W Hell’s Kitchen tak dostałem po tyłku (...). Program był dla mnie wojskiem, w którym nigdy nie byłem

Katarzyna Bogucka 9 grudnia 2014

Pod cytowaną wyżej wypowiedzią Adama Czapskiego podpisałoby się pewnie wielu uczestników „Piekielnej kuchni”. Ci, którzy marzą o kolejnej edycji show, gotowi są zjeść wszystko, zniosą kilkutygodniową rozłąkę z rodziną, rzucą studia...

Jeden z kilkudziesięciu chętnych, którzy zgłosili się na casting do programu Polsatu „Piekielna kuchnia - Hell’s Kitchen”

Fot.: Tomasz Czachorowski

Magda spod Włocławka jest jedną z uczestniczek castingu, który w tym tygodniu odbył się w Bydgoszczy. Ściągnęli na niego w poszukiwaniu sławy, pieniędzy i ekstremalnych emocji ludzie z różnych zakątków regionu, Polski. Pewien młody kucharz pofatygował się aż z Londynu. Gdyby wygrał, mógłby wreszcie wrócić do kraju, z którego wygnał go brak perspektyw zawodowych - wyznał później na przesłuchaniu.


Przed „Akademią Kulinarną Sadkiewicz” w Bydgoszczy Magda zjawia się prawie dwie godziny przed rozpoczęciem przesłuchań, w razie, gdyby pojawił się dziki tłum kandydatów do show. - Słyszałam, że w Warszawie było ponad tysiąc chętnych, a tu na razie słabo - studentka filologii angielskiej wskazuje na zgromadzenie liczące około 50 osób. Faktycznie, na razie słabo, ale casting potrwa przez najbliższe osiem godzin, więc sytuacja może się zmienić diametralnie.

Coś z niczego


Gotowanie to Magdy pasja, ale głowy jeszcze dla niej nie straciła. Nie widzi siebie w roli kreatorki smaków, jak twierdzi, specjalizuje się raczej w wyczarowywaniu ciekawych dań z niczego, a tę wiedzę przekazuje najlepszy nauczyciel - życie. - Prawie pusta lodówka to jest dopiero wyzwanie. Poradziłabym sobie, gdyby postawiono przede mną mleko, czerstwy chleb razowy i nieco warzyw. Karaczany? Larwy mącznika? Ohyda, pewnie upiekłabym je na maśle, ale o degustację tego paskudztwa proszę mnie nie pytać...

My nie zapytamy, ale na pewno zainteresują się tym tematem ludzie prowadzący casting do programu, w którym jedną z kar było picie koktajlu z resztek surowego mięsa, jedzenie zgniłych warzyw, panierowanego sera z farszem z żywych robaków, wspomnianych karaczanów w czekoladzie oraz z drinka z sosu rybnego.

Marta Raczek, drugi reżyser „Piekielnej kuchni - Hell’s Kitchen” zapowiada, że na przesłuchaniach nie ma pytań niedozwolonych, nie ma żadnego tabu. - Pytamy o życie zawodowe, prywatne, o pasję, o słabości, o wszystko, co tylko przyjdzie nam do głowy, a co może być istotne w czasie nagrywania programu, ale nie mamy szablonu, do którego przykładamy uczestników. Chcemy znaleźć ludzi z pasją, z osobowością i zakochanych w gotowaniu, choćby nawet kulinarnych amatorów, bo tacy ludzie mogą w naszym programie rozkwitnąć.

Gotowi na wszystko


Gotowi albo i nie. Z psychologicznego punktu widzenia każdy z uczestników wyjdzie z kuchennego piekła z innego rodzaju bagażem doświadczeń. Jedno jest pewne, do programu wchodzą na własne życzenie. Słuchając wypowiedzi przyszłych „piekielników”, można odnieść wrażenie, że są gotowi na wszystko. - Do końca nie wiem, jak zareagowałabym na wyzwiska czy chamskie odzywki pod moim adresem - mówi Milena, Ukrainka studiująca w Bydgoszczy. - Z natury jestem pyskata, nie odpuściłabym. Mój cel to zwycięstwo, zdobycie stu tysięcy złotych. Gdy to się uda, założę własny interes i pomogę rodzicom, przecież wszyscy wiedzą, jaka jest sytuacja na Ukrainie. Poświęcić jestem w stanie wiele, studia rzucę bez problemu...
- Jeśli będzie trzeba, zjem wszystko, co da się zjeść - zapewnia odważny teoretycznie Patryk z Inowrocławia, absolwent technikum gastronomicznego. Jakie jest jego danie popisowe? Polskie zrazy z ziemniaczkami i buraczkami karmelizowanymi, które razem z koleżanką z klasy prezentował na międzyszkolnym konkursie gastronomicznym. Wygrać nie wygrał, ale poznał przynajmniej smak rywalizacji. Z kolei Joanna zasadniczego wykształcenia gastronomicznego nie ma, jedynie policealne, ale jeździ na kursy, ostatnio była na szkoleniu cukierniczym, poznała także tajniki przygotowywania owoców morza. Do programu przyciąga ją jak magnes szef Wojciech Modest Amaro. - Jest dla mnie wzorem, przykładem człowieka, który zaczynał z niskiego pułapu, elektryk z wykształcenia (w rzeczywistości elektronik), a skończył w restauracji z gwiazdką Michelina. Też bym tak chciała, dlatego tu jestem.

Joanna jest od niedawna mamą, ale obowiązki rodzicielskie przejmie na czas jej pobytu w programie tata niemowlęcia. - Czy wytrzymam dziesięciotygodniową rozłąkę? Będzie ciężko, ale myślę, że dałabym radę. Najdłużej nie widziałam mojej córeczki przez trzy dni.

Determinacja jest ogromna, ale i stres, Joanna wykłada się na najprostszej rzeczy. Ma podać przepis na klasyczną włoską carbonarę, w zgłoszeniu napisała wszak, że jest fanką kuchni włoskiej.
- Usmażyłabym cebulę na maśle klarowanym, dodałabym mój sos serowo-chrzanowy, bo uwielbiam eksperymentować.
- Pytamy o składniki klasycznej carbonary - przypominają prowadzący casting.

- Zapomniałam... - stęka wyraźnie zestresowana dziewczyna.
Następny w kolejce, Dawid, kucharz zawodowy, specjalizujący się w daniach mięsnych, usiłuje wyjaśnić, czym jest foie gras. - To rodzaj gęsi, gęsi natłuszczanej przez rurkę, może nie rodzaj gęsi, a tłuszcz gęsi, eee, coś mi gdzieś dzwoni...

Chłopak nie wie także, co to jest ligawa, ale ma za to przepis - z życia wzięty - na dobrze funkcjonującą kuchnię. - Owszem, jestem nerwowy, przeklinam, zresztą wszyscy kucharze przeklinają, ale nie trzeba, nie ma sensu na dzień dobry wrzeszczeć: „Ty debilu, ty idioto”, wystarczy pomóc, zapewnić wsparcie i tym samym uratować zespół przed konfliktem. Jest to możliwe. Pracuję z kolegą, z którym się nie lubimy, ale w sprawach zawodowych działamy razem.
Czas na krótki teoretyczny test kulinarny. Powiedzmy, że Dawid ma do dyspozycji tylko jajka i truskawki. - Ubijam pianę z jajek, delikatnie nakładam na nią żółtko, całość zapiekam. Z truskawek zrobię koktajl. To dobra propozycja zdrowego, pożywnego śniadania.

Młodzi - zdesperowani


Psycholog dr Magdalena Miotk-Mrozowska zastanawia się nad determinacją uczestników telewizyjnego show. - Istotna jest gratyfikacja za udział w przedsięwzięciu, dla niej uczestnicy programu są w stanie różne rzeczy znosić, poświęcić się - zauważa ekspertka.

Drugi rodzaj motywacji związany jest, zdaniem dr Miotk-Mrozowskiej, z kwestią samooceny, bardzo często zaniżonej, z wszelkiego rodzaju niedostatkami, słabościami.

- Mówiąc naprawdę bardzo ogólnie, udział w programach rozrywkowych może być próbą dowartościowania siebie. Zarówno w jednej, jak i drugiej sytuacji, ludzie podejmują poważną decyzję, a przed jej podjęciem z pewnością oszacowali koszty, pozytywne i negatywne skutki, a także te, które poniosą, gdy odstąpią od realizacji swoich planów. Kusi na pewno fakt, że być może to jedyna taka okazja w życiu. Warto jednak pamiętać, że za każdą decyzją stoją rozmaite osobiste motywacje. Mnie, już nawet nie jako psychologowi, ale po prostu jako członkowi tego społeczeństwa, nasuwa się jeden bardzo smutny wniosek, a mianowicie przekonanie o akcie desperacji ludzi, którzy są w stanie zakwestionować ogólnie przyjęty system wartości społecznych, np. budowanie więzi rodzinnych, konieczność pracy zawodowej, nauka. Przerażająca jest gotowość ludzi do porzucenia wymienionych wartości, do działania sprzecznego z nimi. Ten stan rzeczy odzwierciedla, niestety, ogólną sytuację życiową w Polsce. Ludzie, żeby przetrwać, nierzadko muszą z takimi wyborami się mierzyć... - uważa psycholog dr Miotk-Mrozowska.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 10-11-2015 19:14

    Brak ocen 0 0

    - Kasia: Najbardziej dziwi mnie to i bardzo ciekawi że ludzie decydują się na ten program mimo jego regulaminu .Jest on przerażający z ludźmi mogą zrobić wszystko.Myślę ze nie chodzi w tym programie o gotowanie tylko o zrobienie show kosztem nawet ludzkiej krzywdy.

    Odpowiedz