Tajemnica brodatego świętego

Dorota Witt 6 grudnia 2014

Dorośli nie nazwą kłamstwem historii o Mikołaju z zaprzęgiem reniferów, który w jedną noc odwiedza wszystkie rodziny na świecie. Dla nich to delikatne zafałszowanie rzeczywistości. Dla dziecka jednak jest to dużo poważniejsza sprawa...

Jeśli dziecko jest na tyle dojrzałe, że zapyta wprost, czy święty istnieje, to będzie też umiało przyjąć wiadomość, że wchodzący przez komin Mikołaj to legenda. Na zdjęciu mikołajki w Wojewódzkim Szpitalu Dziecięcym

Fot.: Tomasz Czachorowski

Ile Mikołaj ma lat? Co robi, kiedy nie rozwozi prezentów? Gdzie mieszka? Czy ma żonę, dzieci? Czy też musi myć zęby? Pytania przedszkolaków na temat brodatego świętego nasilają się w grudniu, kiedy panowie w czerwonych strojach i z wypchanymi brzuchami zachęcają do wzięcia kredytu na świąteczne zakupy albo robią za maskotki w centrach handlowych. Rodzice, którzy postanowili, że zaszczepią w dziecku naiwną wiarę w świętego Mikołaja, najbardziej boją się jednak pytania, czy święty naprawdę istnieje. Bo

jak potem wybrnąć z kłamstwa?
- Na początek rodzice powinni rozważyć dwie kwestie: wiek i dojrzałość dziecka oraz to, jaki dialog prowadzimy z nim od początku: oparty na mówieniu prawdy, poważnym traktowaniu dziecka czy dopuszczamy fałszowanie rzeczywistości, by osiągnąć jakiś cel (dorosły nie nazwie opowieści o świętym Mikołaju kłamstwem, dla niego to właśnie delikatne podkoloryzowanie faktów, na co ma społeczne przyzwolenie) - wyjaśnia dr Magdalena Miotk-Mrozowska, psycholożka, adiunkt na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. - Odpowiedzialny rodzic takie sprawy ustali wcześniej, zanim jeszcze dziecko samo o nie zapyta.


Możemy albo utwierdzać dziecko w wierze w świętego z długą brodą, który jednego wieczoru rozdaje prezenty dzieciom na całym świecie, albo wytłumaczyć, że św. Mikołaj istniał faktycznie, był dobry, pomagał biednym, a teraz ludzie obdarowują się prezentami, by uczcić jego pamięć.
Jeśli rodzice dojdą do wniosku, że nie warto utrwalać w świadomości dziecka kłamstwa, już po fakcie stają przed problemem, jak i kiedy przyznamy się, że nie mówiliśmy prawdy. - Warto robić to stopniowo - radzi dr Magdalena Miotk-Mrozowska. - Już starsze przedszkolaki: 4-, 5-, 6-latki zrozumieją, że ludzie pomagają świętemu, kupując prezenty dla bliskich. Taka opowieść nie burzy dziecięcej wiary w Mikołaja. Jeśli dziecko jest na tyle dojrzałe, że zapyta wprost, czy święty istnieje, to będzie umiało przyjąć wiadomość, że wchodzący przez komin Mikołaj to legenda, że tak naprawdę był biskupem, który wspierał biednych.

- Mam za sobą uświadamianie przedszkolaka, że wszyscy go okłamaliśmy: mama, tata, a nawet babcia, która codziennie mówi, że nie wolno kłamać - opowiada Marta, doświadczona mama. - Maciek dwa lata temu przed Wigilią dowiedział się od kolegi, że świąteczne prezenty są od rodziców. Zapytał nas, a my wreszcie odczarowaliśmy tę historię. Był rozczarowany, płakał i nie cieszyły go święta. Córeczka miała wtedy kilka miesięcy.

Postanowiliśmy, że nie zafundujemy jej takiej traumy, także ze względu na starszego syna. Nasza 2-latka razem z nami wybiera świąteczne upominki.
Rodzice, którzy na forach internetowych dyskusję o wyższości mikołajowej prawdy nad kłamstwem toczą niezależnie od kalendarza, podpowiadają, że najlepiej opowiedzieć historię Mikołaja jako bajkowej postaci. W swoim czasie maluch oddzieli fantazję od rzeczywistości i będzie mówił o Mikołaju tak jak o Zębowej Wróżce. Dzięki takiemu podejściu nie tylko nie będzie dziwił się, dlaczego mama sugeruje mu, by zrobił świąteczną laurkę dla babci, skoro od prezentów jest święty, ale też będzie mógł napisać list do baśniowej postaci. A to ważny moment w życiu rodziny: rodzice dostają podpowiedź, jaka zabawka znaleziona pod choinką sprawi maluchowi największą frajdę, ale i mają okazję poznać jego marzenia, bo we wspólnie pisanych listach często obok prośby o klocki jest mowa np. o tym, „by tata miał czas na zabawę w chowanego”. To moment, by dorośli pojęli, jak ich zachowania wpływają na życie dzieci.

Ci, którzy utwierdzają dziecko w wierze w świętego, często używają argumentu, że to jeden z nieodzownych elementów świąt, że bez tej wiary dorosłe już dzieci nie będą wspominać Bożego Narodzenia z łezką w oku,
że nie opowiadając tej historii skracamy dzieciństwo. Wiele zależy od przekonań religijnych rodziców, od tego, czy rodzina czeka na podarunki i świąteczne przysmaki w ciepłej atmosferze, czy też raczej na narodziny kogoś niezwykle dla niej ważnego. - Może się okazać, że wiara w magię, w świętego Mikołaja wcale nie jest potrzebna - mówi dr Magdalena Miotk-Mrozowska. - Przecież nie ona, lecz bliskość, wspólnie spędzony czas tworzą istotę świąt, którą dziecko będzie nosiło w sobie przez całe życie. Stwarzają ją także przygotowania do świąt: rodzinne celebrowanie codzienności - gotowanie potraw, robienie ozdób i własnoręczne wykonywanie upominków dla najbliższych. Uporządkowany i bezpieczny świat dziecka zadrży w posadach, jeśli zbyt długo trzymaliśmy się wersji, że Mikołaj istnieje. Jeśli maluch sam domyśli się prawdy lub oświecą go koledzy z podwórka, może mieć wielki żal do rodziców