Jak Deotyma szukała „Panienki z okienka”

Krzysztof Błażejewski 21 listopada 2014

W połowie XIX w., szukając tematu do powieści z dziejów Polski, Jadwiga Łuszczewska, zwana Deotymą, przyjechała na Pomorze. Toruń i Bydgoszcz podobały się jej. Jednak inspirację literacką przyniósł dopiero Gdańsk.

Tak oczami nieznanego malarza wyglądała Bydgoszcz pierwszej połowy XIX wieku. Uwagę zwracają klasztor karmelitów i zespół młynów

Fot.: Archiwum

Jadwiga Łuszczewska była sławą polskiej literatury w II połowie XIX w. Uznanie zdobyła już w młodości. Jej rodzice prowadzili salon w Warszawie, gdzie utalentowane dziecko mogło popisywać się wśród gości niezwykle w onym czasie cenioną sztuką improwizacji. Szybko talent improwizatorski panny Łuszczewskiej okrzyknięty został mistycznym darem boskim. Liczne znane osobistości przyjeżdżały nawet z daleka, by posłuchać od ręki recytowanych wierszy na zadany temat.


Wypowiadanie a vista długich rymowanych strof, pełnych emocji i natchnienia, było wówczas traktowane jako wielka sztuka, do czego przyczynili się swoimi publicznymi dokonaniami Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki i inni poeci doby romantyzmu. Zachwycona talentem córki matka nadała Jadwidze miano Deotymy na część greckiej filozofki, wymienionej przez Platona w dialogu „Uczta” jako nauczycielki samego Sokratesa, autorki koncepcji miłości, nazwanej później miłością platoniczną.

Ratusz na Rynku Staromiejskim w Toruniu ok. 1860 roku, narysowany przez Polkowskiego

fot. Archiwum

Ratusz na Rynku Staromiejskim w Toruniu ok. 1860 roku, narysowany przez Polkowskiego



Jadwiga Łuszczewska po ukończeniu 24. roku życia postanowiła stworzyć „wielką romantyczną powieść z dziejów naszych”. Tematu i inspiracji chciała poszukać na Pomorzu, ziemi „flisów zuchwalców i sławnych korsarzy”, gdzie czekał ją „Gdańsk, stolica morska, Toruń gwiaździsty i Malborg, gniazdo gdzie kiedyś jastrząb mieszkał”. W tym celu jednak należało północne ziemie dawnej Rzeczpospolitej poznać. Tata Łuszczewski sięgnął więc do swojej obszernej sakwy i już niebawem w towarzystwie żony i córki wyjechał z Warszawy na północ. Sposób podróży łączył tradycję z nowoczesnością. Łukaszewscy podróżowali częściowo Wisłą, a częściowo zbudowaną kilka lat wcześniej linią kolejową.

3 sierpnia 1858 r. statek „Płock” odbił od warszawskiego nabrzeża o świcie. Poza przewiezieniem pasażerów miał dodatkowe zadanie: ratować statek „Włocławek”, który dzień wcześniej „rozbił się za Wyszogrodem na kamieniach”.

W swoim sprawozdaniu z podróży, opublikowanym trzy lata później w „Tygodniku Ilustrowanym”, Deotyma dawała upust swojej wyobraźni i talentowi poetyckiemu: „Patrząc na tłumy statków parowych, tratew, łodzi i berlinek, wyobraźnią się przeniosłam w owe dni świetności, gdy Zygmunt III na farbnych statkach zasiadłszy, wśród bicia dział i pokłonów chorągwi od Warszawy płynął do Gdańska z przepychem przypominającym żeglugę Kleopatry po Nilu”.

Toruń jakby wyspa koralowa


Po południu pierwszego dnia podróży „Płock” najpierw sam ugrzązł na mieliźnie, a następnie zajął się ratowaniem pasażerów „Włocławka”. O zmierzchu zamiast do Torunia, jak zapowiadano, dotarł zaledwie do Dobrzynia, gdzie przed oczyma Deotymy „latały stu bitew łuny, słychać było stu szturmów szczęki i migotały zbroje braci dobrzyńskich”. Następnego dnia pisarka z przyjemnością obejrzała z brzegu Włocławek, Nieszawę, Służew i Podgórz, aby wysiąść celem zwiedzenia Torunia.

„Nie próżno Toruń nazwałam czerwonym” - pisała. „Wszystkie jego kościoły, wieże, obwarowania, nawet większa część domów pała tym kolorem, a odbicie jego w Wiś-
le spoczywa jakby wyspa koralowa (...) Samo miasto leżało przede mną jakby kronika w czerwień oprawna, spięta klamrami lśniących wieżyc, a Wisła u niej się zwiesza jak niebieska wstążka, którą geniusz historyi założył tam kartę Kopernika (...) Całe dzieje Torunia zamykały się dla mnie w dziejach jego nieśmiertelnej gwiazdy”.

Już po tych kilku zdaniach można zrozumieć zachwyt współczesnych językiem młodej Jadwigi. Toruń opisywała ona dalej w ten sposób: „Nowoczesne fortyfikacye, zdaleka tak groźnie najeżone, zblizka pobudzają uśmiech; mury wązkie, jak gdyby z malowanej tektury, wszystko się zdaje na żart postawione. Siedlisko obraliśmy w hotelu „Sans-souci”, celującym wygodą i położeniem. Otworzywszy okna, śledziłam jaskrawe życie rynku”.

Obszernie opisywała Deotyma zwiedzanie toruńskiego ratusza, połączone z oglądaniem wiszących tam obrazów, szczególnie portretów królów polskich, wyposażenia sal, biblioteki, różnych eksponatów. Była zachwycona.

„Z ratusza poszliśmy szukać domu Kopernika, i o zgrozo!, kilku przechodniów zapytanych o drogę, otworzywsze wielkie oczy, zaledwie rozumiało czego żądamy. Nakoniec w księgarni, dokąd nas widoki Torunia zwabiły, wskazano nam drogę ku owej świątnicy wspomnicy”.

Wielkie jak puklerz Achillesa


Z domu Kopernika, który wywarł na młodej pisarce swoim zaniedbaniem smutne wrażenie, rodzina Łuszczewskich udała się na oględziny kilku toruńskich kościołów.

„Myśl, że noc nas zaskoczy, zanim dopełnimy tak ważnego zadania, jakiem jest nabycie pierników w Toruniu, wyrwała mię z zadumy” - pisała Deotyma. „Po długiej, arcy-zawikłanej drodze, znaleźliśmy nakoniec najsłynniejszy zakład przysmaków toruńskich, którego właścicielem jest pan Wese. Gdyśmy weszli do sklepu, gdzie wszystko tak jest szczelnie zamknięte w szafach i szufladach, że nikt się nie domyśli jaki zawierają towar, zaczęto mię częstować specyałami norymbergskiemi i innemi, co noszą nazwy miast niemieckich. Cóż mi po norymbergskich? ja chcę toruńskich. Wtedy otworzono stół kantorowy, podobny do starożytnej skrzyni; w głębi ukazały się wielkie jak puklerz Achillesa, ciemniejące numidyjską cerą, wysadzane korzenną rzeźbą, Matuzalemy pierniczego rodu”.

Z Torunia Łuszczewscy nie udali się, jak reszta pasażerów statku, do Bydgoszczy koleją, lecz popłynęli Wisłą „dla upoetyzowania swojej podróży”.

„Około drugiej wpłynęliśmy na Brdę, rzeczkę wijącą się tak kręto, że statek musi trzy razy tyle drogi odbywać, ileby jej odbył, gdyby mógł dążyć prosto. W tych ciągłych załamaniach wężowych uplotów, woda pomarszczona i zniecierpliwiona przybiera kipiący połysk; na wybrzeżach niezmierne łąki, przepasane gajami, nakrapiane wioskami, wonieją od bujności. Gdzieniegdzie rzeczka do takiego stopnia się zwęża, iż drzewa rosnące na dwóch brzegach, wiążące się mniej więcej wierzchołkami, tworzyły rodzaj gotyckiego krużganku, pod którym w przepływie oddychaliśmy rozkoszą chwilowego chłodu.

Woda była dosłownie zasłana berlinkami; z naszego statku musiano nieustannie w dzwon uderzać na znak, aby się żaglowe nawy usuwały przed dumnym parowcem. (...) Lecz już z daleka błysnęły wieże Bydgoszczy, a na brzegu sielska willa, którą zamieszkuje kapitan naszego statku. Wtedy na pomoście objawia się jakiś ruch niezwykły; spostrzegamy dwa moździerze, które nasz dowódca o kilku powołaniach, w gwarnym pośpiechu nabija, i oto z obu dział dano ognia, na wiwat sternikowi, na cześć kapitanowi”.

Bydgoszczy poetka już nie zwiedzała. Niewiele pamiątek z dawnych czasów było w niej wówczas do obejrzenia.

„Przez miasto, gdzie uderzyła mnie piękna budowa starożytnego kościoła, pojechaliśmy do dworca kolei żelaznej, wytwornie urządzonego; tam w ocienionych salach, wśród aksamitów i bronzów, ochłonęliśmy na koniec z upału, a gdy słońce się spuściło miłą przechadzką, przynęciły nas kwiaty, gaje i trawniki otaczające budynek. Tak czas ubiegł do siódmej z wieczora, o której ze świstem lokomotywy puściliśmy się ku Malborgowi” - pisała polska Deotyma.

Jak się później okazało, natchnienia do swojej powieści Jadwiga Łuszczewska nie znalazła ani w Toruniu, ani w Bydgoszczy, lecz dopiero w Gdańsku. To tam postanowiła napisać powieść, którą czytały później całe pokolenia, szczególnie młodych Polaków, zrealizowano także jej adaptację filmową. Była to „Panienka z okienka”.

„Czwartki literackie” w salonie Deotymy


Jadwiga Łuszczewska żyła w latach 1834 - 1908. Po powstaniu styczniowym towarzyszyła swojemu ojcu podczas zesłania
w głąb Rosji.

Po śmierci rodziców Deotyma od 1870 r. prowadziła popularny w Warszawie salon, organizowała „czwartki literackie”.

Była autorką cyklu „pieśni historycznych”, opisujących dzieje Polski, jednak ze względu na zbytnią wzniosłość i patetyczność nie zyskały one uznania. Najbardziej znanym utworem pisarki jest „Panienka z okienka”.

W 1964 r. powstał film „Panienka z okienka” w reżyserii Marii Kaniewskiej. Główne role zagrała późniejsza „pancerna” para: Pola Raksa i Janusz Gajos.

Od kilku lat trzy razy dziennie od maja do października z okna Nowego Domu Ławy, sąsiadującego z Dworem Artusa, w Gdańsku wychyla się „panienka”, odniesienie do postaci z powieści Deotymy.