalny list


„Leszku! Dziś są moje 33 urodziny. Zmarnowałeś mi życie, masz mnie za nic, za d... , której możesz używać, bo tak chcesz; za gosposię, za sprzątaczkę. Jesteś chory psychicznie. Dziękuję za zmarnowane życie.
PS Zabiłam się przez ciebie, nie potrafisz być człowiekiem, jesteś zwierzęciem. Baw się dobrze na harleyu ze Śnieżką i innymi. Mam nadzieję, że dzieci nie zostaną z tobą, bo byś je wykończył. Całe życie mnie krzywdziłeś, wciąż płakałam, cierpiałam. Błagałam, czekałam. KONIEC.”

A może list był już wcześniej przygotowany i miał stanowić jej alibi...

15-letnią córkę Doroty wybudził ze snu huk wystrzału. Zbiegła do salonu i zobaczyła leżącego na kanapie ojca. Ujrzała światło w korytarzu, wiodącym do piwnicy, więc tam zeszła. Zobaczyła matkę, która w jednej ręce trzymała pistolet (Walter P-99), w drugiej - telefon komórkowy. Dzwoniła do swojej matki: „Zabiłam go mamo! Przyjedź! Chciałam ze sobą skończyć... Nie mogłam...”
- łkała, gdy córka odbierała jej broń.

Gdy przyjechali śledczy, Dorota powtarzała, że źle się czuje, jest w szoku. Mówiła, że mąż się nad nią znęcał, jej życie było koszmarem i nie pamięta, jak doszło do zbrodni. Tą wersję podtrzymywała do końca procesu.

Rodzina Leszka Kaźmierskiego usiłuje dowieść, że z domu zamordowanego zniknęły dokumenty firm, które prowadził, i kluczyki do sejfów, zaś z jego kont bankowych wyparowało ponad 2 mln złotych.

Poszukiwana listem gończym


Od października Dorota Kaźmierska (na zdjęciu), która 7 lat temu zabiła swojego męża (strzałem z pistoletu w tył głowy), za co została skazana na 25 lat więzienia, jest poszukiwana listem gończym. - Poszukiwania prowadzą funkcjonariusze Wydziału Kryminalnego KWP w Bydgoszczy.

Na razie wykonywane w tej sprawie czynności i informacje, pozyskane przez policjantów, nie doprowadziły do ustalenia miejsca pobytu poszukiwanej - informuje rzecznik prasowy KWP Monika Chlebicz.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 04-02-2017 17:15

    Oceniono 1 raz 0 1

    - kaska: Znam dobrze ta osobe wcale nie jest taka idealna i swieta teraz siebie robi nie winiotko dobrze niech zgnije w pierdlu moim zdaniem za maly wyrok taka prawda o ona nie jest za granica tylko u mamusi swojej nocami wraca Itp nos sobie operowala sztuczna laleczka w grudziądzu bedziesz zajechana za krzywde innych ludzi powodzenia znajda cie nie bawem napewno nie pujdzie ci latwo zlodzieji lapia à morderczyni chodzi po miescie zart

    Pokaż odpowiedzi (2) Odpowiedz

    1. 20-01-2017 19:53

      Brak ocen 0 0

      - Robert: KCb

      Odpowiedz

    2. 07-12-2015 16:15

      Oceniono 2 razy 2 0

      - Depri: Kocham Cię

      Odpowiedz

    3. 04-04-2015 22:29

      Oceniono 10 razy 7 3

      - Idobrze: Dobrze zrobiła . Mam nadzieję, że gdziekolwiek pani jest, że czuje sie pani dobrze, że żyje pani spokojnie , że jest pani szczęśliwa , że pani sobie cudnie życie ułoży . życzę pani wszystkiego najlepszego, żeby pani zapomniała o katowaniu ,o tym strasznym procesie .

      Odpowiedz

    4. 11-01-2015 17:44

      Oceniono 12 razy 8 4

      - Współczująca Pani Dorocie: Artykuł jest tendencyjny, a dzieci bez względu na sposób zejścia ojca z tego świata mają prawo do spadku po ojcu, po co w to mieszać tę biedną dziewczynę ? Dlaczego wraz z nią nie ponieśli odpowiedzialności ci którzy zignorowali jej prośby o zabranie śp. L.K. pozwolenia na broń? Dlaczego utajniono proces, dlaczego wybrano opinię tych biegłych którzy opiniowali po myśli sądu ? Dlaczego zabrakło opinii z fundacji lex nostra w tym artykule? Dlaczego z Domu Pomocy Ofiarom Przemocy nie ma żadnych wypowiedzi ? Oj stępiło się pióro Pani Redaktor, stępiło.

      Odpowiedz

    5. 09-01-2015 14:16

      Oceniono 14 razy 10 4

      - jędrek: dobrze zrobiła-ten wyrok to nieporozumienie-kto ich znał wie do czego tam dochodziło

      Pokaż odpowiedzi (2) Odpowiedz