Polscy politycy wolą dobrze wyglądać [WYWIAD]

Łukasz Jędrzejczak 2 stycznia 2015

„Z badań wynika, że nie należy przeceniać znaczenia Internetu, który w Polsce nie jest jeszcze tak powszechnie dostępny jak w innych krajach. Głównym źródłem informacji o polityce wciąż są media tradycyjne, szczególnie telewizja”.

Fot.: Nadesłane

Rozmowa z dr. hab. BARTŁOMIEJEM MICHALAKIEM, politologiem z UMK.




Co jest ważniejsze dla polityka: polityczny instynkt czy umiejętne stosowanie marketingu politycznego?
Z instynktem politycznym jest tak samo jak z charyzmą. Ma się ją albo nie. Charyzmy nie da się wypracować, ona, podobnie jak instynkt, najprawdopodobniej jest wrodzona. Polityk może się natomiast nauczyć dobrze wyglądać, płynnie się wypowiadać, posiąść umiejętności analityczne i zdolność trafnej oceny sytuacji, sprawnie stosować narzędzia socjotechniczne, ale to wszystko może nie wystarczyć, żeby wygrywać wybory.


W jaki sposób mogą pomóc politykom politologia i socjologia?
Mogą zaoferować badania i analizy, dotyczące potrzeb społecznych, preferencji wyborczych, itp. Problem w tym, że politycy akurat z tego rodzaju pomocy korzystają w niewielkim stopniu. Natomiast dużo bardziej zainteresowani są kształtowaniem swojego wizerunku, umiejętnością autoprezentacji i skutecznego wywierania wpływu, komunikacją społeczną. Czyli tym, czym zajmuje się marketing polityczny. Politycy chcą wiedzieć, co, jak i gdzie mają powiedzieć, żeby ich przekaz był zrozumiały i przekonujący dla jak największej liczby osób. Niektórzy mają nawet swoich osobistych doradców, a partie korzystają z usług agencji reklamowych, które opracowują strategie kampanii wyborczych. Narzędziem zbyt rzadko wykorzystywanym jest fundusz ekspercki partii politycznych, z którego można finansować ekspertyzy i opracowania. Chodzi o to, żeby partie zamawiały u specjalistów rozwiązania problemów społecznych, które politycy mogliby zgłaszać jako propozycje konkretnych rozwiązań legislacyjnych.


Bardziej niż treść liczy się więc forma polityki?
Tak to, niestety, wygląda. Politologia i socjologia, opisując rzeczywistość, identyfikują indywidualne potrzeby grup społecznych czy całych społeczeństw. Naukowcy stawiają diagnozę, identyfikując co faktycznie jest problemem do rozwiązania i podpowiadają, jak to zrobić. Takim problemem, który został doskonale zdiagnozowany, jest na przykład system emerytalny, ale politycy unikają podejmowania trudnych decyzji. Stawiają na efekt wizerunkowo-marketingowy, bo ma to bezpośrednie przełożenie na ich popularność, notowania partii czy na wyniki wyborów. A zmartwienie tym, co będzie za 20-30 lat, pozostawiają innym.


Dlaczego polscy politycy z oporami korzystają z Internetu, a zwłaszcza z mediów społecznościowych w kontaktach z wyborcami?
Nie zgodziłbym się z taką tezą. Politolodzy badali, jak politycy korzystali z nowych mediów w czasie ubiegłorocznej kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Okazuje się, że obecnie nie ma już partii, która nie miałaby własnej strony internetowej. Wielu polityków ma swoje profile na Facebooku, Twitterze, jest obecnych w YouTube. Internet staje coraz skuteczniejszym narzędziem w kampanii wyborczej, chociaż część polityków traktuje swoją obecność w sieci na zasadzie „byle było”. Ale wielu bardzo dobrze potrafi wykorzystywać media społecznościowe i utrzymywać za ich pośrednictwem kontakt z wyborcami również po zakończeniu kampanii wyborczej. Z badań jednak wynika, że nie należy przeceniać znaczenia Internetu, który w Polsce nie jest jeszcze tak powszechnie dostępny jak w innych krajach. Głównym źródłem informacji o polityce wciąż są media tradycyjne, szczególnie telewizja, która pod tym względem bije na głowę pozostałe kanały przekazu. Wskazują na to nawet młodzi ludzie, mimo że na co dzień korzystają głównie z Internetu.


Na ile sprawniejsza niż kiedyś jest sama technika głosowania w parlamencie czy w organach samorządowych?
Sposób głosowania nie zmienił się. Natomiast nastąpiły zmiany w sposobie liczenia głosów. Coraz częściej wykorzystywana jest tutaj elektronika. Za pomocą specjalnej karty elektronicznej jesteśmy identyfikowani jako osoba uprawniona i na tej podstawie możemy oddać swój głos. Głosy są natychmiast zliczane i przekazywane do wiadomości obecnych. Taki sposób głosowania stosowany jest między innymi na naszym uniwersytecie. Są rady wydziałów, gdzie głosuje się właśnie w ten sposób. Ale są też inne, gdzie głosuje się wciąż po staremu - przez podniesienie ręki lub wrzucenie karty do urny.


Jak nowe technologie wkraczają w proces głosowania, w ustalanie wyników wyborów w naszym kraju?
W Polsce liczenie głosów odbywa się ręcznie i pewnie nieprędko to się zmieni. Wyborca stawia znak X w kratce przy nazwisku kandydata, którego popiera, a następnie członkowie obwodowych komisji wyborczych zliczają wszystkie głosy. Informatyka pojawia się dopiero na etapie przygotowywania zbiorczego wyniku głosowania w obwodzie, kiedy musi być wydrukowany poprawny arytmetycznie protokół z głosowania. To, co ręcznie jest już policzone, wprowadza się do tzw. kalkulatora wyborczego, który sprawdza, czy członkowie komisji się nie pomylili. Jeżeli wystąpi jakiś błąd, trzeba tak długo wszystko sprawdzać, aż zostanie on wyeliminowany. Może się przecież zdarzyć zwykły ludzki błąd, że ktoś źle przepisał wyniki, np. z czwórki zrobiła się piątka. Ten mechanizm ma też zapobiegać ewentualnym próbom fałszowania wyniku głosowania. Na kolejnym etapie mamy do czynienia z informatycznym systemem sumowania wyników głosowania i ustalania wyniku wyborów. W ostatnich wyborach samorządowych ten system nie zadziałał właściwie, najpierw z powodu nieprawidłowości przy jego wdrożeniu, a potem z powodów organizacyjnych. O ile zadziałał on w komisjach obwodowych, to zawiódł na szczeblu ogólnopolskim.


Jak dalece wykorzystywana jest informatyka w systemach wyborczych innych krajów?
Pilotażowo głosowanie elektroniczne było wprowadzone w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Szwecji oraz na niższych szczeblach w Stanach Zjednoczonych. Zostały więc już zebrane pewne doświadczenia, gdzieniegdzie to się sprawdziło, ale ostatecznie kraje europejskie - prócz Estonii - zrezygnowały z głosowania przez Internet. Okazuje się, że choć nie ma problemów natury technologicznej, organizacyjnej i finansowej, to głosowanie elektroniczne nie zwiększa znacząco frekwencji wyborczej. Ci, którzy nie chodzą do wyborów, nie głosują również przez Internet. W Estonii frekwencja wzrosła średnio tylko o 2-3 proc. Biorąc pod uwagę rozmach przedsięwzięcia, jedynym zyskiem jest więc tylko ułatwienie głosowania. Oznacza to, że ludzie nie biorą udziału w wyborach z innych powodów.


Czy w przypadku elektronicznego głosowania można mówić o zachowaniu tajności wyborów?
Pojawia się tutaj problem i bezpieczeństwa danych, i zagwarantowania tajności głosowania. Jak oddajemy kartkę i wrzucamy ją do urny, to nikt nie ustali jak głosowaliśmy. W głosowaniu przez Internet takiej pewności nie mamy. Poza tym, kiedy zliczamy głosy oddane na kartach, w przypadku wątpliwości zawsze możemy je obejrzeć i sprawdzić, czy nie doszło do pomyłki. Natomiast w elektronicznym głosowaniu nie ma źródła, z którym można by porównać wynik. O wiele groźniejsze od np. ataku hakerów na system wyborczy, z którym można sobie poradzić, są ewentualne luki w bezpieczeństwie wewnętrznym. Kto zagwarantuje, że dane z systemu wyborczego gdzieś nie „wyparują”, że ktoś nie dołoży powiedzmy tysiąca głosów na określonego kandydata i nie sfałszuje wyniku. Kto sprawdzi, czy firma, która przygotowała i zarządza systemem robi to uczciwie?

Systemy wyborcze i webmastering


Dr hab. Bartłomiej Michalak jest adiunktem
w Katedrze Teorii Polityki Wydziału Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK. Sekretarz Redakcji „Athenaeum. Polskie Studia Politologiczne” i sekretarz Rady Programowej Centrum Studiów Wyborczych. Jego zainteresowania koncentrują się m.in. wokół systemów wyborczych, prawa wyborczego i referendalnego.

Miłośnik Linuksa, wycieczek rowerowych oraz amatorskiego webmasteringu (tworzenie stron WWW).

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 02-03-2015 14:10

    Oceniono 6 razy 5 1

    - Obywatelka : Dr hab. Bartłomiej Michalak zresztą jak zawsze wypowiada się bardzo precyzyjnie, zwięźle i na temat. Jako obywatelka RP z chęcią posłucham, przeczytam dużo więcej wywiadów z Dr Michalakiem. Pozdrawiam wszystkich wyborców, no i oczywiście Dr hab. Bartłomieja Michalaka.

    Odpowiedz