Żeby nie wsadzać za batonika...

Małgorzata Oberlan 21 listopada 2014

Już niedługo w Toruniu powstanie pierwsze w kraju Centrum Sprawiedliwości Naprawczej. Tutaj trafiać mają sprawcy drobnych przesępstw i wykroczeń, którzy zamiast czekać na odsiadkę, kierowani będą do sprzątania, malowania, gotowania i innych prac społecznych.

Polskie prawo pozwala na stosowanie procedur sprawiedliwości naprawczej i karania więzieniem za kradzież batonika naprawdę da się uniknąć - nie wątpią dr Stanisław Burdziej (z lewej) i Bartosz Pilitowski.

Fot.: Grzegorz Olkowski

Doskonale znana historia mężczyzny, skazanego za kradzież wartego 99 groszy batonika i dyrektora zakładu karnego, który zapłacił za niego grzywnę i zwolnił z wiezienia, rozpoczęła publiczną dyskusję. Nie tylko o postawie dyrektora pułkownika Olkowicza, ale i o tym, kim w Polsce zapełnia się więzienia.

Przepełnione więzienia


- Populacja więźniów w Polsce liczy sobie około 80 tys. osób. Kolejne 43 tys. czekają na odbycie kary, a następne 11 tys. skazanych niedługo przeniesionych ma zostać do kraju z państw Unii Europejskiej, zgodnie z nowymi przepisami. To w sumie ogromna rzesza ludzi - podkreśla dr Stanisław Burdziej, socjolog z Fundacji Court Watch Polska. - Przy jednym z najniższych w Europie wskaźników przestępczości (szczególnie tej ciężkiego kalibru) mamy, obok Rosji i Ukrainy, najwyższy na kontynencie wskaźnik prizonizacji, czyli liczby więźniów przypadającej na 100 tysięcy mieszkańców.

Tak zwaną drobnicą, czyli sprawami drobnych przestępstw i wykroczeń, obciążony jest cały system wymiaru sprawiedliwości. Prokuratury mielą przypadki drobnych kradzieży, wandalizmu i niealimentacji. Później zajmują się nimi sądy. Nawet jeśli sędziowie sprawców drobnicy nie karają „zawiasami” (kara więzienia z okresem próby), ale ograniczeniem wolności poprzez zobowiązanie do prac społecznie użytecznych, to w wyrokach nie wskazują konkretnych instytucji. Określają tylko liczbę miesięcy i godzin tych prac. Dopiero wydziały penitencjarne sądów zajmują się szczegółami, a obowiązki nadzoru spadają na kuratorów.


- Tych mamy obciążonych najbardziej w Europie. W Norwegii na 100 tys. mieszkańców jeden kurator zajmuje się 50 osobami. W Polsce
- 630! - dodaje dr Stanisław Burdziej.

Czas na sprawiedliwość naprawczą


Fundacja Court Watch Polska z siedzibą w Toruniu ma już ugruntowaną markę w kraju. Jej działania, szczególnie wykonywany co roku z udziałem setek wolontariuszy Obywatelski Monitoring Sądów, znalazły uznanie nie tylko u opinii publicznej, ale i w Ministerstwie Sprawiedliwości. Najmłodsze dziecko fundacji to Centrum Sprawiedliwości Naprawczej. Pierwsze w Polsce ma ruszyć w Toruniu w pierwszym kwartale przyszłego roku. Pionierski projekt, uwzględniony w „Strategii modernizacji przestrzeni sprawiedliwości w Polsce 2014-2020”, wkroczył właśnie w drugą fazę. Po etapie badawczym przyszedł czas na projektowanie procedur. Naukowym partnerem fundacji jest Instytut Socjologii UMK.

Jak takie centrum miałoby działać? Najprościej mówiąc, byłoby miejscem, w którym, po pierwsze, organizacje pozarządowe gromadziłyby informacje o zapotrzebowaniu różnych instytucji (szkół, zakładów komunikacji publicznej, spółdzielni etc.) na prace społeczne. Po drugie, kierowany do centrum sprawca - czy to już przez prokuratora, czy też przez sędziego - byłby diagnozowany. Pracownicy centrum w wywiadach określaliby, co potrafi, w jakich pracach mógłby się sprawdzić i czy podłożem jego konfliktu z prawem nie jest nałóg.

- Takie centrum wpisuje się w ideę sprawiedliwości naprawczej. Ta koncentruje się na społeczeństwie jako na ofierze złamania przepisów oraz problemach społecznych, będących ich przyczyną i następstwem. Celem sprawiedliwości naprawczej jest doprowadzenie do stanu, w którym szkoda zostaje naprawiona, a sprawca wraca na łono społeczeństwa, nie łamiąc ponownie prawa - wyjaśnia Bartosz Pilitowski, prezes Fundacji Court Watch Polska.

Jak w Nowym Jorku


Inspiracją dla fundacji stała się wizyta w Stanach Zjednoczonych i zetknięcie z Community Court, czyli „sądem dla społeczności lokalnej”. Pierwszy z nich, Midtown Community Court, powstał w roku 1993 w Nowym Jorku i miał za zadanie przywrócenie normalności na Times Square. Dziś jest to miejsce przyciągające turystów, prestiżowe, ale pod koniec lat 80. XX wieku okolica ta nie była ani bezpieczna, ani miła. Handel narkotykami, prostytucja, plaga drobnych kradzieży - wszystko to można było znaleźć na Times Square. Sytuacja była na tyle zła, że właściciele teatrów na Broadwayu zagrozili przenosinami do sąsiedniego stanu New Jersey, bo widzów odstraszała przestępczość.

Działalność Community Court polegała na połączeniu efektywnego karania z pomocą samym sprawcom. Wielu z nich było uzależnionych i przed oblicze sędziego trafiało po raz kolejny. Za zmianę nie odpowiadały nowe przepisy, ale ściślejsza współpraca z organizacjami społecznymi.

W sądzie ulokowała się organizacja pozarządowa Center for Court Innovation. Jej pracownicy rozmawiali z każdym oskarżonym i przedstawiali potem sędziemu diagnozę, uwzględniającą np. problemy psychiczne oraz uzależnienia sprawcy, a także propozycję kary łączącej na ogół prace społecznie użyteczne (np. sprzątanie ulic czy zamalowanie graffiti) z elementami terapii. Zadaniem organizacji było też późniejsze koordynowanie prac skazanych i wsparcie w terapii. - To model, który nas inspiruje - podkreślają Bartosz Pilitowski i Stanisław Burdziej.

Korzyści dla wszystkich


Pierwsze w Polsce Centrum Sprawiedliwości Naprawczej, mające już poparcie kierownictwa toruńskich sądów - okręgowego i rejonowego - otworzy podwoje za kilka miesięcy na starówce. Najprawdopodobniej przy ul. Jęczmiennej - tam, gdzie siedzibę ma już Fundacja Dialogu, skupiająca mediatorów. To miejsce nieprzypadkowe, wszak mediacje to też element sprawiedliwości naprawczej.

- Na pewno współpracować będziemy ze specjalistami, takimi jak psycholog, doradca zawodowy, mediator - zaznacza Bartosz Pilitowski. - Jeśli chodzi o finansowanie, to korzystamy z grantu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, zdobytym w konkursie na innowacje społeczne. W przyszłości planujemy pozyskać dodatkowe środki od darczyńców.

Toruńska fundacja wierzy, że korzyści płynące z pracy centrum szybko przemówią do lokalnej społeczności. - W pierwszym odruchu osoby pokrzywdzone, którym sprawca na przykład zniszczył mienie, życzą mu bezwzględnej odsiadki. Gdy jednak emocje opadną i pokrzywdzonemu przedstawi się dwa stany rzeczy - pierwszy, w którym wandal wędruje za kratki, a podatnicy płacą ok. 3 tys. zł miesięcznie za jego utrzymanie, i drugi, w którym wandal naprawia szkodę i w ramach zadośćuczynienia wykonuje prace użyteczne dla lokalnej społeczności, np. sprząta okolicę - nie ma już wątpliwości. Po prostu pokrzywdzony przychyla się do drugiego rozwiązania, dostrzegając jego racjonalność - podkreśla dr Stanisław Burdziej.

Oczywiście, korzyści z kar naprawczych dotyczą nie tylko lokalnej społeczności, która zyska ręce gotowe do posprzątania, dozorowania czy odśnieżania. - Zyskuje sam sprawca. Ma szansę zadośćuczynić społeczeństwu, i to w sposób realny (stąd konieczny wywiad, by rozpoznać umiejętności takiej osoby), i nie jest od niego izolowany. Zetknięcie z Centrum Sprawiedliwości Naprawczej ma być też szansą na zmianę trajektorii losu takiego człowieka, choćby przez kontakt z terapeutą (może zacznie walkę z nałogiem?), czy kimś, kto pomoże mu załatwić sprawy w urzędzie pracy, ZUS-ie. Wyniki badań, na przykład we Wrocławiu, jasno wskazują, że około 50 proc. osób skazywanych za drobne przestępstwa i wykroczenia to ludzie z problemem alkoholowym i bezrobotni - kończy Bartosz Pilitowski.

* * *

Po toruńskim, jako drugie w kraju, powstać ma Centrum Sprawiedliwości Naprawczej w Białymstoku. Kto wie, co wykiełkuje z tych eksperymentów za kilka lat...

Warto wiedzieć


Zdaniem rządzących, to „tylko” wysokie zaludnienie więzień...

- Populacja osadzonych przebywających w jednostkach penitencjarnych na koniec maja 2014 r. wynosiła ponad 79 tysięcy osób, w tym 6802 osoby to tymczasowo aresztowani. Według stanu z marca, Służba Więzienna zatrudniała ponad 27,5 tys. funkcjonariuszy,
1,6 tys. pracowników cywilnych oraz 220 pracowników pedagogicznych - takie dane przekazał wiceminister sprawiedliwości Wojciech Węgrzyn posłom w czerwcu tego roku w ramach informacji o aktualnej sytuacji w Służbie Więziennej.

- Te dane wskazują, że nie ma problemu przeludnienia, ale możemy mówić o wysokim zaludnieniu zakładów karnych i aresztów śledczych. Norma przypadająca na jednego skazanego w Polsce, wynikająca z Kodeksu karnego wykonawczego, to 3 mkw. Staramy się w ramach warunków lokalowych te 3 mkw. zapewnić i nie zmniejszać tego współczynnika. Niestety, daleko nam jeszcze do tych norm, które są w Niemczech i we Francji - powiedział minister Węgrzyn.

- W państwach Europy Zachodniej norma powierzchni przypadającej na jednego odbywającego karę pozbawienia wolności wynosi nawet kilkanaście mkw.

- W polskich zakładach karnych i aresztach śledczych wykorzystanych jest obecnie ok. 91,7 proc. ogólnej liczby wolnych miejsc.