Fizyka życiowych wyborów

Piotr Schutta 26 grudnia 2014

Przyjechali, by wzmocnić naszą kadrę uniwersytecką. Od podstaw budują laboratorium, w którym tworzy się i bada materiały luminescencyjne. Za sprawą nauki, z rozpędu, zostali obywatelami Polski.

Fot.: Tomasz Czachorowski

20 listopada 2014 roku, uroczysta gala wręczania aktów nadania obywatelstwa polskiego w Kujawsko-Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim. Uśmiechnięta wojewoda Ewa Mes, przejęci obcokrajowcy.

Wszystko zaczęło się w Gdańsku


Wśród czternastu osób, które od tej chwili oficjalnie będą Polakami, jest 49-letnia Tetiana Zorenko, fizyk. Towarzyszy jej mąż, 56-letni Yuriy Zorenko, profesor nadzwyczajny Instytutu Fizyki UKW w Bydgoszczy, specjalizujący się w badaniu procesów krystalizacji materiałów optoelektroniki. Wcześniej oboje pracowali na Uniwersytecie Lwowskim. Pożegnali Ukrainę i od kilku lat odnajdują się w swojej drugiej ojczyźnie - Polsce.


- To może tak łatwo jest powiedzieć, ale dla człowieka, który ma pięćdziesiąt parę lat, nie jest prosto zostawić, wyjechać, zmienić obywatelstwo, nauczyć się języka. Skłamałbym, gdybym powiedział, że jestem na sto procent zaaklimatyzowany w Polsce - mówi ze śpiewnym wschodnim akcentem profesor Zorenko, oprowadzając nas po swoim nowym laboratorium w Instytucie Fizyki UKW, w którym trwają prace eksperymentalne przy wytwarzaniu nowych materiałów. To jedno z dwóch miejsc w Polsce, gdzie na tak zaawansowanym poziomie pracuje się nad materiałami luminescencyjnymi w postaci warstw monokrystalicznych (drugie to Warszawski Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych).

Tetiana Zorenko, również fizyk, wywodząca się ze środowiska naukowego Uniwersytetu Lwowskiego, dołączyła do męża po jakimś czasie. Aktualnie oboje pracują na UKW w Bydgoszczy w Instytucie Fizyki.

fot. Tomasz Czachorowski

Tetiana Zorenko, również fizyk, wywodząca się ze środowiska naukowego Uniwersytetu Lwowskiego, dołączyła do męża po jakimś czasie. Aktualnie oboje pracują na UKW w Bydgoszczy w Instytucie Fizyki.


Współpraca z polskimi naukowcami rozpoczęła się dla profesora Zorenki w 2000 roku od Instytutu Fizyki Doświadzalnej Uniwersytetu Gdańskiego. Lwowscy fizycy razem z polskimi kolegami z Gdańska wykonali kilka wspólnych projektów i opublikowali szereg prac w prestiżowych pismach naukowych. Od tego czasu, rok po kroku, Yuriy Zorenko coraz bardziej asymilował się ze środowiskiem naukowym w Polsce.

Życie w pociągach


- W pewnym momencie koledzy z Gdańska zaczęli namawiać mnie, żebym tutaj się habilitował. W 2008 roku obroniłem pracę habilitacyjną na wydziale Fizyki Doświadczalnej i Matematyki Stosowanej Politechnice Gdańskiej - mówi profesor.

Po jakimś czasie pojawiła się propozycja pracy na jeden semestr w Akademii Jana Długosza w Częstochowie na stanowisku profesora wizytującego. Do Lwowa jest stamtąd 500 kilometrów.

- Kiedy już pracowałem w Częstochowie, w maju 2010 roku z konkretną propozycją zatrudnienia na stanowisku profesora nadzwyczajnego zwrócił się do mnie profesor Kazimierz Fabisiak, dyrektor Instytutem Fizyki na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy - mówi Zorenko.

Uczelnia oferowała kilkuletni kontrakt, ale pod warunkiem, że oprócz normalnej pracy dydaktycznej, profesor zajmie się stworzeniem w instytucie warunków do badań w dziedzinie, w której się specjalizuje. Dla rodziny profesora nie była to łatwa decyzja. Tym razem rozłąka miała trwać dłużej. Jeszcze bardziej skomplikowały się problemy z dojazdami. Bydgoszcz od Lwowa dzieli 650 kilometrów, a wybierając pociąg, konieczna jest przesiadka we Wrocławiu. Podróż w jedną stronę trwa dobę!

Trudne wybory


- Na początku mąż mieszkał w jednym pokoju w Hotelu Asystenta, ale po roku jego pracy w Bydgoszczy zaczęliśmy myśleć o tym, żeby całą rodziną przenieść się do Polski. Uczelnia połączyła trzy pokoje i tak powstało mieszkanie dla nas - mówi Tetiana Zorenko. Po dwóch latach mieszkania w akademiku i kolejnym już kontrakcie, przedłużonym przez uczelnię, ukraińska rodzina stanęła przed następnym, jeszcze trudniejszym wyborem.

- Już po pierwszym kontrakcie wiedziałem, że jestem tej uczelni potrzebny. Z drugiej strony, stworzono mi tutaj takie warunki pracy, jakich potrzebuję. Nie bez znaczenia była też bardzo dobra atmosfera w naszym zespole. Dlatego, kiedy otrzymałem propozycję umowy o pracę na dalszych pięć lat, stało się dla mnie jasne, że muszę związać swoją przyszłość z Uniwersytetem Kazimierza Wielkiego. Zacząłem myśleć coraz poważniej o obywatelstwie polskim. Mimo że w urzędzie powiedziano mi, że po złożeniu wniosku powinienem na dwa lata zapomnieć drogę do urzędu, okazało się, że już po pół roku ja i syn mieliśmy przyznane obywatelstwo. Żona otrzymała je rok później - mówi Yuriy Zorenko. Dzięki nowemu statusowi następne ważne dla rodziny decyzje stały się łatwiejsze.

- Dzięki nabytemu obywatelstwu mogliśmy wsytąpić do banku o kredyt i kupić tu mieszkanie - mówi Tetiana Zorenko.

Ich młodszy syn Nazar miał dziesięć lat, gdy rozpoczął naukę w polskiej podstawówce. Mówi, że tu wszystko było inne.

- Dla mnie fajniejsze. Mniej lekcji, mniej zadań domowych i większy szacunek nauczycieli do uczniów. Na Ukrainie nauczyciele zadają więcej prac domowych. Ciągle trzeba się uczyć na pamięć wierszy i robić prace plastyczne. Na Ukrainie nie było też tylu klubów sportowych dla dzieci, co w Polsce - mówi chłopiec. Dziś ma prawie 13 lat, trenuje piłkę nożną w jednym z bydgoskich klubów i nie ma żadnych problemów z nawiązywaniem kontaktów z polskimi rówieśnikami. Mówi płynną polszczyzną, w której trudno doszukać się obcego akcentu i żeby było wszystko jasne, od razu oświadcza, że o karierze naukowca nie myśli.

- Nie przepadam ani za fizyką, ani za biologią - mówi chłopak.

- On przepada na razie za piłką nożną - śmieją się rodzice.

- W domu wszyscy rozmawiamy po ukraińsku, ale jak się Nazar zdenerwuje, to od razu przechodzi na polski. To jest automatyczne
- uśmiecha się ojciec chłopca. - Koledzy syna we Lwowie żartują, że zaczął on mówić po ukraińsku z polskim akcentem - dodaje senior.

Tęsknota za synem


Starszy syn Witalij ma 23 lata i nie myśli o przeprowadzce do Polski. Mieszka we Lwowie i tam, gdzie zaprowadzą go sprawy zawodowe. Po ukończeniu studiów na Wydziale Ekonomiki Uniwersytetu Lwowskiego rozpoczął karierę zawodowego modela i zaczął jeździć po świecie. Dziś jego twarz i wysportowaną sylwetkę można zobaczyć na zdjęciach reklamujących zegarki, samochody i odzież znanych firm.

- Byliśmy zaskoczeni, kiedy pod koniec studiów syn przeszedł na tryb zaoczny i zaczął pracować. Namawialiśmy go, żeby ukończył studia w Polsce, ale on trzyma się swojej drogi - mówią rodzice.

- Teraz przebywa w Chinach - dodaje Tetiana Zorenko, nie kryjąc, że za starszym synem tęskni ogromnie. Pozostali członkowie rodziny również. 12-letni Nazar kiwa głową potakująco. Jemu chyba najbardziej brakuje starszego brata.

Witalij ma dokładnie tyle lat, ile liczy sobie ukraińska niepodległość. Siedzimy w salonie ukraińskich fizyków, którzy wybrali Polskę na swą drugą ojczyznę i wyszczególniamy różnice ekonomiczne, kulturowe i obyczajowe w obu krajach.

- Lata wolności prawie te same, ale gdzie jest dzisiaj Polska, a gdzie Ukraina - zamyśla się profesor Zorenko i dochodzi do wniosku, że wojna z Rosją była nieunikniona i nie zaczęła się od rewolucji na kijowskim Majdanie. - Mocarstwowe działania Moskwy było widać od dawna. Mołdawia, Abchazja, Osetia, Gruzja - wylicza profesor. - Dziś granica Europy nie znajduje się tutaj, tylko na wschodzie Ukrainy, gdzie armia ukraińska próbuje zatrzymać rosyjską inwazję - dodaje.

Wojna, korupcja i Janukowycz


O wojnie można by długo. Widać ją nawet na zachodzie kraju, gdzie przywożeni są do szpitali ranni żołnierze. Codziennie też w całej Ukrainie odbywają się pogrzeby.

- Na pewno Majdan był potrzebny, bo zjednoczył naród ukraiński. Pod rządami Janukowycza był to kraj bez przyszłości, zarządzany przez mafię rodzinną - dodaje Zorenko.

Korupcja - to słowo, które często przewija się w naszej rozmowie. Widoczna jest w służbie zdrowia, biznesie, edukacji i we wszelkich typach urzędów. Na policji skończywszy.

- Mówimy oczywiście o Ukrainie. W Polsce nie ma tego problemu, przynajmniej nie w tej skali - mówią państwo Zorenko. - Jak pan myśli, co w pierwszej kolejności robi na Ukrainie rodzic, któremu zachoruje poważnie dziecko? Najpierw szuka pieniędzy, a potem lekarza, któremu je wręczy. Mimo że cały system ochrony zdrowia przedstawia się oficjalnie jako bezpłatny, wszędzie i za wszystko trzeba płacić.

Pierwszy zaskoczenie w kontakcie z polskim systemem ochrony zdrowia Tetiana Zorenko przeżyła, gdy jej młodszy syn doznał na szkolnym boisku skomplikowanego złamania ręki.

- Zaczęła szukać pieniędzy - uśmiecha się mąż kobiety.

Nie trzeba narzekać


Z ukraińskiej perspektywy lepiej widać zmiany, które zaszły w Polsce. - Tutaj wiele rzeczy już załatwiono. Są środki unijne. Tego katastroficznie brakuje na Ukrainie. Weźmy drogi. Tam jest dziura na dziurze. Gdy chcę odwiedzić ojca w centralnej części kraju, już nie jadę samochodem, bo nie dojechałbym bez uszkodzenia podwozia - mówi profesor.

Kolejny przykład to edukacja. Mimo że odsetek obywateli z wyższym wykształceniem jest większy niż w Polsce, uczelnie od środka trawi rak korupcji. Na poziomie szkolnictwa podstawowego natomiast brakuje pieniędzy. Oświata jest finansowana ze środków publicznych, ale tylko w teorii.

- Brakuje na remonty szkół i na podstawowe wyposażenie sal lekcyjnych. Rodzice każdego ucznia na początku roku szkolnego deklarują konkretną sumę i musza ją płacić co miesiąc. I nie jest to jakaś symboliczna kwota na komitet rodzicielski, jak w Polsce - mówią państwo Zorenko.

- Pod wieloma względami w Polsce żyje się lepiej. Nam może łatwiej zauważyć pozytywne zmiany, jakie tu zaszły. Po prostu, trzeba przestać narzekać - mówi profesor.

Fakty


Mniejszość ukraińska dawniej i dziś

- W czasach II Rzeczpospolitej, według stanu z 1931 roku, jako Ukraińcy lub Rusini zdeklarowało się ok. 3,2 miliona osób, czyli 10 procent ludności zamieszkującej ówczesny teren Polski. Mniejszość ta zamieszkiwała głównie województwa wołyńskie, stanisławowoskie (po 68 proc. ludności województwa), tarnopolskie (45 proc.) i lwowskie (33 proc.).

- Dzisiaj Ukraińcy stanowią jedną z dziewięciu mniejszości narodowych w Polsce, uznanych ustawowo. Jej przedstawiciele zamieszkują w większości Mazury, Warmię, Pomorze Zachodnie, Pomorze Gdańskie, zachodnią cześć Dolnego Śląska oraz południowo-wschodnie tereny województw podkarpackiego i podlaskiego. Według danych Narodowego Spisu Powszechnego z 2011 roku, narodowość ukraińską zadeklarowało 51 tysięcy osób (z czego niewiele ponad połowa jako jedyną). W grupie tej ponad 38 tys. ludzi miało obywatelstwo polskie. w porównaniu ze spisem z 2002 roku liczba ludności pochodzenia ukraińskiego wzrosła blisko dwukrotnie.
W województwie kujawsko-pomorskim, jak podaje urząd wojewódzki, aż 70 procent cudzoziemców uzyskujących obywatelstwo polskie to przybysze z Ukrainy. W 2013 roku obywatelstwo uzyskało 88 osób z zagranicy, w 2014 roku - 81 osób.

- Około 300 obywateli Ukrainy studiuje w Wyższej Szkole Gospodarki w Bydgoszczy. Pierwsi studenci z tego kraju pojawili się w WSG w 2010 roku. Było ich zaledwie 30. Od tego roku mogą korzystać ze zniżek i stypendiów uczelnianych.

Warto wiedzieć


Przybyli do nas, uciekając przed komunizmem, ale Stalin ich znalazł

- Niewielka grupka Ukraińców pojawiła się w Bydgoszczy po 1917 roku. Byli to uciekinierzy przed rewolucją bolszewicką. Część udała się dalej na Zachód, kilka rodzin pozostało.

- W 1922 roku w Bydgoszczy osiedliło się kilkunastu zwolnionych z miejsca internowania w Aleksandrowie Kujawskim Ukraińców - żołnierzy armii atamana Petlury.

- Pracę w Bydgoszczy znalazła też grupa ukraińskich pilotów i mechaników lotniczych.

- Ukraińska diaspora w międzywojennej Bydgoszczy uczestniczyła w życiu miejscowej parafii prawosławnej, świętowała ważne narodowe rocznice, organizowała wyjazdy na groby znajdujące się na ukraińskim cmentarzu wojskowym w Aleksandrowie Kuj.

- Po II wojnie światowej wódz ZSRR Stalin zainteresował się losem wszystkich byłych mieszkańców Związku Radzieckiego, którzy opuścili ten kraj i nie mieli zamiaru do tego „raju na ziemi” powrócić. Zostali uznani za zdrajców.

- Na żądanie rządu PRL władze wojewódzkie poczęły poszukiwać zamieszkałych na terenie woj. bydgoskiego byłych obywateli ZSRR,
w tym Ukraińców.

- Kilkunastu z nich w latach 1946-48 zostało aresztowanych i deportowanych do Kraju Rad. Ich los pozostaje nieznany.

- Na terenie Bydgoszczy po 1952 roku osiedliła się grupa Ukraińców wcześniej deportowanych na ziemie odzyskane w ramach akcji „Wisła”. (ka)