W blasku pozszywanej Gwiazdki

Małgorzata Oberlan 25 grudnia 2014

Wigilia na trzy stoły, przekupywanie wnuków i sporządzane z dużym wyprzedzeniem świąteczne plany, które... zazwyczaj biorą w łeb - Boże Narodzenie w rodzinie patchworkowej to scenariusz na niejedną filmową tragikomedię.

Fot.: Łukasz Ciaciuch

- Tylko nie pisz o nas „rodzina zrekonstruowana”. Nie cierpię tego określenia. Brrrr.... - wzdryga się 35-letnia Urszula.
- Lepszego terminu niż „patchworki” nikt jeszcze nie wymyślił. A pewnie będzie musiał, bo gdzie nie spojrzę, tam widzę jakiś „pozszywanych”.

Nigdy więcej Zakopanego!


W żargonie naukowców rodzina zrekonstruowana powstaje wtedy, gdy wiążą się ze sobą osoby, których rodziny wcześniej się rozpadły (a przynajmniej jednej z nich). Oczywiście, fakt, że rozwiedli się partnerzy, nie oznacza, że nagle w niebyt odeszły dzieci, teściowie, szwagrowie i siostrzeńcy. Jakoś trzeba pozszywać stare i nowe kawałki ludzkiej materii, stąd (z języka angielskiego) określenie rodzina patchworkowa. W Polsce, w której obecnie rozpada się co trzecie zawarte małżeństwo - średnio po 14 latach, a więc zazwyczaj z potomstwem - takich rodzin szybko przybywa. Wraz z nimi - wyzwań i problemów.


- Święta, zaraz po wakacjach, to drugie w mojej skali najwyższego stresu wydarzenie w roku - nie kryje mieszkająca w Toruniu Urszula, która pięć lat temu poślubiła starszego od siebie rozwodnika Andrzeja. Ma z nim 4-letnie bliźnięta, ale jest również macochą dla nastoletnich dzieci męża z jego poprzedniego małżeństwa. 19-letni Damian i 16-letnia Martyna mieszkają z Joanną, eksżoną Andrzeja. Urszula nie jest rozwódką, choć wiążąc się z Andrzejem musiała definitywnie zerwać znajomość z wieloletnim, weekendowym partnerem. Skomplikowane? Ależ! Bywa bardziej...

- W ubiegłym roku wymusiłam, nie kryję, aby Joanna puściła Damiana i Martynę na Boże Narodzenie do nas. Oczywiście, nie rękoczynami, tylko prośbami i mrówczą perswazją. Wymyśliłam sobie, że wspólnie spędzone ze mną, Andrzejem i bliźniakami święta w górach w końcu naprawdę nas do siebie zbliżą. Tymczasem bardziej koszmarną Gwiazdkę niż ta nasza w Zakopanem trudno sobie wyobrazić - wzdycha Urszula.

Już w drodze do Zakopanego w samochodzie pokłócili się wszyscy ze wszystkimi. Pożyczony od przyjaciół volkswagen sharan (miał gwarantować komfort podróży całej szóstce) zepsuł się tuż za Łodzią. Po różnych perypetiach do Zakopanego dotarli po północy. W pensjonacie wszystko było nie tak, jak miało być, a nazajutrz, 24 grudnia, bliźniaki dostały gorączki. Ciąg dalszy doprowadził najpierw do megaawantury zaraz po łamaniu się opłatkiem i, ostatecznie, skrócenia pobytu o dwie doby. W drodze powrotnej do Torunia nie rozmawiali z sobą nawet Damian i Martyna.

- W tym roku biorę na luz. Wigilia w ścisłym gronie. Jeśli dzieci Andrzeja zechcą nas odwiedzić, przyjdą. Jeśli nie, końca świata nie ogłoszę - zapewnia Urszula.

Podzielić wnusia na czworo


27-letni Anna i Marcin, jak oceniliby socjologowie, stanowią rodzinę nuklearną. Jest mama, jest tata, nie ma żadnych eksmałżonków, wreszcie - jest 4-letni Kubuś. Tyle że zarówno rodzice Anny jak i Marka rozwiedli się. W obu przypadkach były to decyzje dojrzałych już ludzi, posiadających odchowane, pełnoletnie dzieci. Pomijając mamę Ani, wszyscy też na nowo ułożyli sobie życie, wchodząc w kolejne związki - usankcjonowane w Urzędzie Stanu Cywilnego lub nie.

- Przez dłuższy czas nie było to dla nas problemem. Przeciwnie - bywało źródłem radości albo, powiedzmy sobie szczerze, uciechy. Bo śmiesznie było obserwować staruszków w nowych rolach, poznawać jednych z drugimi albo śmiać się z tego, jak nowa żona mojego teścia (druga teściowa?) myli moją mamę z drugą partnerką mojego taty - opowiada Anna. - Zgrzytać zaczęło, gdy na świat przyszedł nasz synek.

Kubuś, oczko w głowie całej rodziny, na razie wie jedno: ma wiele babć i wielu dziadków. Może dopiero zaczyna podejrzewać, że więcej niż koledzy z przedszkola. Jest babcia Bożena (matka Ani), babcia Grażyna (partnerka ojca Ani), babcia Wiesia (matka Marcina) i druga babcia Bożena (druga żona ojca Marcina). Jest dziadek Janusz (ojciec Ani), dziadek Zbyszek (ojciec Marcina) i dziadek Roch (drugi mąż matki Marcina). I łączy ich jedno: tak samo mocno kochają Kubusia.

- W Boże Narodzenie wszyscy dziadkowie oczekują naszej wizyty z małym, najlepiej na Wigilię. Gdyby tego dnia udało się wnusia podzielić na czworo, mam wrażenie, że nie mieliby litości - śmieje się Ania.
- Mały jest też dosłownie zasypywany prezentami. Z jednej strony, to przemiłe. Z drugiej, mam nieodparte wrażenie, że dziadkowie prowadzą cichą rywalizację w kategorii „Kto kupi Kubusiowi droższy prezent”. Jeśli te zawody będą się rozwijać w przyszłości, będziemy musieli powiedzieć stop. W trosce o portfele staruszków (wcale nie są specjalnie zamożni) i psychikę Kubusia...

To nie jest film amerykański


Ile rodzin patchworkowych, tyle scenariuszy. I tych codziennych, i świątecznych. Funkcjonowanie posklejanych rodzin wymaga elastyczności, cierpliwości, umiejętności negocjowania. - I pozbycia się złudzeń, że wystarczy trochę wysiłku i dobrej woli, a po roku wszyscy będziemy żyć tak, jak w amerykańskim filmie. Nie będziemy. Po pierwsze, dlatego, że kręcimy film polski. Bez białych domków na przedmieściach i pięciu samochodów w rodzinie, ale z niepewnością pracy, płacy i generalnym polskim brakiem optymizmu - podsumowuje Urszula, która po świętach w Zakopanem postanowiła dalej się starać, ale nie wierzyć w cuda. Zaczęła, jak mówi, od wyrzucenia do śmieci kolorowych magazynów z poradami typu „Jak być dobrą macochą”.

O tym, że gra w filmie polskim, od dwóch lat przekonuje się też 31-letni Arkadiusz spod Bydgoszczy, któremu była żona skutecznie utrudnia kontakty z synkiem. Nie stosuje się do ustalonych sądownie terminów, w nosie ma prośby i groźby. Zawsze, gdy Arkowi nie uda się z Jasiem spotkać (przyznane ma „widzenia” w co drugi weekend), eksmałżonka strzela argumentami nie do podważenia. A to mały gorączkował i pojechała z nim do lekarza, a to musiała pójść z Jasiem na kinderbal („Chyba nie odmówisz dziecku urodzin u kolegi?!”), a to gorączkowała sama eksmałżonka i pojechała do lekarza, syna podrzucając dziadkom („Zadzwonić nie mogłam, bo telefon mi się rozładował”).

Arkadiusz nie ma więc żadnej pewności, że w Boże Narodzenie spotka się z synkiem. Tym bardziej, że w brzydkiej grze dzieckiem aktywny udział biorą też jego byli teściowie. - U nas na razie nic się nie skleja, więc trudno mówić o jakichś patchworkach - macha ręką mężczyzna, który z drugą żoną wychowuje jej córkę z pierwszego małżeństwa. Problemów z ułożeniem kontaktów z ojcem dziewczynki nie ma, bo tatuś... zapadł się pod ziemię, gdy mała jeszcze była w brzuchu mamy.

Życzcie nam spokoju...


Jak wspomnieliśmy na wstępie, nad Wisłą rozwodzi się obecnie co trzecie małżeństwo (dane GUS). Według szacunków Ośrodka Informacji ONZ, w Polsce funkcjonuje już przynajmniej 1,1 mln rodzin zrekonstruowanych. To oznacza, że tylu dorosłych wciela się w role macoch i ojczymów, a ich dzieci - pasierbów i pasierbic. Nazewnictwo to, jak podkreślają sami zainteresowani, trąci myszką i nieodmiennie kojarzy się z postaciami bajkowymi, co szczególnie w przypadku macoch miłe nie jest. Współczesność tym rolom pisze jednak zupełnie nowe scenariusze.

- Z okazji Bożego Narodzenia najbardziej cieszą mnie życzenia spokojnych świąt. Szalonych, pełnych niespodzianek - zdecydowanie mniej - kończy z uśmiechem Urszula.

PS Imiona bohaterów zostały zmienione.

Warto wiedzieć


Janusz Kaźmierczak, mediator z Fundacji Pracownia Dialogu w Toruniu

Sprawy związane z rozwodem, ustaleniem zasad kontaktów z dziećmi i wnukami, ustaleniem planu opieki rodzicielskiej to jedne z najczęściej zgłaszanych do mediacji. Mediacja to procedura rozwiązywania konfliktu, w której mediator, jako osoba bezstronna i neutralna, za dobrowolną zgodą stron konfliktu oraz przy zachowaniu poufności, towarzyszy im w rozmowach.

Obecność mediatora ma na celu pomoc stronom w zdefiniowaniu kwestii spornych, wskazaniu potrzeb i interesów stron oraz w wypracowaniu wzajemnie satysfakcjonującego porozumienia. Dodatkowo mediacja pomaga zmniejszyć bariery komunikacyjne, co ułatwia zrozumienie stanowiska drugiej strony i może prowadzić do wypracowania ugody oraz zmiany w relacjach.

Decyzja o tym, jakie kwestie będą omawiane, należy do stron. Bez względu na rodzaj konfliktu, mediacja opiera się na kilku podstawowych zasadach. Należą do nich: dobrowolność (zgoda wszystkich stron), bezstronność i neutralność mediatora, poufność oraz akceptowalność osoby mediatora przez wszystkie strony. Na terenie województwa kujawsko-pomorskiego wiele instytucji i organizacji pozarządowych świadczy pomoc mediacyjną.

Najłatwiej znaleźć je w Internecie za pomocą ulubionej wyszukiwarki. Cennym i aktualnym źródłem wiedzy o mediatorach są strony internetowe Sądu Rejonowego w Toruniu (www.torun.sr.gov.pl) lub Sądu Okręgowego w Toruniu (http://www.so.torun.pl/). Listę mediatorów przy Okręgowym Sądzie w Bydgoszczy można znaleźć na stronie www.bydgoszcz.so.gov.pl, w zakładce mediacja.