Nic nie boli tak, jak balet

Katarzyna Bogucka 5 grudnia 2014

Od tej klasyki klasycznie puchną kostki, deformują się stopy, bolą kręgosłupy, więc fizjoterapeuta musi być stale w pogotowiu. W gabinecie w Operze Nova ruch jest większy niż w publicznej poradni, ale nie ma żadnych limitów przyjęć...

Próba do baletu „Kopciuszek” Sergiusza Prokofiewa (w ten weekend na afiszu Opery Nova). W roli Kopciuszka i księcia zobaczymy dwie pary: Martę Kurkowską i Tomasza Siedleckiego - na zdjęciu

Fot.: Dariusz Bloch

Ćwiczą po osiem godzin dziennie niemalże codziennie, odpoczywają - bądź nie - w przepisowo wolne poniedziałki, czasem w niedziele, ale tak naprawdę prawie nigdy nie odpoczywają, bo nie ma na to czasu, podobnie jak nie ma czasu na chorowanie czy rehabilitację. Tancerz klasyczny musi się spieszyć, ściga się z własnym ciałem, które, jak dobrze pójdzie, potańczy z nim ze dwadzieścia lat, oczywiście o ile w pobliżu będzie czuwał dobry fizjoterapeuta (a nieco dalej ortopeda i specjalista rehabilitacji) Z pomocy Pauliny Miry, czyli fizjoterapeutycznego pogotowia Opery Nova (działa na dwie zmiany, zespół jest dwuosobowy) tancerze są bardzo zadowoleni, powtarzają, że gdyby nie ona...


- Kiedy odczuwacie największą ulgę? - pytamy artystów baletu „porozkładanych” i „porozsiadanych” na kozetkach i krzesłach niewielkiego gabinetu rehabilitacyjnego, spodziewając się, że w odpowiedzi wskażą aparat do ultradźwięków, lód w sprayu (takiego samego używają, m.in., piłkarze), tubę z polem magnetycznym albo sprawne ręce fizjoterapeutki, tymczasem ich trzymają się żarty, choć bardzo szczere: - Największa ulga jest wtedy, gdy idziemy do domu! - wybuchają śmiechem „pacjenci”.

Ledwo cokolwiek tu słychać, na dyktafon najpierw przebija się miarowe pikanie aparatu do ultradźwięków, później czyjaś opowieść o policji, która nie wypisała mandatu, gdy dowiedziała się, że obywatel tańczy w balecie Opery Nova, co chwilę ktoś wpada do gabinetu, żeby się zważyć (co ciekawe, częściej robią to panowie, okazuje się, że niektórzy marzą o przybraniu na wadze) wreszcie najbardziej interesująca nas historia barku zwichniętego na tydzień przed spektaklem...

- Czułem potworny ból - wspomina kontuzję tancerz Tomasz Gruszecki. - Nie uśmierzyła go adrenalina, która nas znieczula, bo zwykle jest tak, że tańczymy mimo doznanego urazu, nie czujemy go, dopiero po zejściu ze sceny zaczyna się masakra. Wtedy też tańczyłem, ale nie mogłem podnosić partnerki, mimo że bark wszedł na swoje miejsce.

- Byłam za kulisami, trzeba było robić wszystko, żeby pomóc tancerzowi - uśmierzać ból manualnie, zamrażać - i żeby widz nie zauważył kontuzji. Udało się nam to ukryć - wspomina Paulina Mira. - Partię jednego tancerza rozbito na dwie role. Podnoszenia za Tomka robił kolega.

Tym razem Tomasz Gruszecki przyszedł do gabinetu z inną przypadłością branżową, mianowicie z przepukliną międzykrążkową. Szczęśliwie obyło się do tej pory bez operacji, ale kręgosłup daje o sobie znać w najmniej oczekiwanych momentach, trzeba więc ratować się plastrami. - Taping pozwala skórze oddychać, mogę go nosić na plecach kilka dni, po drugie jest na tyle sztywny, że dzięki niemu doskonale wyczuwam granicę, do której mogę wykonać bezpieczny skłon. Gdyby nie to zabezpieczenie, mógłbym wykonać szybki, gwałtowny zwrot i... chwilowy paraliż.

Rozbijanie mięśni


Paulina Mira masuje kolejną stopę cierpiącą z powodu halluksa, zmorę większości tancerek (oprócz halluksów, otarć i odci­sków typowe są także dla stóp tej grupy zawodowej: zapa­le­nia trzesz­czek stawu śródstopno-paliczkowego i ich zła­ma­nia, przeciążeniowe złamania pią­tej kości śród­sto­pia, zapa­le­nia roz­ścię­gna podeszwowego).

- Staram się rozbić mięśnie, które są przeciążone, napięte - mówi rehabilitantka, nie przerywając naciskania fragmentu mięśnia niedaleko kostki. Po drugiej stronie niewielkiego gabinetu, magnetyzuje się Vladimir Seleznev (cel: zmniejszenie obrzęku kolana, kto wie, czy nie chodzi o stan zapalny), a jego żona, Ewa Białek-Seleznev (w Operze Nova od 7 lat, z baletem za pan brat od dzieciństwa, od szkoły baletowej, w której nauka trwa 9 lat) czeka w kolejce, prosi o o masaż stopy, która ucierpiała podczas jednego ze skoków w fazie lądowania.

- Podkręciła mi się stopa. Cały dzień nie bolało, może tylko z 5 minut, dopiero nazajutrz się zaczęło. Boli mnie tu (stopa), ciągnie wyżej (łydka), właściwie teraz promieniuje aż do uda. Nie wiem, co z tym zrobić - mówi tancerka i aż syczy z bólu, gdy za jej nogę zabiera się fizjoterapeutka. - Muszę powiedzieć, że tancerze są najdzielniejszymi ludźmi, jakich znam, każdego z nich coś boli, ale to ryzyko zawodowe, cena, jaką płaci się za wielogodzinne ćwiczenia w nienaturalnych pozycjach ciała - mówi Paulina Mira, a pozostali tylko kiwają głowami.

- Jesteśmy od dzieciństwa przyzwyczajeni do łamania barier ciała, do powtarzania wymaganych ruchów po tysiąc razy, do pracy zawsze na sto procent - tłumaczy Ewa Białek-Seleznev. - Ustawienie tancerza klasycznego nie jest naturalne - wskazuje na swoje biodra. - Stawy wykręcają się na zewnątrz, więc nie chodzi się tak, jak to mamy zaprogramowane przez naturę. Miednica ustawiona jest inaczej, a do miednicy dostosowuje się kręgosłup i wszystkie inne stawy aż do stóp. Kręgosłup szyjny? Owszem jest prosty, wydaje się, że mamy idealną sylwetkę, ale ona jest za prosta, co także sprawia z czasem ból.

Na fachowym portalu baletowym wyjaśnione jest to tak: „W bale­cie czę­sto widzimy bio­dra usta­wione w rota­cji zewnętrz­nej, co powo­duje zwięk­szone napię­cie mięśni odpowiedzialnych za ten ruch. W efek­cie może to pro­wa­dzić do uci­sku na nerw kul­szowy i dawać podobne objawy jak pro­mie­nio­wa­nie spo­wo­do­wane dyskopatią”.

Buty jak druga skóra


Nie każde ciało nadaje się do tańca klasycznego. Szkoły baletowe poszukują kandydatów z wysokim podbiciem (zdolność stopy do wygięcia się w łuk), dużą rozwartością bioder i wyskokiem, ważne są też proporcje ciała i uroda. Sekret tańca klasycznego leży jednak w ogromnej i niczym nieograniczonej ruchomości stawu biodrowego To ona daje wrażenie lekkości, jakby tancerz latał. Wracamy na ziemię. Stopy najszybciej odczuwają zawodowe obciążenia tancerzy. Dawniej cierpiały z powodu zbyt miękkich butów, w twardych też cierpią, ale świadomie. Na baletowym blogu czytamy o historię point: „Kieszeń”, która umożliwiała taniec na czubkach palców, robiła się zbyt miękka, by utrzymać stopę w odpowiedniej pozycji. (...).

Cały but był sklejany grubą wartwą kleju i obciągnięty satyną. Nierówności czy grudki kleju powodowały, ze taki but był bardzo niestabilny. Ponadto palce i kostki nie miały żadnej ochrony. Ponad 80 procent tancerzy cierpiało na trwałe urazy kostek i brak paznokci u stóp. Niektórzy próbowali wkładać do point kulki wełny, ale zbyt duża jej ilość powodowała, ze „nie czuli” podłogi. Tradycyjne materiały, z których wyrabiano buty, były grube i nie dawały nodze oparcia, ponadto twarde czubki strasznie hałasowały - jednak baleriny nadal tańczyły w pointach, ponieważ pozwalały im osiągnąć efekt lekkości i zwiewności, który tak bardzo chciały uzyskać. Pointy były zwykle o trzy rozmiary mniejsze niż zwykłe buty. Balleriny musiały czuć wszystkie pięć palców, a materiał musiał przylegać do stopy jak druga skóra...”

Boli - nie boli


Dolegliwości schodzą na drugi plan. - Jeżeli boli lekko, to znaczy, że nie boli, gdy boli średnio, to znaczy, że boli trochę, gdy boli mocno, przychodzę na zabieg, ale gdy nieco przestaje i jest lżej, to znaczy, że jestem zdrowy, więc nie przychodzę na zabieg, daję z siebie wszystko na próbie i tak w kółko - wyjaśnia nawyki tej grupy zawodowej fizjoterapeutka Opery Nova. - Moje zadanie polega na tym, by znaleźć jak najlepszy sposób na uniknięcie kontuzji, zapobiegać poważnym urazom. Uczestniczyłam w międzynarodowej konferencji w Szwajcarii, spotkanie było poświęcone medycynie tańca, tam zobaczyłam przekrój wszystkich kontuzji, jakie dotykają tancerzy na całym świecie. Powtarzano, jak ważna jest profilaktyka, nie tyle leczenie, bo na leczenie czasem może być za późno.