O seksie Polak mówić nie chce

Paulina Błaszkiewicz 21 listopada 2014

Rozmowa z JANUSZEM LEONEM WIŚNIEWSKIM, pisarzem.

Janusz Leon Wiśniewski wydał w tym roku kolejną książkę „Intymnie. Rozmowy nie tylko o miłości”. Tym razem napisaną wspólnie z seksuologiem prof. Zbigniewem Izdebskim.

Fot.: Piotr Andrzejczak / MWMedia


Kto powinien przeczytać książkę „Intymnie. Rozmowy nie tylko o miłości”?
W tej książce jest dużo o mężczyznach i ich lękach w dziedzinie seksualności, dlatego właśnie oni powinni ją przeczytać. Faktem jest, że mężczyźni mało rozmawiają o emocjach. Czasami są zmuszani przez kobiety do najróżniejszych wyznań, coś powiedzą i odburkną, ale, oprócz bardzo rubasznych i wulgarnych dowcipów, o seksie mówią mało. Rozmowy o seksie u Polaków nie są czymś codziennym. Czasami prowadzone są po meczu czy prysznicu, najczęściej zaś przy winie i wtedy pojawiają się słone dowcipy.

Myślałam, że rozmawia się też wtedy, kiedy pojawiają się jakieś problemy...
Tak, ale o seksie dobrze jest rozmawiać, kiedy nie ma tych problemów. Można przecież to robić po to, by poprawić swoje życie seksualne. Ja o tym wiedziałem, a rozmowa z prof. Izdebskim tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziła. Ludzie, którzy mówią sobie nawzajem o tym, czego pragną, poprawiają jakość swojego życia. To proste.

Proste, ale z drugiej strony prof. Izdebski w swoim raporcie o seksualności Polaków napisał, że jesteśmy zadowoleni ze swojego życia intymnego...
To było też jedno z moich pytań: Czy Polacy są z seksu zadowoleni? Okazało się, że tak. Są zadowoleni nawet bardziej niż inne nacje. Wyraziłem z tego powodu radość, a Izdebski mnie zgasił, mówiąc, że wyniki tych badań są takie a nie inne, ponieważ Polacy mają małe wymagania, jeśli chodzi o sferę seksu.

W pytaniach, które zadaje Pan prof. Izdebskiemu często nawiązuje Pan do badań Kinseya. Dlaczego?
Jest to do dzisiaj wiarygodny instytut, publikujący dane dotyczące zachowań człowieka. Powołuję się na te materiały, ponieważ, tak jak już wspomniałem, to nie była rozmowa dwóch facetów o seksie przy winie. My się do tych rozmów przygotowywaliśmy. Chcieliśmy rozmawiać o seksualności człowieka, ale tak formułując konkretne tezy, żeby były pociągające, by ludzie zechcieli je przeczytać. Nie wystawiamy żadnych laurek ani ocen, nie mówimy, że poligamiczni mężczyźni, którzy mają kilka partnerek w tygodniu, ale nie ranią przy tym nikogo, są źli, a ci, którzy są z kobietą od pierwszej obietnicy, są dobrzy.

Jasne, że tak. Przecież nie od dzisiaj wiemy, że poligamia jest naturalna...
Poligamia jest uzasadniona ewolucyjnie, ponieważ rozprzestrzenianie genów dla zachowania gatunku jest korzystne. Poza tym prawdopodobieństwo, że trafi się na dobre geny, przy dużej liczbie partnerek jest o wiele wyższe. To wszystko wiemy. Tylko u homo sapiens występuje ograniczenie do tzw. wierności jednej partnerce, a jest tak dlatego, ponieważ swoje kajdany najpierw narzuciła religia, a później podpięła się pod to kultura. Polityka też ma na to swój wpływ, bo model pary wychowującej dzieci jest modelem bardziej społecznym i stabilnym. Para, związek i odpowiedzialność wykluczyły męską walkę o samice, ale istnieją społeczeństwa, w których nie ma monogamii, a jest absolutna zgoda.

Może Pan podać jakiś przykład?
Szympansy bonobo - z genetycznego punktu widzenia niewiele się od nich różnimy. To bardzo spokojne, promiskuitystyczne (bez reguł współżycia seksualnego - przyp. red.) i poligamiczne społeczeństwo. Wie pani, jak one rozwiązują problemy? Całą agresję wynikającą ze starć w stadzie rozwiązują tylko w sposób seksualny.

Nic dziwnego. W końcu chodzi o rozładowanie napięcia...
Nie tylko, bo samce i samice, tak jak wspomniałem, są promiskuistyczni. W związku z tym nawet w trakcie aktu seksualnego są w stanie zmienić partnera, jeśli inny przynosi akurat większy kokos. Ten odrzucony jest strasznie rozczarowany i powinien walczyć z tym, który go zastąpił, ale nie walczy. Nie będzie jednak stratny, ponieważ później zostanie pocieszony przez swojego konkurenta seksem oralnym...

Słucham?
No tak. Krótko mówiąc: ten wygrany po prostu robi laskę tamtemu. Samice czynią to samo. Za pomocą seksu można rozwiązać wszystkie tarcia grupowe, plemienne. Strasznie bym chciał, żeby taki sposób rozwiązywania konfliktów obowiązywał w Sejmie. Na razie seks łagodzi obyczaje u bonobo.

A u nas jest źródłem napięć, a wynika to z faktu, że funkcjonuje u nas tzw. teoria podwójnego standardu. Kobiecie nie wypada się przyznać do dużej liczby partnerów seksualnych, o czym pisał też Pana ulubiony Kinsey...
Kobiety mają dużo więcej do stracenia przy wyborze złego partnera, ale to nie oznacza, że mają mniejsze libido, zwłaszcza odkąd ten model patriarchalny został trochę rozluźniony. Z tego powodu piszemy z prof. Izdebskim o lękach mężczyzn. Uwolnienie kobiet i rewolucja seksualna nastąpiły ponad 50 lat temu - po wprowadzeniu pierwszej pigułki antykoncepcyjnej. Przywrócono m.in. możliwość pójścia do łóżka tylko dla przyjemności, co u nas jest niechętnie przyjmowane przez niektórych wyznawców religii.


Obecnie większość osób, idąc do łóżka, obawia się prokreacji jak diabeł święconej wody. Ludzie w seksie chcą znaleźć rozładowanie napięcia, czułość, delikatność, przyjemność. Dla niektórych jest to też najprostsza droga do wyrażania emocji, szczególnie u mężczyzn. Oni nie potrafią inaczej, a w łóżku znajdują czułość, której nie dostają w życiu.

O tym, że mężczyźni potrzebują czułości albo chcą się wyżalić, nie mówi się głośno, ale wiemy, że panowie właśnie takie potrzeby mają i często nie chodzi im o seks...
Izdebski przeprowadził bardzo szerokie badania w agencjach towarzyskich. Przepytywał prostytutki, a one opowiadały mu, że niektórzy faceci przychodzą i tylko rozmawiają. Bardzo często dziewczyna nawet nie zdejmuje odzieży. Panowie nie oczekują niczego innego poza wygadaniem się i wyżaleniem. Czasem potrzebują czułości, ale to nie jest żaden dziki seks w trójkątach. To często pozycja misjonarska, którą na co dzień mają z żoną. Mężczyźni mają przechlapane, bo z jednej strony kobiety są rozczarowane tym, że oni tak mało mówią o swoich emocjach i nie są czuli i delikatni, a z drugiej strony, jeśli zaczynają za dużo o tym mówić, to dostają od kobiet etykietę: softi, czyli miękkiego.

Facet ma być twardy, jednocześnie odpowiedzialny i męski, a nie rozczulać się nad sobą i pokazywać słabości. Dla niektórych kobiet opowiadanie o sobie jest właśnie tym okazywaniem słabości, więc ten mężczyzna dostaje sprzeczne sygnały. Przypomina mi się anegdota Zbyszka, do którego przyszła para małżeńska. Żona mówi do Izdebskiego: „No, panie doktorze, on mi w ogóle nie mówi, że mnie kocha”. Z kolei mąż odpowiada: „Piętnaście lat temu to powiedziałem i więcej nie będę powtarzał”.

A jakie pytania Pan zadawał prof. Izdebskiemu?
Pytałem go o różne kwestie z punktu widzenia Polaka, który nigdy do seksuologa nie pójdzie, bo mówi, że nie ma problemu, ale jednocześnie chciałby się z nim spotkać i o pewne sprawy zapytać. Ja jestem takim quasi-pacjentem.

Jaki jest najczęstszy powód wizyty mężczyzny u seksuologa?
Najczęściej mężczyzna jest wysyłany przez kobietę. Nigdy nie idzie do seksuologa dlatego, że chce poprawić jakość swojego życia seksualnego. Idzie po to, żeby coś uratować. Większość mężczyzn szukających pomocy u seksuologa ma dysfukcje erekcji.

To może powinni pójść do urologa?
Ależ tak. Problem w tym, że nie chodzi tylko o problemy czysto medyczne, ale psychologiczne. Mężczyźni w łóżku coraz częściej czują się jak na castingu, a egzaminatorką może być szczególnie piękna kobieta, o której facet myśli, że miała wielu partnerów. Nawet jeśli tak nie było albo ona zaprzeczy, to facet i tak w to nie uwierzy... Z takich sytuacji biorą się te lęki.

Teczka osobowa


Janusz Leon Wiśniewski

- Urodził się 18 sierpnia 1954 roku w Toruniu. Ukończył studia fizyczne i ekonomiczne na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika.

- Jest doktorem informatyki i doktorem habilitowanym chemii. Mieszka we Frankfurcie.

- 13 lat temu zadebiutował jako pisarz wydając głośną powieść „Samotność w sieci”, na podstawie której powstał film o tym samym tytule z Magdaleną Cielecką i Andrzejem Chyrą w rolach głównych.

- Do tej pory wydał blisko 30 książek. Trzy ostatnie: „Grand”, „Ślady” i „Intymnie. Rozmowy nie tylko o miłości” ukazały się w tym roku.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 08-04-2015 06:42

    Brak ocen 0 0

    - bizonik: Dobrze sie dzieje ze coraz wiecej ludzi chodzi do seksuologow i psychologow. Tylko dzieki temu dowiedzialem sie ze jestem gejem i teraz moge byc juz szczesliwy i wyzwolony w nowym zwiazku.

    Odpowiedz