Wczoraj nikomu nieznany, dzisiaj podbija serca Polek

Piotr Schutta 17 listopada 2014

Rozmowa z RAFAŁEM MAŚLAKIEM, aktualnym Misterem Polski.

Fot.: MWMEDIA


Trudno się do Pana dostać. Musi być Pan bardzo zabieganym człowiekiem...
Moje życie zmieniło się diametralnie. To stare runęło po prostu jak lawina. Z chłopaka z wioski liczącej trzystu mieszkańców stałem się nagle osobą rozpoznawalną i zamieszkałem w stolicy. To naprawdę był dla mnie skok na głęboką wodę. Ale poradziłem sobie. Jestem szczęśliwy, spełniam się.

Jak wygląda dzień Mistera Polski?
Trochę czasu każdego dnia spędzam w siłowni. To jest coś, co lubię i czemu zawdzięczam swoją karierę. To mnie nauczyło dyscypliny, to wyrzeźbiło moje ciało, a teraz pomaga mi w przygotowaniach do konkursu Mister International, w którym wezmę udział w lutym 2015 roku. Dieta i siłownia są w tej chwili na pierwszym miejscu. Pracuję też jako model i jestem zapraszany do różnych programów. Codziennie coś innego.

Od czego się to wszystko zaczęło?
W grudniu 2013 roku wziąłem udział w castingu klubu dyskotekowego w Zielonej Górze. Zrobiłem to dla zabawy. Chodziło o pozowanie do kalendarza klubowiczów. Spośród pięćdziesięciu tysięcy chętnych wybrano czternaście osób. Ten kalendarz zobaczył później jeden z organizatorów konkursu Mister Wielkopolski i namówił mnie, żebym wziął w nim udział. Twierdził, że mam spore szanse na wygraną. W życiu bym na to nie wpadł. Zgodziłem się i wygrałem. Potem założyłem bloga i fanpage’a. Nagle okazało się, że cieszę się dużym zainteresowaniem ludzi.

A potem został pan Misterem Polski. Jak to się robi?
Wygląd jest bardzo istotny w tego typu konkursach, ale ciało to nie wszystko. Trzeba pokazać osobowość i charakter. Na zgrupowaniu byliśmy cały czas obserwowani i oceniani. Patrzono choćby na to, czy znamy zasady savoir-vivre, czy umiemy się zachować w restauracji. Była na przykład rozmowa z dwudziestoosobową komisją, która przypominała test osobowości. Pytano nas dokładnie o wszystko. Trzeba było pokazać, kim się jest naprawdę, dać coś od siebie. Podczas samej gali, w finale, pokazywaliśmy się w różnych stylizacjach, prezentowaliśmy różne talenty, wygląd był tylko jednym z czynników.

Czy Mister Polski to jest zawód? Można z tego wyżyć?
Pojawiają się jakieś zaproszenia i propozycje, choćby do udziału w kampaniach reklamowych czy imprezach klubowych. Ale to nie jest tak, że każdy się teraz o mnie bije i że mam mnóstwo zleceń. Nadal muszę ciężko pracować. Oczywiście, tytuł trochę pomaga, ale na castingach jestem traktowany tak, jak każdy inny uczestnik. Dużo większą popularność od konkursu Mister Polski przyniósł mi udział w „Tańcu z gwiazdami”.

W którym etapie Pan odpadł?
W siódmym odcinku, a odcinków było jedenaście. Dla człowieka, który zaczął karierę kilka miesięcy temu, to duży sukces. Udało mi się pokonać na parkiecie ludzi, którzy od lat mają do czynienia z estradą.

Co piszą do Pana wielbicielki i sympatycy?
Mój profil na Facebooku ma już 73 tysiące polubień. Ludzie piszą o wszystkim. Otrzymuję propozycje matrymonialne, seksualne, pochwały, komentarze negatywne, zdjęcia, filmiki.

Jak reaguje na to narzeczona?
Nie mam narzeczonej, mam dziewczynę. Jest bardzo tolerancyjna i rozumie, że to jest moja praca. Ale ja też nie daję jej żadnych powodów do zazdrości. Wie, że podchodzę do tego profesjonalnie.

Jakie Mister Polski ma pasje?
Teraz jest to taniec. Strasznie się w to wgryzłem. Przed konkursem w Korei chcę ułożyć jakąś choreografię z pomocą ludzi, których poznałem w „Tańcu z gwiazdami”. Myślę, że zaprezentuję tam coś fajnego. Wcześniej moim konikiem było zdrowe odżywianie i fitness. W wioskach nie ma wiele możliwości dla młodych ludzi. Sam sobie zrobiłem w piwnicy siłownię, dużo czytałem o rozmaitych dietach i eksperymentowałem. Do wszystkiego dochodziłem sam. Znajomi znali mnie z tego, że zawsze mam przy sobie dietetyczne pożywienie.

Co Pan robił zanim został Pan Misterem Polski?
Pracowałem w zakładzie produkcyjnym na trzy zmiany. Produkowałem opakowania do past i kosmetyków. Do dzisiaj trawię to, co mnie w życiu spotkało. Z fabryki wskoczyłem na salony, między ludzi, których dotąd oglądałem tylko w telewizji czy gdzieś na koncertach.

Ciężko jest na salonach?
Nie. Otaczają mnie wspaniali ludzie. Wszyscy są normalni. Nie różnią się niczym od innych. Czasami zakładają maski, gdy występują publicznie, ale w kontakcie bezpośrednim to zwykli, sympatyczni ludzie.

Dzisiaj Pan również jest częścią polskiego show-biznesu. Też zakłada Pan maskę?
Trzeba w każdej chwili wiedzieć, co się robi, bo wszędzie dzisiaj są kamery i komórki. Jeżeli stworzyło się jakiś wizerunek, trzeba po prostu o niego dbać. Łatwo można go zepsuć. Jeżeli spocznę na laurach, stwierdzę, że jestem taki fajny, że już nic nie muszę robić, to wrócę szybko tam, skąd przyszedłem. Tytuł Mistera Polski kiedyś przeminie. Trzeba mieć jakiś pomysł na siebie i szukać nowych kierunków.