Piekło na stare lata

Małgorzata Oberlan 12 grudnia 2014

Co trzecie polskie małżeństwo się rozwodzi, średnio po 14 latach. Z tą tendencją już powoli się oswajamy, jednak rozwody seniorów, którzy przeżyli ze sobą po kilkadziesiąt lat, to wciąż temat tabu. Bo, jak to tak, takie „cyrki na starość?!”.

W przyszłym roku pan Eugeniusz dobije osiemdziesiątki. Niedawno toruński sąd orzekł rozwód w jego sprawie, obarczając go winą za rozpad małżeństwa. Jest rozgoryczony i zszokowany - tym bardziej, że to on składał pozew.

Jak obcy sobie ludzie


- Nie mieliśmy dzieci, bo żona nie mogła zajść w ciążę. Ja, przyznaję, miałem przed laty związek na boku, z którego urodziła się córka. Żona dowiedziała się o wszystkim dopiero wtedy, gdy mała poszła do szkoły. Któregoś dnia do drzwi zapukał listonosz i przyniósł polisę ubezpieczeniową, którą opłaciłem dla dziecka - opowiada pan Eugeniusz.

Według jego relacji, późniejsze lata pożycia z żoną pod jednym dachem nie układały się poprawnie, ale nie z jego winy. - Żona mnie zdradzała i nie mam co do tego wątpliwości. Jak mógłbym mieć, skoro zastałem ją ze szwagrem w łóżku? - twierdzi. - Nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałem z rozwodem. Zdecydowałem się uporządkować te sprawy na starość - między innymi ze względu na dom, który w międzyczasie wybudowałem.


Jak jednak wynika z dokumentacji sprawy, to żona pana Eugeniusza przez lata miała prawo czuć się pokrzywdzona. Świadczą o tym zeznania świadków oraz zaświadczenie o obdukcji, wydane kobiecie przez lekarza w jednym z toruńskich ośrodków pomocowych. Wynika z niego, że została pobita, a mąż może cierpieć na urojenia paranoiczne. Ostatecznie, choć to pan Eugeniusz złożył pozew rozwodowy, rozpad małżeństwa orzeczono z jego winy. - Do dziś nie mogę się z tym pogodzić. Na sali sądowej zepsuł mi się aparat słuchowy i nie słyszałem, co się dzieje. Po sprawie pomógł mi pracownik socjalny. Napisał wniosek do sądu i udostępniono mi nagranie z części rozprawy. Teraz żyjemy z eksmałżonką w jednym domu jak obcy sobie ludzie
- kończy 79-latek.

Osobne łóżka i półki w lodówce


Czy wiek może być wyznacznikiem tego, co wypada robić, a czego nie? W Polsce - tak. Niezależnie od przyczyn rozwodu, już sam plan wystąpienia z pozwem przez osoby starsze najczęściej budzi dezaprobatę młodszych. „Staruszkom odbiło na starość”, „Tyle lat razem przeżyli, to mogliby już dać sobie spokój”, „Pomieszało im się w głowach na emeryturze” - to jedne z delikatniejszych komentarzy.

Młodsze pokolenie Polaków chętnie daje sobie przyzwolenie na rozwód, o czym najdobitniej świadczą statystyki. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w 2013 roku rozwiodło się ponad 66 tys. par małżeńskich, czyli o 1,6 tys. więcej niż w roku poprzednim. Jednocześnie o prawie 22 tys. zmalała liczba zawieranych małżeństw (181 tys.). Przeciętny rozwodnik ma 40 lat.

Seniorom tego przyzwolenia na rozwód tak łatwo się u nas nie daje. Tymczasem par z kilkudziesięcioletnim stażem, które de facto prowadzą osobne życie pod jednym dachem, nie brakuje. Śpią w osobnych łóżkach, dzielą półki w lodówce, od lat nie mają wspólnego budżetu domowego. Nierzadko momentem przełomowym jest przejście na emeryturę, gdy okazuje się, że spędzanie ze sobą 24 godzin na dobę to męczarnia nie do zniesienia.

- Uchodzimy za idealne małżeństwo, mimo że mamy za sobą dobre i złe lata. Mąż zaliczył kilka zdrad. Jest porywczy, więc uderzył mnie parę razy. Mimo że wybaczyłam, nie potrafiłam zapomnieć. Jestem jedynaczką i to ja muszę zapewnić opiekę moim starszym rodzicom. Mam 62 lat i staram się dbać, aby moja rodzina się kochała i wspierała. Było tak do niedawna. Obecnie z obowiązkami zostałam sama. Wszystkie spotkania rodzinne odbywają się u nas. Mąż zajmuje się tylko działką, nie wspiera mnie psychicznie. Mam wrażenie, że mnie nie kocha. Źle traktuje moją matkę. Jestem zmęczona całą tą sytuacją i myślę o rozwodzie - nie kryje pani Klara, zwierzając się na forum portalu Starsirodzice.pl.

Podobnych wyznań jest tutaj więcej. Są historie o mężach alkoholikach, odkrytych po latach zdradach, niezrozumieniu i samotności we dwoje. Wreszcie - o poczuciu zamknięcia w pułapce. To wtedy, gdy senior lub seniorka chcieliby się rozwieść, ale boją się reakcji otoczenia i najzwyczajniej w świecie nie wiedzą, gdzie po rozwodzie (i za co) mieliby zamieszkać.

Sprawa kluczowa: mieszkanie


Co przyszłych rozwodników czeka w sądzie? Bardzo wiele zależy od obsady sędziowskiej i jej poziomu empatii. Rozwodzący się emeryci nie muszą już martwić się o ustalanie zasad kontaktów z potomstwem czy płacenia na nie alimentów. Dzieci są dorosłe, najczęściej mają już własne rodziny. Zdarza się jednak, że sytuacja materialna małżonków seniorów jest bardzo różna - wówczas sąd rozstrzygać będzie kwestię tak zwanych alimentów wyrównujących (dla eksmałżonki lub eksmałżonka).

Oczywiście, kluczowym problemem okazują się kwestie lokalowe. Jeżeli seniorzy mieszkają razem, to sąd w wyroku rozwodowym orzeka tylko o sposobie korzystania z mieszkania. Problem pojawia się, gdy współmałżonek zachowuje się nagannie i swoim postępowaniem uniemożliwia wspólne zamieszkanie. Wówczas można wystąpić o jego eksmisję, i to bez względu na rodzaj zajmowanego mieszkania (komunalne, spółdzielcze, własne). Jeśli byli małżonkowie mieszkają razem, to przebywanie pod jednym dachem może być bardzo uciążliwe. Jak taki problem rozwiązać?

- O ile jest to mieszkanie własne (obojga małżonków), można je sprzedać i podzielić otrzymaną kwotę. Potem każdy idzie w swoją stronę. Jeśli mieszkanie jest dość duże, można próbować zamienić je na dwa mniejsze. Strona będąca w lepszej kondycji finansowej może też zostawić mieszkanie sobie, spłacając byłego współmałżonka. Oczywiście, wszystkie te działania wymagają zgody obu stron, dlatego warto w takiej sytuacji pamiętać o możliwości skorzystania z mediacji - radzą seniorom specjaliści z Biura Porad Obywatelskich w Warszawie.

Ksiądz zamiast psychologa?


Konflikty starszych wiekiem rodziców nie zawsze są zgryzotą dla dzieci. Jeśli żyją w innych miastach (czy nawet państwach), mamę i tatę widując tylko kilka razy w roku, problemu mogą po prostu nie dostrzegać. Ale bywa i tak, że dorosłe dzieci są świadkami piekła na co dzień.

- Moi rodzice od czasu przejścia na emeryturę całą swoją energię zużywają na wzajemne uprzykrzanie sobie życia. Mama ma 65 lat i od pięciu lat jest na emeryturze. Tato, lat 67, emerytem jest od dwóch lat. Trudno nawet wymienić te wszystkie złośliwości: przekładają sobie rzeczy w szafie, chowają buty, wydzielają osobne miejsca na półkach w kuchni, dzielą się przestrzenią w lodówce, a i tak podbierają sobie zakupy - relacjonuje pani Ewa, czterdziestolatka. - Polem rywalizacji stała się też działka, na której kiedyś zgodnie wypoczywali. Teraz mama zabrała się za generalny remont, który trwa już ponad rok. Oczywiście, bez jakiejkolwiek konsultacji z tatą, co go doprowadza do szału. O sporach o telewizor nie chce mi się nawet mówić.

Pani Ewa wraz z rodzeństwem kilkukrotnie rozważała już kupno rodzicom dwóch osobnych mieszkań. Próby skierowania seniorów do psychologa spalały na panewce już na wstępie. - Niedawno ktoś poradził mi jednak, że zamiast psychologa lepiej zaangażować w roli mediatora księdza proboszcza. Może przed Wigilią to najlepszy pomysł? - zastanawia się pani Ewa.

* * *

Najstarszą znaną parą rozwodników na świecie byli, jak dotąd, państwo Wood z Wielkiej Brytanii. Rozstali się w wieku 98 lat. Po rozwodzie pani Wood zamieszkała w domu opieki. Pan Wood zmarł krótko po rozstaniu, nie doczekując 99 urodzin. Dorosłe dzieci odmawiały angielskim mediom komentarza. - To dla mnie zbyt bolesne - wyznała lokalnej telewizji 65-letnia córka.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 15-12-2014 12:28

    Oceniono 6 razy 2 4

    - wybe: Kto sobie zasłużył na piekło ten je ma nie czekając na Sąd Ostateczny !!!!!!!!!!!!

    Pokaż odpowiedzi (3) Odpowiedz