Świetlica - szkolna głośnica

Katarzyna Bogucka 19 grudnia 2014

MEN przypomina, że szkoły w czasie okołoświątecznym mają obowiązek otoczyć uczniów opieką. Resort nie wspomina jednak o codziennych realiach szkolnych świetlic. Niektóre z nich popołudniami pękają w szwach - także od hałasu - więc zamiast dzieci edukować, głównie je przechowują...

Świetlica ZS nr 15 Mistrzostwa Sportowego w Bydgoszczy rozwija wyobraźnię wychowanków, oferując im ciekawe zajęcia plastyczne. Ostatnio dzieci robiły bożonarodzeniowe świeczniki

Fot.: Tomasz Czachorowski

Świetlica w Zespołu Szkół nr 15 Mistrzostwa Sportowego w Bydgoszczy czynna jest dziesięć godzin, od 7.00 do 17.00 (dla rodziców są to optymalne godziny). Przypada na nią trzy i pół etatu. Niektóre dzieci już przed siódmą czekają, aż portier wpuści je do szkoły, w świetlicy są przed rozpoczęciem zajęć, po lekcjach wracają i nierzadko gaszą światło razem z wychowawczynią. Zdarza się, że uczniowie wykończeni treningiem sportowym i lekcjami, przysypiają na dywanie. Czasami spędzanie całego dnia w szkole to wybór dziecka, które w świetlicy uwielbia być, czuje się tam świetnie, kto wie, czy nie lepiej niż w domu.

Jak w ulu


Z obserwacji Jolanty Szychulskiej, wychowawczyni w świetlicy ZS nr 15 Mistrzostwa Sportowego, pedagoga z 30-letnim doświadczeniem, wynika, że pozalekcyjnej opieki potrzebuje coraz więcej uczniów i nie jest to związane wyłącznie z reformą oświatową. Jej dzieciaki (zapisanych jest ponad 180 osób, czyli prawie jedna trzecia wszystkich uczniów tej szkoły) mają do dyspozycji dwa niewielkie pomieszczenia - w tym jedno tzw. telewizyjne i salę zabaw, stworzoną w ramach unijnego programu „Radosna szkoła”.

W SP nr 27 w Toruniu dzieciom przypadły go gustu zabawy z chemią i produkcją mydła pod okiem mamy jednego z uczniów

fot. Honorata Herman-Meler

W SP nr 27 w Toruniu dzieciom przypadły go gustu zabawy z chemią i produkcją mydła pod okiem mamy jednego z uczniów


Jest tu jak w typowej świetlicy, nienowocześnie, swojsko (niskie krzesełka i stoliczki, mocno wysłużony dywan, szafki, wykładzina, na ścianach prace plastyczne, szafy pełne gier, na podłodze pudła z klockami). Czy jest ciasno? I to jak. Najprzyjemniej i najefektywniej pracuje się do godziny 13. Później zaczyna się taki kocioł, że własnych myśli nie słychać. - Stale ktoś wchodzi i wychodzi. Jakieś dziecko chce pożyczyć klej czy nożyczki na zajęcia plastyczne, za moment witamy rodzica. Przyszedł po dziecko, a ono właśnie pięć minut temu ściągnęło kurtkę, czapkę, więc robi się zamieszanie na środku sali. Trzeba odpowiedzieć na każde pytanie, zainteresować się, zaproponować zajęcie, jednocześnie prowadzić dokumentację, dokładnie sprawdzać listę obecności, kontrolować godzinę wejścia i wyjścia dziecka. Tu jest jak w ulu - przyznaje nauczycielka, próbując przekrzyczeć wrzawę. Na sali jest około dwadzieścioro dzieci, czyli jak na warunki świetlicowe - spokój. Podniesiony głos pani Jolanta przeniosła do swojego domu, podejrzewa, że ma ubytki słuchu. Nie bez powodu jej podopieczni mówią o tym miejscu „głośnica”, zamiast świetlica.


Dyrekcja szkoły planuje przeniesienie dzieciaków do przestronniejszego pomieszczenia, bo o poszerzaniu obecnej świetlicy nie ma mowy, na przeszkodzie stoi konstrukcja starego budynku, wąskie korytarze, itp. - Marzy się nam coś w rodzaju przedpokoju, w którym dzieci zdejmą wierzchnią odzież, zostawią plecaki, dziś plecaki rzucone są, o tam, pod ścianę - wskazuje nasza rozmówczyni.

„Nudzę się...”


Pani Jolanta jest skarbnicą wiedzy o dziecięcych nastrojach. W mig wyłapuje, które dziecko ma problem (objawiający się np. agresją albo brakiem porozumienia z grupą), które najlepiej czuje się w swoim własnym świecie, a które ma zadatki na showmana. Każdego dnia próbuje trafić w ich zainteresowania. Gdy zaczynała pracę, na rynek wchodziły właśnie planszowe gry logiczne, ortograficzne, dzieciaki szalały na ich punkcie. Teraz tego typu gier jest z pięć razy tyle, ale aż takim powodzeniem się nie cieszą.

- Dzieci jakby czują przesyt, a może wolą komputery - przypuszcza wychowawczyni. - Komputer był, ale natychmiast zaczęły się kłótnie o to, kto pierwszy zasiądzie przy monitorze i na jak długo, dlatego komputera już nie ma. To dobra decyzja. Niestety, martwi mnie, że dzieci nie są zainteresowane czytaniem, ani przez nas, ani z wykorzystaniem audiobooków. Nie mają cierpliwości do słowa, do prac plastycznych. Wszystko chcą natychmiast - zauważa pedagog. Miewa podopiecznych, których nie sposób zadowolić. - Jakiś chłopiec nie mógł się zdecydować na żadną z naszych propozycji spędzenia wolnego czasu, stale powtarzał, że się nudzi. Zapytałam, co w takim razie robi w domu. Odparł, że też się nudzi. Z kolei pewna uczennica na pytanie o to, co lubi najbardziej robić w domu, odpowiedziała, że jeść (à propos jedzenia, dzieci mogą liczyć na porcje deserów, np. jogurtów, soków, jeśli jakieś porcje zostaną w kuchni po obiedzie).

Najmocniejszym punktem tego miejsca jest rękodzieło, fantastyczne prace plastyczne, które wygrywają miejskie konkursy, są sprzedawane na okolicznościowych jarmarkach. Wczoraj przygotowywano bożonarodzeniowe świeczniki, zdobione makaronem, pomalowanym na złoty kolor. Wyłącznie ręcznie robione ozdoby pojawiły się także na choince, na którą jedno z dzieci mówi „krzak”.

Na papierze cisza


Teoretycznie, czyli od strony przepisów, źle nie jest. Szkoły mają obowiązek bezpłatnego zapewnienia opieki uczniom, którzy pozostają dłużej w placówce ze względu na czas pracy rodziców (na ich wniosek), ale także z uwagi na organizację dojazdu do szkoły lub inne okoliczności wymagające zapewnienia opieki (możliwe również w gimnazjach). Ze statystyk wynika, że w ciągu ostatnich sześciu lat liczba świetlic, które powstały przy szkołach podstawowych, wzrosła o 30 procent. W całym kraju jest ich ponad 10 tysięcy. Maksymalnie dzieci w grupie powinno być nie więcej niż 25, na każdą z grup przypadać ma jeden opiekun i tego warunku szkoły się trzymają (wykorzystując niekiedy „przedmiotowców” w ramach realizacji przez nich obowiązku odpracowania dwóch godzin dodatkowo), co nie znaczy, że nie bywa ciasno, głośno, a wyposażenie świetlic jest zadowalające.

Mały może więcej


Stowarzyszenie i Fundacja Rzecznik Praw Rodzica przyjrzało się, dzięki zgłoszeniom rodziców, świetlicom szkolnym. Wnioski z obserwacji SiFRPR można znaleźć w opracowaniu zatytułowanym: „Szkolna rzeczywistość - raport 2013/2014”. Bydgoskich ani toruńskich smaczków w dokumencie nie ma, jest jedynie przypadek z Unisławia (dominujące starszaki „przeczekiwały” w jednej świetlicy z maluchami). W innych częściach Polski powtarzają się rozmaite zarzuty: świetlica czynna za krótko albo wcale jej nie ma, jest przepełniona, panuje w niej nieustanny jazgot, brak warunków do odrabiania lekcji, itp.

Im mniejsza szkoła, tym mniej problemów. W toruńskiej Szkole Podstawowej nr 27, (placówka liczy 149 uczniów; ze świetlicy korzysta 75 dzieci z klas I - III, choć starszaki też tu wpadają) świetlica rozeszła się po całym budynku.

- W razie potrzeby zajmujemy sale lekcyjne, więc nie ma problemu z ciasnotą
- mówi dyrektor, Anna Czarnowska, którą zastajemy właśnie na dyżurze w świetlicy.

Receptą na sukces jest różnorodność. Ostatnio uczniów czekała nie lada niespodzianka, mianowicie wizyta w profesjonalnym studiu nagrań i wspólnie z dziećmi z innych toruńskich szkół rejestrowanie na płycie kolędy. Innym razem w ramach zajęć świetlicowych Marta Ziegler-Borowska, mama jednego z uczniów, wprowadziła dzieciaki w świat chemii, ucząc je produkcji mydła. W tym semestrze hitem stały się także zajęcia szydełkowania z panią dyrektor. Okazało się, że słupki i półsłupki niejednokrotnie wciągały bardziej niż komputer czy nawet X-box. W programie pojawiły się także bardzo popularne zajęcia z decoupage (ostatnio z wykorzystaniem tej techniki ozdabiane były lniane torby), szybki kurs - teoretyczny i praktyczny - pieczenia gofrów, zajęcia w plenerze i gra w kapsle.

Fakty


Bez tej opieki ani rusz
Etymologia termin „świetlica” wywodzi się z dawnego określenia izby w wiejskiej chacie lub dworze służącej wypoczynkowi.
Wartość zajęć pozalekcyjnych zauważono już w XVIII wieku, jednak intensywny rozwój opieki i wychowania pozaszkolnego nastąpił w XIX i początku XX wieku na skutek gwałtownego rozwoju przemysłu. Wielu mężczyzn, jak i kobiet podjęło wtedy pracę zarobkową, pozostawiając swoje dzieci właściwie bez opieki.

Pierwsze świetlice powstawały w Polsce na początkach XX wieku. W początkowej fazie spełniały zadania oświatowe w stosunku do biedniejszej części społeczeństwa, dzisiaj sprawują wychowawczą opiekę nad grupą dzieci ze wszystkich środowisk.

Po II wojnie światowej powstaje coraz więcej świetlic szkolnych, organizujących rozmaite zajęcia pozalekcyjne. W 1961 roku ta forma opieki wychowawczej nad dziećmi i młodzieżą została zatwierdzona ustawowo.

W ponad 21 proc. polskich szkół podstawowych i niemal 31 proc. gimnazjów nie działają świetlice, co oznacza, że co piąta szkoła podstawowa i co trzecie gimnazjum nie zapewnia opieki świetlicowej swoim uczniom (źródło: ZNP, 2013 r.)

MEN uruchomiło dla rodziców specjalny telefon i adres mailowy, pod którym opiekunowie mogą zgłaszać wszelkie uwagi i wątpliwości dotyczące opieki nad ich dziećmi w okresie przerwy świątecznej. Oto nr telefonu: (22) 34 74 744. Można dzwonić do 7 stycznia 2015 r. w godzinach 8.30-15.00 i adres mailowy: przerwaswiateczna@men.gov.pl.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 19-12-2014 21:13

    Brak ocen 0 0

    - Mama 1: Świetlica w ZS nr 15 na Osiedlu Leśnym jest naprawdę wspaniała. Moje dzieci uwielbiały tam przebywać, przede wszystkim z uwagi na wspaniałe zajęcia plastyczne.

    Odpowiedz