To nie my, to Polska stąd odeszła

Krzysztof Błażejewski 19 grudnia 2014

- Kiedy zabrałem wnuczkę na Wileńszczyznę - opowiada Michał Wyszomirski - po dwóch dniach dziecko posmutniało. Zapytałem, dlaczego? - Obiecałeś, że pojedziemy na Litwę, a to nieprawda, bo tu wszyscy mówią po polsku...

Fot.: Krzysztof Błażejewski

Wileńszczyzna to miejsce szczególne. Jedyne takie poza Polską. Ani na Białorusi, ani na Ukrainie, z okolicami Lwowa włącznie, nie ma tak silnej, dominującej na określonym terenie polskości.


Mieszkańcy Wileńszczyzny mieli być stąd wypędzeni zaraz po II wojnie światowej. O ile Stalinowi udało się „oczyścić” z Polaków samo Wilno, o tyle akcję wysiedleńczą w okolicach miasta przerwano. W innym przypadku nie byłoby kim zasiedlić tych terenów. Polacy z Wileńszczyzny w ZSRR mieli zostać „wcieleni” do jednego wielkiego „narodu radzieckiego”. Stalin postanowił też wykorzystać ich obecność do osłabienia Litwinów.

Jednak Polacy na Wileńszczyźnie potrafili już w latach 40. się postawić. Dzięki temu uzyskali prawo do polskiego szkolnictwa, tworzenia organizacji społecznych i kulturalnych, a nawet własnej gazety „Czerwony Sztandar”. Niestety, w dużej części ulegli sowietyzacji. Do tego stopnia, że kiedy w 1991 roku Litwa z Wilnem jako stolicą odzyskiwała niepodległość, wielu mieszkających na Wileńszczyźnie Polaków wolało trzymać z... Rosjanami i opowiadało się za powrotem ZSRR.

Na nowo nauczyć się żyć


- Sowietyzacja bardzo silnie dotknęła Polaków na Wileńszczyźnie - mówi Mieczysław Borusewicz, starosta (odpowiednik naszego burmistrza) podwileńskiej miejscowości Niemenczyn, zamieszkałej w ok. 60 proc. przez Polaków. - Musieli pójść do pracy w kołchozach i nauczyć się żyć w obcym im państwie. Najgroźniejsze okazały się brak prywatnej własności, bycie posłusznym władzy i tolerowanie picia alkoholu. Kiedy Litwa odzyskała niepodległość, część Polaków stało się pośmiewiskiem. W dużej części byli to ludzie bez wykształcenia, biedni i uzależnieni od alkoholu. Na szczęście stopniowo ulegało to zmianie. Dziś już nie musimy mieć żadnych kompleksów wobec Litwinów. Polacy byli już w Sejmie w rządzącej koalicji, piastowali ministerialne stanowiska, nasze szkolnictwo często ma wyższy poziom niż analogiczne litewskie...

Dzieci w filii nauczania początkowego polskiej szkoły w podwileńskich Pikieliszkach jak wszędzie na świecie cieszą się z przywiezionych z Polski mikołajkowych paczek. Z każdym rokiem jednak, niestety, dzieci w szkole ubywa...

fot. Krzysztof Błażejewski

Dzieci w filii nauczania początkowego polskiej szkoły w podwileńskich Pikieliszkach jak wszędzie na świecie cieszą się z przywiezionych z Polski mikołajkowych paczek. Z każdym rokiem jednak, niestety, dzieci w szkole ubywa...


Po 1991 roku na Wileńszczyznę ruszyła fala materialnej pomocy z Polski. Państwowej, samorządowej, instytucjonalnej, jak i zupełnie prywatnej. Takiej z potrzeby serca.

Michał Wyszomirski i Jan Schielke z Bydgoszczy są na Wileńszczyźnie 3-4 razy w roku. Zawsze jadą tutaj załadowanym po dach samochodem. Tym razem przybyli ze słodyczami akurat na Mikołajki. Częściowo kupili je sami, częściowo ofiarowali je sąsiedzi i znajomi, pewną porcję podarowała „Jutrzenka”.

- Wozimy to, co naprawdę jest przydatne, szczególnie dla dzieci. Słodycze, drobne upominki - mówią darczyńcy. - Niestety, większości Polaków wydaje się, że Wilno jest na końcu świata i mieszkańcy jego okolic potrzebują kaszy, mąki i ryżu, starych szmat i książek wydanych jeszcze w PRL-u. A przecież tutejsza młodzież chce słuchać tych samych przebojów co nasza, korzystać ze smartfonów i tak samo jak ich rówieśnicy z Polski czyta „Pana Tadeusza” tak naprawdę tylko dlatego, że musi...

Oszałamiająca gościnność


Rzeczywiście, będąc w polskich szkołach na Wileńszczyźnie, widać, że najważniejsze jest samo utrzymywanie kontaktów. Miejscowi zaraz po przyjeździe zapraszają do szkolnych stołówek, na stołach pojawiają się obiady, lokalne specjały własnej roboty, ciepłe i zimne napoje. Tutejsza gościnność wprawia wprost w oszołomienie. Tak było w odwiedzonych przez Wyszomirskiego i Schielke filii nauczania początkowego w Starym Siole, należącej do Polskiej Szkoły Średniej w Rukojniach, w filii nauczania podstawowego w Pikieliszkach przy Polskiej Szkole Średniej im. św. Stanisława Kostki w Podbrzeziu oraz w szkole w Rukojniach.

- Na to, by zaspokoić podstawowe potrzeby uczniów, wystarczy nam środków - mówi dyrektor polskiej szkoły średniej (maturalnej), liczącej 241 uczniów w Rukojniach, Oleg Nikonczik. - Jeżeli chcecie coś przywieźć, to najmilej byłby widziany sprzęt sportowy dla uczniów.

- Szczerze mówiąc, z tą pomocą bywa różnie - dodaje burmistrz Niemenczyna. - Mamy kilka umów partnerskich z miastami w Polsce. Ale większość z nich jest tylko na papierze. Uważam, że najlepsze byłyby regularne wymiany młodzieży na obozy czy zawody sportowe. Organizujemy np. biegi niepodległości czy rajdy rowerowe do Zułowa i do Wilna, mamy dobre sale i boiska do gier zespołowych.

Pierwsze lata XXI wieku były najlepszym okresem dla Polaków mieszkających na Wileńszczyźnie. W kilku powiatach, gdzie mieszka ich większość, zdominowali lokalne samorządy. Tak jak w Niemenczynie, gdzie wchodząc do urzędu, tylko widok dwujęzycznych napisów przypomina, że jest się za granicą. Wszyscy mówią tu po polsku, a i większość nazwisk pracowników brzmi bardzo znajomo, choć pisownia jest nieco inna.

Litwin - Polak, dwa nie-bratanki


Właśnie pisownia nazwisk oraz dwujęzyczne tablice stały się kością niezgody między Litwinami i Polakami. O tym głośno było i w Polsce. Na Wileńszczyźnie jednak tego konfliktu specjalnie nie widać. Prywatni przewoźnicy mają dwujęzyczne tablice na autobusach, na prywatnych domach widnieją też takie tabliczki jak przykładowo „ul. Kościelna” czy nawet „ul. Piłsudskiego”.

- W Niemenczynie osiedlają się i Litwini, kupują tu mieszkania - uśmiecha się burmistrz Borusewicz. - Zwykle zaczynają od przychodzenia na skargę, że nie świecą się latarnie wieczorem na ulicy, że w szkole polskiej są lepsze warunki niż w litewskiej, jednak po pewnym czasie to mija, wtapiają się w naszą społeczność, podobnie jak dawno to już uczynili osiedleni tu od czasów ZSRR Rosjanie czy Białorusini.

Jednak teraz, po kolejnej reformie szkolnictwa litewskiego, która wejdzie w życie 1 września 2015 roku, w kręgu Polaków na Wileńszczyźnie istnieje obawa, że liczba polskich placówek edukacyjnych zmaleje. Nie tylko dlatego, że część przedmiotów będzie musiało być wykładanych po litewsku.

- Nam udało się sprostać zwiększonym wymaganiom i „zdaliśmy egzamin” przed specjalną komisją - mówi dyrektor szkoły w Rukojmiach Oleg Nikonczik. To znaczy, że będziemy istnieć na tych samych warunkach, jako placówka maturalna. Klasy XI i XII łącznie muszą według nowych reguł liczyć co najmniej 30 osób. U nas jest ich 37, a to dzięki temu, że będziemy do nas dowozić uczniów z okolic Rukojmi. Liczba dzieci to ogólny kłopot tutaj. Tak samo jak wśród Litwinów, spada obecnie dzietność w rodzinach polskich, wielu młodych emigruje, głównie do Anglii czy Irlandii.

W filii szkoły w Starym Siole (klasy I - IV) uczy się obecnie... sześcioro polskich dzieci. Lekcje prowadzi jedna nauczycielka. Miejscowy samorząd przyrzekł, że jeśli liczba nie zmniejszy się, placówka nadal będzie istniała. Nauczyciele są optymistami, bowiem choć dwójka czwartoklasistów opuści szkołę w 2015 r., to dojdzie dwójka pierwszaków. Tak deklarują ich rodzice. Jeszcze 3 lata temu szkoła miała swój status odrębnej placówki, chodziło do niej 20 dzieci, było troje nauczycieli...

Koniec stereotypów?


- Bieda u nas na wsi? - nauczycielka w Starym Siole zastanawia się chwilę. - Tu tak jest mniej więcej jak w Polsce. Kto naprawdę chce, to pracę znajdzie. A ponadto mnóstwo ziemi leży odłogiem. Ale miejscowym raczej niewiele się chce. Tego nauczyli się „za sowietów”.

W Pikieliszkach do filii polskiej szkoły chodzi... 16 dzieci. Po skończeniu klas początkowych dojeżdżają do klas gimnazjalnych w polskich placówkach w Wilnie. To blisko.

Rejon Wileńszczyzny to także sieć polskich domów kultury i kościołów, w których odprawia się msze po polsku. Mieszkający tu Polacy dawno zerwali już ze stereotypem łatwo dostrzegalnym na Białorusi czy Ukrainie, polegającym na tym,że jeśli ktoś deklaruje swoją polskość, to musi koniecznie być katolikiem i wyznawać poglądy zbliżone do PiS i Radia Maryja.

- Ten czas już minął - potwierdza dziennikarz polskojęzycznego „Tygodnika Wileńszczyzny”, Zygmunt Żdanowicz. - Coraz więcej Polaków reprezentuje inne opcje polityczne i deklaruje dystans do Kościoła.

- Powszechna żarliwa ludowa religijność polskich środowisk przeminęła - dodaje ksiądz Marian Apriszko, wikariusz parafii w Święcianach. - Teraz ludzie kierują się swoją korzyścią - jeśli w poniedziałek rozdajemy dary, wszyscy są katolikami, kiedy dary są w cerkwi, to tam znów idą wszyscy i twierdzą, że są prawosławni. A jak w środę coś rozdają u ewangelików, to znów do tamtejszego kościoła ciągną tłumy ludzi. A w niedzielę na mszy kościół coraz bardziej pusty...

Z Wileńszczyzny odchodzą powoli ludzie pamiętający II Rzeczypospolitą. Nie ma już księdza Józefa Obremskiego, który na parafii w Mejszagole „dociągnął” do 105 lat. Jedną z powszechnie znanych dziś osób jest 90-letnia Emilia Dziedziukiewicz, mieszkająca w Pietruciach koło Pikieliszek, gdzie w dworze, w którym na letni wypoczynek przyjeżdżał Józef Piłsudski, znajduje się muzeum marszałka.

To Polska stąd odeszła


Pani Emilia widywała Piłsudskiego często w dzieciństwie. Po II wojnie pracowała w kołchozie. Jako przodownica zwiedziła prawie cały ZSRR. Nigdy nie wyszła za mąż. Mimo 90 lat jest całkowicie samodzielna, tryska optymizmem i zadziwia pamięcią, recytując na życzenie długie strofy wierszy. Drogę do domu pani Emilii wskaże każdy w Pikieliszkach. Czystą, bez charakterystycznego zaśpiewu polszczyzną. - Tu przecież sami Polacy
- mówi jedna z sąsiadek. - My nigdy z Polski nie wyjechali. To ona sobie od nas poszła...

Fakty


Według spisu z 2011 roku na Litwie mieszka 200 tys. Polaków

- Litwa jest jedynym poza Polską państwem, w którym istnieje pełny system oświaty w języku polskim.

- W Wilnie i w jego okolicach działa kilkadziesiąt polskich przedszkoli i blisko 100 szkół, w których większość przedmiotów wykłada się w języku polskim.

- Wykształcenie wyższe w języku polskim na Litwie można zdobywać w wileńskiej filii Uniwersytetu w Białymstoku (Wydział Informatyki i Ekonomii) oraz na wydziałach polonistyki na uniwersytetach Wileńskim i Edukacyjnym.

- Do szkół polskich na Litwie uczęszcza blisko 14 tys. uczniów, a co roku 1 września ich próg przekracza ponad tysiąc pierwszaków. Z powodu niżu demograficznego jest to jednak sporo mniej niż jeszcze kilka lat temu. W latach 90. do polskich szkół uczęszczało ponad 20 tys. uczniów.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 25-12-2014 09:13

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Zen: Wileńszczyzna to Polska, polskie lasy, polskie pola, polskie niebo i ludzie, którzy tam żyją od pokoleń. Pisze to bo moje morzenie są w Duksztach k. Wilna. Groby moich bliskich, dom moich rodziców, dziadków. Litwini zapomnieli co nam zawdzięczają i niszczą polskość na każdym kroku. Zmieniają nazwiska, nazwy ulic, niszczą polska kulturę a my jeszcze ich bronimy przed ruskiem. Zakompleksiony mały naród marzący o władzy niedbający o swoje korzenie już wkrótce może zniknąć z naszego otoczenia Daj Boże żebym tego doczekał.

    Odpowiedz

  2. 22-12-2014 22:15

    Oceniono 4 razy 4 0

    - zum: A Litwini jeżdżą tam po Polakach jak po kobyle i nikt im nie pomaga a szczególnie polski rząd. Taki mały narodek jak województwo kujawsko-pomorskie czyli ogon a chce kręcić Polską jak psem. Myśmy ich wciągnęli do NATO i Unii myśląc, że się ułożą ale oni są zawzięci jak islamiści. Co za paskudny naród. Ta ich Grabauskaite jako jedyna też była przeciwko wyborowi Tuska na szefa UE i wstrzymała się od głosu.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz