Synu, daj znak, że żyjesz!

Małgorzata Oberlan 26 grudnia 2014

Marcin Tchorzewski zaginął w Boże Narodzenie zeszłego roku. Od tego czasu rodzina i policjanci sprawdzali różne tropy. Bez skutku. - Czuję, że żyje, ale potrzebuje pomocy. Ta myśl mnie nie opuszcza - mówi ojciec zaginionego.

Klub „Desperado” przy ul. Kopernika w Toruniu. To tutaj Marcin Tchorzewski widziany był ostatni raz - nocą z 25 na 26 grudnia zeszłego roku. Jego ojciec nie wierzy w tragiczną wizję jasnowidza.

Fot.: Grzegorz Olkowski

„Cztery”, „Czteras”, „Czwórka” - ludzie z miasta, czyli torunianie lubiący nocne życie, muzykę i undergrundowe klimaty, znają Marcina Tchorzewskiego pod kilkoma pseudonimami. To artystyczna dusza nieraz gdzieś gnana niepokojem. 30-letni raper i malarz ostatni raz widziany był w nocy z 25 na 26 grudnia 2013 roku, gdy opuszczał klub „Desperado” przy ul. Kopernika w Toruniu.

Dowód nad Wisłą


Co istotne, Marcin cierpi na chorobę afektywną dwubiegunową, która przeplata okresy wzmożonej aktywności z depresyjnymi. Jak wspomina jego brat Kamil, „Czwórce” zdarzało się już kilka razy zapodziać w czasoprzestrzeni. Zawsze jednak, prędzej czy później, się odnajdywał. Kiedyś nie było go przez pięć dni. Okazało się, że szedł pieszo do Grudziądza. Koledzy pamiętają też, że gdy Marcina naszło, to wsiadał do pociągu jadącego gdzieś na drugi koniec Polski, nie dbając o bilet i bagaż. Ale wracał...


- Dziesięć dni po zaginięciu Marcina na policję zgłosił się młody człowiek, podobno z Rubinkowa, który nad Wisłą znalazł dowód osobisty mojego syna i odtwarzacz MP3. Było to w dzikiej okolicy, naprzeciwko Towimoru. Ten człowiek miał tam być na spacerze z psem
- relacjonuje Grzegorz Tchorzewski. - Najpierw pojechałem tam z policją. Potem wraz z synem i pracownikami z mojej firmy rozpoczęliśmy regularne poszukiwania. Przeczesaliśmy działki przy ul. Przybyszewskiego (te, które nie były zamknięte), a także prawy brzeg Wisły od dawnego Wodnika prawie do Górska. Chodziliśmy z kijami po osiem godzin dziennie, odsuwaliśmy krę... Bez efektów.

Dla pana Grzegorza mężczyzna, który znalazł rzeczy jego syna, to klucz do rozwikłania tajemnicy. Chciał, by policjanci pozwolili mu z nim porozmawiać, ale mundurowi musieli odmówić, powołując się na ochronę danych osobowych.
- A mnie męczy pytanie: Czy Marcin na przykład nie był z tym chłopakiem w zmowie? Czy nie poprosił go, by po 10 dniach „znalazł” jego rzeczy i zawiadomił policję? - zastanawia się ojciec.

Niewyraźne nagranie


Zaraz po zaginięciu znajomi i rodzina Marcina stworzyli na Facebooku wydarzenie: „Zaginął Marcin Tchorzewski”. Zamieścili zdjęcia zaginionego, opisali sytuację, poprosili o pomoc. Wydarzenie polubiło kilka tysięcy osób. Niektóre dawały znać, że coś widziały.

W połowie stycznia jedna z internautek napisała na portalu, że widziała „Czterasa” w toruńskim autobusie linii nr 15. Miał tego dnia (17 stycznia) wsiadać przy ul. Kraszewskiego z kolegą. Podobno był ubrany w czarną kurtkę z kapturem, ciemny plecak, zielone spodnie bojówki i czarne adidasy. Niestety, zweryfikować tej informacji się nie udało.

Potem ktoś sygnalizował, że widział Marcina w pociągu relacji Toruń Główny - Poznań Główny. Jeszcze później (jakieś trzy miesiące po zaginięciu) pewna dziewczyna zgłosiła, że widziano go na stacji paliw, na której miał coś zjeść i zwierzyć się ochroniarzowi, że jest w drodze do Wrocławia. - Wziąłem z sobą dwóch ludzi i pojechaliśmy do Wrocławia. Wynająłem hotel. Przez kilka dni przeczesywaliśmy tamtejszą starówkę, bo Marcin zawsze wybierał na swoją aktywność centrum miasta. Niestety, nie znaleźliśmy żadnego śladu - zawiesza głos ojciec.

W styczniu 2014 roku jemu i matce Marcina policjanci pokazali nagranie z miejskiego monitoringu, a konkretnie z ul. Przedzamcze. Samotnie szedł nią ktoś w kapturze, poruszając się znajomym krokiem. Pan Grzegorz daje 60 proc., że to był Marcin. Nie więcej. Nagranie było zbyt niewyraźne, by mówić o jakiejkolwiek pewności.

Jasnowidz widzi tragedię


Jak wielu krewnych zaginionych, tak i rodzina Marcina Tchorzewskiego postanowiła prosić o pomoc Krzysztofa Jackowskiego, jasnowidza z Człuchowa. - Pojechał do niego szwagier. Przywiózł tragiczną wizję, z którą nie mogę i nie chcę się pogodzić, w którą nie wierzę - zaznacza pan Grzegorz. - Zdaniem jasnowidza, Marcin miał nocą wyjść z lokalu z jakimiś mężczyznami, na wysokości mostu drogowego zostać pobity i wrzucony do Wisły. Nasze poszukiwania na prawym brzegu rzeki, przecież tak rozległe i dokładne, niczego nie dały...

Wizja jasnowidza, jak mówi pan Grzegorz, sprawiła, że matka Marcina popadła w jeszcze głębszą traumę. Cierpi niewyobrażalnie. On sam zapewnia: „Jako mężczyzna staram się nie poddawać emocjom i działać racjonalnie”. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Zbliżające się Boże Narodzenie, a więc i pierwsza rocznica zaginięcia syna, dodatkowo to utrudniają. Człowiek robi rachunek sumienia i pyta, co sam mógł (może?) zrobić. Pan Grzegorz za informację, mogącą przyczynić się do ustalenia losów syna, wyznaczył nagrodę w wysokości 10 tys. zł. To było zaraz po zaginięciu. Wiadomość ogłoszona została w Internecie. Teraz zastanawia się, czy nie wyznaczyć nowej, trzykrotnie wyższej kwoty. A może wynająć prywatnego detektywa?

Związane buty na skwerze


- Im więcej czasu upływa, tym więcej myśli o Marcinie kłębi mi się w głowie. Czuję, że żyje, ale potrzebuje pomocy. Intuicja mi podpowiada, że jest gdzieś zniewolony, ubezwłasnowolniony. Może w sekcie? - zastanawia się ojciec.

Jakiś czas temu syn śnił mu się w nocy. A on go prosił, by dał jakiś znak. Nazajutrz jechał samochodem z lewobrzeżnego Podgórza w stronę centrum Torunia. Przejechał przez stary most drogowy, wjechał na skrzyżowanie. Na skwerze - da sobie rękę odciąć - zobaczył parę związanych sznurowadłami butów. Takich, jakie nosił Marcin. - Nie mogłem się zatrzymać, ale zawróciłem i dojechałem do tego skweru. Butów już nie było. A ja nigdy nie miałem halucynacji...

Dziesiątki pytań bez odpowiedzi, setki kłębiących się myśli. Niespokojne sny i stany zawieszenia za dnia. Rozgoryczenie tym, że policji nie udało się syna odnaleźć. I marzenie o tym, by Marcin dał znak. Znak życia.

Ktokolwiek widział lub wie...


Marcin Tchorzewski ma około 178 cm wzrostu, piwne oczy, jest ciemnym szatynem o szczupłej budowie ciała (waży ok. 70 kg). W dniu zaginięcia miał na sobie czapeczkę z daszkiem, sportową bluzę bez kaptura w kolorze bordowym. Oczywiście, ubranie szybko mógł zmienić.

Osoby mające informacje o losach zaginionego 30-latka proszone są o kontakt z policją (nr 997 lub 112 z komórki) lub ojcem Grzegorzem Tchorzewskim (tel. 501 046 717). Można kontaktować się również przez Facebooka (wydarzenie: „Zaginął Marcin Tchorzewski”).

Warto wiedzieć


Policja i Itaka dla zaginionych i ich rodzin

- W województwie kujawsko-pomorskim, oprócz Marcina Tchorzewskiego, policja poszukuje obecnie jeszcze kilkudziesięciu innych osób. Niestety, policyjna baza „Zaginieni” pozostawia wiele do życzenia. Na stronie internetowej www.zaginieni.policja.pl (do której kieruje chociażby odnośnik na stronie KWP w Bydgoszczy) znajdziemy, po pierwsze, komunikat o treści: „Strona w trakcie przygotowywania. Przepraszamy i zapraszamy w późniejszym czasie”. To w zakładce „O serwisie”. W samej bazie zaginionych faktycznie znajdziemy zdjęcia i opisy takich osób z Kujaw i Pomorza, ale są to opisy niepełne. W większości brakuje daty zaginięcia. Rzadko podane jest ostatnie miejsce pobytu czy zameldowania.

- Zdecydowanie profesjonalniej wygląda baza zaginionych, prowadzona przez Centrum Poszukiwań Osób Zaginionych Itaka. Przypomnijmy jednak, że trafienie do tej bazy i wyjście z niej to sprawa rodziny osoby zaginionej, a nie policji. Itaka działa inaczej niż policja, ale ściśle z nią współpracuje.

fot. Facebook


- Jak pomaga Itaka? Po pierwsze, prowadzi całodobową linię wsparcia. Pracownicy i wolontariusze fundacji dyżurują przez całą dobę, także w weekendy. Każdy z nich potrafi przyjąć zgłoszenie o zaginięciu i doradzić, w jaki sposób zorganizować poszukiwania na własną rękę oraz czego można oczekiwać od policji. Telefony: 801 24 70 70 - z numerów stacjonarnych Orange Polska, 22 654 70 70 - z telefonów stacjonarnych w Polsce, 00 48 22 654 70 70 - z zagranicy, +48 22 654 70 70 - z komórki.

- Osobno działa specjalny telefon- 116 000 - w sprawach zaginięć dzieci. Tu także dyżury pełnione są są całodobowo. Specjaliści poszukują zaginionych dzieci: zbierają i analizują sygnały od informatorów, weryfikują je i - w razie uzasadnionej konieczności - przekazują policji. Włączają w poszukiwania media, inne organizacje pozarządowe i służby w kraju i na całym świecie. Psychologowie Itaki pracujący przy telefonie 116 000 wspierają rodziny zaginionych dzieci o każdej porze dnia i nocy. Itaka służy rodzinom zaginionych pomocą psychologiczną, prawną i socjalną. Nie tylko telefonicznie. Prowadzi punkt spotkań bezpośrednich oraz dwie grupy wsparcia: w Warszawie i Lublinie.

- Każdego roku policja odnotowuje około 17 tysięcy zaginięć obywateli polskich w kraju i za granicą. W tym 320 zaginięć dzieci do 6 roku życia, około 800 zaginięć dzieci w wieku 7-13 lat i około 5340 zaginięć dzieci w wieku 14-17 lat.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 07-04-2017 19:38

    Brak ocen 0 0

    - sa: Mój znajomy cierpiał chyba na taką samą chorobę. Też miał epizody, że wychodził z domu i szedł, szedł... też był bardzo zdolny tylko w kierunku fizyki. Po studiach. Pewnego dnia miał już dosyć wszystkiego i skoczył z przekaźnika... jego ogromną pasją było wspinanie się, a ta wspinaczka była jego ostatnią.. Oby w tym przypadku było inaczej. Najgorsze w przypadku takich osób jest to, że mogą być praktycznie wszędzie...Współczuję rodzicom.

    Odpowiedz

  2. 08-07-2015 11:46

    Brak ocen 0 0

    - Ja: ten człowiek na pewno zyje.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 30-12-2014 17:45

      Oceniono 6 razy 1 5

      - rr: wkręcił sobie coś tam, przypalił o jednego blanta za dużo i już pewnie jest gdzieś w Tybecie.

      Odpowiedz

    2. 30-12-2014 14:57

      Oceniono 5 razy 4 1

      - DD: Do ojca Marcina - niech Pan się trzyma i niech Pana wiara w to, że syn się szczęśliwie odnajdzie nie słabnie. Trzeba sprawdzać każdy ślad. Świat jest duży, może Marcin jest zagranicą? Niech Pan dba o swoje zdrowie bo w takiej sytuacji łatwo jest się zatracić. Trzymam kciuki za pomyślny koniec.

      Odpowiedz

    3. 27-12-2014 07:44

      Oceniono 3 razy 3 0

      - tak mi się wydaje ze zdjęcia!: wg zdjęcia ten człowiek Żyje!

      Pokaż odpowiedzi (2) Odpowiedz