Gdy szefem jest szefowa...

Dorota Witt 16 listopada 2014

Szefowe są w pracy nielubiane, same bardziej lubią współpracowników niż współpracowniczki. „Ja się tyle napracowałam przed awansem, to niech i ona dostanie w kość” - myślą. Szef za to nie pomyśli, od razu wygarnie, co mu leży na sercu.

Fot.: Thinkstock

- W poprzedniej pracy (w jednym z centrów rozrywki dla rodzin) miałam bezpośrednio nad sobą kilka kobiet - kierowniczek zmian, ale ich zachowania były różne: od opanowanych do skrajnie impulsywnych - opowiada pani Dagmara z Torunia, która przez ostatnie dwa lata pracę zmieniała trzy razy - przez złe relacje z przełożonymi. - Pomyślałam wtedy, że te wszystkie badania, które mają pokazywać wyższość kobiet nad mężczyznami na kierowniczych stanowiskach (i odwrotnie), to wielka bujda. Ale potem zaczęłam pracę w jednym z muzeów. Rządzili nim na spółkę on i ona. Wydawałoby się, że tak samo układają sobie relacje z pracownikami. Aż tu nagle trach - rozmawiam z klientem przez telefon, moje słowa nie spodobały się szefowej, która od dłuższej chwili przysłuchiwała się rozmowie. W końcu podbiegła, wyrwała mi słuchawkę i zaczęła tłumaczyć coś dzwoniącemu. Jestem pewna, że szef nigdy by się tak nie zachował, ofukałby mnie po odłożeniu słuchawki, ale nie upokorzyłby mnie tak, jak zrobiła to kobieta. Ile agresji było w niej wtedy, ile determinacji…

Wymagające wobec innych kobiet


Kobiecy styl szefowania różni się od męskiego - co do tego psycholodzy, ale i pracownicy nie mają wątpliwości. Problem pojawia się wtedy, gdy zamiast zastanowić się, jakim szefem jest nasza szefowa, od razu mówimy: „impulsywna (te hormony!), nie ma posłuchu u pracowników, intrygantka, a tak w ogóle: jak ona tak szybko dostała ten awans?”. Stereotypy rządzą w pracy, co gorsza, sprawiają, że kobiety same sobie stawiają bariery:
- Przyzwyczaiłyśmy się do myślenia, że musimy pracować dwa razy dłużej niż mężczyźni, zrobić dwa razy więcej kursów, być dwa razy bardziej zaangażowane niż koledzy. Tymczasem wielu szefów wcale tego od nas nie chce, ograniczenia narzucamy sobie same, bo tak zostałyśmy wychowane - uważa Izabela Kielczyk, psycholog biznesu, prezeska Rady Psychologii Biznesu w Europejskim Forum Właścicielek Firm.


Często wskazuje się na to, że kierowniczki są bardziej wymagające niż kierownicy, zwłaszcza wobec innych kobiet: - Szefowa, widząc młodą, zdolną, ambitną koleżankę, pomyśli: „Skoro ja się tyle napracowałam, by zdobyć awans, to niech i ona dostanie w kość - mówi Izabela Kielczyk. - W pracy nie ma kobiecej solidarności, paniom łatwiej dogadać się z mężczyznami, choć też nie zawsze. O szefowych mówi się, że nie komunikują wprost tego, co im się u pracownika nie podoba. Nie chcą go urazić pretensjami czy pochopnymi oskarżeniami, dlatego stosują aluzje, co może być odbierane przez innych jako knucie intryg czy manipulowanie. Kobieta boi się w takich sytuacjach także tego, jak współpracownicy będą ją postrzegać: „Jeśli powiem mu parę słów, zespół uzna, że jestem za ostra” - myślą.

Tymczasem wyrażanie otwarcie swojej opinii nie ma z butą czy arogancją nic wspólnego. Szef postępuje inaczej - wygarnie, co mu leży na wątrobie i o samopoczucie podwładnego nie zadrży. Kobieca empatia, wrażliwość, intuicja mają zastosowanie w zarządzaniu ludźmi, przydają się np. do rozwiązywania sporów czy przy dobieraniu najbliższych współpracowników.

Lepiej nie generalizować


Dziewczynki tak były wychowywane, by nie mówić, kiedy coś im nie odpowiada. A to uczy skomplikowanych trików manipulacyjnych. Na rynek pracy wchodzą jednak młodzi ludzie inaczej kształtowani przez rodziców i postawy społeczne, być może więc, jak spekulują specjaliści, ta różnica niebawem się zatrze.

- Są badania, które pokazują, że lepiej czujemy się, kiedy w pracy zarządza nami mężczyzna. Co więcej, to głównie opinia kobiet - zauważa Izabela Kielczyk.

Powodem mogą być także stereotypy - inne badania pokazują, że bezpieczniej czujemy się, gdy pilotem samolotu jest mężczyzna, a jeszcze inne, że gdy na czerwonym świetle przechodzi facet, pójdzie za nim tłum, za kobietą - mało kto.

- To, jakim kto jest szefem, nie zależy od płci, a raczej od osobowości, wykształcenia, a nawet sytuacji w zespole, którego zostaje się liderem - twierdzi Agnieszka Sosińska, socjolożka z warszawskiej fundacji Feminoteka. - Ciągle jeszcze na wysokich, decyzyjnych stanowiskach więcej mamy mężczyzn. Niektóre kobiety przejmują stereotypowo męski styl zarządzania, który cechuje agresja, siła, przejmowanie kontroli. W taką rolę wchodzą niekiedy te kobiety, które stanowisko objęły w atmosferze niesprzyjającej spokojnej pracy, albo te, które nie są doceniane jako szefowe. Z drugiej strony szefowa: wykształcona, kompetentna i taka, która dobrze czuje się na kierowniczym stanowisku, może wprowadzić nową jakość w relacjach z podwładnymi. Stereotypowo o kobietach mówi się, że są empatyczne, troskliwe, stawiają na komunikację. Przestrzegam jednak przed generalizowaniem. Każdy szef czy szefowa jest inny i powinien być oceniany indywidualnie.