Jak się lansować, to tylko z babcią i dziadkiem

Paulina Błaszkiewicz 30 listopada 2014

Rozmowa z PAULINĄ BRAUN, aktywistką społeczną, organizatorką dancingów międzypokoleniowych.

Fot.: Archiwum


Można powiedzieć, że jest Pani specjalistką od budowania wizerunku seniorów?
Myślę, że tak. Za pomocą swojego projektu, jakim jest dancing międzypokoleniowy, chcę wyeksponować seniorów. Nie widzę nic złego w tym, żeby z osoby starszej zrobić celebrytę czy ważną personę, z której można wyciągnąć najlepsze wartości. Seniorzy w Polsce są spychani na margines i to jest dla mnie temat.

A nie jest to temat dla polityków społecznych?
Oczywiście, że jest, ale zadaniem polityków społecznych jest realizowanie pewnych programów. Ja im sygnalizuję problem, ale stosuję zupełnie inną metodę. Dancing międzypokoleniowy to cykl imprez, które prowadzą didżeje: seniorzy i ludzie z mojego pokolenia. To niesamowite uczucie, kiedy widać, jak modny warszawski klub wypełnia się po brzegi seniorami.

Wiem, że współpracuje Pani z DJ Wiką. Jaka jest między wami różnica wieku?
No, prawie pół wieku, a dokładnie 45 lat, ale poza tym, że współpracujemy, to także się przyjaźnimy. Doceniam to, że zawsze dobrze mi doradzi. Mogę tak powiedzieć również o innych seniorach, którzy tworzą ten projekt.

Co młodej kobiecie daje kontakt z seniorami? Ktoś mógłby Pani zarzucić, że lansuje się na dziadka albo babcię...
Ale mi właśnie o taki lans chodzi! Cały czas wkręcam moich seniorów, podsuwam im wyzwania i kreuję różnego rodzaju sytuacje, po to, by ktoś ich zauważył. Z jednej strony jestem dla nich szefową, a oni jednocześnie są moimi dziadkami. Mówią: „Paulina, a gdzie ty masz kurtkę? Zaraz ci zrobimy kanapeczkę, taka godzina, a ty jeszcze nic nie jadłaś”. My się przyjaźnimy i to jest piękne .

Trudno mi uwierzyć w taką międzypokoleniową przyjaźń. Nie miała Pani obaw, że seniorzy, których zaprasza Pani na dancing międzypokoleniowy, będą nieufni, że powiedzą, iż chce się Pani bawić ich kosztem?
Nigdy nie miałam takiej refleksji. Jestem odważna w swoich działaniach, ale absolutnie nie było tak, że z dnia na dzień wymyśliłam ten projekt, a później zastanawiałam się, czy seniorzy się zaangażują albo czy im się to spodoba, czy nie. Kiedy trzy lata temu zorganizowałam pierwszy dancing międzypokoleniowy, to miałam w swoim telefonie numery do zaprzyjaźnionej grupy kilku seniorów. Dziś ich nazwiska mam zapisane w exelu. Widzę, że integracja międzypokoleniowa zadziałała. Jest dużo projektów aktywizujących seniorów, ale mam wrażenie, że te formy jeszcze bardziej odgradzają osoby starsze od reszty społeczeństwa. Cały czas słyszymy hasła: kino dla seniorów, warsztaty czy wycieczki, ale te osoby pozostają ciągle w tym samym środowisku. Z doświadczenia wiem, że osoby starsze są złaknione kontaktu z młodym pokoleniem. Potrzebują inspiracji, bodźców do życia i nowych wyzwań.

Czy przełamała Pani stereotypy krążące wokół seniorów, tworząc dancing międzypokoleniowy?
Po części tak, ale duża część społeczeństwa, a nawet sami seniorzy myślą o sobie, że ich czas już minął i nie mają prawa cieszyć się życiem. Muszą odkładać na wnuki, a tablety, Instagramy i imprezy nie są dla nich. To nieprawda! Ludzie patrzą na mój projekt trochę powierzchownie, bo widzą jak seniorzy szaleją na parkiecie przy muzyce młodego didżeja, ale najistotniejsze jest to, czego nie widać na pierwszy rzut oka. Zawsze to, co jest pomiędzy zdaniami, jest sednem projektu. Wiem, że znajdą się osoby, które pomyślą, że organizuję tylko imprezy, party czy melanże, ale to jest to, co może zmienić relacje międzyludzkie. Nie kontynuowałabym tych dancingów, gdybym nie widziała zmian.

Pani podopieczni też mówią: - Paulina, to kiedy idziemy na melanż?
Tak, powoli się uczą (śmiech). Mówią tak, kiedy przychodzą na imprezę np. z wnuczkiem. Wspomniała pani o tym lansie na babcię. To najlepsze określenie sytuacji, kiedy w kawiarni czy w restauracji widzę moich rówieśników z dziadkami. Oni być może wcześniej nie chodzili do takich miejsc nawet ze swoimi rodzicami. To, że ja pokażę, że przygotowuję raperski tekst piosenki z panem Henrykiem, założymy czapkę z daszkiem albo zagramy razem w klipie, jest lansem, ale przede wszystkim sposobem na to, jak trafić do młodego pokolenia. Oni mogą wtedy pomyśleć: „Wow, cool, ale zajefajnie być seniorem! Ja też chcę taki być”. Znika bariera. Nie ma tak, że ktoś jest starszy, a co za tym idzie - gorszy. Młodzi wyciągają swoich dziadków z domu, co wcale nie jest takie proste. Trzeba to przepracować w swoich domach i rodzinach.

Co Pani dał ten projekt?
To ciekawe pytanie, bo projekt , który stworzyłam dla innych, dużo starszych ode mnie, rozwija mnie samą. Moi rodzice są rozwiedzeni. Miałam szczęśliwe dzieciństwo, ale tak naprawdę tata nigdy nie uczestniczył w moim życiu. Działałam, robiłam różne rzeczy i nawet nie zwracałam uwagi na to, że brakuje mi ojca. Przez to, że podjęłam temat relacji międzypokoleniowych, jako pierwsza wyciągnęłam rękę do mojego taty, a wcześniej nie odczuwałam takiej potrzeby. Nie wiem, jak rozwiną się nasze relacje, ale jestem dumna i szczęśliwa, że tak się zachowałam.

Jak Pani widzi siebie za trzydzieści lat?
Chciałabym jako staruszka stać przy barze, pić prosecco i patrzeć na moich kolegów seniorów didżejów, którzy świetnie się bawią z naszymi wnukami. Mój projekt nie ma daty ważności.