Gorące Boże Narodzenie

Tekst i zdjęcia: Anna Książek 19 grudnia 2014

Udaję się do Meksyku w grudniu, aby poczuć atmosferę Bożego Narodzenia. Meksyk to drugi po Brazylii kraj o największej liczbie katolików - gdy mówię, że jestem z Polski, od razu jestem kojarzona z Janem Pawłem II.

Słynne pastorelas w Tepotzotlan w tym roku odbywają się po raz pięćdziesiąty. Tradycja tego widowiska pochodzi z XVI wieku, gdy misjonarze uczyli miejscową ludność religii katolickiej.

Fot.: Anna Książek

Miasto Meksyk wita iluminacją na zocalo - gigantyczna choinka, oczywiście z logo Coca-Coli - Meksyk jest jednym z kluczowych rynków sprzedaży tego napoju. Większa część zocalo (rynek ten jest największym placem na świecie, o wymiarach 220×240 m) została przeznaczona na lodowisko. Feeria kolorów oszałamia, do tego głośna muzyka i tłumy. W bocznej alei podobne tłumy i radość z opadów śniegu. Tak, w Meksyku wszystko jest możliwe, nawet śnieg przy temperaturze 20 stopni. To nie jest to, czego szukam. Za dużo ludzi, za głośno…

Przybieżeli do Tepotzotlan pasterze


Tepotzotlan leży niecałą godzinę jazdy na północ od Mexico City. Uznane za pueblo magico, czyli urocze miasteczko, stanowi cel weekendowych ucieczek ze stolicy.

Mnie przyciąga sława pastorelas, tradycyjnego przedstawienia przedświątecznego, obchodzonego w tym roku po raz 50. Jako że pastorelas rozpoczyna się wieczorem, mam czas na spotkanie z miasteczkiem. Jego centralną część zajmuje barokowy kościół pod wezwaniem jezuickiego świętego Franciszka Ksawerego. Obok znajduje się kaplica wypełniona figurkami aniołów, świętych, roślin, a wszystko to w złocie.


Po drugiej stronie placu mieści się mercado, liczne stoiska kuszą lokalną kuchnią. Wybieram tortillę z niebieskiej kukurydzy, nadziewane huitlacoche (grzyby porastające kukurydzę) i kwiatami cukinii, a jako dodatek salsę z zielonych pomidorków. Wszystko przygotowwane przed chwilą. Od senory dowiaduję się, że mamy ostatni dzień pastorelas (16 grudnia) i może być problem z kupnem biletów...

W przedstawieniu występuje 150 aktorów i publiczność, która wraz z pasterzami śpiewa świąteczne pieśni (przy wejściu każdy otrzymuje teksty). Zmierzamy radośnie do Betlejem i wspólnie wychodzimy na ulice miasteczka, aby świętować przy blasku świec i śpiewie.

Puebla i jej osobliwe świąteczne dekoracje

fot. Anna Książek

Puebla i jej osobliwe świąteczne dekoracje


Pokaz sztucznych ogni, występ mariachi i powrót do konwentu na kolację: najpierw pozole, świąteczna gęsta zupa z mięsem i warzywami. Następnie serwuje się kilka rodzajów tamales, czyli masy kukurydzianej z dodatkami (ser, papryczki chilli, mięso), zawiniętej w liście kukurydzy. Z tamales doskonale komponuje się champurrado, gorący napój na bazie masy kukurydzianej i czekolady z dodatkiem cynamonu, anyżu i wanilii. Do tego jeszcze bunuelos - przypominają polskie faworki, tyle że w rozmiarze tortilli, z syropem z brązowego cukru i aromatem cynamonu. Na zakończenie café de olla, kawa z cynamonem podawana w glinianym garnku.

Dziewięć posad do Betlejem


Mój kolejny cel to San Miguel de Allende. Na brak gringos nie można tu narzekać. San Miguel zwany jest potocznie Disneylandem Meksyku. To ulubione miejsce emerytów z USA. Urocze miasteczko, gdzie częściej słyszę angielski niż hiszpański. Wytrzymałam 48 godzin, w tym czasie uczestniczyłam w świątecznym koncercie jazzowym, w posadas i udałam się do okolicznych gorących źródeł. Ale po kolei... Pierwsze spotkanie to Parroquia de San Miguel Arcangel, osobliwy kościół z dwiema różowymi wieżami, wybudowany w XVII w., w XIX w. wzbogacony o wieże przez lokalnego murarza, zainspirowanego belgijską pocztówką. Podczas wieczornego spaceru znajduję plakat informujący o odbywających się posadas. Jest 9 posad, symbolizujących 9 miesięcy, jakie Jezus spędził w łonie Marii, lub - według innej interpretacji - 9 dni podróży do Betlejem. Posadas odbywają się podczas 9 kolejnych dni, poprzedzających Boże Narodzenie. Wędrujemy uliczkami San Miguel, śpiewamy pieśni, a na czele Maria z Józefem oczekujący Jezusa. Atmosfera jest niepowtarzalna, każdego dnia przybywamy do innego miejsca w poszukiwaniu schronienia w Betlejem. Kulminacyjny dzień to Boże Narodzenie, od rana obserwuję miejscowych, którzy zmierzają do kościołów z Dzieciątkiem Jezus. Wcześniej zastanawiałam się, dlaczego na wystawach sklepów widzę dużo lalek, teraz zrozumiałam.

Trzej królowie z Morelii


Unikałam Puebli podczas poprzednich trzech wizyt w Meksyku, wydawała mi się za duża - 1,4 mln mieszkańców. Aż w końcu trafiłam do Miasta Aniołów, ponieważ tak brzmi pełna nazwa osady założonej w 1531 r. przez Hiszpanów. Legenda głosi, że aniołowie zstąpili z niebios, by nakreślić kształt miasta. Na spotkanie z aniołami długo nie musiałam czekać, wypełniają one wnętrze katedry, której budowa zajęła 90 lat (od 1550 do 1640 r.). Ciekawostka: katedra w Puebli ma najwyższą dzwonnicę w Meksyku - 69 m.
Morelia - bałwan dzielnie się trzyma w upale!

fot. Anna Książek

Morelia - bałwan dzielnie się trzyma w upale!


Na ulicach wiszą osobliwe gwiazdy. To pinatas, świąteczna dekoracja, której tradycja sięga XVI w. Siedem rogów pinaty symbolizuje siedem grzechów głównych, kolorowe opakowanie stanowi metaforę kuszenia, a smakołyki w środku oznaczają bogactwa niebieskiego królestwa. Dzieci z zawiązanymi na oczach opaskami (symbol wiary) rozbijają pinatę - metafora przezwyciężenia grzechów - a w nagrodę otrzymują niebiańskie podarunki.

Zbliża się 6 stycznia, Święto Trzech Króli. Udaję się do Morelii. Parada rozpoczyna się po południu, zdążę jeszcze wpaść na gazpacho, lokalny odświeżający przysmak. To drobno pokrojone owoce (mango, arbuz, melon), podane w salsie z limonek i pomarańczy, posypane serem i od serca przyprawione chilli. Siadam na zocalo i leniwie obserwuję życie. Rynek, podobnie jak ten w Querétaro, przemienił się w scenki z narodzin Jezusa. Nieopodal stoją też choinka i bałwan.

Parada Trzech Króli rozpoczyna się na Plaza Morelos, nad którym czuwa statua Morelosa, kluczowej postaci walk o niepodległość Meksyku. Słyszę muzykę i rozpoczynamy radosny pochód przez główne ulice Morelii. Trzej Królowie rozdają cukierki, towarzyszą nam barwne tańce i radosna muzyka. Jak mówią mi morelianos, Trzej Królowie przynoszą radość, nadzieję na pokój i miłość.

I na zakończenie jeszcze jeden świecki obyczaj bożonarodzeniowy: Meksykanie w tym okresie licznie zmierzają w kierunku plaż. Odwiedzam Barra de Navidad (Navidad, czyli Boże Narodzenie), niegdyś rybacką wioskę, dzisiaj minikurort, leżący nad Oceanem Spokojnym pomiędzy Zatoką Bożego Narodzenia a laguną o tej samej nazwie. Pewnego wieczoru, wracając z plaży, widzę zgromadzenie na głównej uliczce. Przejeżdża Święty Mikołaj w towarzystwie śnieżynek; oprószeni sztucznym śniegiem. Wygląda to dość surrealistycznie w tej gorącej krainie. Cóż mi pozostaje, dołączam do fiesty.

(Fragment tekstu z miesięcznika „Poznaj Świat”, nr 12/2014)