Szlemy i szlemiki, kontry i rekontry

Tadeusz Nadolski 5 grudnia 2014

59 par z regionu wzięło udział w VIII Turnieju Przyjaciół Brydża w Bydgoszczy. - Nie wyniki tu były najważniejsze, a integracja środowiska i spotkanie ze sponsorami - wyjaśnia Wiesław Paczkowski, prezes K-PZBS.

Fot.: sxc.hu

Chodziło też o to, by ci słabsi podciągnęli się i mogli podpatrywać zawodników wyżej sklasyfikowanych w rankingach. Dlatego pary nie mogły reprezentować jednej drużyny. Tradycyjnie już przy stoliku zasiadł, między innymi, poseł Tomasz Latos, który od lat znany jest jako miłośnik tej dyscypliny, jako reprezentant drużyny Hurtownia Sportowa „Paak” uczestniczy regularnie w rozgrywkach. Niestety, po spadku - w tym sezonie w III lidze. W turnieju udział wzięli także zawodnicy niezrzeszeni i niespodziewanie jeden z nich (Mirosław Milak) wspólnie z Markiem Wardą triumfowali.



Brydż sportowy różni się, oczywiście, od tego towarzyskiego. Tu o wyniku nie decyduje przypadek (czyli szczęśliwe tasowanie), a prawdziwa wiedza. Chodzi bowiem o to, że pary grają tymi samymi kartami, a zwycięża ta, która lepiej wylicytuje, potem rozegra, a przeciwnicy gorzej obronią.

Generalnie można powiedzieć, że brydż jest grą koncentracji.

- Zawodnik podczas całego turnieju, który może trwać do dziesięciu godzin, podejmuje ogromną liczbę decyzji - impasować czy grać z góry, czym zawistować, jak podzielone są kolory, czy wist był z trzech czy z czterech kart, itp. Moim zdaniem, oprócz wiedzy, doświadczenia, wyobraźni, logicznego myślenia o sukcesie decyduje to, że bardzo dobry brydżysta skupia się tylko na przykład na co dziesiątym rozdaniu. Pozostałe rozdania rozgrywa bez większej koncentracji i szczególnego zaangażowania umysłu. W ten sposób wystarcza mu koncentracji na cały turniej lub mecz - wyjaśnia Paczkowski.

Trzy czołowe miejsca zajęły pary bydgoskie. Oto kolejność: 1. Mirosław Milak, Marek Warda, 2. Alicja Kupczyk, Roman Wachowiak, 3. Tomasz Latos, Adam Wujków.